Rozmywanie prawdy

19 października będziemy obchodzić 42. rocznicę męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. W sprawie, która zmieniła bieg historii Polski, wiele kwestii nie wyjaśniono. Nie wskazano na wszystkich odpowiedzialnych za tę zbrodnię. Złożyło się na to wiele przyczyn. Postaram się wskazać na niektóre z nich.

Już 21 października 1984 r., a więc dwa dni po porwaniu księdza, minister spraw wewnętrznych gen. Czesław Kiszczak powołał specjalną grupę, której zadaniem było zbadanie sprawy uprowadzenia. Kierownikiem grupy został gen. Zenon Płatek, dyrektor Departamentu IV MSW, zwierzchnik zarówno bezpośrednich morderców, jak i skazanego później w procesie toruńskim ich przełożonego płk. Adama Pietruszki. Dawało to funkcjonariuszom bezpieki, którzy dokonali mordu, możliwość kluczenia i mataczenia w wielu najważniejszych kwestiach. Niemniej istotną kwestią dla rozmycia prawdy był przebieg procesu zabójców księdza, który się toczył przed Sądem Wojewódzkim w Toruniu. Na żadnym etapie postępowania nie był on obiektywny ani suwerenny, lecz realizował wskazówki i wytyczne udzielane sądowi przez specjalny zespół, powołany przez gen. Kiszczaka, na czele którego stanął szef biura śledczego MSW i zaufany współpracownik ministra płk Zbigniew Pudysz. Jak to opisał Piotr Litka w artykule "Zabezpieczenie procesu toruńskiego. Kulisy - przebieg - konsekwencje", który ukaże się niebawem w publikacji IPN pt. "Reminiscencje śmierci ks. Jerzego Popiełuszki", do jego zadań należało przede wszystkim "zapewnienie niezakłóconego przebiegu procesu i bezpieczeństwa jego uczestników, zwłaszcza oskarżonych i świadków". Ten zespół odpowiadał także za stałą łączność przewodową i radiową pomiędzy sądem a Wojewódzkim Urzędem Spraw Wewnętrznych w Toruniu oraz budynkiem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie.

Jak ustalił Litka, już 19 listopada 1984 r., a więc kiedy trwały jeszcze przesłuchania podejrzanych funkcjonariuszy i świadków, na trzy tygodnie przed oficjalnym zakończeniem śledztwa, gen. Kiszczak spotkał się z abp. Bronisławem Dąbrowskim i ks. Alojzym Orszulikiem i przedstawił im szkic scenariusza mającego dopiero odbyć się procesu oraz poinformował, że zostanie on zawężony tylko do sprawy zabójstwa księdza. Strona kościelna, jak się wydaje, przyjęła to do wiadomości. Gen. Kiszczak przewidział także, że główny oskarżony w tym procesie otrzyma wyrok 25 lat więzienia.

Proces przed Sądem Wojewódzkim w Toruniu, który toczył się od 27 grudnia 1984 do 7 lutego 1985 r. nie odpowiedział na szereg zasadniczych pytań dotyczących przebiegu wydarzeń, które doprowadziły do porwania i zamordowania ks. Popiełuszki. Na ławie oskarżonych znaleźli się tylko funkcjonariusze Departamentu IV MSW, odpowiedzialni za walkę z Kościołem: naczelnik wydziału w tym departamencie kpt. SB Grzegorz Piotrowski, jego podwładni - por. Leszek Pękala i por. Waldemar Chmielewski oraz wiceszef Departamentu IV płk Adam Pietruszka (pod zarzutem podżegania do zbrodni). Chciałbym zwrócić uwagę na trzy istotne kwestie, które w tym procesie nie zostały podjęte albo wyjaśnione.

"Góra", czyli kto?

Mimo że na procesie pojawiły się okoliczności, które mogły wskazywać na odpowiedzialność szefa Departamentu IV gen. Zenon Płatka oraz szefa SB i wiceministra spraw wewnętrznych gen. Władysława Ciastonia, sąd w Toruniu nie podjął tego wątku. Tymczasem z zeznań Pietruszki wynikało, że gen. Płatek miał mu polecić działania dotyczące samochodu, którym 19 października 1984 r. posługiwali się trzej funkcjonariusze odpowiedzialni za uprowadzenie i zamordowanie księdza. Chodziło o to, aby śledczych nie doprowadzić do funkcjonariuszy Departamentu IV. Ten istotny wątek w procesie toruńskim w ogóle się nie pojawił. Wcześniej gen. Płatek odbierał od Piotrowskiego i Pietruszki meldunki na temat działań realizowanych przez resort przeciwko Popiełuszce. W Toruniu gen. Płatek zeznawał tylko w charakterze świadka. W ogóle nie przesłuchano szefa Służby Bezpieczeństwa gen. Władysława Ciastonia, który ponosił bezpośrednią odpowiedzialność za wszytko, co działo się w tej jednostce. Jednak w czasie śledztwa i procesu pojawiały się wypowiedzi oskarżonych sugerujące, że akcja przeciwko Popiełuszce nie była wyłącznie inicjatywą Piotrowskiego, ale miała akceptację, jak to określali, "z góry". Jednak podczas przesłuchiwania przez sąd nie podtrzymali tej wersji. Pękala wycofał się ze stwierdzenia, żę o wszystkim wiedział wiceminister MSW. Chmielewski określił swoje wcześniejsze informacje o "górze" jako domysły. Piotrowski stwierdził, że przez "górę" należy rozumieć Pietruszkę, choć wcześniej "myślał inaczej". Dopiero w 1990 r. obu generałów aresztowano pod zarzutem podżegania do zabójstwa. Proces sądowy nie zdołał tego udowodnić. W 1994 roku Sądu Wojewódzki w Warszawie niejednomyślnie uniewinnił obu generałów. W 1996 roku Sąd Apelacyjny w Warszawie zwrócił sprawę sądowi I instancji. Cztery lata później proces Płatka zawieszono, na wokandę zaś wróciła sprawa Ciastonia, którego z braku dowodów winy w 2002 roku ponownie uniewinniono.

Kto jechał w pomarańczowym fiacie?

Jedną z ważniejszych kwestii, której nie podjęto na żadnej z rozpraw w Toruniu, była informacja o tym, że godzinę przed przyjazdem samochodu z esbekami i księdzem Jerzym w bagażniku na tamie we Włocławku pojawił się inny Fiat 125p koloru pomarańczowego. Ekipa Piotrowskiego przyjechała tam przed 24.00. Ich samochód był koloru szarego. Piotrowski, widząc milicyjny patrol, przyłożył do przedniej szyby samochodu od strony pasażera przepustkę "RP. Był to dokument, który zwalniał pojazd z kontroli drogowej. Samochód porywaczy minął patrol drogówki i wjechał na tamę. Godzinę wcześniej, jak zeznał milicjant Andrzej Galczak, w okolicach tamy pojawił się jednak inny samochód ze stołeczną rejestracją, był to Fiat 125p w kolorze pomarańczowym. Na widok patrolu drogówki kierowca zatrzymał auto, wysiadł i z bagażnika wyjął przepustkę "R", okazując ją Galczakowi. W pomarańczowym fiacie, poza kierowcą, podróżowało jeszcze trzech mężczyzn. Kim byli, nie wiemy.

Piotr Litka, który badał tę sprawę, w rozmowie z "Gościem" zwraca uwagę, że na procesie toruńskim nie przesłuchano funkcjonariuszy drogówki, chociaż w śledztwie złożyli bardzo obszerne zeznania. Do tych protokołów są dołączone nawet rysunki, jak wyglądała ta sytuacja na tamie, gdzie stali, pokazujące tor jazdy samochodów pomarańczowego i tego z ekipą Piotrowskiego. Co więcej, już na etapie śledztwa zdecydowano, że ci świadkowie nie będą przesłuchiwani, gdyż ich zeznania miały być tylko do odczytania w sądzie.

Dokąd poszedł pies tropiący?

Milicjant Roman Nowak, opiekun psa tropiącego, który badał miejsce porwania księdza kilkadziesiąt minut po tym wydarzeniu, sporządził z tej czynności notatkę. Wynika z niej, że pies poszedł tropem księdza w kierunku bocznej drogi prowadzącej do wioski Górsk. Trop urywał się po około 200 metrach. - Z sierżantem Nowakiem rozmawiałem osobiście - wspomna Litka. Potwierdził, co wówczas się wydarzyło. - On dwukrotnie podejmował tę próbę. Te 200 metrów, to idąc od krzyża - dziś pomnika postawionego w miejscu uprowadzenia) po prawej stronie poboczem szosy, dochodzimy do istniejącej nadal drogi w kierunku Górska. I tam ślad się urywał. Więc hipoteza, że tam wsadzono księdza do innego samochodu, jest prawdopodobna. Natomiast zupełnie nie rozpoznano tego wątku w procesie toruńskim - dodaje. Nie zrobiono żadnych zdjęć, oględzin śladów opon, które powinny bym w tym miejscu.

Nowak sporządził z tym czynności jednostronicową notatkę i mamy też eksperyment na taśmie filmowej, wykonany w drugim śledztwie przez prokuratora Andrzeja Witkowskiego. - On po 20 latach zrobił wizję lokalną z Nowakiem, który przeszedł tę trasę, pokazał, jak pies zawęszył, którą drogą poszedł i gdzie trop księdza został zgubiony - wyjaśnia Litka. - Ten materiał był publikowany już dwie dekady temu. To świadectwo rozbija narrację porywaczy oraz jedynego świadka, czyli Waldemara Chrostowskiego. Oni wszyscy opowiadali, że ksiądz po wyjściu z samochodu został doprowadzony do samochodu porywaczy, który stał tuż za samochodem księdza. Czyli mówią o przeciwnej drodze niż ta, którą wskazywał pies tropiący. I to powoduje, że ten znak zapytania, wynikający z prostego eksperymentu kryminalistycznego, jest taki duży - przekonuje Litka.

Co można jeszcze zrobić?

Pytany o to, co jeszcze dzisiaj w tej sprawie można zrobić, Litka wskazuje na uporządkowanie kwestii związanych z wyłowieniem zwłok księdza. Podkreśla, że żyje jeszcze wielu świadków tamtych wydarzeń. - Istnieje, nieobecna w aktach śledztwa, tego pierwszego z 1984 roku i w aktach procesu toruńskiego, dokumentacja fotograficzna z poszukiwań zwłok księdza. Dokładna analiza zdjęć, relacji i dokumentów być może doprowadzi do uporządkowania i precyzyjnego opisania sekwencji zdarzeń, które miały miejsce na tamie włocławskiej miedzy 26 a 30 października 1984 r. Jest możliwość, aby ostatecznie ustalić, kto w nich brał udział? Kto wyławiał księdza? Kto znalazł zwłoki? Wszystko to powinno pomóc uporządkować chaos, jaki obecnie panuje, jeśli chodzi o tę czynność, bardzo ważną z punktu widzenia kryminalistycznego - przekonuje Litka.

Źródło: A. Grajewski, Rozmywanie prawdy, w: Gość Niedzielny nr 42/18.10.2026, s. 46-47.

Służba i wolność

Wypowiadane przez bł. ks. Jerzego Popiełuszkę słowa "Służąc, staje się wolnym", przyświecać będą tegorocznym obchodom 42. rocznicy jego porwania i męczeńskiej śmierci. Kapelan "Solidarności", obrońca wiary i ładu moralnego w Ojczyźnie, został zamordowany przez agentów komunistycznej bezpieki.

Główne uroczystości odbędą się 19 października o godz. 18.00 w kościele pw. św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu. Mszy św. przewodniczyć będzie ks. abp Adrian Galbas, metropolita warszawski. W uroczystości tradycyjnie wezmą udział rodzina ks. Jerzego, wysocy rangą przedstawiciele administracji państwowej oraz liczne poczty sztandarowe "Solidarności" wraz z władzami związku. Na zakończenie obchodów o godz. 20.30 w kościele odbędzie się młodzieżowe czuwanie modlitewne.

- Ksiądz Jerzy Popiełuszko nie tylko mówił o Polsce, ale przede wszystkim jej służył. Była to służba ewangeliczna niesiona aż do ofiary z życia. Pokazał w ten sposób, na czym polega wolność od nienawiści. Takiej wolności bardzo nam dziś potrzeba - podkreśla ks. Karol Oparcik, kustosz sanktuarium bł. ks. Jerzego Popiełuszki. 

Tegoroczne obchody rocznicowe ku czci męczennika komunizmu zainauguruje już w najbliższy piątek, 16 października, koncert charytatywny w warszawskim kościele pw. św. Stanisława Kostki. Wydarzenie, które odbędzie się w 48. rocznicę wyboru św. Jana Pawła II, połączy osobę bł. ks. Jerzego Popiełuszki i Papieża Polaka. Ojciec Święty wspierał ks. Popiełuszkę w jego posłudze, a po męczeńskiej śmierci dał impuls do jego beatyfikacji. W koncercie wezmą udział gwiazdy scen polskich. Będzie można usłyszeć słowa św. Jana Pawła II i bł. ks. Jerzego.

Z kolei na najbliższą niedzielę, 18 października, zaplanowano rodzinną grę miejską. Jej uczestnicy odbędą podróż szlakiem miejsc związanych z ks. Popiełuszką, który przeżył w Warszawie najważniejsze lata swojego życia. Zwycięzcy otrzymają repliki metalowego orzełka - ks. Popiełuszko nosił go wpiętego w sutannę - oraz pamiątki przygotowane przez IPN. Aby wziąć udział w wydarzeniu, należy się zarejestrować na stronie internetowej organizatora: www.popieluszki.net.pl, do 15 października.

Dzień porwania bł. ks. Jerzego Popiełuszki, 19 października, ustanowiony został jako doroczny Narodowy Dzień Duchownych Niezłomnych. Beatyfikacja męczennika w 2010 r. była dowodem trwałej siły jego kultu. Jego grób przy sanktuarium na warszawskim Żoliborzu odwiedziły do dziś ponad 23 miliony osób.

Źródło: SJ, Służba i wolność, w: Nasz Dziennik nr 239/14.10.2026, s. 10.

Czy ks. Jerzy zostanie idolem młodych?

Jak być wolnym?

O tym, co kształtowało duchową sylwetkę bł. ks. Jerzego Popiełuszki, jego autentyzmie wiary i życiu na sto procent Ewangelią, z ks. Karolem Oparcikiem rozmawia Łukasz Krzysztofka.

Łukasz Krzysztofka: Obchodom 42. rocznicy męczeńskiej śmierci bł. Jerzego Popiełuszki towarzyszyć będzie hasło: "Służąc staję się wolnym". Czym było wolność dla ks. Jerzego?

.. Ks. Karol Oparcik: Wolność dla ks. Jerzego to było przede wszystkim życie w Prawdzie, czyli w oparciu o samego Boga, o Jego Ewangelię. Całe jego posługiwanie i życie były z tym związane, by żyć Ewangelią na sto procent. Życie w wolności łączyło się z tym, że było zakorzenione mocno w przykazaniu miłości Boga i drugiego człowieka. Tak jak ks. Jerzy był wierny Bogu aż do męczeńskiej śmierci, tak samo był wierny człowiekowi, czyli szukał tego, który jest w potrzebie, wyciągał do niego rękę, pomagał mu nie tylko od tej strony duchowej - "księżowskiej", ale też od strony materialnej.

Co było cechą charakterystyczną kapłaństwa bł. Jerzego?

.. Z jednej strony była to Eucharystia, z której czerpał codziennie siły do znoszenia prześladowań, różnego rodzaju oszczerstw, pilnowania przez służbę bezpieczeństwa. On siłę czerpał właśnie ze stołu Słowa Bożego i ze stołu Eucharystii, to było w centrum jego życia. A z drugiej strony umacniało go spotkanie z drugim człowiekiem. Praktycznie drzwi jego mieszkania na plebanii na Żoliborzu nie zamykały się. Ciągle ktoś przychodził, szukał pomocy, czasami pocieszenia. Może to się wydawać oczywiste, bo w życiu katolika Msza św. powinna być na pierwszym miejscu, a tym bardziej w życiu kapłana, ale ks. Jerzy starał się na serio traktować to, w czym uczestniczył i co zostało mu udzielone w sakramencie kapłaństwa przez ręce bł. Stefana Wyszyńskiego.

W jaki sposób ks. Jerzy odprawiał Mszę św.?

.. W wielkim skupieniu i wyciszeniu. W czasie Mszy św. za Ojczyznę, pomimo rozbiegania, czasami zamieszania przed liturgią, bo byli aktorzy, tłumy zjeżdżały z Warszawy, ale i z całej Polski, zawsze na kilka minut przed rozpoczęciem Eucharystii prosił o wyciszenie i sam się też wyciszał. O ile ks. Jerzy był skromny i pokorny, czasami wręcz nieśmiały, to kiedy wychodził do prezbiterium, do Mszy św., stawał się jakby innym człowiekiem, pełnym odwagi i mocy Ducha Świętego. Słowo, które wypowiadał oparte na Ewangelii, nauczaniu Jana Pawła II, Stefana Wyszyńskiego, niosło wielu ludziom nadzieję. Szczególny był pewien moment, kiedy ks. Jerzy udzielał Komunii św., to była jesień, tłumy stały przed kościołem św. Stanisława Kostki i on wyszedł na zewnątrz. W którymś momencie komunikant upadł na ziemię. W normalnej procedurze kościelnej w takiej sytuacji Ciało Pańskie odnosi się do specjalnego naczynia z wodą, zwanego vasculum. A ks. Jerzy podniósł z błota Najświętszy Sakrament i Go spożył. Dla ludzi, którzy widzieli tę sytuację, bardzo mocno zapadło to w pamięć. Chrystus obecny w Najświętszym Sakramencie nie tylko jest realny, prawdziwy i należy Mu się najwyższy szacunek, ale to w Nim jest prawdziwa siła i moc.

Z okien swojego mieszkania widzi Ksiądz dobrze grób bł. Jerzego. Praktycznie nigdy nie brakuje przy nim wiernych. Czym ks. Jerzy przyciąga dzisiaj ludzi?

.. Małych i większych cudów, którymi bł. Jerzy nieustannie przyciąga jest naprawdę dużo. Odkąd wróciłem na parafię jako proboszcz mam okazję często spoglądać na grób ks. Jerzego i przy nim modlić się w ciągu dnia i wieczorami, czasami przez okno też patrzę jak ludzie przychodzą o różnej porze, nieraz późno w nocy pomodlić się. Większość z tych, którzy tu przychodzą w sposób zorganizowany i indywidualny, szuka pomocy. Zarówno w życiu duchowym, w przeżywaniu wiary, relacji z Bogiem, ale też w swoich problemach, czy to zdrowotnych, w pracy, w relacjach z innymi ludźmi. Warto zaznaczyć, że przybywają również, żeby podziękować za otrzymane łaski, wysłuchane modlitwy, które przez jego wstawiennictwo zanosili do Boga.

Rozpoczynając posługę jako proboszcz w parafii św. Stanisława Kostki chciał Ksiądz nawiązać współpracę ze szkołami w kwestii lekcji o bł. Jerzym. Czy to się udało?

.. Tak, ten system jest już wdrażany. Rzeczywiście uczniowie przybywają do grobu bł. Jerzego. Nie tylko ze szkół warszawskich, ale też z innych miejscowości na terenie Polski. Są to zarówno uczniowie szkoły podstawowej, jak i szkół ponadpodstawowych. I to mnie bardzo cieszy, że ci młodzi ludzie, którzy dopiero wchodzą w dorosłość, którzy urodzili się już w wolnej Polsce - a większość z nich już przecież w XXI w., czyli w nowej erze świata, różnych sytuacji, nowych problemów i radości, które im towarzyszą - jednak chcą poznawać życie bł. Jerzego. Interesują się, przyjeżdżają na lekcje zarówno do Muzeum, jak i do parafii, a to oznacza, że jest to bardzo często połączone nie tylko z historią ks. Jerzego, ale i z modlitwą przy jego grobie.

W kościele, w miejscu, w którym dotąd znajdowała się sutanna bł. Jerzego, powstała niedawno kaplica całodziennej adoracji Najświętszego Sakramentu. Czy dużo ludzi z niej korzysta?

.. Widzę, że przychodzi coraz więcej osób. Sutanna ks. Jerzego została przeniesiona do Kaplicy Serca Pana Jezusa w prawej nawie kościoła i można ją już codziennie oglądać. Kapłani mogą tam też odprawiać Msze św. W obecnej kaplicy adoracji w kruchcie po prawej stronie można adorować Najświętszy Sakrament od poniedziałku do soboty od zakończenia Mszy św. o godz. 9.00 do rozpoczęcia wieczornej Eucharystii o godz. 18.00. Od przyszłego roku będzie także możliwość adoracji w niedziele od 13.00 do 18.00.

Jakie wydarzenia odbędą się w związku z 42. rocznicą śmierci ks. Jerzego?

.. Rozpoczynamy już 16 października. To jest dzień wyboru kard. Wojtyły na papieża. Będzie koncert ku czci św. Jana Pawła II i bł. Jerzego o godz. 19.30, na który bardzo serdecznie wszystkich zapraszam. Wstęp jest wolny, wystąpi wielu znanych artystów sceny polskiej. W niedzielę 18 października od 9.00 do 13.00 odbędzie się rodzinna gra miejska. Do niej można się zgłaszać skanując kod QR z plakatu labo ze strony internetowej naszej parafii. To gra związana z miejscami na terenie Warszawy, w których żył, poruszał się ks. Jerzy. W poniedziałek 19 października o godz. 18.00 uroczysta Msza św. pod przewodnictwem abp. Adriana Galbasa, która gromadzi przedstawicieli władz rządowych i samorządowych, poczty sztandarowe, szczególnie "Solidarności" z całego kraju, ale również rzesze pielgrzymów przybywających specjalnie do ks. Jerzego. Bądźmy tego dnia razem przy ks. Jerzym i dziękujmy Bogu za dar błogosławionego męczennika, modląc się o rychłą kanonizację.

z ks. Karolem Oparcikiem rozmawiał Łukasz Krzysztofka

Źródło: Jan być wolny?, w: Niedziela Warszawska nr 42/18.10.2026, s. I-II.