Więcej niż brat

Badaniu życia ks. Jerzego dr Milena Kindziuk poświęciła większą część dziennikarskiego, a teraz także naukowego życia. Dzięki jej pasji powstała biografia najpełniejsza spośród tych, jakie dotąd się ukazały.

Z bł. ks. Jerzym nigdy się nie spotkała. Jako mała dziewczynka uczestniczyła z rodzicami w pogrzebie męczennika. Ale ks. Jerzy kimś naprawdę ważnym stał się dla niej dopiero w dorosłym życiu, gdy z reporterską pasją docierała do świadków jego świętości: kolegów z klasy, nauczycieli, kleryków i wychowawców z czasów seminaryjnych, wiernych i duszpasterzy z parafii, w których pracował, i robotników z Huty Warszawa, którymi się opiekował.

Urzekało ją, że niemal każdy z rozmówców mówił o nim jak o najbliższym przyjacielu albo wręcz o członku rodziny. Niektórzy podkreślali, że jest im bliższy niż brat. Wiele razy rozmawiała z rodzicami księdza, całe tygodnie spędzała w archiwach, zarówno kościelnych, jak i świeckich. Szukała informacji, które rzucą nowe światło na życie ks. Popiełuszki, nie tylko w Instytucie Pamięci Narodowej, Archiwum Akt Nowych, Archiwum Rady Ministrów czy w Urzędzie Ochrony Państwa. Ze specjalnym pozwoleniem  kard. Kazimierza Nycza i abp. Stanisława Gądeckiego korzystała z Archiwum Sekretariatu Prymasa Polski czy z Archiwum Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski.

Dzięki niej najnowsza biografia ujawnia m. in. zeznania Waldemara Chrostowskiego, kierowcy ks. Popiełuszki, szyfrogramy lub raporty Ministerstwa Spraw Wewnętrznych sporządzane dla Komitetu Centralnego PZPR, dotyczące działalności kapelana "Solidarności", czy plany represji wobec niego, ale też wobec całego Kościoła (tak zwany plan "R"). Są listy zabójców do swoich rodzin czy do rodziny Popiełuszków. W książce znajdują się również fragmenty zeznań świadków w procesie beatyfikacyjnym księdza, tak zwane "transupmtum" (m. in. zeznania rodziców ks. Jerzego, ale także biskupów i osób, które go znały). Milena Kindziuk szczegółowo rekonstruuje wydarzenia z nocy 19 na 20 października, kiedy ks. Jerzy został porwany, podkreślając, że wszelkie inne hipotezy dotyczące jego śmierci, w tym innej daty jego męczeństwa, nie są poparte żadnymi dowodami.

Autorka dotarła do licznych świadectw osób, które mówią o uzdrowieniach duchowych i fizycznych za przyczyną ks. Popiełuszki, rozpoczynając od jego mamy i brata, a kończąc na relacji Francois Audelana, która stała się podstawą rozpoczęcia procesu kanonizacyjnego męczennika.

Prawie tysiącstronicową biografię czyta się łatwo. Autorka udostępnia też w publikacji nowe zdjęcia ks. Jerzego, z domowego archiwum rodziny Popiełuszków, a także jego prywatne listy. Wszystko po to, by w kontekście zbliżającej się kanonizacji męczennika z Żoliborza zachwycić nim jeszcze więcej osób.

za: Więcej niż brat, w: Gość Warszawski nr 37/2018, s. VII.

Pociesza, wspiera, uprasza cuda...

W sanktuarium na Żoliborzu są już setki świadectw łask wymodlonych za wstawiennictwem ks. Jerzego.

Od 1984 r. przybyło tu ponad 20 mln pielgrzymów, przysyłane są niezliczone świadectwa łask i cudów, wśród których znajdują się uzdrowienia poświadczone przez lekarzy - mówi ks. Marcin Brzeziński, kustosz sanktuarium bł. ks. Jerzego Popiełuszki na Żoliborzu. Według niego dramatyczna śmierć ks. Jerzego głęboko zapadła w ludzką pamięć i mocno naznaczyła karty dziejów Polski. "Sądzę jednak, że to nie wielka historia sprowadza ludzi, którzy codziennie, anonimowo, w milczeniu trwają przy grobie męczennika spoczywającego nieopodal świątyni i prowadzą z nim dialog. Ludzie od zawsze potrzebowali dobrego pasterza. Kogoś, kto by ich zrozumiał, wysłuchał, znalazł dla nich czas i nie opuścił w kryzysie, kogoś podobnego do nich, zwykłego, bliskiego. Kimś takim właśnie w czasie swojej ziemskiej posługi był ks. Jerzy" - przekonuje w "Księdze łask", opublikowanej właśnie staraniem sanktuarium.

Wiele z osób, które piszą w książce o ks. Jerzym, na co dzień doświadczało jego wsparcia duchowego i materialnego jeszcze za życia męczennika. "Był człowiekiem niezwykle skromnym, nawet z trudem i oszczędnie wyrażającym swoje myśli. A potem był kościół, ołtarz, ornat i nagle stawał się innym człowiekiem. Wielkość rodziła się przy ołtarzu" - wspomina w książce adwokat Maciej Bednarkiewicz, który zmarł 11 listopada 2016 roku.

Przy tym ołtarzu i stojącej przy nim trumnie ks. Jerzego nawrócenie przeżyła m. in. Bożena. W "Księdze łask" opisuje przeżycia w noc czuwania, gdy do kościoła św. Stanisława przywieziono ciało ks. Popiełuszki. Doświadczyła wtedy ogromnej miłości Pana Boga, choć przyznaje, że do tej pory nie była praktykująca. "Nagle zobaczyłam różne wydarzenia z mojego życia, jakby ktoś mi je pokazywał, nie tylko wydarzenia, ale również moje intencje, egoizm, marnowanie życia. Było to tak straszne przeżycie, moja dusza wydawała się czarna jak węgiel, a ja sama stracona na zawsze. I właśnie wtedy w tej rozpaczy, kiedy najchętniej bym się zapadła pod ziemię, w poczuciu swoje całkowitej nędzy doznałam odczucia Bożej miłości".

Rok później, gdy lekarze sugerowali jej aborcję, u grobu męczennika doświadczyła pewności, że jej dziecko urodzi się - wbrew zapowiedziom lekarzy - zdrowe. I tak było.

W "Księdze łask" zapisane są świadectwa interwencji bł. ks. Jerzego w przypadku różnych schorzeń, utraty pracy, a nawet ... huraganu Irma, który pustoszył Florydę w 2017 r. Najwięcej zapisanych łask dotyczy jednak uzdrowienia z chorób duszy i ciała.

"Od momentu, gdy został ogłoszony błogosławionym, mamy pewność, że wstawia się za nami u Boga i że jego wstawiennictwo jest skuteczne. Jeśli prosimy błogosławionego ks. Jerzego z wiarą, wytrwale i ufnie, w dobrej intencji, wtedy otrzymujemy potrzebne nam łaski. Wiele osób zaświadcza, że od ks. Jerzego otrzymało pomoc, gdy się do niego modliło" - przyznaje w książce ks. Michał Kotowski.

- Myślę, że tak jak ks. Jerzy był hojny i uczynny tutaj, na ziemi, pośród na, tak też jest bardzo hojny, będąc u Pana Boga, wśród błogosławionych - dodaje Katarzyna Soborak, kierująca Ośrodkiem Dokumentacji Życia i Kultu Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki.

Według kustosza sanktuarium, przygotowując się do kanonizacji tego męczennika, potrzeba nam rachunku sumienia z dewizy ks. Jerzego: "Zło dobrem zwyciężaj".

- Wydaje się, że ciągle mamy w tej kwestii wiele do zrobienia i osobiście, i jako społeczeństwo - mówi ks. Marcin Brzeziński. (...)

Imieniny bł. ks. Jerzego

Sanktuarium bł. ks. Jerzego Popiełuszki przy ul. kard. Stanisława Hozjusza 2 zaprasza 23 kwietnia o godz. 18 na Mszę św. z okazji imienin ks. Jerzego. Dzień wcześniej o godz. 19 w sanktuarium odbędzie się koncert Orkiestry Kameralnej Filharmonii Narodowej.

za: Pociesza, wspiera, uprasza cuda..., w: Gość Warszawski nr 16/2018, s. IV.

Zakończenie

Życie księdza Jerzego Popiełuszki rozpatrywaliśmy w perspektywach Bożego zbawienia. I choć nic ostatecznie pewnego o Bogu nie możemy orzec, a już szczególnie w imieniu Pana Boga nie wolno nam wydawać żadnych osądzających wyroków, niemniej... Bóg w swojej miłości wskazał na księdza Jerzego. Widocznie z niepozornych roślin wyrastają wspaniałe drzewa. Życiowe doświadczenie warszawskiego męczennika powtarza niejako sytuacje ewangeliczne. Nie było wśród uczniów Jezusa wielkich uczonych, prałatów, nie było profesorów uniwersyteckich. Byli natomiast ludzie ubodzy duchem, to znaczy tacy, którzy całe swoje życie, wszelkie problemy i nadzieje umieli przedłożyć przed sumienie własne, sumienie innych ludzi i oblicze Boga. Bo ubogi duchem to nie ten, który niczego nie ma, ale ktoś taki, kto osobiste nadzieje pokłada w Bogu miłosiernym. I ksiądz Popiełuszko był obdarzony właśnie takim darem miłosierdzia, darem współczującego wejrzenia na innego człowieka.

Oczywiście, pozostawał zwyczajnym chłopakiem, ze swoimi wadami, nieporadnościami życiowymi, ale to, gdy chodzi o ostateczne spełnienie życia, nie ma najmniejszego znaczenia. Dlatego, że w życiu liczy się ostatni szczebel osiągnięć. A tym ostatnim szczeblem osiągnięć księdza Jerzego była scalająca moc jego kapłaństwa. W tym także to, że wiele osób nawróciło się do Chrystusa, którego odkryli dzięki księdzu Popiełuszce. Nie zapominajmy, że z młodego księdza wikarego, opiekuna pielęgniarek, stał się on postacią wielką, heroiczną. Nie obawiajmy się tego faktu podkreślać. Najwybitniejsi ówcześni intelektualiści, elity humanistyczne zaczęli się odnosić do księdza Jerzego z niezwykłym szacunkiem. Szli do żoliborskiego duszpasterza jak do ojca, jak do kogoś, kto w trudnych czasach pomoże, choć wiadomo przecież było, że on niewiele mógł pomóc. Bo i cóż mógł zrobić. Mógł się modlić i umacniać odwagę.

Poeci przynosili do niego swoje wiersze, żeby zechciał włączać je do kazań. Zaraz po wygłoszeniu pierwszych homilii podczas Mszy św. za Ojczyznę - których przecież nie zapoczątkował ksiądz Popiełuszko ani ksiądz Bogucki, były one bowiem zakorzenione w polskiej tradycji od czasów popowstaniowych - słuchacze zaczęli zapamiętywać pewne ich fragmenty i przekazywać innym, jak chociażby głośne: Zło dobrem zwyciężaj.

Powstała sytuacja przejmująco atrakcyjna i ważna, w jakimś sensie dająca się porównać do sytuacji, w jakiej znalazł się Chrystus i Jego pierwsi słuchacze. Jak wiadomo, Chrystus mówił w języku aramejskim. I kiedy, obecnie, czytamy greckie wersje Ewangelii, to tam pojawiają się słowa lub nawet zdania zachowane właśnie w tym języku. To tzw. logia. Ludzie wówczas zapamiętywali pewne logia Chrystusa i one później, już po śmierci i zmartwychwstaniu Zbawiciela, weszły w tkankę narracji ewangelicznych. Podobnie zdarzyło się w przypadku kazań księdza Popiełuszki. W sytuacji bezwzględnej wojny komunizmu z Polakami, ludzie poczęli przemyśliwać pewne zdania, słowa wypowiadane przez księdza Jerzego. Nabierały one w ten sposób siły aforyzmów patriotycznych. Zaczęto je zapisywać, przekazywać z ust do ust, z serca do serca. Można więc powiedzieć, że autorem duchowym wystąpień księdza Jerzego była wspólnota żoliborska, w szerokim sensie tego słowa.

Ludzie wówczas sprzeciwiali się temu, co niósł totalitarny ustrój. Nie każdy jednak umiał ten sprzeciw wyrazić w słowach, nie każdy miał dość odwagi, by głosić to publicznie. Stąd przecież ukryte podziemne życie polskiego narodu.

Ksiądz Popiełuszko był kapłanem. Dysponował zatem możliwością wygłaszania opinii. Mówił więc to, czego głośno nie mogła wypowiedzieć wspólnota. Mówił w jej imieniu i w imieniu narodu polskiego. Z tego też powodu zdobył tak ogromny autorytet i uznanie.

Rozważanie jego przesłania dzisiaj oznacza powrót do zapoznawanych wartości ewangelicznych. Ksiądz Jerzy - mając do dyspozycji Pismo Święte, naukę Kościoła, zwłaszcza nauczanie kard. Stefana Wyszyńskiego i Ojca Świętego oraz swoją wielką religijną odwagę - próbował uratować człowieka lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych przed naciskiem totalitaryzmu. A wtedy było to coś niezwykle trudnego, żeby przeciwstawiać się władzy ubogimi środkami Ewangelii. Dzisiaj raczej jest tak, że o wiele łatwiej nie godzić się na styl sprawowania rządów przez ludzi pozbawionych komunistycznych tęsknot, niż propagować czyste słowo Ewangelii. I właśnie w tym „miejscu” potrzebny jest nam ksiądz Popiełuszko, a mówiąc ściślej, jego życiowe świadectwo. Trzeba powracać do czystego słowa Ewangelii, które zawsze jest skierowane w stronę człowieka ubogiego, poszukującego pracy, człowieka skrzywdzonego poprzez sytuację dobijania się do wrót europejskiej demokracji.

Kiedy więc teraz przeglądamy teksty kazań księdza Jerzego oraz jego najróżniejsze zapiski, to wydaje się najbardziej w nich przekonujące i cenne, stanowcze opowiedzenie się za Ewangelią. Owo trwanie po stronie Boga pociągało za sobą uwypuklenie dwóch spraw, po pierwsze, że człowiek jest wolny. Został przez Boga obdarowany wolnością w taki sposób, że mógł odróżniać dobro od zła, a po drugie, aby wiedział, że nawet sprawiedliwość Boża umniejsza się wobec Bożego miłosierdzia. Ksiądz Jerzy był człowiekiem miłosiernym. Kiedy widzimy kogoś potrzebującego pomocy - współczujemy mu. Ale współczucie to nie miłosierdzie, bo miłosierdzie jest cnotą nadprzyrodzoną. To znaczy, że człowiek obdarzony miłosierdziem na wzór Boga, jakby patrzy z metafizyczne perspektywy na człowieka w ogóle. Na to, że on jest człowiekiem, a więc kimś ułomnym, słabym, narażonym na grzech. I to wyróżnia nauczanie księdza Jerzego, że on nie tylko współczuł Polakom zniewolonym przez totalitaryzm, ale do owego współczucia dodawał boską cnotę miłosierdzia.

Niech zatem ksiądz Jerzy Popiełuszko pozostaje patronem i świętym na czas nowego tysiąclecia. Patron to ktoś, kto wspiera. Wielu mu współczesnych nie rozumiało go, pozostawiając go w opuszczeniu. Zginął nie tylko za Polskę, solidarność, ale za prawdę Chrystusową, dającą autentyczną wolność. On całą mocą swej ewangelicznej odwagi wskazywał, że trzeba przezwyciężać lęk, gdyż religia chrześcijańska nie jest religią strachu, ale religią miłości. Główne zasady jego pouczeń można sprowadzić do następujących:
1. prymat człowieka w społeczeństwie;
2. potrzeba solidarności;
3. budowanie sprawiedliwości społecznej na przykazaniu miłości Boga i bliźniego, nie pomijając miłości nieprzyjaciół;
4. realizowanie etyki ludzkiej godności, skierowanej w stronę ludzkiej wolności, będącej swobodą w poszukiwaniu prawdy, dobra i piękna;
5. ostrożność wobec pokus demokracji i pokus liberalizmu;
6. determinacja w głoszeniu prawdy, która wymaga poświęceń;
7. postawa świadka - męczennika, wiodąca do umacniania Kościoła;
8. misyjność duszpasterska.

Życie i świadectwo księdza Jerzego Popiełuszki wskazuje, że czasy zmieniają się, zmieniają się kulturowe krajobrazy życia, lecz podstawowe zasady są trwałe i obowiązujące; powinności tkwiące w prawie naturalnym (sumienie), doktrynie Kościoła i Tradycji.

Składając rozbite lustro życia musimy o tym pamiętać i podejmować trud nieustannego powrotu na ewangeliczne ścieżki istnienia. Tylko wówczas zasłużymy na dary wolności i miłości.

Chwyta za klamkę, szarpie, ale P. jest szybszy. Mocne uderzenie kolbą w nasadę szyi tuż nad obojczykiem. Ciało w swetrze osuwa się na tylne siedzenie. Różowa ślina, kilka pęcherzyków wypływa z ust. Wóz przyśpiesza, za oknem przelatują pnie sosen, szosa jest pusta.
Teraz już można zając się księdzem. Wóz skręca w przesiekę. Seledynowe światła przelatują wśród gałęzi. O szybę uderza sczerniała kiść przemarzniętych jarzębin. Za drzewami szkliste wiry Wisły. Chmury niskie, ciemne. Dwa ciała związane drutem zapadają się w grząskie dno parę kroków od brzegu. Głowy w czarnym mule. Woda chlupocze sennie w trzcinach. Ptak zrywa się z gałęzi. Trzeba wytrzeć ręce z błota...
O zmierzchu samochód dojeżdża do Warszawy. Widać już czerwone światła iglicy. Niebo spokojne, czarne(Stefan Chwin, Krystyna Lars, z tomu „Wspólna kąpiel”, Gdańsk 2001)

za: Ks. Jan Sochoń, Rekolekcje z Księdzem Jerzym, Wyd. M, Kraków 2001.