> W święto Podwyższenia Krzyża Świętego, 14 września 1947 roku, w Okopach na Podlasiu przyszedł na świat ks. Jerzy Popiełuszko. To miejsce szczególnie mocno ukształtowało przyszłego błogosławionego.
- Ksiądz Jerzy z domu rodzinnego wyniósł te cechy, które potem go uformowały jako kapłana - przede wszystkim głęboką wiarę i żarliwy patriotyzm, niezłomność i twardość charakteru. Niezłomna była jego mama, pani Marianna Popiełuszko, wspaniały człowiek. Podziwiałem ją, każde słowo wypowiedziane przez nią było genialne w swej prostocie. Zdobyła się na przebaczenie zabójcom ks. Jerzego, choć była to dla niej wielka tragedia, bo tego syna od początku wybrała do stanu kapłańskiego.
> Pan należał do bliskich współpracowników ks. Jerzego. Jak to się zaczęło?
- Mieszkałem naprzeciwko kościoła św. Stanisława Kostki, to była moja prafia. Zanim wprowadzono stan wojenny, na życzenie ks. prał. Teofila Boguckiego, bardzo mądrego i przewidującego kapłana, powstał w kościele punkt pomocy ludziom potrzebującym, obejmujący Żoliborz i Bielany. Ksiądz prałat poprosił, bym się tym zajął, ponieważ znał mnie od dziecka, byłem u niego ministrantem w parafii św. Jana Kantego. Gdy w czerwcu 1980 roku nastał u nas ks. Jerzy Popiełuszko, zacząłem obserwować jego działalność. Bardzo mnie to poruszało i przejmowało, więc zwróciłem się do ks. Boguckiego, czy nie mógłby mnie zarekomendować temu księdzu. I tak przystałem do ks. Jerzego.
> To było już w stanie wojennym, gdy ks. Jerzy rozpoczął prowadzenie Mszy św. w intencji Ojczyzny i wszystkich, którzy dla niej cierpią? Jego słynne kazania dawały siłę i nadzieję ludziom gnębionych przez komunistyczny reżim.
- W lutym 1982 roku ks. Bogucki zlecił ks. Jerzemu prowadzenie Mszy św. za Ojczyznę, które on sam rozpoczął jeszcze przed wprowadzeniem stanu wojennego. Poznał tego kapłana, docenił jego charyzmat i stosunek do różnych środowisk, bo duszpasterstwo ks. Jerzego rozpoczęło się od lekarzy i pielęgniarek, później stopniowo jego kontakty rozszerzały się na inne grupy: robotników, ludzi kultury, inteligencję. Na Msze św. za Ojczyznę najpierw przychodzili warszawiacy, a później zaczęli przyjeżdżać ludzie z całej Polski.
SB oczywiście nie próżnowała i rozpoczęły się różne szykany, prowokacje. Ksiądz Jerzy Popiełuszko postanowił powołać służbę porządkową, szczególnie z uwzględnieniem właśnie Mszy św. za Ojczyznę. Wtedy właśnie, to mogło być na drugiej czy na trzeciej Mszy św., czyli marzec-kwiecień 1982 roku, ks. Bogucki polecił mnie ks. Jerzemu. Prowadziłem dwie służby - charytatywną i porządkową: odpowiadałem za wejście do zakrystii, przejście do ołtarza i na ambonę. Pracowałem z grupą ludzi, który chronili te miejsca.
> Msze św. za Ojczyznę jednoczyły ludzi wokół wiary, Kościoła, polskości i ideałów "Solidarności", wokół dóbr, które niszczyła władza.
- Praca duszpasterska ks. Jerzego nie ograniczała się do Mszy św. za Ojczyznę, ale trwała cały dzień. Bez przerwy, mimo swojego stanu zdrowia, przyjmował różne osoby, delegacje z całej Polski. Byłem świadkiem, gdy ktoś przyjechał z daleka, akurat ks. Jerzego nie było, i pyta się, gdzie jest ks. Popiełuszko. Ktoś powiedział, że jest ks. Bogucki. Ten pan odparł: "Nie, ja tylko z ks. Jerzym". To pokazuje, jakim szacunkiem i zaufaniem cieszy się ks. Popiełuszko.
Władzy komunistycznej chodziło o dezintegrację społeczeństwa, o rozbicie Narodu. Wiedzieli, że dla nich "Solidarność" stanowi zagrożenie, więc robili wszystko, żeby zastraszyć ludzi, by Polacy czuli się zagrożeni utratą pracy, aresztowaniem; żeby myśleli tylko o sobie, nie prowadzili jakiejkolwiek działalności, nawet rozmów, spotkań.
> Ksiądz Jerzy chciał, żeby ludzie wyzwalali się z lęku i stanęli po stronie prawdy, domagając się w pokojowy sposób poszanowania swoich spraw. Nie wzywał do obalenia siłą bezbożnego systemu, wierzył, że gdy Polacy będą wolni wewnętrznie, wtedy opadną kajdany niewoli zewnętrznej.
- Odważnie reagował na komunistyczne prześladowania. Doskonale wiedział, że pewnych granic nie może przekroczyć, dlatego w swoich kazaniach często cytował ks. Prymasa Stefana Wyszyńskiego i Jana Pawła II. Kierował się nauką społeczną Kościoła. Słowa dobierał bardzo starannie, by ludziom przypominać, że mają swoją godność, że jako dzieci Boże nie powinni ulegać lękowi, poczuciu beznadziejności. Odwoływał się do historii Polski i na przykładach bohaterów pokazywał, jak bronić godności człowieka. Swoją kapłańską troską obejmował wiele dziedzin życia, poruszał w kazaniach np. sprawę chrześcijańskiego wychowania w szkole, obrony życia od poczęcia, rodziny, pracy ludzkiej. Głosząc prawdę Bożą, dotykał codziennych praw, którymi żyją ludzie. Chciał, żeby czuli się ważni, umocnieni w swej godności, nie ulegali naciskom i presji władzy komunistycznej, nie dali się podzielić.
> Nauczanie ks. Jerzego to gotowy program dla Polski, który mógł stać się fundamentem budowy nowego państwa według zasad katolickich. Niestety, po 1989 roku wybrano narzucony przez sojusz komunistów z częścią opozycji kierunek liberalny, antychrześcijański.
- Nie chciałbym tego sprowadzać do jakiejś krytyki, ale były pewne grzechy zaniechania, a nawet opuszczenia. Nauczanie ks. Jerzego jest aktualne, bo głoszenie prawdy jest niezmienne, głoszenie miłości jest niezmienne. I godność człowieka jako dziecka Bożego jest niezmienna. Religia katolicka jako jedyna wynosi godność człowieka na piedestał. Bardzo żałuję, że nie tylko nauczanie i myśli ks. Jerzego, ale również bł. Prymasa Wyszyńskiego i św. Jana Pawła II nie są wykorzystywane poza takimi mediami jak "Nasz Dziennik", Radio Maryja i Telewizja Trwam, że nie przypomina ich Kościół na co dzień. Wtedy te postacie byłyby żywe. A jeżeli tylko ograniczamy się do rocznic, to społeczeństwo tym nie żyje.
> A jak przyjaźń z ks. Jerzym wpłynęła na Pana życie?
- Bardzo dużo mu zawdzięczam, trudno, żeby było inaczej, znaliśmy się tak bardzo blisko. Ksiądz Jerzy miał do mnie do tego stopnia zaufanie, że skierował do mnie na nocleg swojego przyjaciela z Krakowa, ks. Kazimierza Jancarza, gdy odjechał mu ostatni pociąg. Spotkania z ks. Jerzym, sprawy, które poruszał w swoich homiliach czy w rozmowach między nami, odbiły się na pewno na mojej wierze, na postrzeganiu Kościoła, kapłaństwa, duszpasterstwa. Już po śmierci ks. Jerzego ks. Bogucki zaproponował mi zorganizowanie służby informacyjnej, która miała zbierać wiadomości o kulcie męczennika. Współpracowałem z s. Jana Płaską, urszulanką, ona była głównym redaktorem miesięcznika "Bóg i Ojczyzna", ale ja dostarczałem materiały.
> Pan dalej czuje się na służbie u ks. Jerzego?
- Tak, byłem w ubiegłym roku współorganizatorem pielgrzymki do Francji, gdzie miało miejsce cudowne uzdrowienie Francois Audelana z choroby nowotworowej za wstawiennictwem ks. Jerzego. Myślałem, że na tym wyjeździe do Paryża się skończy, bo to już i wiek, i stan zdrowia, ale nie, muszę działać dalej. Po polskich diecezjach jeździ przygotowana przede mnie i moją córkę wystawa pt. "W oczekiwaniu na kanonizację ks. Jerzego Popiełuszki", żeby pamięć o nim trwała. 11 października ekspozycję można będzie oglądać w kościele Matko Bożej Anielskiej w Wyszogrodzie.
> Dziękuję za rozmowę.
Źródło: M. Bochenek, Prawda jest niezmienna, w "Nasz Dziennik" nr 213/14.09.2026, s. 10.