26 sierpnia 1984
Poprzez wieki historii naszego narodu Maryja, Matka Syna Bożego, była nierozdzielnym elementem jej dziejów. Obrała sobie tron królowania na Jasnej Górze i uczyniła, że w tym miejscu Polacy zawsze, a zwłaszcza w czasach największych zniewoleń narodu, czuli się prawdziwie wolni. Zarówno pod Grunwaldem, jak i w czasie szwedzkiego najazdu, pod Wiedniem i w 1920 roku, w czasie II wojny światowej, a zwłaszcza w czasach powojennych była Tą, która umacniała w narodzie polskim nadzieję.
W czasach zaborów, zwłaszcza na terenie zaboru rosyjskiego, czynnik religijny i maryjny dominował w manifestacjach patriotycznych. Carscy czynownicy walczyli również i z pieśniami maryjnymi, które rozbrzmiewały w kościołach. Sotnie kozackie widziały też w Matce Boskiej Częstochowskiej swojego wroga. Szukano po domach obrazków z Jej wizerunkiem. Zdzierano z drzwi domów i murów kamienic obrazki, które były naklejane w formie jakby niepisanych ulotek. Z pewnym lękiem słuchali urzędnicy carscy z komisji śledczych o tak zwanych „wojennych czynach" Pani Jasnogórskiej, której w czasie powstania styczniowego nie wahali się kiedyś nazwać główną rewolucjonistką.
W 1920 roku, a więc niedługo po odzyskaniu niepodległości, Episkopat Polski ponowił obranie Matki Boskiej Częstochowskiej na Królową Polski. A wśród uroczystych słów aktu deklarowano: „Tutaj, na Jasnej Górze, gdzie każdy kamień głosi cuda Twojej nad narodem naszym opieki, wyciągamy ku Tobie, Matko litości, błagalne dłonie, byś w ciężkiej kraju potrzebie przyszła nam z pomocą”.
Zawsze Maryja dla narodu była Matką podtrzymującą swe dzieci w wierze i nadziei, że odmieni się los udręczonej Ojczyzny.
Poprzez obraz Czarnej Madonny, o którym pisze Lechoń, że widać go
„w każdej polskiej chacie.
I w kościele, i w sklepiku, i w pysznej komnacie
W ręku tego, co umiera, nad kołyską dzieci..."
docierała wszędzie tam, gdzie budziła się wiara i nadzieja. W swoim obrazie dotarła również w sierpniu 1980 roku do Gdańskiej i Szczecińskiej Stoczni, dotarła do kopalń na Śląsku i do Huty Warszawa. Była przy kolejnym zrywie patriotycznym naszego narodu, była przy rodzeniu się „Solidarności”.
Dzisiaj, w czwartą rocznicę powstania „Solidarności”, mamy obowiązek szczegółowiej przywołać w swojej pamięci nastroje tamtych gorących sierpniowych dni. Dni, w których troski o dom ojczysty, w bólu i niepokoju serca, w umęczeniu fizycznym i duchowym, na klęczkach z różańcem w ręku, na klęczkach przy polowych ołtarzach, z patriotycznymi i religijnymi pieśniami na ustach, w rozpaczliwym wołaniu robotników o godność człowieka i pracy, z poparciem inteligencji i świata kultury rodziła się solidarność polskiego narodu. Solidarność narodu miała swoje korzenie już w poprzednich wołaniach o prawdę i sprawiedliwość z roku 1956, 1968, 1970 i 1976 . Miała swoje korzenie we łzach, krzywdzie i krwi robotniczej, miała swoje korzenie w poniżeniu młodzieży akademickiej. Dlatego szybko rozrosła się w potężne drzewo ogarniające swoimi konarami cały kraj. I chociaż rozwijała się burzliwie, to jednak przez piętnaście miesięcy jej legalnego działania, nikt z jej winy nie został zabity ani raniony. Solidarność zrodzona w sierpniu 1980 roku to nie tylko związek zawodowy o tej nazwie, który ukształtował się parę miesięcy później, ale to dążenie całego narodu ku prawdzie, sprawiedliwości i wolności. Potwierdzeniem, że to była solidarność narodu jest również i fakt, że stan wojenny wprowadzono przeciwko całemu narodowi, a nie tylko przeciwko związkowi zawodowemu.
Przed dwoma laty, w sierpniu, powiedziałem, że „Solidarności” została zadana rana, która ciągle krwawi, ale nie jest to rana śmiertelna, bo nie można uśmiercić nadziei. Dzisiaj jeszcze bardziej widzimy i odczuwamy, zwłaszcza gdy podziwiamy wierność ideałom naszych braci, którzy powrócili z więzień, bardziej widzimy i odczuwamy, że nadzieje Sierpnia '80 żyją i przynoszą owoce. Dzisiaj są one cenniejsze, bo weszły do ludzkich serc i umysłów. Tego, co jest w sercu, co jest głęboko związane z człowiekiem, nie można zlikwidować takimi czy innymi i ustawami, i zakazami. Myślę, że będzie tu na miejscu przypomnienie pewnej historii, która miała miejsce w jednym z głodujących afrykańskich państw, gdzie przywódca kraju zakazał swoim poddanym, pod groźbą surowej kary, używać słowa „głód" i obwieścił całemu światu, że problem głodu w jego kraju został zlikwidowany. W naszym kraju problem istnieje i będzie istniał, bo „Solidarność" to nadzieja na zaspokojenie głodów ludzkiego serca, głodu miłości, sprawiedliwości i prawdy. Nie wolno tym słowem poniewierać i zamykać go w rzekomo „niechlubnej przeszłości". Tym słowem, o którym Ojciec Święty powiedział, że jest „chlubnym słowem", i które zostało nagrodzone najwyższym światowym odznaczeniem, Pokojową Nagrodą Nobla.
Nadzieje z Sierpnia '80 żyją. A my mamy moralny obowiązek pielęgnować je w sobie i z odwagą umacniać w naszych braciach. Trzeba wyzbyć się lęku, który paraliżuje i zniewala umysł i ludzkie serce. Tu powtarzam często wypowiadane z tego miejsca zdanie, że bać się trzeba tylko zdrady Chrystusa za parę srebrników jałowego spokoju. Mamy obowiązek dawania świadectwa prawdzie o Sierpniu '80, tak jak to świadectwo dawali prawie przez trzy lata przywódcy związku zawodowego „Solidarność”.
Mamy obowiązek domagać się, by nadzieje narodu zaczęły się wreszcie realizować. Trzeba to czynić z odwagą i rozwagą. Trzeba zdawać sobie sprawę z sytuacji geopolitycznej, w jakiej się znajdujemy, ale jednocześnie ta sytuacja nie może być wygodną zasłoną do tego, by rezygnować z należnych narodowi praw.
Trzeba więc wreszcie zasiąść do stołu i w szczerym dialogu, mając na uwadze dobro Ojczyzny, szukać właściwego rozwiązania wszelkich problemów. Trzeba zasiąść do stołu z autentycznymi przedstawicielami narodu, z tymi, którym naród zaufał i tego zaufania nie cofnął, a nie stwarzać fikcji rozmów ze sztucznie powołanymi do istnienia organizacjami. Pisali w swoim czasie biskupi, że stronami ugody społecznej są władza rządząca i wiarygodni przedstawiciele grup społecznych, w tym mająca szeroką aprobatę społeczną – „Solidarnością". Trzeba do końca usunąć bariery przeszkadzające dialogowi narodu z władzą. W tym przede wszystkim trzeba uczciwie przeprowadzić do końca amnestię dla wszystkich więzionych i posądzonych o czyny z pobudek politycznych. Trzeba naprawić krzywdy, zwłaszcza moralne, wyrządzone tym, którzy na swój sposób, bezinteresownie ukochali Ojczyznę. Trzeba umożliwić bezwarunkowy powrót do normalnego życia wszystkim ukrywającym się, bo oni już złożyli na ołtarzu Ojczyzny wysoką ofiarę poniewierki.
Naród polski nie nosi w sobie nienawiści i dlatego zdolny jest wiele przebaczyć, ale tylko za cenę powrotu do prawdy. Bo prawda i tylko prawda jest pierwszym warunkiem zaufania. Naród tak boleśnie doświadczony już nie uwierzy żadnym gołosłownym deklaracjom.
Prośmy Matkę Najświętsza, Panią Jasnogórską w dniu Jej święta, aby pomogła wszystkim w naszej ojczyźnie zrozumieć, że nie da się budować domu ojczystego na kłamstwie, przemocy i nienawiści.
Prośmy słowami Ojca Świętego, który tak modlił się 4 sierpnia 1982 roku: „Matko. Może jeszcze nigdy tak jak teraz nie trzeba było, abyś wzięła w swe macierzyńskie dłonie serca i myśli Polaków. Abyś wzięła w swe ręce losy mojego Narodu".
Prośmy słowami modlitwy o błogosławieństwo „robotnikom w fabrycznym utrudzeniu, rolnikom na chlebnym łanie, nauczycielom i wychowawcom w trudzie nauczania i wychowania, uczonym w mozolnym dociekaniu, służbie zdrowia w trosce o życie i zdrowie człowieka, o błogosławieństwo wszystkim, którzy budują dobro naszej Ojczyzny".
I prośmy na koniec słowami wiersza współczesnej poetki:
„Polski Królowo...
(...)
Twoja wierna Polska do Twych stóp się chyli
(...)
daj pokój naszym dniom,
a sercom Solidarność”.
[Teresa Boguszewska]
Amen.
Kazanie z 24 czerwca 1984 roku
24 czerwca 1984
Liturgia dnia dzisiejszego ukazuje nam postać świętego Jana Chrzciciela – człowieka, o którym już prorok Izajasz powiedział, że „jest głosem wołającego na pustyni” (J 1,23). Człowieka, który przygotował ludzkie serca na spotkanie z Tym, który miał nadejść po nim, z Jezusem Chrystusem. Ukazując człowieka odważnego i sprawiedliwego, który miał odwagę wytknąć zło i niesprawiedliwość nawet królowi, który zabrał żonę bratu swemu.
Święty Jan Chrzciciel, jako człowiek odważny i sprawiedliwy, może być patronem i wzorem dla wszystkich, którzy dzisiaj życie swoje chcą budować w oparciu o sprawiedliwość, prawdę i miłość.
Człowiek sprawiedliwy to ten, który kieruje się prawdą i miłością. Bo im więcej jest w człowieku prawdy i miłości, tym więcej i sprawiedliwości. Sprawiedliwość musi iść w parze z miłością, bo bez miłości nie można być w pełni sprawiedliwym. Gdzie jest brak miłości, dobra, tam na jej miejsce wchodzi nienawiść i przemoc. A kierując się nienawiścią i przemocą, nie można mówić o sprawiedliwości. Stąd tak boleśnie odczuwana jest i widoczna niesprawiedliwość w krajach, gdzie władanie opiera się nie na służbie i miłości, ale, na przemocy i zniewoleniu.
Warunkiem pokoju w sumieniu, pokoju w rodzinie, pokoju w Ojczyźnie i świecie jest sprawiedliwość oparta na miłości.
Wszyscy bez wyjątku pragniemy pokoju. Ale pokoju nie można zachować tylko przez słowne deklaracje, tylko przez słowa, choćby szczere, nie mówiąc o demagogicznych. Stąd też dla pokoju i spokoju w Ojczyźnie, dla stworzenia warunków do radosnego i owocnego budowania w domu ojczystym, trzeba najpierw usunąć to wszystko, co naród odczuwa jako niesprawiedliwość społeczną. Zbyt wiele jest krzywd osobistych i społecznych wynikających z tego, że sprawiedliwość nie idzie w parze z miłością, że ma wiele braków, a często jest po prostu rażącą niesprawiedliwością.
Spójrzmy przynajmniej na niektóre oczywiste objawy niesprawiedliwości.
Bardzo ważną sprawą dla chrześcijanina jest uświadomienie sobie, że źródłem sprawiedliwości jest sam Bóg. Trudno więc mówić o sprawiedliwości tam, gdzie nie ma miejsca dla Boga i Jego przykazań. Sprawiedliwość nakazuje więc uświadomić sobie tę niesprawiedliwość i krzywdę, jaką czynimy naszemu narodowi, w zdecydowanej większości chrześcijańskiemu, gdy urzędowo ateizuje się go za pieniądze wypracowane również przez chrześcijan.
Sprawiedliwość zabrania niszczenia w duszach dzieci i młodzieży wartości chrześcijańskich, które wszczepiali od kolebki rodzice. Wartości, które zdawały wielokrotnie najlepszy egzamin w tysiącletnich dziejach naszej historii.
Sprawiedliwość czynić i o sprawiedliwość wołać mają obowiązek wszyscy bez wyjątku, bo jak powiedział już Platon: „złe to czasy, gdy sprawiedliwość nabiera wody w usta". Sprawiedliwość wobec siebie samego nakazuje, aby przesiewać uczciwie przez sito własnego rozumu i własnej obserwacji całą lawinę słów machiny propagandy. Sprawiedliwość nakazuje zawsze kierować się dobrą wolą i miłością w stosunku do człowieka, który jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże i dzięki temu jest największą wartością po Bogu. Dlatego i w wymiarze sprawiedliwości miłość człowieka bez żadnych względów ubocznych musi być na pierwszym miejscu.
Sprawiedliwość zabrania ograniczenia wolności człowieka przez lawinę coraz to nowych, wygodnych dla władzy aktów prawnych. Warto w tym miejscu przypomnieć tym wszystkim, którzy głoszą, że działają w duchu humanizmu, że kierują się dobrem społeczeństwa słowa pewnego mędrca, który mówił, że „im więcej ograniczeń swobód obywatelskich, tym ustrój jest mniej humanistyczny”.
To sprawiedliwość i prawo prawdy nakazuje nam z tego miejsca już nie po raz pierwszy upominać się o ograniczenie swawoli cenzury, która złe świadectwo wystawia dla przyszłości o naszych czasach, a dzisiaj pozbawia ludzi możliwości pełniejszego poznania prawdy.
To w imię sprawiedliwości, nie pomijając tego, co było czasami niedojrzałe i spontaniczne, i może zbyt krzykliwe w „Solidarności”, co wynikało z braku doświadczenia, a nie ze złej woli, należy dojrzeć i podkreślić to wielkie jej dzieło, jakiego dokonała w przebudowie świadomości Polaków.
„To słowo – mówił Ojciec Święty o „Solidarności” 1 stycznia 1982 roku – mówi o wielkim wysiłku, którego dokonali ludzie pracy w mojej ojczyźnie, ażeby zabezpieczyć prawdziwą godność człowieka pracy". Niesprawiedliwością jest wmawianie opinii publicznej, że „Solidarność” nawoływała tylko do strajków, że z powodu strajków doprowadziła kraj do kryzysu. W liście swoim do sejmu, 6 grudnia 1981 roku prymas Polski pisał: „Stwierdzić trzeba, że od dłuższego czasu organizacje zawodowe świata pracy, w tym przede wszystkim najpotężniejszy z nich NSZ „Solidarność” – walczą z wybuchającymi spontanicznie akcjami strajkowymi". Zaś biskup Majdański mówił do robotników: „Warto tu spojrzeć na inne kraje, gdzie strajki trwają od dziesiątek lat, a wszystkiego jest w nadmiarze. Nie tu więc leży przyczyna kryzysu".
Sprawiedliwość nakazuje przyznanie każdemu należnych praw. A więc i prawo do pracy zgodnie z wyuczonym zawodem i niemożność wyrzucenia z pracy za przekonania. Mówił o tym prymas Polski 2 stycznia 1982 roku w następujących słowach: „Jest jedna sprawa, która leży na sercu Kościoła. Jest to sprawa zwalniania z pracy tych, którzy nie chcą wypisać się ze związku zawodowego »Solidarność«. I przeciwko tej niesprawiedliwości, która jest urąganiem prawom ludzkim występujemy...”. Była to odpowiedź księdza prymasa na krzywdzące rozporządzenie, jakie wydał z polecenia Prezesa Rady Ministrów generał Michał Janiszewski 17 grudnia 1981roku. Ten problem do dzisiaj nie został rozwiązany.
Sprawiedliwość domaga się, aby, ludzie pracy mogli zrzeszać się w związki zawodowe im odpowiadające. W encyklice Laborem Exercens Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział, że „Związki zawodowe (...) nie powinny podlegać decyzjom partii politycznych ani też mieć ścisłych związków z nimi. W takiej bowiem sytuacji łatwo tracą łączność z tym, co jest ich właściwym zadaniem, to znaczy zabezpieczenie słusznych uprawnień ludzi pracy w ramach dobra wspólnego całego społeczeństwa, stają się natomiast narzędziem do innych celów..." Jak ten problem wygląda w naszej Ojczyźnie, ludzie pracy najlepiej mogą ocenić sami.
W imię sprawiedliwości młodzież powinna mieć prawo zrzeszania się w organizacjach odpowiadających jej aspiracjom i światopoglądowi.
Sprawiedliwość nakazuje uszanować wolę większości przy wyborze rektorów na wyższych uczelniach i nie usuwać, wbrew młodzieży i pracownikom Uniwersytetu, ze stanowiska tego ludzi mądrych i szlachetnych tylko dlatego, że mają odwagę wypowiadać swoje poglądy i stawać w obronie praw młodzieży akademickiej.
Sprawiedliwość daje nam prawo, aby z tego miejsca, z którego od dwu i pół roku płynie gorąca modlitwa serc udręczonych, daje prawo i obowiązek wołania o uwolnienie wszystkich więzionych za przekonania, o naprawienie krzywd im wyrządzonych, zwłaszcza krzywd moralnych. O uwolnienie bez żadnych warunków tych, którzy już trzydziesty pierwszy miesiąc przebywają w areszcie bez procesu i wyroku.
Pracownicy wymiaru sprawiedliwości muszą pamiętać, że w imię Bożej sprawiedliwości od paragrafów ważniejszy jest człowiek. Że w naszej rzeczywistości często paragrafy i przepisy prawne wykorzystywane są nie tylko dla odszukania prawdy, ale i dla umęczenia człowieka. Stąd wielką krzywdą dla tego środowiska jest pozbawienie możliwości pełnienia zawodu ludzi, którzy zdali sobie z tego jasno sprawę i starają się uczciwie kierować sumieniem, a nie odgórnymi zaleceniami.
Zdaję sobie sprawę, że są to tylko niektóre problemy wynikające z braku sprawiedliwości w życiu społecznym. Każdy z was tu obecnych mógłby na ten temat mówić długo i wiele. My dzisiaj poprzestaniemy na tym, co powiedziałem.
Wzbudźmy refleksję we własnym sercu i skonfrontujmy ze swoim sumieniem, na ile każdy z nas ma odwagę o sprawiedliwość się upominać. Na ile każdy z nas sam jest twórcą sprawiedliwości, zaczynając od siebie, swojej rodziny, swojego środowiska. Bo często nasza bierność moralna inspiruje niesprawiedliwość.
Tylko pamiętając Chrystusowe słowa, że nasza sprawiedliwość powinna być większa niż uczonych i faryzeuszów (por. Mt. 5,20), można będzie przyjąć do siebie słowa błogosławieństwa wypowiedziane na Górze: „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni” (Mt. 5,6).
Amen.
Liturgia dnia dzisiejszego ukazuje nam postać świętego Jana Chrzciciela – człowieka, o którym już prorok Izajasz powiedział, że „jest głosem wołającego na pustyni” (J 1,23). Człowieka, który przygotował ludzkie serca na spotkanie z Tym, który miał nadejść po nim, z Jezusem Chrystusem. Ukazując człowieka odważnego i sprawiedliwego, który miał odwagę wytknąć zło i niesprawiedliwość nawet królowi, który zabrał żonę bratu swemu.
Święty Jan Chrzciciel, jako człowiek odważny i sprawiedliwy, może być patronem i wzorem dla wszystkich, którzy dzisiaj życie swoje chcą budować w oparciu o sprawiedliwość, prawdę i miłość.
Człowiek sprawiedliwy to ten, który kieruje się prawdą i miłością. Bo im więcej jest w człowieku prawdy i miłości, tym więcej i sprawiedliwości. Sprawiedliwość musi iść w parze z miłością, bo bez miłości nie można być w pełni sprawiedliwym. Gdzie jest brak miłości, dobra, tam na jej miejsce wchodzi nienawiść i przemoc. A kierując się nienawiścią i przemocą, nie można mówić o sprawiedliwości. Stąd tak boleśnie odczuwana jest i widoczna niesprawiedliwość w krajach, gdzie władanie opiera się nie na służbie i miłości, ale, na przemocy i zniewoleniu.
Warunkiem pokoju w sumieniu, pokoju w rodzinie, pokoju w Ojczyźnie i świecie jest sprawiedliwość oparta na miłości.
Wszyscy bez wyjątku pragniemy pokoju. Ale pokoju nie można zachować tylko przez słowne deklaracje, tylko przez słowa, choćby szczere, nie mówiąc o demagogicznych. Stąd też dla pokoju i spokoju w Ojczyźnie, dla stworzenia warunków do radosnego i owocnego budowania w domu ojczystym, trzeba najpierw usunąć to wszystko, co naród odczuwa jako niesprawiedliwość społeczną. Zbyt wiele jest krzywd osobistych i społecznych wynikających z tego, że sprawiedliwość nie idzie w parze z miłością, że ma wiele braków, a często jest po prostu rażącą niesprawiedliwością.
Spójrzmy przynajmniej na niektóre oczywiste objawy niesprawiedliwości.
Bardzo ważną sprawą dla chrześcijanina jest uświadomienie sobie, że źródłem sprawiedliwości jest sam Bóg. Trudno więc mówić o sprawiedliwości tam, gdzie nie ma miejsca dla Boga i Jego przykazań. Sprawiedliwość nakazuje więc uświadomić sobie tę niesprawiedliwość i krzywdę, jaką czynimy naszemu narodowi, w zdecydowanej większości chrześcijańskiemu, gdy urzędowo ateizuje się go za pieniądze wypracowane również przez chrześcijan.
Sprawiedliwość zabrania niszczenia w duszach dzieci i młodzieży wartości chrześcijańskich, które wszczepiali od kolebki rodzice. Wartości, które zdawały wielokrotnie najlepszy egzamin w tysiącletnich dziejach naszej historii.
Sprawiedliwość czynić i o sprawiedliwość wołać mają obowiązek wszyscy bez wyjątku, bo jak powiedział już Platon: „złe to czasy, gdy sprawiedliwość nabiera wody w usta". Sprawiedliwość wobec siebie samego nakazuje, aby przesiewać uczciwie przez sito własnego rozumu i własnej obserwacji całą lawinę słów machiny propagandy. Sprawiedliwość nakazuje zawsze kierować się dobrą wolą i miłością w stosunku do człowieka, który jest stworzony na obraz i podobieństwo Boże i dzięki temu jest największą wartością po Bogu. Dlatego i w wymiarze sprawiedliwości miłość człowieka bez żadnych względów ubocznych musi być na pierwszym miejscu.
Sprawiedliwość zabrania ograniczenia wolności człowieka przez lawinę coraz to nowych, wygodnych dla władzy aktów prawnych. Warto w tym miejscu przypomnieć tym wszystkim, którzy głoszą, że działają w duchu humanizmu, że kierują się dobrem społeczeństwa słowa pewnego mędrca, który mówił, że „im więcej ograniczeń swobód obywatelskich, tym ustrój jest mniej humanistyczny”.
To sprawiedliwość i prawo prawdy nakazuje nam z tego miejsca już nie po raz pierwszy upominać się o ograniczenie swawoli cenzury, która złe świadectwo wystawia dla przyszłości o naszych czasach, a dzisiaj pozbawia ludzi możliwości pełniejszego poznania prawdy.
To w imię sprawiedliwości, nie pomijając tego, co było czasami niedojrzałe i spontaniczne, i może zbyt krzykliwe w „Solidarności”, co wynikało z braku doświadczenia, a nie ze złej woli, należy dojrzeć i podkreślić to wielkie jej dzieło, jakiego dokonała w przebudowie świadomości Polaków.
„To słowo – mówił Ojciec Święty o „Solidarności” 1 stycznia 1982 roku – mówi o wielkim wysiłku, którego dokonali ludzie pracy w mojej ojczyźnie, ażeby zabezpieczyć prawdziwą godność człowieka pracy". Niesprawiedliwością jest wmawianie opinii publicznej, że „Solidarność” nawoływała tylko do strajków, że z powodu strajków doprowadziła kraj do kryzysu. W liście swoim do sejmu, 6 grudnia 1981 roku prymas Polski pisał: „Stwierdzić trzeba, że od dłuższego czasu organizacje zawodowe świata pracy, w tym przede wszystkim najpotężniejszy z nich NSZ „Solidarność” – walczą z wybuchającymi spontanicznie akcjami strajkowymi". Zaś biskup Majdański mówił do robotników: „Warto tu spojrzeć na inne kraje, gdzie strajki trwają od dziesiątek lat, a wszystkiego jest w nadmiarze. Nie tu więc leży przyczyna kryzysu".
Sprawiedliwość nakazuje przyznanie każdemu należnych praw. A więc i prawo do pracy zgodnie z wyuczonym zawodem i niemożność wyrzucenia z pracy za przekonania. Mówił o tym prymas Polski 2 stycznia 1982 roku w następujących słowach: „Jest jedna sprawa, która leży na sercu Kościoła. Jest to sprawa zwalniania z pracy tych, którzy nie chcą wypisać się ze związku zawodowego »Solidarność«. I przeciwko tej niesprawiedliwości, która jest urąganiem prawom ludzkim występujemy...”. Była to odpowiedź księdza prymasa na krzywdzące rozporządzenie, jakie wydał z polecenia Prezesa Rady Ministrów generał Michał Janiszewski 17 grudnia 1981roku. Ten problem do dzisiaj nie został rozwiązany.
Sprawiedliwość domaga się, aby, ludzie pracy mogli zrzeszać się w związki zawodowe im odpowiadające. W encyklice Laborem Exercens Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział, że „Związki zawodowe (...) nie powinny podlegać decyzjom partii politycznych ani też mieć ścisłych związków z nimi. W takiej bowiem sytuacji łatwo tracą łączność z tym, co jest ich właściwym zadaniem, to znaczy zabezpieczenie słusznych uprawnień ludzi pracy w ramach dobra wspólnego całego społeczeństwa, stają się natomiast narzędziem do innych celów..." Jak ten problem wygląda w naszej Ojczyźnie, ludzie pracy najlepiej mogą ocenić sami.
W imię sprawiedliwości młodzież powinna mieć prawo zrzeszania się w organizacjach odpowiadających jej aspiracjom i światopoglądowi.
Sprawiedliwość nakazuje uszanować wolę większości przy wyborze rektorów na wyższych uczelniach i nie usuwać, wbrew młodzieży i pracownikom Uniwersytetu, ze stanowiska tego ludzi mądrych i szlachetnych tylko dlatego, że mają odwagę wypowiadać swoje poglądy i stawać w obronie praw młodzieży akademickiej.
Sprawiedliwość daje nam prawo, aby z tego miejsca, z którego od dwu i pół roku płynie gorąca modlitwa serc udręczonych, daje prawo i obowiązek wołania o uwolnienie wszystkich więzionych za przekonania, o naprawienie krzywd im wyrządzonych, zwłaszcza krzywd moralnych. O uwolnienie bez żadnych warunków tych, którzy już trzydziesty pierwszy miesiąc przebywają w areszcie bez procesu i wyroku.
Pracownicy wymiaru sprawiedliwości muszą pamiętać, że w imię Bożej sprawiedliwości od paragrafów ważniejszy jest człowiek. Że w naszej rzeczywistości często paragrafy i przepisy prawne wykorzystywane są nie tylko dla odszukania prawdy, ale i dla umęczenia człowieka. Stąd wielką krzywdą dla tego środowiska jest pozbawienie możliwości pełnienia zawodu ludzi, którzy zdali sobie z tego jasno sprawę i starają się uczciwie kierować sumieniem, a nie odgórnymi zaleceniami.
Zdaję sobie sprawę, że są to tylko niektóre problemy wynikające z braku sprawiedliwości w życiu społecznym. Każdy z was tu obecnych mógłby na ten temat mówić długo i wiele. My dzisiaj poprzestaniemy na tym, co powiedziałem.
Wzbudźmy refleksję we własnym sercu i skonfrontujmy ze swoim sumieniem, na ile każdy z nas ma odwagę o sprawiedliwość się upominać. Na ile każdy z nas sam jest twórcą sprawiedliwości, zaczynając od siebie, swojej rodziny, swojego środowiska. Bo często nasza bierność moralna inspiruje niesprawiedliwość.
Tylko pamiętając Chrystusowe słowa, że nasza sprawiedliwość powinna być większa niż uczonych i faryzeuszów (por. Mt. 5,20), można będzie przyjąć do siebie słowa błogosławieństwa wypowiedziane na Górze: „Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni” (Mt. 5,6).
Amen.
Kazanie z 27 maja 1984 roku
27 maja 1984
W okresie niechlubnego dla całej ludzkości procesu Jezusa Chrystusa Piłat postawił pytanie, które było, jest i będzie ciągle aktualne: „Co to jest prawda? (J 18,38)"
Dla chrześcijanina odpowiedź na to pytanie jest dość prosta. Dał nam ją sam Chrystus, kiedy powiedział o sobie: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem" (J 14,6). Chrystus jest więc Prawdą. I wszystko, co On głosił, jest prawdą. Kłamstwo nie miało dostępu do Jego ust. Za prawdę, którą odważnie głosił, oddał swoje życie.
Apostołowie, dla których Jezus Chrystus stał się jedyną Prawdą, oddali za Niego swoje życie, głosząc odważnie światu Jego naukę.
Prawda i męstwo to wartości bardzo ważne w życiu każdego człowieka, a zwłaszcza w życiu chrześcijanina.
Chciałbym, abyśmy dzisiaj spróbowali przybliżyć sobie znaczenie tych dwu wartości dla naszego życia.
Prawda jest bardzo delikatną właściwością ludzkiego rozumu. Dążenie do prawdy wszczepił w człowieka sam Bóg. Stąd w każdym człowieku jest naturalne dążenie do prawdy i niechęć do kłamstwa. Prawda łączy się zawsze z miłością, a miłość kosztuje, miłość prawdziwa jest ofiarna, stad i prawda musi kosztować. Prawda, która nic nie kosztuje, jest kłamstwem.
Żyć w prawdzie to być w zgodzie ze swoim sumieniem. Prawda zawsze ludzi jednoczy i zespala. Wielkość prawdy przeraża i demaskuje kłamstwa ludzi małych, zalęknionych. Od wieków trwa nieprzerwana walka z prawdą. Prawda jest jednak nieśmiertelna, a kłamstwo ginie szybką śmiercią. Stąd też, jak powiedział zmarły przed trzema laty kardynał Stefan Wyszyński: „Ludzi mówiących w prawdzie nie trzeba wielu. Chrystus wybrał niewielu do głoszenia prawdy. Tylko słów kłamstwa musi być dużo, bo kłamstwo jest detaliczne i sklepikarskie, zmienia się jak towar na półkach, musi być ciągle nowe, musi mieć wiele sług, którzy wedle programu nauczą się go na dziś, na jutro, na miesiąc. Potem znowu będzie na gwałt szkolenie w innym kłamstwie. By opanować całą technikę zaprogramowanego kłamstwa, trzeba wielu ludzi. Tak wielu ludzi nie trzeba, by głosić prawdę. Może być niewielka gromadka ludzi prawdy, a będą nią promieniować. Ludzie ich sami odnajdą i przyjdą z daleka, by słów prawdy słuchać". Nie możemy przyjmować i zadowalać się prawdami łatwymi, powierzchownymi, propagandowymi i narzucanymi gwałtem. Musimy nauczyć się odróżniać kłamstwo od prawdy. Nie jest to łatwe w czasach, w których żyjemy, w czasach, w których powiedział współczesny poeta, że „nigdy jeszcze tak okrutnie nie chłostano grzbietów naszych batem kłamstwa i obłudy..." Nie jest łatwe dzisiaj, gdy w ostatnich dziesiątkach lat urzędowo w glebę domu ojczystego zasiewano ziarna kłamstwa i ateizmu, zasiewano ziarna laicystycznego światopoglądu, tego światopoglądu, który jest filisterskim produktem kapitalizmu i masonerii dziewiętnastego wieku. Zasiewano go w kraju, który od ponad tysiąca lat jest wrośnięty mocno w chrześcijaństwo.
Każdy z nas tu obecnych mógłby podać wiele przykładów tego wszystkiego, co nie służy rozwojowi prawdy i umacnianiu miłości społecznej w Ojczyźnie naszej. Spójrzmy choćby na niektóre z nich.
Nie służą rozwojowi prawdy kłamstwo i półprawdy płynące szeroką rzeką w środkach masowego przekazu. Nie służy układanie programów telewizyjnych tylko pod kątem oficjalnej propagandy, świeckiej moralności, jakby w Polsce w ogóle nie było chrześcijan. Przecież ludzie wierzący mają prawo do filmów religijnych, pogadanek biblijnych, mają prawo za pośrednictwem ekranu telewizyjnego towarzyszyć działalności Ojca Świętego, który jest chlubą narodu.
Nie służy rozwojowi prawdy cenzura, która swoje ostrze kieruje nie przeciwko złu, ale przeciwko szlachetnemu dobru, o czym świadczy choćby fakt wykreślania z pism katolickich nawet słów Ojca Świętego i księdza prymasa.
Zmarły Prymas Tysiąclecia mówił, że: „chirurgia czasopism jest swoista i znamienna. Wycina się w piśmie lub przytłumia to przede wszystkim, co jest najbardziej po katolicku zdrowe, mocne i przekonujące. (...) Tylko i wyłącznie katolikowi nie wolno propagować skutecznie swoich poglądów. Zabrania mu się nie tylko zwalczać poglądy przeciwne lub w jakiś inny sposób polemizować, lecz po prostu nie wolno mu bronić przekonań swoich czy przekonań ogólnoludzkich wobec napaści choćby najbardziej oszczerczych i krzywdzących. Nie wolno prostować fałszów, które inni mają pełną swobodę głosić i rozszerzać bezkarnie..." Niech tu konkretnym przykładem będzie „Tygodnik Powszechny” z 20 maja bieżącego roku, gdzie aż 23 razy interweniowała cenzura.
Nie służy rozwojowi prawdy narzucanie światopoglądu materialistycznego wszystkimi możliwymi środkami propagandowymi i ukazywanie marksizmu jako jedynego sposobu rozwiązania problemu robotniczego. Tu znowu zacytuję wypowiedź Kardynała Wyszyńskiego z czerwca 1980 roku: „Musimy być świadkami, że dzisiaj nadzieja na rozwiązanie proletaryzmu przez marksizm maleje. Ujawnia się pełna nieudolność tej doktryny i okazuje się, że marksizm właściwie odbudowuje kapitalizm, uzależniając człowieka od systemu produkcji, a więc ponownie zniewolniczając go..."
Nie służy rozwojowi prawdy oczernianie i ukazywanie w negatywnym świetle wszystkiego, czego dokonała „Solidarność” i zacieranie wszystkimi możliwymi sposobami śladów po „Solidarności”. Bo przecież naród wie, że z tym słowem, o którym ostatnio powiedział Ojciec Święty, że jest „chlubnym słowem", wiążą się nadzieje i tęsknoty milionów Polaków.
Nie służy rozwojowi prawdy więzienie ludzi za ich przekonania. Przecież gdyby w przywódcy „Solidarności” i inni nasi bracia przebywali w więzieniach za kłamstwo, to czy Kościół wkładałby tyle troski w ich obronę? Czy zabiegałby o ich uwolnienie?
Nie służą prawdzie przemoc i demonstracja siły. Przemoc jest kłamstwem, bo niszczy to, czego rzekomo broni. Aby dobrze rządzić państwem, należy zaniechać gwałtu i kłamstwa, a wtedy powróci spokój i warunki do owocnego budowania. Ale spokój nie może być rozumiany jako wymuszone milczenie ludzi. Życia nie da się oszukać, jak nie da się oszukać ziemi. Jeżeli wrzuci się w nią plewy, zbierze się chwasty.
Ewangelia Chrystusowa jest tak owocna przez wieki i ciągle aktualna, bo jest prawdą. Ideologie, które kierują się kłamstwem i przemocą, upadają, przynoszą złe owoce i spustoszenie moralne. Zbyt wiele tego przykładów mamy w historii Europy i świata.
Podstawowym warunkiem wyzwolenia człowieka ku zdobywaniu prawdy i życia prawdą jest zdobycie cnoty męstwa. Oznaką chrześcijańskiego męstwa jest walka o prawdę. Cnota męstwa jest przezwyciężeniem ludzkiej słabości, zwłaszcza lęku i strachu. Bo bać się w życiu trzeba tylko zdrady Chrystusa za parę srebrników jałowego spokoju.
Chrześcijaninowi nie może wystarczyć tylko potępienia zła, kłamstwa, tchórzostwa, zniewolenia, nienawiści, przemocy. Ale chrześcijanin musi być prawdziwym świadkiem, rzecznikiem i obrońcą sprawiedliwości, dobra, prawdy, wolności i miłości. O te wartości musi odważnie się upominać dla siebie i innych. „Prawdziwie roztropnym i sprawiedliwym może być tylko człowiek mężny (Jan Paweł II) .
„Biada społeczeństwu, którego obywatele nie rządzą się męstwem! Przestaje być wtedy obywatelami, stają, się zwykłymi niewolnikami. (...) Jeżeli obywatel rezygnuje z cnoty męstwa, staje się niewolnikiem i wyrządza największa krzywdę sobie, swej ludzkiej osobowości, rodzinie, grupie zawodowej, narodowi, państwu i Kościołowi, chociaż byłby łatwo pozyskany dla lęku i bojaźni, dla chluby i względów ubocznych...". Ale i „Biada władcom, którzy chcą pozyskać obywatela za cenę zastraszenia i niewolniczego lęku! (...) Jeżeli władza rządzi zastraszonymi obywatelami, obniża swój autorytet, zuboża życie narodowe, kulturalne i wartość życia zawodowego..." (kardynał Stefan Wyszyński).
Troska więc o męstwo powinna leżeć w interesie zarówno władzy, jak i obywateli.
W dużej mierze sami jesteśmy winni naszemu zniewoleniu, gdy ze strachu albo dla wygodnictwa akceptujemy zło, a nawet głosujemy na mechanizm jego działania. Jeśli z wygodnictwa czy lęku poprzemy mechanizm działania zła, nie mamy wtedy prawa tego zła piętnować, bo my sami stajemy się jego twórcami i pomagamy je zalegalizować.
Egzamin z męstwa zdali robotnicy w sierpniu 1980 roku, a wielu z nich zdaje go nadal.
Okazali męstwo uczniowie szkoły w Miętnem, którzy odważnie stanęli obronie krzyża Chrystusowego.
Egzamin z męstwa zdali w ostatnim czasie nasi więzieni bracia, którzy nie wybrali wolności za cenę zdrady swoich i naszych ideałów.
Niech na koniec będzie nam ostrzeżeniem świadomość, że naród ginie, gdy brak mu męstwa, gdy oszukuje siebie, mówiąc, że jest dobrze, gdy jest źle, gdy zadowala się tylko półprawdami.
Niech na co dzień towarzyszy nam świadomość, że żądając prawdy od innych, sami musimy żyć prawdą. Żądając sprawiedliwości, sami musimy być sprawiedliwi w stosunku do ajbliższych. Żądając odwagi i męstwa musimy być na co dzień mężni i odważni.
Amen.
W okresie niechlubnego dla całej ludzkości procesu Jezusa Chrystusa Piłat postawił pytanie, które było, jest i będzie ciągle aktualne: „Co to jest prawda? (J 18,38)"
Dla chrześcijanina odpowiedź na to pytanie jest dość prosta. Dał nam ją sam Chrystus, kiedy powiedział o sobie: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem" (J 14,6). Chrystus jest więc Prawdą. I wszystko, co On głosił, jest prawdą. Kłamstwo nie miało dostępu do Jego ust. Za prawdę, którą odważnie głosił, oddał swoje życie.
Apostołowie, dla których Jezus Chrystus stał się jedyną Prawdą, oddali za Niego swoje życie, głosząc odważnie światu Jego naukę.
Prawda i męstwo to wartości bardzo ważne w życiu każdego człowieka, a zwłaszcza w życiu chrześcijanina.
Chciałbym, abyśmy dzisiaj spróbowali przybliżyć sobie znaczenie tych dwu wartości dla naszego życia.
Prawda jest bardzo delikatną właściwością ludzkiego rozumu. Dążenie do prawdy wszczepił w człowieka sam Bóg. Stąd w każdym człowieku jest naturalne dążenie do prawdy i niechęć do kłamstwa. Prawda łączy się zawsze z miłością, a miłość kosztuje, miłość prawdziwa jest ofiarna, stad i prawda musi kosztować. Prawda, która nic nie kosztuje, jest kłamstwem.
Żyć w prawdzie to być w zgodzie ze swoim sumieniem. Prawda zawsze ludzi jednoczy i zespala. Wielkość prawdy przeraża i demaskuje kłamstwa ludzi małych, zalęknionych. Od wieków trwa nieprzerwana walka z prawdą. Prawda jest jednak nieśmiertelna, a kłamstwo ginie szybką śmiercią. Stąd też, jak powiedział zmarły przed trzema laty kardynał Stefan Wyszyński: „Ludzi mówiących w prawdzie nie trzeba wielu. Chrystus wybrał niewielu do głoszenia prawdy. Tylko słów kłamstwa musi być dużo, bo kłamstwo jest detaliczne i sklepikarskie, zmienia się jak towar na półkach, musi być ciągle nowe, musi mieć wiele sług, którzy wedle programu nauczą się go na dziś, na jutro, na miesiąc. Potem znowu będzie na gwałt szkolenie w innym kłamstwie. By opanować całą technikę zaprogramowanego kłamstwa, trzeba wielu ludzi. Tak wielu ludzi nie trzeba, by głosić prawdę. Może być niewielka gromadka ludzi prawdy, a będą nią promieniować. Ludzie ich sami odnajdą i przyjdą z daleka, by słów prawdy słuchać". Nie możemy przyjmować i zadowalać się prawdami łatwymi, powierzchownymi, propagandowymi i narzucanymi gwałtem. Musimy nauczyć się odróżniać kłamstwo od prawdy. Nie jest to łatwe w czasach, w których żyjemy, w czasach, w których powiedział współczesny poeta, że „nigdy jeszcze tak okrutnie nie chłostano grzbietów naszych batem kłamstwa i obłudy..." Nie jest łatwe dzisiaj, gdy w ostatnich dziesiątkach lat urzędowo w glebę domu ojczystego zasiewano ziarna kłamstwa i ateizmu, zasiewano ziarna laicystycznego światopoglądu, tego światopoglądu, który jest filisterskim produktem kapitalizmu i masonerii dziewiętnastego wieku. Zasiewano go w kraju, który od ponad tysiąca lat jest wrośnięty mocno w chrześcijaństwo.
Każdy z nas tu obecnych mógłby podać wiele przykładów tego wszystkiego, co nie służy rozwojowi prawdy i umacnianiu miłości społecznej w Ojczyźnie naszej. Spójrzmy choćby na niektóre z nich.
Nie służą rozwojowi prawdy kłamstwo i półprawdy płynące szeroką rzeką w środkach masowego przekazu. Nie służy układanie programów telewizyjnych tylko pod kątem oficjalnej propagandy, świeckiej moralności, jakby w Polsce w ogóle nie było chrześcijan. Przecież ludzie wierzący mają prawo do filmów religijnych, pogadanek biblijnych, mają prawo za pośrednictwem ekranu telewizyjnego towarzyszyć działalności Ojca Świętego, który jest chlubą narodu.
Nie służy rozwojowi prawdy cenzura, która swoje ostrze kieruje nie przeciwko złu, ale przeciwko szlachetnemu dobru, o czym świadczy choćby fakt wykreślania z pism katolickich nawet słów Ojca Świętego i księdza prymasa.
Zmarły Prymas Tysiąclecia mówił, że: „chirurgia czasopism jest swoista i znamienna. Wycina się w piśmie lub przytłumia to przede wszystkim, co jest najbardziej po katolicku zdrowe, mocne i przekonujące. (...) Tylko i wyłącznie katolikowi nie wolno propagować skutecznie swoich poglądów. Zabrania mu się nie tylko zwalczać poglądy przeciwne lub w jakiś inny sposób polemizować, lecz po prostu nie wolno mu bronić przekonań swoich czy przekonań ogólnoludzkich wobec napaści choćby najbardziej oszczerczych i krzywdzących. Nie wolno prostować fałszów, które inni mają pełną swobodę głosić i rozszerzać bezkarnie..." Niech tu konkretnym przykładem będzie „Tygodnik Powszechny” z 20 maja bieżącego roku, gdzie aż 23 razy interweniowała cenzura.
Nie służy rozwojowi prawdy narzucanie światopoglądu materialistycznego wszystkimi możliwymi środkami propagandowymi i ukazywanie marksizmu jako jedynego sposobu rozwiązania problemu robotniczego. Tu znowu zacytuję wypowiedź Kardynała Wyszyńskiego z czerwca 1980 roku: „Musimy być świadkami, że dzisiaj nadzieja na rozwiązanie proletaryzmu przez marksizm maleje. Ujawnia się pełna nieudolność tej doktryny i okazuje się, że marksizm właściwie odbudowuje kapitalizm, uzależniając człowieka od systemu produkcji, a więc ponownie zniewolniczając go..."
Nie służy rozwojowi prawdy oczernianie i ukazywanie w negatywnym świetle wszystkiego, czego dokonała „Solidarność” i zacieranie wszystkimi możliwymi sposobami śladów po „Solidarności”. Bo przecież naród wie, że z tym słowem, o którym ostatnio powiedział Ojciec Święty, że jest „chlubnym słowem", wiążą się nadzieje i tęsknoty milionów Polaków.
Nie służy rozwojowi prawdy więzienie ludzi za ich przekonania. Przecież gdyby w przywódcy „Solidarności” i inni nasi bracia przebywali w więzieniach za kłamstwo, to czy Kościół wkładałby tyle troski w ich obronę? Czy zabiegałby o ich uwolnienie?
Nie służą prawdzie przemoc i demonstracja siły. Przemoc jest kłamstwem, bo niszczy to, czego rzekomo broni. Aby dobrze rządzić państwem, należy zaniechać gwałtu i kłamstwa, a wtedy powróci spokój i warunki do owocnego budowania. Ale spokój nie może być rozumiany jako wymuszone milczenie ludzi. Życia nie da się oszukać, jak nie da się oszukać ziemi. Jeżeli wrzuci się w nią plewy, zbierze się chwasty.
Ewangelia Chrystusowa jest tak owocna przez wieki i ciągle aktualna, bo jest prawdą. Ideologie, które kierują się kłamstwem i przemocą, upadają, przynoszą złe owoce i spustoszenie moralne. Zbyt wiele tego przykładów mamy w historii Europy i świata.
Podstawowym warunkiem wyzwolenia człowieka ku zdobywaniu prawdy i życia prawdą jest zdobycie cnoty męstwa. Oznaką chrześcijańskiego męstwa jest walka o prawdę. Cnota męstwa jest przezwyciężeniem ludzkiej słabości, zwłaszcza lęku i strachu. Bo bać się w życiu trzeba tylko zdrady Chrystusa za parę srebrników jałowego spokoju.
Chrześcijaninowi nie może wystarczyć tylko potępienia zła, kłamstwa, tchórzostwa, zniewolenia, nienawiści, przemocy. Ale chrześcijanin musi być prawdziwym świadkiem, rzecznikiem i obrońcą sprawiedliwości, dobra, prawdy, wolności i miłości. O te wartości musi odważnie się upominać dla siebie i innych. „Prawdziwie roztropnym i sprawiedliwym może być tylko człowiek mężny (Jan Paweł II) .
„Biada społeczeństwu, którego obywatele nie rządzą się męstwem! Przestaje być wtedy obywatelami, stają, się zwykłymi niewolnikami. (...) Jeżeli obywatel rezygnuje z cnoty męstwa, staje się niewolnikiem i wyrządza największa krzywdę sobie, swej ludzkiej osobowości, rodzinie, grupie zawodowej, narodowi, państwu i Kościołowi, chociaż byłby łatwo pozyskany dla lęku i bojaźni, dla chluby i względów ubocznych...". Ale i „Biada władcom, którzy chcą pozyskać obywatela za cenę zastraszenia i niewolniczego lęku! (...) Jeżeli władza rządzi zastraszonymi obywatelami, obniża swój autorytet, zuboża życie narodowe, kulturalne i wartość życia zawodowego..." (kardynał Stefan Wyszyński).
Troska więc o męstwo powinna leżeć w interesie zarówno władzy, jak i obywateli.
W dużej mierze sami jesteśmy winni naszemu zniewoleniu, gdy ze strachu albo dla wygodnictwa akceptujemy zło, a nawet głosujemy na mechanizm jego działania. Jeśli z wygodnictwa czy lęku poprzemy mechanizm działania zła, nie mamy wtedy prawa tego zła piętnować, bo my sami stajemy się jego twórcami i pomagamy je zalegalizować.
Egzamin z męstwa zdali robotnicy w sierpniu 1980 roku, a wielu z nich zdaje go nadal.
Okazali męstwo uczniowie szkoły w Miętnem, którzy odważnie stanęli obronie krzyża Chrystusowego.
Egzamin z męstwa zdali w ostatnim czasie nasi więzieni bracia, którzy nie wybrali wolności za cenę zdrady swoich i naszych ideałów.
Niech na koniec będzie nam ostrzeżeniem świadomość, że naród ginie, gdy brak mu męstwa, gdy oszukuje siebie, mówiąc, że jest dobrze, gdy jest źle, gdy zadowala się tylko półprawdami.
Niech na co dzień towarzyszy nam świadomość, że żądając prawdy od innych, sami musimy żyć prawdą. Żądając sprawiedliwości, sami musimy być sprawiedliwi w stosunku do ajbliższych. Żądając odwagi i męstwa musimy być na co dzień mężni i odważni.
Amen.
Kazanie z 25 marca 1984 roku
25 marca 1984
Matko Najświętsza. My, którzy gromadzimy się co miesiąc w żoliborskim kościele na mszy św. za Ojczyznę i za tych, którzy dla niej cierpią najbardziej, dzisiaj, kiedy Ojciec Święty Jan Paweł II zawierza Tobie cały świat, ludy i narody, składamy w Twoje błogosławione dłonie, najlepsza z matek, wszystkie sprawy w Ojczyźnie naszej, które były objęte naszą modlitwą w ostatnich kilku latach.
Pozwól więc, że przypomnimy i na nowo zawierzymy dzisiaj chociaż niektóre z nich. Zawierzamy więc, Matko najlepsza, najpierw braci naszych więzionych za przekonania. Więzionych za odwagę innego, niż narzucane, myślenia. Więzionych od ponad dwóch lat bez sądu, bez wyroku. Więzionych przywódców „Solidarności”. Jeśli są winni, dlaczego ich nie osądzono? Ale my wiemy, że sądzić ich mają prawo tylko ci, którzy ich w demokratyczny sposób wybrali. Sądzić ich mogłyby tylko miliony. A dla milionów oni ciągle są symbolem tęsknoty za prawdziwą wolnością Ojczyzny.
Wierzymy, że i na ich cierpieniach wyrosną dobre owoce. Wierzymy, jak i oni wierzą, gdy piszą miedzy innymi: „Dzisiaj bardziej jeszcze aniżeli kiedykolwiek widzimy potrzebę ofiar dla tak wielkiej sprawy, jaką podjęliśmy w sierpniu 1980 roku. Wiemy, że bez ognia stali się nie hartuje. A jakże nam hart wszystkim potrzebny...”.
Zawierzamy Ci wszystkich więzionych w Warszawie, Barczewie, Strzelinie i Lublińcu. Traktowanych w wielu wypadkach gorzej niż więźniowie kryminalni .
To z więzienia w Lublińcu pisze Anna Walentynowicz: „Może moja i nie tylko moja tęsknota za Wami i wolnością urzeczywistni słowa papieża: »Pokój Tobie, Polsko«". Zawierzamy Ci i prosimy – Matko niewinnie więzionych, bądź im pomocą.
Tobie zawierzamy polską młodzież, która jest przyszłością i nadzieją narodu, a której ciągle odmawia się warunków, w których mogłaby realizować kształtowanie osobowości według obranych zasad i uczyć się życia społecznego w organizacjach młodzieżowych, odpowiadających jej światopoglądowi.
Zawierzamy młodzież szkoły rolniczej spod Garwolina, która tak odważnie i dojrzale wystąpiła w obronie krzyża Chrystusowego w salach szkolnych. Głos młodzieży z okolic Garwolina jest głosem całej młodzieży w Polsce, która rozumie, że walka o prawo do krzyży w szkole to walka o przestrzeganie konstytucyjnych zasad wolności sumienia i wyznania, a postępowanie władz szkolnych to jeszcze jedna z prób zniewolenia narodu. Szkoła jest dla uczniów, a nie uczniowie dla szkoły, tak jak władza ma być w służbie narodu, a nie naród w służbie władzy. Nikt z wierzących nie chce wieszać krzyży tam, gdzie są sami niewierzący, ale ludzie wierzący mają prawo decydować sami o tym, czy chcą mieć krzyż w miejscu swej pracy.
Zawierzamy Ci, Matko Chrystusowa, gorycz bezsilności i upokorzenia, jakiego ciągle doznaje wiele sióstr i braci w Ojczyźnie naszej.
Zawierzamy ból i rozpacz byłych internowanych z Darłówka i Jaworzna, którzy w ostatnich dniach, chcąc podziękować miejscowym księżom za ich troskę duszpasterską w czasie, gdy przebywali w obozach, ufundowali sztandar o treści czysto religijnej z wizerunkiem Twoim, Maryjo, Twojego wiernego sługi Maksymiliana Kolbego. Po drodze urządzono łapanki i większość internowanych na czas uroczystości przekazania tego sztandaru umieszczono w aresztach, a sztandar zarekwirowała służba bezpieczeństwa.
Zawierzamy aktualną i ciągle bolesną sprawę zabójców Grzesia Przemyka. Tak bardzo boli niesprawiedliwość, że w tym kraju tak trudno przez cały rok odnaleźć tych, którzy na służbie bili, tak łatwo stawiać w stan oskarżenia obrońców, którzy kroczyli drogą prawdy.
W tym miejscu zawierzamy Ci, Matko nasza najlepsza, w sposób szczególny więzionego mecenasa Bednarkiewicza, którego szlachetność i prawość Ty znasz najlepiej.
Zawierzamy Ci chlubne słowo „solidarność" i wszystko, co dla Polaków z nim się łączy.
Od czasu rozwiązania „Solidarności" jako związku zawodowego, stała się ona ideą w narodzie. A walka z ideą narodu, to walka z wiatrakami. Tej idei nikt nie zdoła pokonać, bo jest ona mocno zakorzeniona w sercach milionów. Bo zapłacono za nią wielką cenę. Cenę krwi, cenę ukrywania się, poniewierki i więzienia.
Zawierzamy wszystkie krzywdy wyrządzone narodowi po II wojnie światowej, a zwłaszcza w ostatnich trzech latach szczególnego zniewolenia narodu. Krzywdy, które trzeba naprawić, zwłaszcza krzywdy moralne, o których tak wiele mówiliśmy podczas mszy świętych za Ojczyznę.
Na koniec naszej modlitwy, płynącej z zatroskania o dom ojczysty, zawierzamy nadzieję na lepsze jutro. Nadzieję na pojednanie narodu w duchu miłości, ale i w duchu sprawiedliwości.
Matko Zawierzenia, Ty sama znasz najlepiej nasze codzienne modlitwy, tak często szeptane przez łzy, znasz bóle i niepokoje udręczonych serc.
Wszystko to w dniu dzisiejszym, w dniu zawierzenia całego świata Twojemu Niepokalanemu Sercu, składamy w Twoje Matczyne dłonie i prosimy, byś złożyła u stóp Syna Twego Jezusa Chrystusa, na uproszenie Ojczyźnie naszej czasu zmartwychwstania do prawdziwej wolności, sprawiedliwości i pokoju.
Amen.
Matko Najświętsza. My, którzy gromadzimy się co miesiąc w żoliborskim kościele na mszy św. za Ojczyznę i za tych, którzy dla niej cierpią najbardziej, dzisiaj, kiedy Ojciec Święty Jan Paweł II zawierza Tobie cały świat, ludy i narody, składamy w Twoje błogosławione dłonie, najlepsza z matek, wszystkie sprawy w Ojczyźnie naszej, które były objęte naszą modlitwą w ostatnich kilku latach.
Pozwól więc, że przypomnimy i na nowo zawierzymy dzisiaj chociaż niektóre z nich. Zawierzamy więc, Matko najlepsza, najpierw braci naszych więzionych za przekonania. Więzionych za odwagę innego, niż narzucane, myślenia. Więzionych od ponad dwóch lat bez sądu, bez wyroku. Więzionych przywódców „Solidarności”. Jeśli są winni, dlaczego ich nie osądzono? Ale my wiemy, że sądzić ich mają prawo tylko ci, którzy ich w demokratyczny sposób wybrali. Sądzić ich mogłyby tylko miliony. A dla milionów oni ciągle są symbolem tęsknoty za prawdziwą wolnością Ojczyzny.
Wierzymy, że i na ich cierpieniach wyrosną dobre owoce. Wierzymy, jak i oni wierzą, gdy piszą miedzy innymi: „Dzisiaj bardziej jeszcze aniżeli kiedykolwiek widzimy potrzebę ofiar dla tak wielkiej sprawy, jaką podjęliśmy w sierpniu 1980 roku. Wiemy, że bez ognia stali się nie hartuje. A jakże nam hart wszystkim potrzebny...”.
Zawierzamy Ci wszystkich więzionych w Warszawie, Barczewie, Strzelinie i Lublińcu. Traktowanych w wielu wypadkach gorzej niż więźniowie kryminalni .
To z więzienia w Lublińcu pisze Anna Walentynowicz: „Może moja i nie tylko moja tęsknota za Wami i wolnością urzeczywistni słowa papieża: »Pokój Tobie, Polsko«". Zawierzamy Ci i prosimy – Matko niewinnie więzionych, bądź im pomocą.
Tobie zawierzamy polską młodzież, która jest przyszłością i nadzieją narodu, a której ciągle odmawia się warunków, w których mogłaby realizować kształtowanie osobowości według obranych zasad i uczyć się życia społecznego w organizacjach młodzieżowych, odpowiadających jej światopoglądowi.
Zawierzamy młodzież szkoły rolniczej spod Garwolina, która tak odważnie i dojrzale wystąpiła w obronie krzyża Chrystusowego w salach szkolnych. Głos młodzieży z okolic Garwolina jest głosem całej młodzieży w Polsce, która rozumie, że walka o prawo do krzyży w szkole to walka o przestrzeganie konstytucyjnych zasad wolności sumienia i wyznania, a postępowanie władz szkolnych to jeszcze jedna z prób zniewolenia narodu. Szkoła jest dla uczniów, a nie uczniowie dla szkoły, tak jak władza ma być w służbie narodu, a nie naród w służbie władzy. Nikt z wierzących nie chce wieszać krzyży tam, gdzie są sami niewierzący, ale ludzie wierzący mają prawo decydować sami o tym, czy chcą mieć krzyż w miejscu swej pracy.
Zawierzamy Ci, Matko Chrystusowa, gorycz bezsilności i upokorzenia, jakiego ciągle doznaje wiele sióstr i braci w Ojczyźnie naszej.
Zawierzamy ból i rozpacz byłych internowanych z Darłówka i Jaworzna, którzy w ostatnich dniach, chcąc podziękować miejscowym księżom za ich troskę duszpasterską w czasie, gdy przebywali w obozach, ufundowali sztandar o treści czysto religijnej z wizerunkiem Twoim, Maryjo, Twojego wiernego sługi Maksymiliana Kolbego. Po drodze urządzono łapanki i większość internowanych na czas uroczystości przekazania tego sztandaru umieszczono w aresztach, a sztandar zarekwirowała służba bezpieczeństwa.
Zawierzamy aktualną i ciągle bolesną sprawę zabójców Grzesia Przemyka. Tak bardzo boli niesprawiedliwość, że w tym kraju tak trudno przez cały rok odnaleźć tych, którzy na służbie bili, tak łatwo stawiać w stan oskarżenia obrońców, którzy kroczyli drogą prawdy.
W tym miejscu zawierzamy Ci, Matko nasza najlepsza, w sposób szczególny więzionego mecenasa Bednarkiewicza, którego szlachetność i prawość Ty znasz najlepiej.
Zawierzamy Ci chlubne słowo „solidarność" i wszystko, co dla Polaków z nim się łączy.
Od czasu rozwiązania „Solidarności" jako związku zawodowego, stała się ona ideą w narodzie. A walka z ideą narodu, to walka z wiatrakami. Tej idei nikt nie zdoła pokonać, bo jest ona mocno zakorzeniona w sercach milionów. Bo zapłacono za nią wielką cenę. Cenę krwi, cenę ukrywania się, poniewierki i więzienia.
Zawierzamy wszystkie krzywdy wyrządzone narodowi po II wojnie światowej, a zwłaszcza w ostatnich trzech latach szczególnego zniewolenia narodu. Krzywdy, które trzeba naprawić, zwłaszcza krzywdy moralne, o których tak wiele mówiliśmy podczas mszy świętych za Ojczyznę.
Na koniec naszej modlitwy, płynącej z zatroskania o dom ojczysty, zawierzamy nadzieję na lepsze jutro. Nadzieję na pojednanie narodu w duchu miłości, ale i w duchu sprawiedliwości.
Matko Zawierzenia, Ty sama znasz najlepiej nasze codzienne modlitwy, tak często szeptane przez łzy, znasz bóle i niepokoje udręczonych serc.
Wszystko to w dniu dzisiejszym, w dniu zawierzenia całego świata Twojemu Niepokalanemu Sercu, składamy w Twoje Matczyne dłonie i prosimy, byś złożyła u stóp Syna Twego Jezusa Chrystusa, na uproszenie Ojczyźnie naszej czasu zmartwychwstania do prawdziwej wolności, sprawiedliwości i pokoju.
Amen.
Kazanie z 26 lutego 1984 roku
26 lutego 1984
„Pozwólcie dzieciom przyjść do mnie, a nie zabraniajcie im” (Łk 18,16). Słowa te, wypowiedziane przez Chrystusa Pana w czytanej przed chwilą Ewangelii, brzmią jednakowo przez dwa tysiące lat. Są one szczególnie ważne w naszej powojennej historii. Są aktualne i dzisiaj.
Jesteśmy dziećmi narodu, który od tysiąca z górą lat oddaje chwałę Bogu w Trójcy Jedynemu. Nasz naród słynął ze znanej w świecie tolerancji religijnej. U nas znajdowali miejsce ci, którzy z powodu prześladowań religijnych musieli opuszczać rodzinny kraj.
W narodzie polskim wychowanie chrześcijańskie związało się z dziejami Ojczyzny i wywierało swój wpływ na wszystkie dziedziny życia. I dlatego w dzisiejszym wychowaniu nie można oderwać się od tego, co stanowiło polskość na przestrzeni tysiąca lat. Nie wolno tego przekreślać ani przekształcać.
Chrześcijański system wychowania, oparty na Chrystusie i Jego Ewangelii, zdawał wiele razy egzamin w dziejach naszego narodu i to w najtrudniejszych momentach tych dziejów. Dlatego katolickie społeczeństwo Polski jest świadome strat i szkód moralnych, jakie poniosło i ponosi w wyniku narzucania ludziom wierzącym programu wychowania ateistycznego, programu wrogiego religii. Czasy po II wojnie światowej to jedno wielkie pasmo walki o monopol wychowania ateistycznego, wychowania bez Boga, wyrwania Boga z serc dzieci i młodzieży.
Przyjrzyjmy się dzisiaj temu problemowi nieco bliżej.
Życie dziecka zaczyna się pod sercem matki. To matka ponosi najwięcej trudu, aby dziecko na świat wydać, a potem rodzice, by
dziecko wychować. W procesie wychowania bierze również udział szkoła i całe społeczeństwo. W pracy swej jednak szkoła powinna być zależna od rodziców. Szkoła nie może niszczyć w dziecięcych duszach tych wartości, które wszczepiła rodzina.
Szkoła jest narodowa i należy do narodu, do rodziny i do społeczeństwa, a nie do takiej czy innej partii, sekty czy ugrupowania zajmującego się niechlubnym, a nawet wrogim i szkodliwym dla narodu i państwa dziełem wyrywania wiary z serc dzieci i młodzieży – wołał zmarły prymas, kardynał Stefan Wyszyński.
Pomimo więc upaństwowienia szkoły, ma ona służyć rodzinie i narodowi, bo naród kryje się w rodzinach. Szkoła musi być narodowa. Musi dawać dzieciom i młodzieży miłość do Ojczyzny i do rodzimej kultury. Szkoła musi się liczyć z narodem, z jego wymaganiami, obyczajowością i religią.
Obowiązek dbania o taką właśnie szkołę, o właściwe wychowanie, spoczywa na państwie, nauczycielach i rodzicach. Gdy jednak państwo obowiązek ten zaniedbuje, większa odpowiedzialność spoczywa na rodzicach i wychowawcach. Gorzej się dzieje, gdy państwo pod płaszczykiem nowych projektów wychowania, pod płaszczykiem odciążania rodziców od dzieci, walczy o monopol nauczania i wychowania ateistycznego, wbrew woli rodziców.
Program ateizacji doprowadza do absurdu, stwarza odczucie gwałtu społecznego i zniewolenia osobowego. „Hańbą naszych czasów – pisali biskupi w 1968 roku – jest to, że nie brak usiłowań pozbawienia młodzieży wiary w Boga i związku z Kościołem – wbrew głosowi sumienia wszystkich cywilizowanych narodów". Ustawy państwowe, dotyczące także wychowania, nie mogą być przeciwne prawu Bożemu, bo wtedy nie obowiązują w sumieniu. A dążeniem do zniewolenia człowieka jest narzucanie mu światopoglądu, odbieranie wolności wierzenia i umiłowania Boga, laicystyczne obdzieranie go z wszelkich pragnień i aspiracji religijnych.
Ktoś powie, że nikt dzisiaj nikomu nie zabrania chodzenia do kościoła. Przeżywaliśmy po wojnie i takie czasy. Do dzisiaj wielu dorosłych prosi o chrzest tylko dlatego, że ich rodzice za ochrzczenie dziecka czy posłanie go na katechizację byli zastraszeni utratą stanowiska czy pracy. Ale sprawy wychowania, wolności religii to nie tylko chodzenie do kościoła. Władza nie może narzucać swojej religii i światopoglądu. Nie może dyktować, w co mają wierzyć podwładni, a w co im wierzyć nie wolno. Bo czy nie jest narzucaniem religii ateizmu i brakiem tolerancji choćby fakt, że w kraju katolickim nakłady prasy laickiej wychodzą w milionach egzemplarzy, podczas gdy zaledwie kilka tygodników prasy katolickiej i żadnego dziennika w żenująco niskich nakładach i w dodatku posiekanych dekretami o cenzurze?
Jedną z przyczyn współczesnej niedoli, także i materialnej, oraz rozkładu moralnego jest to, że uporczywie odmawiano Chrystusowi miejsca, zwłaszcza w szkole i pracy, wychowaniu dzieci i młodzieży.
Był czas w niedalekiej przeszłości, że zakazywano wychowawcom kolonijnym, rzekomo w imię wolności sumienia, prowadzenia dzieci na mszę św. w niedzielę. Zalecano organizowanie atrakcyjnych zajęć w czasie, gdy w kościołach były odprawiane msze święte, a w końcu zakazano wychowawcom zwalniania dzieci na mszę św., pomimo, że tego żądały. W przypadku niepodporządkowania się zarządzeniom stosowano wobec nauczycieli i wychowawców groźby i sankcje karne. Było to brutalne deptanie podstawowych praw człowieka. Od kierowników szkól żądano sprawozdań, w jaki sposób starają się utrudnić dzieciom udział w katechizacji i czy skutecznie przekonuje rodziców o szkodliwości wychowania religijnego. Nauczycielom, którzy ułatwili dzieciom udział w katechizacji, grożono sankcjami karnymi. Młodzież była zastraszana, że udział w katechizacji uniemożliwi jej zdanie matury i dostanie się na studia. O tym wszystkim pisali biskupi w swoich listach pasterskich. Przypominam to wszystko, aby podkreślić, jak wielkie znaczenie w wychowaniu ma rodzina. Bo to, że młodzież jest wierząca, że w czasie „Solidarności" pokolenie wychowane w tych trudnych czasach szukało siły i oparcia w Bogu i w Kościele, jest przede wszystkim zasługa rodziców, którzy w domu musieli prostować wszystko, co poplątano w umysłach dzieci.
Gdy więc państwo nie stoi na wysokości zadania, tym większa odpowiedzialność ciąży na rodzicach, nauczycielach, ale i na samej młodzieży. Młodzież musi widzieć w nauczycielu przyjaciela, który przede wszystkim mówi prawdę, który stara się przekazać młodemu pokoleniu cały dorobek kultury narodowej i religijnej. Nauczyciele muszą pamiętać, że wychowują młodzież dla Ojczyzny, która korzeniami sięga w daleką chlubną przeszłość, a nie dla takich czy innych ustrojów, które się zmieniają. Nie mogą mieć na uwadze tylko tego, co służy teraźniejszości, ale to, co ma służyć dla dalekiej przyszłości.
Niebezpieczeństwo utraty przez młodzież więzi z przeszłością narodu i kulturą rodzimą, jakże często ośmieszaną i zniekształconą, przerwała „Solidarność", która odkłamała wiele celowo przemilczanych faktów historycznych. Nie jesteśmy narodem tylko na dziś. Jesteśmy narodem, który ma przekazać w daleką przyszłość moce nagromadzone przez całe tysiąclecie.
Tylko wspólna i zgodna współpraca rodziców, wychowawców, Kościoła i samej młodzieży może przeciwstawić się wszystkiemu, co ma na celu położenie granicy wielkości człowieka i zniszczenie tego, co wyrosło z ofiary całych pokoleń Polaków, którzy płacili wysoką cenę za przetrwanie ducha narodu. Stąd też wszyscy musimy wziąć do serca wezwanie Prymasa Tysiąclecia, aby mieć odwagę publicznego przyznawania się do Chrystusa i Kościoła, do tego wszystkiego, co stanowi chlubę narodu, odwagę przyznawania się w szkole, na uczelni, w pracy i urzędzie. Czynić to bez względu na następstwa, jakie mogą dla nas z tego wyniknąć.
Jeżeli wierzymy w czterech ścianach naszego domu, niech nie zabraknie nam odwagi do przyznawania się do Chrystusa publicznie, jak mieliśmy odwagę czynić to w czasie „Solidarności", nawet gdy trzeba zapłacić jakąś cenę i ponieść ofiarę. Wiary i ideałów nie wolno sprzedawać za przysłowiową „miskę soczewicy", za stanowisko, większa pensję, możność studiów czy awans społeczny. Bo kto łatwo sprzedaje wiarę i ideały, ten jest o krok od sprzedawania człowieka.
Kościół zawsze będzie pomagał rodzicom i wychowawcom, stojąc na stanowisku, że jeśli jednym wolno ateizować naród wbrew jego woli, wbrew woli katolickich rodziców i samej młodzieży, to tym bardziej katolikom wolno bronić się przed tym bezprawiem.
Tyle mówi się dzisiaj o prawach ludzi, a zapomina się o prawie zasadniczym, prawie do wolności religijnej i wolności wychowania. Zapomina o tym państwo, które niekiedy zamienia się w apostoła wiary w tak zwanego „swojego boga", który nazywa się ateizmem czy laicyzmem i każe kłaniać się całemu narodowi przed bogiem wymyślonym według własnych możliwości. Zapomina, że każdy człowiek ma prawo do zachowania swojej wiary i swojego światopoglądu.
Jedynie wspólny wysiłek Kościoła, rodziców i wychowawców może uchronić młodzież od tego, aby bocznym torem nie odeszła od zdrowego nurtu Bożego, od zdrowego patriotyzmu, który płynie przez nasz naród od przeszło dziesięciu wieków. Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby nie pozwolić zamknąć ust ani dzieciom, ani młodzieży, ani narodowi i by nikt nie zagubił nadziei. W niedalekim zamku car kiedyś krzyczał: „Porzućcie, Polacy, nadzieję, zamknijcie usta". Nie zamknęli. Drogo za to zapłacili, ale nie zamknęli ust swoich i dlatego dzisiaj jesteśmy im wdzięczni, bo to oni przekazali nam ducha narodowego. Jesteśmy spadkobiercami tych, którzy ust swoich nie zamknęli, gdy chodziło o ważne sprawy narodu. Dlatego i my zamknąć ust nie możemy, gdy idzie o wychowanie młodego pokolenia, które w niedalekiej przyszłości na swoich barkach poniesie losy domu ojczystego.
A wy, drodzy młodzi przyjaciele, musicie mieć w sobie coś z orłów. Serce orle i wzrok orli – jak mówił zmarły prymas. Musicie ducha hartować i wznosić wysoko, aby móc jak orły przelatywać ponad wszelkim innym ptactwem, w przyszłości naszej Ojczyzny. Tylko będąc jak orły potraficie przebić się przez wszystkie dziejowe przełomy, wichry i burze, nie dając się spętać żadną niewolą. Pamiętajcie. Orły to wolne ptaki, bo szybują wysoko, a nie pełzają po ziemi.
Jednak czy będziecie mogli być jak orły, zależy przede wszystkim od tego, komu pozwolicie rzeźbić w waszej duszy i w waszym umyśle, pamiętając, że obywateli prawych nie produkuje się w fabrykach, ale pod sercem matek i pod okiem prawdziwych wychowawców, którzy wzór dobrego nauczyciela biorą z Jezusa Chrystusa.
Amen.
„Pozwólcie dzieciom przyjść do mnie, a nie zabraniajcie im” (Łk 18,16). Słowa te, wypowiedziane przez Chrystusa Pana w czytanej przed chwilą Ewangelii, brzmią jednakowo przez dwa tysiące lat. Są one szczególnie ważne w naszej powojennej historii. Są aktualne i dzisiaj.
Jesteśmy dziećmi narodu, który od tysiąca z górą lat oddaje chwałę Bogu w Trójcy Jedynemu. Nasz naród słynął ze znanej w świecie tolerancji religijnej. U nas znajdowali miejsce ci, którzy z powodu prześladowań religijnych musieli opuszczać rodzinny kraj.
W narodzie polskim wychowanie chrześcijańskie związało się z dziejami Ojczyzny i wywierało swój wpływ na wszystkie dziedziny życia. I dlatego w dzisiejszym wychowaniu nie można oderwać się od tego, co stanowiło polskość na przestrzeni tysiąca lat. Nie wolno tego przekreślać ani przekształcać.
Chrześcijański system wychowania, oparty na Chrystusie i Jego Ewangelii, zdawał wiele razy egzamin w dziejach naszego narodu i to w najtrudniejszych momentach tych dziejów. Dlatego katolickie społeczeństwo Polski jest świadome strat i szkód moralnych, jakie poniosło i ponosi w wyniku narzucania ludziom wierzącym programu wychowania ateistycznego, programu wrogiego religii. Czasy po II wojnie światowej to jedno wielkie pasmo walki o monopol wychowania ateistycznego, wychowania bez Boga, wyrwania Boga z serc dzieci i młodzieży.
Przyjrzyjmy się dzisiaj temu problemowi nieco bliżej.
Życie dziecka zaczyna się pod sercem matki. To matka ponosi najwięcej trudu, aby dziecko na świat wydać, a potem rodzice, by
dziecko wychować. W procesie wychowania bierze również udział szkoła i całe społeczeństwo. W pracy swej jednak szkoła powinna być zależna od rodziców. Szkoła nie może niszczyć w dziecięcych duszach tych wartości, które wszczepiła rodzina.
Szkoła jest narodowa i należy do narodu, do rodziny i do społeczeństwa, a nie do takiej czy innej partii, sekty czy ugrupowania zajmującego się niechlubnym, a nawet wrogim i szkodliwym dla narodu i państwa dziełem wyrywania wiary z serc dzieci i młodzieży – wołał zmarły prymas, kardynał Stefan Wyszyński.
Pomimo więc upaństwowienia szkoły, ma ona służyć rodzinie i narodowi, bo naród kryje się w rodzinach. Szkoła musi być narodowa. Musi dawać dzieciom i młodzieży miłość do Ojczyzny i do rodzimej kultury. Szkoła musi się liczyć z narodem, z jego wymaganiami, obyczajowością i religią.
Obowiązek dbania o taką właśnie szkołę, o właściwe wychowanie, spoczywa na państwie, nauczycielach i rodzicach. Gdy jednak państwo obowiązek ten zaniedbuje, większa odpowiedzialność spoczywa na rodzicach i wychowawcach. Gorzej się dzieje, gdy państwo pod płaszczykiem nowych projektów wychowania, pod płaszczykiem odciążania rodziców od dzieci, walczy o monopol nauczania i wychowania ateistycznego, wbrew woli rodziców.
Program ateizacji doprowadza do absurdu, stwarza odczucie gwałtu społecznego i zniewolenia osobowego. „Hańbą naszych czasów – pisali biskupi w 1968 roku – jest to, że nie brak usiłowań pozbawienia młodzieży wiary w Boga i związku z Kościołem – wbrew głosowi sumienia wszystkich cywilizowanych narodów". Ustawy państwowe, dotyczące także wychowania, nie mogą być przeciwne prawu Bożemu, bo wtedy nie obowiązują w sumieniu. A dążeniem do zniewolenia człowieka jest narzucanie mu światopoglądu, odbieranie wolności wierzenia i umiłowania Boga, laicystyczne obdzieranie go z wszelkich pragnień i aspiracji religijnych.
Ktoś powie, że nikt dzisiaj nikomu nie zabrania chodzenia do kościoła. Przeżywaliśmy po wojnie i takie czasy. Do dzisiaj wielu dorosłych prosi o chrzest tylko dlatego, że ich rodzice za ochrzczenie dziecka czy posłanie go na katechizację byli zastraszeni utratą stanowiska czy pracy. Ale sprawy wychowania, wolności religii to nie tylko chodzenie do kościoła. Władza nie może narzucać swojej religii i światopoglądu. Nie może dyktować, w co mają wierzyć podwładni, a w co im wierzyć nie wolno. Bo czy nie jest narzucaniem religii ateizmu i brakiem tolerancji choćby fakt, że w kraju katolickim nakłady prasy laickiej wychodzą w milionach egzemplarzy, podczas gdy zaledwie kilka tygodników prasy katolickiej i żadnego dziennika w żenująco niskich nakładach i w dodatku posiekanych dekretami o cenzurze?
Jedną z przyczyn współczesnej niedoli, także i materialnej, oraz rozkładu moralnego jest to, że uporczywie odmawiano Chrystusowi miejsca, zwłaszcza w szkole i pracy, wychowaniu dzieci i młodzieży.
Był czas w niedalekiej przeszłości, że zakazywano wychowawcom kolonijnym, rzekomo w imię wolności sumienia, prowadzenia dzieci na mszę św. w niedzielę. Zalecano organizowanie atrakcyjnych zajęć w czasie, gdy w kościołach były odprawiane msze święte, a w końcu zakazano wychowawcom zwalniania dzieci na mszę św., pomimo, że tego żądały. W przypadku niepodporządkowania się zarządzeniom stosowano wobec nauczycieli i wychowawców groźby i sankcje karne. Było to brutalne deptanie podstawowych praw człowieka. Od kierowników szkól żądano sprawozdań, w jaki sposób starają się utrudnić dzieciom udział w katechizacji i czy skutecznie przekonuje rodziców o szkodliwości wychowania religijnego. Nauczycielom, którzy ułatwili dzieciom udział w katechizacji, grożono sankcjami karnymi. Młodzież była zastraszana, że udział w katechizacji uniemożliwi jej zdanie matury i dostanie się na studia. O tym wszystkim pisali biskupi w swoich listach pasterskich. Przypominam to wszystko, aby podkreślić, jak wielkie znaczenie w wychowaniu ma rodzina. Bo to, że młodzież jest wierząca, że w czasie „Solidarności" pokolenie wychowane w tych trudnych czasach szukało siły i oparcia w Bogu i w Kościele, jest przede wszystkim zasługa rodziców, którzy w domu musieli prostować wszystko, co poplątano w umysłach dzieci.
Gdy więc państwo nie stoi na wysokości zadania, tym większa odpowiedzialność ciąży na rodzicach, nauczycielach, ale i na samej młodzieży. Młodzież musi widzieć w nauczycielu przyjaciela, który przede wszystkim mówi prawdę, który stara się przekazać młodemu pokoleniu cały dorobek kultury narodowej i religijnej. Nauczyciele muszą pamiętać, że wychowują młodzież dla Ojczyzny, która korzeniami sięga w daleką chlubną przeszłość, a nie dla takich czy innych ustrojów, które się zmieniają. Nie mogą mieć na uwadze tylko tego, co służy teraźniejszości, ale to, co ma służyć dla dalekiej przyszłości.
Niebezpieczeństwo utraty przez młodzież więzi z przeszłością narodu i kulturą rodzimą, jakże często ośmieszaną i zniekształconą, przerwała „Solidarność", która odkłamała wiele celowo przemilczanych faktów historycznych. Nie jesteśmy narodem tylko na dziś. Jesteśmy narodem, który ma przekazać w daleką przyszłość moce nagromadzone przez całe tysiąclecie.
Tylko wspólna i zgodna współpraca rodziców, wychowawców, Kościoła i samej młodzieży może przeciwstawić się wszystkiemu, co ma na celu położenie granicy wielkości człowieka i zniszczenie tego, co wyrosło z ofiary całych pokoleń Polaków, którzy płacili wysoką cenę za przetrwanie ducha narodu. Stąd też wszyscy musimy wziąć do serca wezwanie Prymasa Tysiąclecia, aby mieć odwagę publicznego przyznawania się do Chrystusa i Kościoła, do tego wszystkiego, co stanowi chlubę narodu, odwagę przyznawania się w szkole, na uczelni, w pracy i urzędzie. Czynić to bez względu na następstwa, jakie mogą dla nas z tego wyniknąć.
Jeżeli wierzymy w czterech ścianach naszego domu, niech nie zabraknie nam odwagi do przyznawania się do Chrystusa publicznie, jak mieliśmy odwagę czynić to w czasie „Solidarności", nawet gdy trzeba zapłacić jakąś cenę i ponieść ofiarę. Wiary i ideałów nie wolno sprzedawać za przysłowiową „miskę soczewicy", za stanowisko, większa pensję, możność studiów czy awans społeczny. Bo kto łatwo sprzedaje wiarę i ideały, ten jest o krok od sprzedawania człowieka.
Kościół zawsze będzie pomagał rodzicom i wychowawcom, stojąc na stanowisku, że jeśli jednym wolno ateizować naród wbrew jego woli, wbrew woli katolickich rodziców i samej młodzieży, to tym bardziej katolikom wolno bronić się przed tym bezprawiem.
Tyle mówi się dzisiaj o prawach ludzi, a zapomina się o prawie zasadniczym, prawie do wolności religijnej i wolności wychowania. Zapomina o tym państwo, które niekiedy zamienia się w apostoła wiary w tak zwanego „swojego boga", który nazywa się ateizmem czy laicyzmem i każe kłaniać się całemu narodowi przed bogiem wymyślonym według własnych możliwości. Zapomina, że każdy człowiek ma prawo do zachowania swojej wiary i swojego światopoglądu.
Jedynie wspólny wysiłek Kościoła, rodziców i wychowawców może uchronić młodzież od tego, aby bocznym torem nie odeszła od zdrowego nurtu Bożego, od zdrowego patriotyzmu, który płynie przez nasz naród od przeszło dziesięciu wieków. Musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby nie pozwolić zamknąć ust ani dzieciom, ani młodzieży, ani narodowi i by nikt nie zagubił nadziei. W niedalekim zamku car kiedyś krzyczał: „Porzućcie, Polacy, nadzieję, zamknijcie usta". Nie zamknęli. Drogo za to zapłacili, ale nie zamknęli ust swoich i dlatego dzisiaj jesteśmy im wdzięczni, bo to oni przekazali nam ducha narodowego. Jesteśmy spadkobiercami tych, którzy ust swoich nie zamknęli, gdy chodziło o ważne sprawy narodu. Dlatego i my zamknąć ust nie możemy, gdy idzie o wychowanie młodego pokolenia, które w niedalekiej przyszłości na swoich barkach poniesie losy domu ojczystego.
A wy, drodzy młodzi przyjaciele, musicie mieć w sobie coś z orłów. Serce orle i wzrok orli – jak mówił zmarły prymas. Musicie ducha hartować i wznosić wysoko, aby móc jak orły przelatywać ponad wszelkim innym ptactwem, w przyszłości naszej Ojczyzny. Tylko będąc jak orły potraficie przebić się przez wszystkie dziejowe przełomy, wichry i burze, nie dając się spętać żadną niewolą. Pamiętajcie. Orły to wolne ptaki, bo szybują wysoko, a nie pełzają po ziemi.
Jednak czy będziecie mogli być jak orły, zależy przede wszystkim od tego, komu pozwolicie rzeźbić w waszej duszy i w waszym umyśle, pamiętając, że obywateli prawych nie produkuje się w fabrykach, ale pod sercem matek i pod okiem prawdziwych wychowawców, którzy wzór dobrego nauczyciela biorą z Jezusa Chrystusa.
Amen.
Kazanie z 29 stycznia 1984 roku
29 stycznia 1984
„Tak Bóg umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie umarł, ale miał życie wieczne..." (J 3,16).
Tak Bóg umiłował człowieka, że uczynił go swoim dzieckiem, podniósł go do godności dziecka Bożego.
Czy my dostatecznie zdajemy sobie sprawę z tego wielkiego wyróżnienia, jakim jest Boże synostwo? Czy zdajemy sobie sprawę z tej wielkiej godności otrzymanej od Boga? – jak wolność jest nam przez Boga nie tylko dana, ale jednocześnie zadana, tak jest też z godnością człowieka. Jest nam ona zadana na całe życie. I od nas zależy, czy ten dar godności dziecka Bożego doniesiemy do końca naszej życiowej drogi.
Przykładem człowieka, który, służąc całym sercem Bogu, rodzinie i ojczyźnie, potrafił zachować swoja godność do samego końca jest generał Romuald Traugutt, najwybitniejszy z przywódców powstania styczniowego. Dzisiaj kandydat na ołtarze. Powiedział o nim świętej pamięci Prymas Tysiąclecia, że nauczał nas wiązać miłość Ojczyzny z miłością w Boga. Łączył miłość Boga z miłością Ojczyzny, gdy pisał do generała Józefa Hauke-Bosaka, że „żołnierz polski powinien być prawdziwym żołnierzem Chrystusa: czystość obyczajów i nieskalana cnotę, a nie samowolę i demoralizację wszędzie roznosić powinien”.
Łączył miłość Boga i Ojczyzny, gdy tak tłumaczył objęcie przez siebie rządów: „Tylko nieograniczona ufność w opatrzność i niewzruszona wiara w świętość naszej sprawy dodała mi siły i odwagi, aby w takich okolicznościach przyjąć sponiewieraną władzę. Pamiętałem o tym, że władza jest aktem poświęcenia, a nie ambicji...”
Łączył miłość Boga i Ojczyzny, gdy pisał do Ojca Świętego Piusa IX: „Moskwa rozumie, że z katolicką Polską nie da sobie rady, toteż teraz największą wściekłość na naszych duchowych pasterzy wywiera".
Zachował godność, gdy życie nie szczędziło mu doświadczeń. Gdy Bóg w ciągu niespełna dwu lat zabrał mu pięć najdroższych osób.
Zachował godność, gdy pisał w odezwie do ludów Europy: „Nie przystoi jęczeć i błagać temu, kto występuje w imię obrażonych i podeptanych praw ludzkości, kto z niezachwianą wiarą w Najświętszą Sprawiedliwość, bezbronny, przeszło od pół roku walczy z rozwścieklonym wrogiem, nie zważając na liczbę sił i band jego, ale na świętość swej sprawy i bronionych przez siebie zasad”. I trzymał się zasady, że lepiej jest cierpieć z gorliwości o sprawy Boże, niż uzyskać pochwałę roztropności od nieprzyjaciół Boga i Kościoła.
Zachował godność, gdy pełen spokoju i poddania się woli Bożej, z prawdziwą chrześcijańska odwagą, ze złożonymi rękoma i oczami podniesionymi ku niebu, składał życie swoje w ofierze na ołtarzu miłości Ojczyzny. Docenili to mieszkańcy Warszawy, których dziesięciotysięczny tłum zebrał się u podnóża pobliskiej cytadeli, modląc się i śpiewając: „Święty Boże, Święty Mocny..."
Romuald Traugutt jest dla nas przykładem Polaka, który za powinność swoją uważał nieoszczędzanie siebie tam, gdzie inni wszystko poświęcili. Polaka, który zdawał sobie sprawę z tego, że kto chce wiele uczynić dla swojej Ojczyzny, nie może zasłaniać sobą Boga, ale musi z Bogiem współdziałać.
Powstanie styczniowe potwierdziło jeszcze raz, że sama siła fizyczna, choćby największa, nie może rozwiązać uczciwie i trwale problemów życia państwowego. Bo przemoc cara zdławiła powstanie, ale nie potrafiła zdławić dążenia polskiego narodu do życia w prawdzie i sprawiedliwości, w wolności i miłości.
Życie trzeba godnie przeżyć, bo jest tylko jedno. „Trzeba dziś bardzo dużo mówić o wysokiej godności człowieka, aby zrozumieć, że człowiek przerasta wszystko, co może istnieć na świecie, prócz Boga, przerasta mądrość całego świata..." [kardynał Stefan Wyszyński].
Zachować godność człowieka to pozostać wewnętrznie wolnym, nawet przy zewnętrznym zniewoleniu. Pozostać sobą – żyć w prawdzie – to jakieś minimum, aby nie zamazać w sobie obrazu dziecka Bożego.
„Kariera każdego człowieka na ziemi – mówi zmarły Prymas – zaczyna się w pieluszce, choćby dziś nosił mundur ambasadora czy generała, i w pieluszce, może nieco większej, się skończy". Dlatego nie wystarczy urodzić się człowiekiem. Trzeba jeszcze być człowiekiem.
Zachować godność to być sobą w każdej sytuacji życiowej. To stać przy prawdzie, choćby miała ona nas wiele kosztować. Bo prawda wypowiadana w słowie kosztuje. Tylko za plewy się nie płaci. Za pszeniczne ziarno prawdy trzeba zapłacić. Każda rzecz, każda sprawa wielka musi kosztować i musi być trudna. Tylko rzeczy małe i liche są łatwe. Mówił już poeta Novalis, że „człowiek opiera się na prawdzie. Jeśli zdradził prawdę, zdradza siebie". Kłamstwo poniża ludzka godność i zawsze było cechą niewolników, cechy ludzi małych.
A Ojciec Święty w lutym ubiegłego roku wołał: „Nie jesteś niewolnikiem. Nie wolno ci być niewolnikiem. Jesteś synem".
Zachowanie godności, to życie zgodne z sumieniem. To budzenie i kształtowanie w sobie sumienia prawego. To dbanie o sumienie narodowe. Bo wiemy, że gdy sumienie narodowe zawodziło, dochodziło do wielkich nieszczęść w naszej historii . Jednak, gdy sumienie narodowe zaczynało się budzić, ożywiać się poczuciem odpowiedzialności za dom ojczysty, wtedy następowało odrodzenie narodu. Tak było w czasie zrywów powstańczych. Tak było podczas powstania styczniowego, tak było w czasie „Solidarności". „Polacy – tu znowu zacytuję zmarłego prymasa – mają wyrobione sumienie narodowe, umieją walczyć o ład w swojej Ojczyźnie, o obowiązkowość, o pokój Boży i o możność korzystania z wolności, która nam się wszystkim należy". My musimy w sobie tę umiejętność walki pielęgnować, jeżeli chcemy pozostać narodem, który choć z krzyżem na ramionach, ale z godnością kroczy ku zmartwychwstaniu.
Prawdziwa wolność jest pierwszą cechą człowieczeństwa. Ona jest szczególnym znakiem obrazu Bożego w człowieku. Ona została nam ofiarowana przez Boga. Ofiarowana nie tylko nam, ale i naszym braciom. Stąd też obowiązek upominania się o nią dla tych, którzy są jej niewinnie pozbawieni.
Zachować godność człowieka, godność dziecka Bożego, to żyć bez zakłamania. Obyś był zimny albo gorący. „Iluż to w Polsce jest takich ludzi – wołał cytowany już dzisiaj wielokrotnie Prymas Tysiąclecia – którzy udawali ateistów z obawy, lęku czy trwogi! (...) To jest ciężkie okaleczenie psychiki ludzkiej i to później wydaje swoje owoce, rzutuje na przyszłość”.
Nie zachowasz w pełni godności, gdy w jednej kieszeni będziesz nosił różaniec, a w drugiej książeczkę przeciwnej ideologii. Nie możesz służyć jednocześnie Bogu i mamonie. Musisz dokonać wyboru, ale dokonać go po głębokim przemyśleniu.
W każdym człowieku jest ślad Boga. Zobacz, bracie, czy nie zamazałeś go w sobie zbyt mocno. Bez względu na to, jaki wykonujesz zawód, jesteś człowiekiem. Aż człowiekiem.
W 1938 roku odbyła się na Jasną Górę pielgrzymka policjantów. Na ryngrafie, który ofiarowali Matce Bożej, napisali: „Wiara dziadów i ojców wiarą naszą, wiarą dzieci i wnuków naszych będzie”. Zachowaj godność, bo jesteś aż człowiekiem. Jakikolwiek byś zawód wykonywał. Bo zawód ma być dla człowieka, nie człowiek dla zawodu, tak jak pełna prawda o człowieku wymaga tego, by człowiek nie był dla systemu, ale system dla człowieka.
Bóg nigdy nie zrezygnuje ze swych dzieci, nawet z takich, które stoją do Niego plecami. I dlatego każdy ma szansę. Choćbyś po ludzku przegrał całkowicie, choćbyś stracił swoją godność i całkiem się zaprzedał, jeszcze masz czas. Zbierz się, ogarnij, dźwignij. Zacznij od nowa. Spróbuj budować na tym, co w tobie jest z Boga. Spróbuj, bo życie jest tylko jedno.
W końcu godność człowieka to również godność ludzkiej pracy. To prawo do takich warunków pracy, by ludzkie siły nie słabły, by człowiek nie był przedwcześnie wyniszczony. Nie jest rzeczą najważniejszą, aby człowiek w krótkim czasie zarobił wiele, ale by przez długi czas dobrze pracował. Można człowieka poniżyć, można odebrać mu godność również i przez pracę, gdy uczyni się go tylko narzędziem produkcji, gdy nadmierne bodźce pobudzają do nadmiernego wysiłku z pogwałceniem ładu Bożego. A cywilizacja o profilu czysto materialistycznym czyni człowieka niewolnikiem swoich własnych wytworów i obdziera go z jego prawdziwej wartości.
Nie wolno nam zapominać prawdy, że dla zachowania wiary i godności można poświęcić nawet wolność, ale dla zachowania wolności nigdy nie wolno poświęcić wiary i godności dziecka Bożego.
Ojciec Święty w sierpniu 1982 roku modlił się słowami: „Niech serce Matki sprawi, byśmy nie zaprzestali wysiłków o prawdę i sprawiedliwość, o wolność i godność naszego życia".
Trwajmy więc na drodze prawdy i wolności, na drodze zwyczajnych praw człowieka, na drodze poszanowania sumień, na drodze solidarności z braćmi niewinnie więzionymi, na drodze budowania solidarności serc i umysłów. Trwajmy na drodze zachowania ludzkiej godności i synostwa Bożego.
Niech nam w tym trwaniu dopomoże Pan Wszechmogący i Ta, która jest naszą Matką i Królową.
Amen.
„Tak Bóg umiłował świat, że Syna Swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie umarł, ale miał życie wieczne..." (J 3,16).
Tak Bóg umiłował człowieka, że uczynił go swoim dzieckiem, podniósł go do godności dziecka Bożego.
Czy my dostatecznie zdajemy sobie sprawę z tego wielkiego wyróżnienia, jakim jest Boże synostwo? Czy zdajemy sobie sprawę z tej wielkiej godności otrzymanej od Boga? – jak wolność jest nam przez Boga nie tylko dana, ale jednocześnie zadana, tak jest też z godnością człowieka. Jest nam ona zadana na całe życie. I od nas zależy, czy ten dar godności dziecka Bożego doniesiemy do końca naszej życiowej drogi.
Przykładem człowieka, który, służąc całym sercem Bogu, rodzinie i ojczyźnie, potrafił zachować swoja godność do samego końca jest generał Romuald Traugutt, najwybitniejszy z przywódców powstania styczniowego. Dzisiaj kandydat na ołtarze. Powiedział o nim świętej pamięci Prymas Tysiąclecia, że nauczał nas wiązać miłość Ojczyzny z miłością w Boga. Łączył miłość Boga z miłością Ojczyzny, gdy pisał do generała Józefa Hauke-Bosaka, że „żołnierz polski powinien być prawdziwym żołnierzem Chrystusa: czystość obyczajów i nieskalana cnotę, a nie samowolę i demoralizację wszędzie roznosić powinien”.
Łączył miłość Boga i Ojczyzny, gdy tak tłumaczył objęcie przez siebie rządów: „Tylko nieograniczona ufność w opatrzność i niewzruszona wiara w świętość naszej sprawy dodała mi siły i odwagi, aby w takich okolicznościach przyjąć sponiewieraną władzę. Pamiętałem o tym, że władza jest aktem poświęcenia, a nie ambicji...”
Łączył miłość Boga i Ojczyzny, gdy pisał do Ojca Świętego Piusa IX: „Moskwa rozumie, że z katolicką Polską nie da sobie rady, toteż teraz największą wściekłość na naszych duchowych pasterzy wywiera".
Zachował godność, gdy życie nie szczędziło mu doświadczeń. Gdy Bóg w ciągu niespełna dwu lat zabrał mu pięć najdroższych osób.
Zachował godność, gdy pisał w odezwie do ludów Europy: „Nie przystoi jęczeć i błagać temu, kto występuje w imię obrażonych i podeptanych praw ludzkości, kto z niezachwianą wiarą w Najświętszą Sprawiedliwość, bezbronny, przeszło od pół roku walczy z rozwścieklonym wrogiem, nie zważając na liczbę sił i band jego, ale na świętość swej sprawy i bronionych przez siebie zasad”. I trzymał się zasady, że lepiej jest cierpieć z gorliwości o sprawy Boże, niż uzyskać pochwałę roztropności od nieprzyjaciół Boga i Kościoła.
Zachował godność, gdy pełen spokoju i poddania się woli Bożej, z prawdziwą chrześcijańska odwagą, ze złożonymi rękoma i oczami podniesionymi ku niebu, składał życie swoje w ofierze na ołtarzu miłości Ojczyzny. Docenili to mieszkańcy Warszawy, których dziesięciotysięczny tłum zebrał się u podnóża pobliskiej cytadeli, modląc się i śpiewając: „Święty Boże, Święty Mocny..."
Romuald Traugutt jest dla nas przykładem Polaka, który za powinność swoją uważał nieoszczędzanie siebie tam, gdzie inni wszystko poświęcili. Polaka, który zdawał sobie sprawę z tego, że kto chce wiele uczynić dla swojej Ojczyzny, nie może zasłaniać sobą Boga, ale musi z Bogiem współdziałać.
Powstanie styczniowe potwierdziło jeszcze raz, że sama siła fizyczna, choćby największa, nie może rozwiązać uczciwie i trwale problemów życia państwowego. Bo przemoc cara zdławiła powstanie, ale nie potrafiła zdławić dążenia polskiego narodu do życia w prawdzie i sprawiedliwości, w wolności i miłości.
Życie trzeba godnie przeżyć, bo jest tylko jedno. „Trzeba dziś bardzo dużo mówić o wysokiej godności człowieka, aby zrozumieć, że człowiek przerasta wszystko, co może istnieć na świecie, prócz Boga, przerasta mądrość całego świata..." [kardynał Stefan Wyszyński].
Zachować godność człowieka to pozostać wewnętrznie wolnym, nawet przy zewnętrznym zniewoleniu. Pozostać sobą – żyć w prawdzie – to jakieś minimum, aby nie zamazać w sobie obrazu dziecka Bożego.
„Kariera każdego człowieka na ziemi – mówi zmarły Prymas – zaczyna się w pieluszce, choćby dziś nosił mundur ambasadora czy generała, i w pieluszce, może nieco większej, się skończy". Dlatego nie wystarczy urodzić się człowiekiem. Trzeba jeszcze być człowiekiem.
Zachować godność to być sobą w każdej sytuacji życiowej. To stać przy prawdzie, choćby miała ona nas wiele kosztować. Bo prawda wypowiadana w słowie kosztuje. Tylko za plewy się nie płaci. Za pszeniczne ziarno prawdy trzeba zapłacić. Każda rzecz, każda sprawa wielka musi kosztować i musi być trudna. Tylko rzeczy małe i liche są łatwe. Mówił już poeta Novalis, że „człowiek opiera się na prawdzie. Jeśli zdradził prawdę, zdradza siebie". Kłamstwo poniża ludzka godność i zawsze było cechą niewolników, cechy ludzi małych.
A Ojciec Święty w lutym ubiegłego roku wołał: „Nie jesteś niewolnikiem. Nie wolno ci być niewolnikiem. Jesteś synem".
Zachowanie godności, to życie zgodne z sumieniem. To budzenie i kształtowanie w sobie sumienia prawego. To dbanie o sumienie narodowe. Bo wiemy, że gdy sumienie narodowe zawodziło, dochodziło do wielkich nieszczęść w naszej historii . Jednak, gdy sumienie narodowe zaczynało się budzić, ożywiać się poczuciem odpowiedzialności za dom ojczysty, wtedy następowało odrodzenie narodu. Tak było w czasie zrywów powstańczych. Tak było podczas powstania styczniowego, tak było w czasie „Solidarności". „Polacy – tu znowu zacytuję zmarłego prymasa – mają wyrobione sumienie narodowe, umieją walczyć o ład w swojej Ojczyźnie, o obowiązkowość, o pokój Boży i o możność korzystania z wolności, która nam się wszystkim należy". My musimy w sobie tę umiejętność walki pielęgnować, jeżeli chcemy pozostać narodem, który choć z krzyżem na ramionach, ale z godnością kroczy ku zmartwychwstaniu.
Prawdziwa wolność jest pierwszą cechą człowieczeństwa. Ona jest szczególnym znakiem obrazu Bożego w człowieku. Ona została nam ofiarowana przez Boga. Ofiarowana nie tylko nam, ale i naszym braciom. Stąd też obowiązek upominania się o nią dla tych, którzy są jej niewinnie pozbawieni.
Zachować godność człowieka, godność dziecka Bożego, to żyć bez zakłamania. Obyś był zimny albo gorący. „Iluż to w Polsce jest takich ludzi – wołał cytowany już dzisiaj wielokrotnie Prymas Tysiąclecia – którzy udawali ateistów z obawy, lęku czy trwogi! (...) To jest ciężkie okaleczenie psychiki ludzkiej i to później wydaje swoje owoce, rzutuje na przyszłość”.
Nie zachowasz w pełni godności, gdy w jednej kieszeni będziesz nosił różaniec, a w drugiej książeczkę przeciwnej ideologii. Nie możesz służyć jednocześnie Bogu i mamonie. Musisz dokonać wyboru, ale dokonać go po głębokim przemyśleniu.
W każdym człowieku jest ślad Boga. Zobacz, bracie, czy nie zamazałeś go w sobie zbyt mocno. Bez względu na to, jaki wykonujesz zawód, jesteś człowiekiem. Aż człowiekiem.
W 1938 roku odbyła się na Jasną Górę pielgrzymka policjantów. Na ryngrafie, który ofiarowali Matce Bożej, napisali: „Wiara dziadów i ojców wiarą naszą, wiarą dzieci i wnuków naszych będzie”. Zachowaj godność, bo jesteś aż człowiekiem. Jakikolwiek byś zawód wykonywał. Bo zawód ma być dla człowieka, nie człowiek dla zawodu, tak jak pełna prawda o człowieku wymaga tego, by człowiek nie był dla systemu, ale system dla człowieka.
Bóg nigdy nie zrezygnuje ze swych dzieci, nawet z takich, które stoją do Niego plecami. I dlatego każdy ma szansę. Choćbyś po ludzku przegrał całkowicie, choćbyś stracił swoją godność i całkiem się zaprzedał, jeszcze masz czas. Zbierz się, ogarnij, dźwignij. Zacznij od nowa. Spróbuj budować na tym, co w tobie jest z Boga. Spróbuj, bo życie jest tylko jedno.
W końcu godność człowieka to również godność ludzkiej pracy. To prawo do takich warunków pracy, by ludzkie siły nie słabły, by człowiek nie był przedwcześnie wyniszczony. Nie jest rzeczą najważniejszą, aby człowiek w krótkim czasie zarobił wiele, ale by przez długi czas dobrze pracował. Można człowieka poniżyć, można odebrać mu godność również i przez pracę, gdy uczyni się go tylko narzędziem produkcji, gdy nadmierne bodźce pobudzają do nadmiernego wysiłku z pogwałceniem ładu Bożego. A cywilizacja o profilu czysto materialistycznym czyni człowieka niewolnikiem swoich własnych wytworów i obdziera go z jego prawdziwej wartości.
Nie wolno nam zapominać prawdy, że dla zachowania wiary i godności można poświęcić nawet wolność, ale dla zachowania wolności nigdy nie wolno poświęcić wiary i godności dziecka Bożego.
Ojciec Święty w sierpniu 1982 roku modlił się słowami: „Niech serce Matki sprawi, byśmy nie zaprzestali wysiłków o prawdę i sprawiedliwość, o wolność i godność naszego życia".
Trwajmy więc na drodze prawdy i wolności, na drodze zwyczajnych praw człowieka, na drodze poszanowania sumień, na drodze solidarności z braćmi niewinnie więzionymi, na drodze budowania solidarności serc i umysłów. Trwajmy na drodze zachowania ludzkiej godności i synostwa Bożego.
Niech nam w tym trwaniu dopomoże Pan Wszechmogący i Ta, która jest naszą Matką i Królową.
Amen.
Kazanie z 25 grudnia 1983 roku
25 grudnia 1983
W ten wieczór Bożego Narodzenia wystarczyłoby zamiast kazania podać sobie nawzajem dłonie, spojrzeć głęboko w oczy, ogarnąć uczuciem miłości siebie nawzajem. Zobaczyć łzy cierpiących. W myśli przytulić do serca niewinnie więzionych, ich rodziny. Przytulić do serca dzieci osierocone, żony owdowiałe przedwcześnie. Zaśpiewać kolędę. I to by wystarczyło. Na tym moglibyśmy zakończyć.
Jednak dzień Bożego Narodzenia rozbrzmiewa orędziem anioła: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli" (Łk 2,13-15).
Bo pokój Bóg powierzył ludziom w noc Bożego Narodzenia. Pokój na ziemi. Pokój ludzkich serc i sumień. Pokój to dobro, za którym dzisiaj najbardziej tęskni ludzkość.
Na mszach świętych za Ojczyznę i tych, którzy dla niej cierpią najbardziej, nigdy nie głosiłem własnej mądrości, ale kierowałem się Ewangelią oraz nauczaniem Prymasa Tysiąclecia księdza kardynała Stefana Wyszyńskiego i Ojca Świętego Jana Pawła II. Dzisiaj również, zastanawiając się wspólnie nad pokojem, chcę mówić przede wszystkim słowami Ojca Świętego.
Papież Jan XXIII w encyklice Pacem in terris powiedział: „Pokój musi być oparty na prawdzie, zbudowany według nakazów sprawiedliwości, ożywiony i dopełniony miłością, i urzeczywistniony w klimacie wolności".
Ojciec Święty Jan Paweł II w swoich orędziach na dzień pokoju rozwija tę prawdę wskazaną przez jednego ze swych poprzedników. Oddaję więc w całości głos Ojcu Świętemu, najlepszemu synowi naszego narodu.
„»Pokój musi być oparty na prawdzie« (Jan XXIII).
Konieczna jest odnowa prawdy, jeśli się nie chce, żeby jednostki, grupy i narody nie wątpiły w siłę pokoju i nie zgadzały się na nowe formy przemocy.
Przywrócić prawdę oznacza przede wszystkim nazwać po imieniu każdy akt przemocy, w jakiejkolwiek formie on się przejawia. Trzeba określić zabójstwo jego własnym mianem – zabójstwo jest zawsze zabójstwem, natomiast motywacje polityczne i ideologiczne, niezdolne zmienić jego natury, tracą swoją powagę. (...)
Szerzyć prawdę jako siłę pokoju oznacza podejmować bez przerwy wysiłki w tym kierunku, żeby nie posługiwać się orężem kłamstwa, choćby nawet w celach dobrych. (...)
Ewangelia mocno podkreśla związek istniejący pomiędzy kłamstwem a krwawą przemocą, w tych słowach Chrystusa: „Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga... Wypełnicie czyny ojca waszego... Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa" (J 8, 40. 41. 44).
„Siłą żywotną ewangelicznego pokoju jest właśnie prawda". Mamy więc żyć prawdą, a wtedy ona, prawda, „ujawni nieoczekiwanie światła i energie, otwierając w ten sposób nowe możliwości dla pokoju na świecie".
Pokój musi być zbudowany na sprawiedliwości. Pokój to dialog sprawiedliwy w duchu miłości.
„Dialog, prawdziwy dialog stanowi istotny warunek pokoju. (...) Kiedy niektóre z zainteresowanych stron są karmione ideologiami, które wbrew oświadczeniom sprzeciwiają się godności osoby ludzkiej i jej słusznym dążeniom, ideologiami, które w walce widzą energię napędową historii, w sile - źródło prawa, w wynajdywaniu wroga - polityczne abecadło, dialog ulega zamrożeniu i staje się bezpłodny, a jeśli jeszcze istnieje, jest faktycznie powierzchowny i zafałszowany. (...) Do pokojowego rozwiązywania problemów można doprowadzić tylko przez szczery dialog i demokratyczne przestrzeganie wolności (...). W przypadkach, gdy dialog pomiędzy rządem a narodem przestaje, niestety, istnieć, pokój społeczny jest zagrożony lub nawet całkiem zanika; powstaje jakby stan wojny". Tak dzieje się między jednostkami, grupami społecznymi i między narodami. „Nigdy nie wolno odrzucić dialogu, by sięgać do zbrodniczej przemocy w rozwiązywaniu konfliktów".
Pokój musi być zbudowany według nakazów sprawiedliwości. „Jakież bowiem narody mogą prawdziwie kształtować pokój międzynarodowy, jeśli same są niewolnikami ideologii, według których sprawiedliwość i pokój są osiągalne pod warunkiem poniżania tych, którzy z góry uznani są za niegodnych decydowania o własnym losie. (...)
Wy, którzy ponosicie odpowiedzialność za narody, musicie wychowywać samych siebie do umiłowania pokoju. By podjąć wezwanie do pokoju, nie wystarczą same słowa szczere czy demagogiczne.
Oto elementarne i nienaruszalne zasady, na których należy oprzeć się przy chęci utrzymania pokoju: sprawy ludzkie muszą być traktowane po ludzku, a nie przemocą. Napięcia, spory, konflikty muszą być rozwiązywane na drodze słusznych negocjacji, a nie represji. Opozycje ideologiczne wymagają konfrontacji w klimacie dialogu i wolnej dyskusji (...) Nieutracalne prawa człowieka muszą być chronione we wszystkich okolicznościach. Nie wolno zabijać, by narzucać ludziom takie czy inne rozwiązania".
Pokój musi być urzeczywistniany w klimacie wolności. „Bez głębokiego i powszechnego poszanowania wolności, człowiek nit utrzyma pokoju. (...)
Wolność jest naruszana, kiedy stosunki pomiędzy narodami kształtują się (...) na prawie silniejszego, na stanowisku zajmowanym przez panujące bloki, na imperializmie wojskowym lub politycznym. Wolność narodów jest naruszana, kiedy małe narody zmuszane są do podporządkowania się wielkim (...). Wolność jest naruszana, kiedy dialog pomiędzy równymi partnerami nie jest już możliwy z powodu dominacji gospodarczej czy finansowej, stosowanej przez narody uprzywilejowane i silne. (...)
Nie ma prawdziwej wolności – fundamentu pokoju – tam, gdzie władza jest skupiona w rękach jednej klasy społecznej, jednej rasy, jednej grupy, lub gdy dobro wspólne zostaje utożsamione z interesami jednej partii, która identyfikuje się z Państwem. (...) Prawdziwie wolnym staje się tylko ten człowiek, który zabiega o taką samą wolność dla innych. Być wolnym, to żyć zgodnie ze swym sumieniem. W tym wolność sumienia i religii jest pierwszym i niezbywalnym prawem osoby ludzkiej. (...)
Społeczeństwo wyrosłe na bazie czysto materialistycznej odmawia człowiekowi wolności, gdy podporządkowuje swobody indywidualne dominacji gospodarczej, gdy tłumi twórczość duchową człowieka w imię fałszywego ładu ideologicznego, gdy odmawia ludziom prawa do zrzeszana się, gdy w praktyce unicestwia prawo do uczestnictwa w życiu publicznym. (...)
Uwolnienie od niesprawiedliwości, od strachu, od przymusu, od cierpienia nie służyłoby niczemu, gdyby człowiek pozostał niewolnikiem w głębi serca”. Wtedy chrześcijanin znajduje siłę do walki o wolność i pokój, gdy w Bogu pokłada nadzieję.
Oto główne myśli, jakie zawarł Ojciec Święty Jan Paweł II w swoich orędziach na dzień pokoju w ostatnich latach.
W 1963 roku biskupi polscy pod przewodnictwem prymasa w liście pasterskim napisali: „Ci, którzy przynieśli na ziemię ogrom cierpień i nieszczęść, którzy pogrążyli świat w otchłani wojen, w pierwszym rzędzie zwalczali Ewangelię Chrystusa i Jego Kościół, bo wiedzieli, że największym przeciwnikiem ich zbrodni jest religia chrześcijańska...”
Zakończmy dzisiejsze rozważania słowami Prymasa Tysiąclecia, które wypowiedział w orędziu na Boże Narodzenie 1980 roku: „Niech na horyzoncie ziemi już nie straszą nas ognie wojenne, kąśliwe żmije armatnich luf i wstrząsy nuklearnych pocisków. Niech magazyny broni zamienią się w magazyny chleba, niech ustąpią miejsca nowym szpitalom i szkołom. Niechaj wreszcie ustaną zbrojne defilady demonstrujące wolę obrony pokoju w świecie. Bo nie tędy droga do uspokojenia ludzkich serc".
Weźmy mocno do serca słowa encykliki Pacem in terris, które przytoczyłem na początku: „Pokój musi być oparty na prawdzie, zbudowany według nakazów sprawiedliwości, ożywiony i dopełniony miłością i urzeczywistniany w klimacie wolności", oraz żyjmy na co dzień duchem Ewangelii, którą przyniosło nam Dziecię narodzone 1983 lata temu w stajence betlejemskiej podczas nocy Narodzenia Bożego.
Amen.
W ten wieczór Bożego Narodzenia wystarczyłoby zamiast kazania podać sobie nawzajem dłonie, spojrzeć głęboko w oczy, ogarnąć uczuciem miłości siebie nawzajem. Zobaczyć łzy cierpiących. W myśli przytulić do serca niewinnie więzionych, ich rodziny. Przytulić do serca dzieci osierocone, żony owdowiałe przedwcześnie. Zaśpiewać kolędę. I to by wystarczyło. Na tym moglibyśmy zakończyć.
Jednak dzień Bożego Narodzenia rozbrzmiewa orędziem anioła: „Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli" (Łk 2,13-15).
Bo pokój Bóg powierzył ludziom w noc Bożego Narodzenia. Pokój na ziemi. Pokój ludzkich serc i sumień. Pokój to dobro, za którym dzisiaj najbardziej tęskni ludzkość.
Na mszach świętych za Ojczyznę i tych, którzy dla niej cierpią najbardziej, nigdy nie głosiłem własnej mądrości, ale kierowałem się Ewangelią oraz nauczaniem Prymasa Tysiąclecia księdza kardynała Stefana Wyszyńskiego i Ojca Świętego Jana Pawła II. Dzisiaj również, zastanawiając się wspólnie nad pokojem, chcę mówić przede wszystkim słowami Ojca Świętego.
Papież Jan XXIII w encyklice Pacem in terris powiedział: „Pokój musi być oparty na prawdzie, zbudowany według nakazów sprawiedliwości, ożywiony i dopełniony miłością, i urzeczywistniony w klimacie wolności".
Ojciec Święty Jan Paweł II w swoich orędziach na dzień pokoju rozwija tę prawdę wskazaną przez jednego ze swych poprzedników. Oddaję więc w całości głos Ojcu Świętemu, najlepszemu synowi naszego narodu.
„»Pokój musi być oparty na prawdzie« (Jan XXIII).
Konieczna jest odnowa prawdy, jeśli się nie chce, żeby jednostki, grupy i narody nie wątpiły w siłę pokoju i nie zgadzały się na nowe formy przemocy.
Przywrócić prawdę oznacza przede wszystkim nazwać po imieniu każdy akt przemocy, w jakiejkolwiek formie on się przejawia. Trzeba określić zabójstwo jego własnym mianem – zabójstwo jest zawsze zabójstwem, natomiast motywacje polityczne i ideologiczne, niezdolne zmienić jego natury, tracą swoją powagę. (...)
Szerzyć prawdę jako siłę pokoju oznacza podejmować bez przerwy wysiłki w tym kierunku, żeby nie posługiwać się orężem kłamstwa, choćby nawet w celach dobrych. (...)
Ewangelia mocno podkreśla związek istniejący pomiędzy kłamstwem a krwawą przemocą, w tych słowach Chrystusa: „Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga... Wypełnicie czyny ojca waszego... Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa" (J 8, 40. 41. 44).
„Siłą żywotną ewangelicznego pokoju jest właśnie prawda". Mamy więc żyć prawdą, a wtedy ona, prawda, „ujawni nieoczekiwanie światła i energie, otwierając w ten sposób nowe możliwości dla pokoju na świecie".
Pokój musi być zbudowany na sprawiedliwości. Pokój to dialog sprawiedliwy w duchu miłości.
„Dialog, prawdziwy dialog stanowi istotny warunek pokoju. (...) Kiedy niektóre z zainteresowanych stron są karmione ideologiami, które wbrew oświadczeniom sprzeciwiają się godności osoby ludzkiej i jej słusznym dążeniom, ideologiami, które w walce widzą energię napędową historii, w sile - źródło prawa, w wynajdywaniu wroga - polityczne abecadło, dialog ulega zamrożeniu i staje się bezpłodny, a jeśli jeszcze istnieje, jest faktycznie powierzchowny i zafałszowany. (...) Do pokojowego rozwiązywania problemów można doprowadzić tylko przez szczery dialog i demokratyczne przestrzeganie wolności (...). W przypadkach, gdy dialog pomiędzy rządem a narodem przestaje, niestety, istnieć, pokój społeczny jest zagrożony lub nawet całkiem zanika; powstaje jakby stan wojny". Tak dzieje się między jednostkami, grupami społecznymi i między narodami. „Nigdy nie wolno odrzucić dialogu, by sięgać do zbrodniczej przemocy w rozwiązywaniu konfliktów".
Pokój musi być zbudowany według nakazów sprawiedliwości. „Jakież bowiem narody mogą prawdziwie kształtować pokój międzynarodowy, jeśli same są niewolnikami ideologii, według których sprawiedliwość i pokój są osiągalne pod warunkiem poniżania tych, którzy z góry uznani są za niegodnych decydowania o własnym losie. (...)
Wy, którzy ponosicie odpowiedzialność za narody, musicie wychowywać samych siebie do umiłowania pokoju. By podjąć wezwanie do pokoju, nie wystarczą same słowa szczere czy demagogiczne.
Oto elementarne i nienaruszalne zasady, na których należy oprzeć się przy chęci utrzymania pokoju: sprawy ludzkie muszą być traktowane po ludzku, a nie przemocą. Napięcia, spory, konflikty muszą być rozwiązywane na drodze słusznych negocjacji, a nie represji. Opozycje ideologiczne wymagają konfrontacji w klimacie dialogu i wolnej dyskusji (...) Nieutracalne prawa człowieka muszą być chronione we wszystkich okolicznościach. Nie wolno zabijać, by narzucać ludziom takie czy inne rozwiązania".
Pokój musi być urzeczywistniany w klimacie wolności. „Bez głębokiego i powszechnego poszanowania wolności, człowiek nit utrzyma pokoju. (...)
Wolność jest naruszana, kiedy stosunki pomiędzy narodami kształtują się (...) na prawie silniejszego, na stanowisku zajmowanym przez panujące bloki, na imperializmie wojskowym lub politycznym. Wolność narodów jest naruszana, kiedy małe narody zmuszane są do podporządkowania się wielkim (...). Wolność jest naruszana, kiedy dialog pomiędzy równymi partnerami nie jest już możliwy z powodu dominacji gospodarczej czy finansowej, stosowanej przez narody uprzywilejowane i silne. (...)
Nie ma prawdziwej wolności – fundamentu pokoju – tam, gdzie władza jest skupiona w rękach jednej klasy społecznej, jednej rasy, jednej grupy, lub gdy dobro wspólne zostaje utożsamione z interesami jednej partii, która identyfikuje się z Państwem. (...) Prawdziwie wolnym staje się tylko ten człowiek, który zabiega o taką samą wolność dla innych. Być wolnym, to żyć zgodnie ze swym sumieniem. W tym wolność sumienia i religii jest pierwszym i niezbywalnym prawem osoby ludzkiej. (...)
Społeczeństwo wyrosłe na bazie czysto materialistycznej odmawia człowiekowi wolności, gdy podporządkowuje swobody indywidualne dominacji gospodarczej, gdy tłumi twórczość duchową człowieka w imię fałszywego ładu ideologicznego, gdy odmawia ludziom prawa do zrzeszana się, gdy w praktyce unicestwia prawo do uczestnictwa w życiu publicznym. (...)
Uwolnienie od niesprawiedliwości, od strachu, od przymusu, od cierpienia nie służyłoby niczemu, gdyby człowiek pozostał niewolnikiem w głębi serca”. Wtedy chrześcijanin znajduje siłę do walki o wolność i pokój, gdy w Bogu pokłada nadzieję.
Oto główne myśli, jakie zawarł Ojciec Święty Jan Paweł II w swoich orędziach na dzień pokoju w ostatnich latach.
W 1963 roku biskupi polscy pod przewodnictwem prymasa w liście pasterskim napisali: „Ci, którzy przynieśli na ziemię ogrom cierpień i nieszczęść, którzy pogrążyli świat w otchłani wojen, w pierwszym rzędzie zwalczali Ewangelię Chrystusa i Jego Kościół, bo wiedzieli, że największym przeciwnikiem ich zbrodni jest religia chrześcijańska...”
Zakończmy dzisiejsze rozważania słowami Prymasa Tysiąclecia, które wypowiedział w orędziu na Boże Narodzenie 1980 roku: „Niech na horyzoncie ziemi już nie straszą nas ognie wojenne, kąśliwe żmije armatnich luf i wstrząsy nuklearnych pocisków. Niech magazyny broni zamienią się w magazyny chleba, niech ustąpią miejsca nowym szpitalom i szkołom. Niechaj wreszcie ustaną zbrojne defilady demonstrujące wolę obrony pokoju w świecie. Bo nie tędy droga do uspokojenia ludzkich serc".
Weźmy mocno do serca słowa encykliki Pacem in terris, które przytoczyłem na początku: „Pokój musi być oparty na prawdzie, zbudowany według nakazów sprawiedliwości, ożywiony i dopełniony miłością i urzeczywistniany w klimacie wolności", oraz żyjmy na co dzień duchem Ewangelii, którą przyniosło nam Dziecię narodzone 1983 lata temu w stajence betlejemskiej podczas nocy Narodzenia Bożego.
Amen.
Kazanie z 4 grudnia 1983 roku
4 grudnia 1983
Msza w intencji górników
Zgromadziła nas dzisiaj przy Chrystusowym ołtarzu miłość Boga i Ojczyzny oraz solidarność z ludźmi ciężko pracującymi. Z ludźmi pracy ciężkiej i niebezpiecznej. Łączy nas dzisiaj święta Barbara, patronka górników, którzy w pocie czoła wydobywają węgiel z czarnej śląskiej ziemi. Łączy nas patronka ludzi pracujących pod ziemią.
Modlimy się dzisiaj za ludzi, którzy wymieniają pozdrowienie „Szczęść Boże". Bo wiedz, że tylko ludzie mocni Bogiem zdolni są do sensownej pracy i poświęcenia. Przez słowa "Szczęść Boże" wyraża się życzliwość wobec bliźniego, który pracuje, oraz tę pracę odnosi do Boga. Może dobrze by było, aby ludzie pracy w całej Ojczyźnie przyjęli ten piękny chrześcijański zwyczaj pozdrawiania „Szczęść Boże".
Praca, szczególnie praca ciężka, kształtuje miłość i sprawiedliwość społeczną. Ale tylko wtedy, gdy pracą rządzi właściwy ład moralny. Jeśli w pracy brak ładu moralnego, na miejsce sprawiedliwości wkrada się krzywda, a na miejsce miłości nienawiść. Dlatego też wielką krzywdę ludziom pracy i całemu społeczeństwu czynią ci, którzy przez ostatnie dziesiątki lat burzyli i nadal burzą ład moralny. Gdy moralność chrześcijańską, zakorzenioną w tysiącletniej tradycji, chcą wbrew wszystkiemu zastępować moralnością tak zwaną laicką, która w kraju chrześcijańskim będzie zawsze ropiejącą raną. Czynią krzywdę, gdy wyrzucają Boga z miejsc pracy, a ludzie wierzący są dyskryminowani i z reguły nie mogą zajmować wysokich stanowisk. O ład moralny, bardziej niż o podwyższenie zapłaty, wołali robotnicy w sierpniu 1980 roku. Uderzyło opinię światową to, że wydarzenia sierpniowe były wolne od gwałtu, przemocy, że nikt nie poniósł przez nie śmierci ani ran, że nosiły one wyraźne znamiona religijne. O tym mówił również w Katowicach Ojciec Święty Jan Paweł II.
W obronie moralnego ładu pracy ludzkiej stanęli też w grudniu 1981 roku górnicy kopalni „Wujek". Zapłacili za to najwyższą cenę. Cenę własnego życia. Osierocenie dzieci i rodzin. Ta ofiara zobowiązuje cały naród. Tej ofiary nie wolno nam zaprzepaścić. Ona musi przynosić owoce. Ona przynosi owoce już dzisiaj, gdy po raz pierwszy w historii naszej świątyni stajemy przy ołtarzu wspólnie z przedstawicielami górników Śląska. Polegli górnicy kopalni „Wujek" stali się symbolem ludzi odważnych, ludzi gotowych do największej ofiary, gdy trzeba walczyć o godność ludzką.
Napisał współczesny poeta w elegii o śmierci górników:
„Mężny górniku! Symbolem się stałeś!
Znakiem zwycięstwa i Solidarności!
Krew swą serdeczną Ojczyźnie oddałeś!
Bramy otwarłeś dla sprawiedliwości.
Wróg nas nie złamie, gdy wszyscy złączeni
Z wiarą, odwagą do walki staniemy"
[Marek Ludan – 1982]
Walka o wolność jest naszym obowiązkiem. Bo wolność jest nam nie tylko przez Boga dana, ale jest również zadana - mówił Ojciec Święty podczas ostatniej pielgrzymki do naszego kraju. Wolność zadana, to znaczy trzeba ją ciągle na nowo zdobywać. Nikt za nas tego nie zrobi, to musi czynić każdy z nas na miarę darów, jakie od Boga otrzymał, na miarę możliwości i warunków, w jakich może to czynić. Nie wolno nam stać za plecami innych i czekać, aż inni ją wywalczą. Bo jak wywiązaliśmy się z wolności nie tylko danej, ale i zadanej, zdamy sprawę przed Bogiem. Nie możemy się dzielić na ludzi, którzy o wolność walczą i którzy na wywalczoną wolność z założonymi rękami oczekują. Nie możemy być społeczeństwem podzielonym, bo im bardziej społeczeństwo jest podzielone, tym łatwiej nim rządzić, tym łatwiej je skłócić i nim poniewierać.
Dzisiejsza msza święta, jak wszystkie nasze nabożeństwa za Ojczyznę ma za zadanie jednoczyć ludzi, budować solidarność serc, umysłów i dążeń. A przez łączność duchową między ludźmi tworzyć siłę jedności.
Jesteśmy dzisiaj w sposób szczególny poprzez modlitwę z wami, bracia górnicy i wszyscy ludzie ciężkiej pracy w podziemiu. Święta Barbara jest patronką pracy podziemnej. A więc modlimy się i za tych, którzy wydobywają słowa prawdy i przekazują je społeczeństwu bez dekretów o cenzurze.
Chylimy dzisiaj nasze głowy przed tragiczna śmiercią braci naszych, górników, którzy zginęli z rąk kainowych za to, że stanęli w obronie godnego miejsca dla Boga w pracy ludzkiej, w obronie sprawiedliwości i prawdy, w obronie wolności i godności człowieka, w obronie miłości i ideałów „Solidarności”. Chylimy nasze czoła i prosimy świętą Barbarę, aby wyprosiła im szczęście wieczne w królestwie niebieskim Jezusa Chrystusa.
A wam, bracia nasi górnicy, i za waszym pośrednictwem wszystkim ludziom ciężkiej pracy na Śląsku mówimy dzisiaj w Warszawie – „Szczęść Boże”
Szczęść Boże.
Amen.
Msza w intencji górników
Zgromadziła nas dzisiaj przy Chrystusowym ołtarzu miłość Boga i Ojczyzny oraz solidarność z ludźmi ciężko pracującymi. Z ludźmi pracy ciężkiej i niebezpiecznej. Łączy nas dzisiaj święta Barbara, patronka górników, którzy w pocie czoła wydobywają węgiel z czarnej śląskiej ziemi. Łączy nas patronka ludzi pracujących pod ziemią.
Modlimy się dzisiaj za ludzi, którzy wymieniają pozdrowienie „Szczęść Boże". Bo wiedz, że tylko ludzie mocni Bogiem zdolni są do sensownej pracy i poświęcenia. Przez słowa "Szczęść Boże" wyraża się życzliwość wobec bliźniego, który pracuje, oraz tę pracę odnosi do Boga. Może dobrze by było, aby ludzie pracy w całej Ojczyźnie przyjęli ten piękny chrześcijański zwyczaj pozdrawiania „Szczęść Boże".
Praca, szczególnie praca ciężka, kształtuje miłość i sprawiedliwość społeczną. Ale tylko wtedy, gdy pracą rządzi właściwy ład moralny. Jeśli w pracy brak ładu moralnego, na miejsce sprawiedliwości wkrada się krzywda, a na miejsce miłości nienawiść. Dlatego też wielką krzywdę ludziom pracy i całemu społeczeństwu czynią ci, którzy przez ostatnie dziesiątki lat burzyli i nadal burzą ład moralny. Gdy moralność chrześcijańską, zakorzenioną w tysiącletniej tradycji, chcą wbrew wszystkiemu zastępować moralnością tak zwaną laicką, która w kraju chrześcijańskim będzie zawsze ropiejącą raną. Czynią krzywdę, gdy wyrzucają Boga z miejsc pracy, a ludzie wierzący są dyskryminowani i z reguły nie mogą zajmować wysokich stanowisk. O ład moralny, bardziej niż o podwyższenie zapłaty, wołali robotnicy w sierpniu 1980 roku. Uderzyło opinię światową to, że wydarzenia sierpniowe były wolne od gwałtu, przemocy, że nikt nie poniósł przez nie śmierci ani ran, że nosiły one wyraźne znamiona religijne. O tym mówił również w Katowicach Ojciec Święty Jan Paweł II.
W obronie moralnego ładu pracy ludzkiej stanęli też w grudniu 1981 roku górnicy kopalni „Wujek". Zapłacili za to najwyższą cenę. Cenę własnego życia. Osierocenie dzieci i rodzin. Ta ofiara zobowiązuje cały naród. Tej ofiary nie wolno nam zaprzepaścić. Ona musi przynosić owoce. Ona przynosi owoce już dzisiaj, gdy po raz pierwszy w historii naszej świątyni stajemy przy ołtarzu wspólnie z przedstawicielami górników Śląska. Polegli górnicy kopalni „Wujek" stali się symbolem ludzi odważnych, ludzi gotowych do największej ofiary, gdy trzeba walczyć o godność ludzką.
Napisał współczesny poeta w elegii o śmierci górników:
„Mężny górniku! Symbolem się stałeś!
Znakiem zwycięstwa i Solidarności!
Krew swą serdeczną Ojczyźnie oddałeś!
Bramy otwarłeś dla sprawiedliwości.
Wróg nas nie złamie, gdy wszyscy złączeni
Z wiarą, odwagą do walki staniemy"
[Marek Ludan – 1982]
Walka o wolność jest naszym obowiązkiem. Bo wolność jest nam nie tylko przez Boga dana, ale jest również zadana - mówił Ojciec Święty podczas ostatniej pielgrzymki do naszego kraju. Wolność zadana, to znaczy trzeba ją ciągle na nowo zdobywać. Nikt za nas tego nie zrobi, to musi czynić każdy z nas na miarę darów, jakie od Boga otrzymał, na miarę możliwości i warunków, w jakich może to czynić. Nie wolno nam stać za plecami innych i czekać, aż inni ją wywalczą. Bo jak wywiązaliśmy się z wolności nie tylko danej, ale i zadanej, zdamy sprawę przed Bogiem. Nie możemy się dzielić na ludzi, którzy o wolność walczą i którzy na wywalczoną wolność z założonymi rękami oczekują. Nie możemy być społeczeństwem podzielonym, bo im bardziej społeczeństwo jest podzielone, tym łatwiej nim rządzić, tym łatwiej je skłócić i nim poniewierać.
Dzisiejsza msza święta, jak wszystkie nasze nabożeństwa za Ojczyznę ma za zadanie jednoczyć ludzi, budować solidarność serc, umysłów i dążeń. A przez łączność duchową między ludźmi tworzyć siłę jedności.
Jesteśmy dzisiaj w sposób szczególny poprzez modlitwę z wami, bracia górnicy i wszyscy ludzie ciężkiej pracy w podziemiu. Święta Barbara jest patronką pracy podziemnej. A więc modlimy się i za tych, którzy wydobywają słowa prawdy i przekazują je społeczeństwu bez dekretów o cenzurze.
Chylimy dzisiaj nasze głowy przed tragiczna śmiercią braci naszych, górników, którzy zginęli z rąk kainowych za to, że stanęli w obronie godnego miejsca dla Boga w pracy ludzkiej, w obronie sprawiedliwości i prawdy, w obronie wolności i godności człowieka, w obronie miłości i ideałów „Solidarności”. Chylimy nasze czoła i prosimy świętą Barbarę, aby wyprosiła im szczęście wieczne w królestwie niebieskim Jezusa Chrystusa.
A wam, bracia nasi górnicy, i za waszym pośrednictwem wszystkim ludziom ciężkiej pracy na Śląsku mówimy dzisiaj w Warszawie – „Szczęść Boże”
Szczęść Boże.
Amen.
Kazanie z 27 listopada 1983 roku
27 listopada 1983
Śmierć Jezusa Chrystusa na krzyżu, wbrew założeniom tych, którzy Go na śmierć skazali, nie była klęską, ale zwycięstwem. Krew Chrystusa przelana na krzyżu stała się źródłem zbawienia. Otworzyła ludzkości powrót do domu Ojca w królestwie niebieskim. Królestwie prawdy, miłości, sprawiedliwości i pokoju.
Obowiązek budowania królestwa opartego na tych właśnie zasadach Jezus Chrystus nałożył na wszystkich, którzy zawarli z Nim przymierze poprzez sakrament chrztu świętego.
Naród polski, od ponad tysiąca lat zjednoczony z Chrystusem i Jego nauką, zawsze był wierny Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie. Hasło „Bóg i Ojczyzna” było nierozdzielnym elementem dziejów naszego narodu. Zawsze potrafił polski lud ofiarę życia i cierpienia łączyć z ofiarą Jezusa Chrystusa, aby dzięki temu zjednoczeniu nic nie zginęło, ale by stawało się odżywczą substancją dla przyszłych pokoleń.
A wielkie były cierpienia polskiego narodu i wiele krwi przelano w jego dziejach. Zwłaszcza w czasie zaborów, różnych powstań i zrywów narodowych. Wielkie były cierpienia narodu w czasie II wojny światowej, a zwłaszcza w Powstaniu Warszawskim.
Cierpienia naszego narodu nie skończyły się po II wojnie. Nie skończyły się po latach gehenny, po obozach zagłady, po utracie milionów istnień ludzkich w obozach hitlerowskich i sowieckich. Naród zaczął odbudowywać ze zgliszcz wojennych dom ojczysty. Spoglądał z nadzieją, chociaż przez łzy, ku lepszej przyszłości. Przez łzy nie tylko dlatego, że przelał tyle krwi, że doznał ogromu cierpienia, ale przez łzy również i dlatego, że Polska, która w tak wielkim stopniu przyczyniła się do zakończenia wojny, jako jedna ze zwycięzców utraciła jedną trzecią swoich ziem, do których zawsze pozostanie tęsknota.
Wielką ofiarę cierpienia i krwi złożył nasz naród po II wojnie światowej. Tym większą, że była ona dopełniana rękami współczesnych Kainów, których ta sama matka, ziemia ojczysta wykarmiła.
Nie sposób wymieniać wszystkich powojennych cierpień narodu. Wszystkie zna tylko miłosierny Bóg.
Ale spójrzmy jednak chociaż na niektóre. Cierpiał naród, gdy najlepszych synów Polski Podziemnej i Armii Krajowej włóczono po sądach, torturowano, zadręczano przesłuchaniami, skazywano na długie lata więzienia, a wielu na karę śmierci i często wyroki wykonywano. Cierpiał w tym czasie również i Kościół. W więzieniach przebywali księża i biskupi. Bo walka z Kościołem była potrzebna do walki z narodem. Przez kilka lat przebywał w więzieniu świętej pamięci prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński, za to, że bronił praw osoby ludzkiej. Ten wielki mąż stanu starał się często wbrew wszystkiemu wypełniać ewangeliczna zasadę, by oddać co cesarskie cesarzowi, a co boskie Bogu. Ale nie mógł dalej milczeć, gdy cesarz coraz bardziej sięgał po rzeczy Boskie, po ludzkie sumienia i ludzkie dusze.
Gdy dopełniał się kielich goryczy, ludzie zrywali się do protestu, słusznego protestu, bo tę słuszność przyznawali im nawet ci, przeciwko którym ten protest był kierowany.
W 1956 roku w Poznaniu robotnicy wołali: „My chcemy chleba, my chcemy wolności, my chcemy religii". Za to do nich strzelano. Polała się niewinna bratnia krew. Pozostały osierocone rodziny, były przesłuchania, bicia, więzienie. Za cenę tych cierpień i niewinnej krwi zostali zrehabilitowani najlepsi synowie Ojczyzny, wielu z nich niestety, już po śmierci. Za cenę tego cierpienia powrócił na wolność prymas Polski.
Nie zostali jednak ukarani sprawcy niewinnie przelanej krwi, nie wyciągnięto właściwych wniosków. Bicie się w piersi było nieszczere i po krótkim czasie zaczęto na nowo poniewierać narodem i Kościołem. Próbowano zamykać seminaria duchowne, odebrano im status wyższych uczelni, by móc przerwać studia seminarzystom i wcielać ich na dwa lata do służby wojskowej w specjalnych jednostkach. Poniewierano młodzieżą akademicką, wielu musiało przerwać studia. Skłócono robotników ze studentami i inteligencją.
Poprzez bolesne doświadczenia czasu milenijnego, poprzez bolesne doświadczenia młodzieży w 1968 roku, poprzez wszelkie gorycze i poniewierkę dopełnił się kielich cierpienia w 1970 roku . W kolejnym wołaniu o wolność, sprawiedliwość i prawdę, o chleb i miłość na czoło wysunęli się robotnicy Wybrzeża. Dzisiaj przed tragicznym grudniem 1970 roku, przed zastrzelonymi braćmi Gdańska i Gdyni, przed niewinnie przelaną bratnią krwią w pokorze chylimy czoła.
Pomimo że naród jeszcze raz uwierzył płomiennym deklaracjom i zaufał, już w 1976 roku robotnicy Ursusa i Radomia musieli wołać o godne warunki życia i pracy. W zamian otrzymali obelżywe słowa, wyrzucanie z pracy i hańbiące - nie sądzonych, lecz sędziów - wyroki.
Jednak cierpienia narodu przynoszą owoce. Na bratniej krwi i bólu wyrasta nowych ludzi plemię, ludzi mądrzejszych o doświadczenia minionych lat. W sierpniu 1980 roku objawiła się dojrzałość ludzi zjednoczonych we wspólnym dążeniu budowania Ojczyzny w miłości. "Solidarność" pokazała, że naród zjednoczony z Bogiem i braćmi zdolny jest wiele dokonać. Niech nikt nie mówi, że "Solidarność" poniosła klęskę. Ona idzie do zwycięstwa. Idzie powoli. Ale coraz mocniej wrasta w naród. Potrzeba jej jeszcze być może wiele wycierpieć, zahartować się jak złoto w tyglu. Ale Sierpień '80 ukazał właściwą drogę dla ludzi nowego pokolenia, dla ludzi żyjących w umiłowaniu prawdy, trzeźwości, odwagi i braterskiej miłości.
Gdyby władza chciała zrozumieć słowa kardynała Wyszyńskiego, pisane swego czasu do ministra Kąkola, że potencjalnym szkodnikiem państwa i ustroju jest ten, kto przemilcza prawdę, kto kłamie. Gdyby chciała zrozumieć, że życie ludzkie i życie narodu jest jak gleba; gdy wrzuca się w nią plewy, zbiera się chwasty, a gdy wrzuca się ziarno, ziarno prawdy, miłości, poszanowania ludzkiej godności, zbiera się plon i to plon obfity. Jakże wtedy inaczej mogłoby wyglądać życie rodaków nawet i w tej trudnej rzeczywistości, w jakiej znaleźliśmy się po wojnie. Ale niestety... Idźmy więc w naszych rozważaniach dalej.
0 cierpieniach narodu od 13 grudnia 1981 roku mówiliśmy już wiele razy podczas naszych comiesięcznych mszy św. za Ojczyznę. Wspomnijmy więc dzisiaj tylko o niewinnej śmierci braci naszych górników z kopalni „Wujek”, o śmierci braci z Lublina, Nowej Huty i innych miejscowości, o okrucieństwie zbrodni dokonanej na Grzesiu Przemyku. Wspomnijmy o tylu bitych i poniewieranych w godności ludzkiej siostrach i braciach. Wspomnijmy o obozach internowania rozsianych po całej niemal polskiej ziemi. O łzach matek, ojców, dzieci, żon i mężów. O więzionych bez wyroków już od dwóch lat przywódcach "Solidarności” i Komitetu Obrony Robotników. Wspomnijmy o tych, którzy przez długie miesiące byli i są jeszcze z dala od rodzin, gdyż nie chcą łamać swoich sumień przez warunkowe ujawnianie się.
O wyrzuconych z pracy i zatroskanych o byt materialny swoich rodzin. O młodzieży, którą zmusza się do zdejmowania krzyży ze ścian szkolnych, krzyży, które są symbolem ich wiary. O nauczycielach, którzy są zwalniani z pracy za to, że chcą młodzieży przekazać zdrowe zasady patriotyzmu. O wykorzystaniu środków masowego przekazu do preparowania kłamliwych oszczerstw pod adresem ludzi cieszących się szacunkiem w społeczeństwie. O poniżających godność ludzką kolejkach przed sklepami z kartkami w ręku. O płatnych donosicielach...
W ten listopadowy wieczór chcemy sobie mocno uświadomić, że takiego ogromu cierpienia narodu nie wolno nam zaprzepaścić, ale w pokornej i ufnej modlitwie musimy je składać Bogu w ofierze. Zbyt wielka jest danina krwi, bólu, łez i poniewierki złożona u stóp Chrystusa, by nie powróciła od Boga jako dar prawdziwej wolności, sprawiedliwości i miłości. By nie doprowadziła do zmartwychwstania Ojczyzny, jak to miało miejsce w 1918 roku, gdy zdawało się, że jest to niemożliwe, aby trzy mocarstwa zaborcze naraz zostały pokonane. Po ludzku niemożliwe. Ale Bóg pokazał, że u Boga wszystko jest możliwe.
Może jeszcze do skuteczności ofiarnego kielicha narodu potrzeba więcej naszego osobistego zaangażowania. Może jeszcze za mało naszych dobrowolnych wyrzeczeń, za mało czysto ludzkiej solidarności. Za mało odwagi do demaskowania zła, za mało troski o cierpiących, krzywdzonych i więzionych. Może ciągle za dużo w nas egoizmu, zalęknienia, za dużo pijaństwa, za dużo ludzi sprzedajnych, bez własnego zdania, chcących wygrywać własne interesy kosztem innych. Może ciągle jeszcze za mało tych, którzy są wierni ideałom, za które bracia nasi przelewali własną krew?
Listopad 1918 roku niech będzie zachętą dla wszystkich, którzy są jeszcze zniechęceni, upadający na duchu i zalęknieni. Niech będzie zachętą do pracy nad sobą i nad innymi, nad utwierdzeniem i pomnażaniem nadziei, że z każdej sytuacji Bóg jest zdolny wyprowadzić naród ku wolności, gdy lud jest wierny Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie i gdy żyje wiarą, nadzieją, miłością, prawdą i solidarnością.
Amen.
Śmierć Jezusa Chrystusa na krzyżu, wbrew założeniom tych, którzy Go na śmierć skazali, nie była klęską, ale zwycięstwem. Krew Chrystusa przelana na krzyżu stała się źródłem zbawienia. Otworzyła ludzkości powrót do domu Ojca w królestwie niebieskim. Królestwie prawdy, miłości, sprawiedliwości i pokoju.
Obowiązek budowania królestwa opartego na tych właśnie zasadach Jezus Chrystus nałożył na wszystkich, którzy zawarli z Nim przymierze poprzez sakrament chrztu świętego.
Naród polski, od ponad tysiąca lat zjednoczony z Chrystusem i Jego nauką, zawsze był wierny Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie. Hasło „Bóg i Ojczyzna” było nierozdzielnym elementem dziejów naszego narodu. Zawsze potrafił polski lud ofiarę życia i cierpienia łączyć z ofiarą Jezusa Chrystusa, aby dzięki temu zjednoczeniu nic nie zginęło, ale by stawało się odżywczą substancją dla przyszłych pokoleń.
A wielkie były cierpienia polskiego narodu i wiele krwi przelano w jego dziejach. Zwłaszcza w czasie zaborów, różnych powstań i zrywów narodowych. Wielkie były cierpienia narodu w czasie II wojny światowej, a zwłaszcza w Powstaniu Warszawskim.
Cierpienia naszego narodu nie skończyły się po II wojnie. Nie skończyły się po latach gehenny, po obozach zagłady, po utracie milionów istnień ludzkich w obozach hitlerowskich i sowieckich. Naród zaczął odbudowywać ze zgliszcz wojennych dom ojczysty. Spoglądał z nadzieją, chociaż przez łzy, ku lepszej przyszłości. Przez łzy nie tylko dlatego, że przelał tyle krwi, że doznał ogromu cierpienia, ale przez łzy również i dlatego, że Polska, która w tak wielkim stopniu przyczyniła się do zakończenia wojny, jako jedna ze zwycięzców utraciła jedną trzecią swoich ziem, do których zawsze pozostanie tęsknota.
Wielką ofiarę cierpienia i krwi złożył nasz naród po II wojnie światowej. Tym większą, że była ona dopełniana rękami współczesnych Kainów, których ta sama matka, ziemia ojczysta wykarmiła.
Nie sposób wymieniać wszystkich powojennych cierpień narodu. Wszystkie zna tylko miłosierny Bóg.
Ale spójrzmy jednak chociaż na niektóre. Cierpiał naród, gdy najlepszych synów Polski Podziemnej i Armii Krajowej włóczono po sądach, torturowano, zadręczano przesłuchaniami, skazywano na długie lata więzienia, a wielu na karę śmierci i często wyroki wykonywano. Cierpiał w tym czasie również i Kościół. W więzieniach przebywali księża i biskupi. Bo walka z Kościołem była potrzebna do walki z narodem. Przez kilka lat przebywał w więzieniu świętej pamięci prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński, za to, że bronił praw osoby ludzkiej. Ten wielki mąż stanu starał się często wbrew wszystkiemu wypełniać ewangeliczna zasadę, by oddać co cesarskie cesarzowi, a co boskie Bogu. Ale nie mógł dalej milczeć, gdy cesarz coraz bardziej sięgał po rzeczy Boskie, po ludzkie sumienia i ludzkie dusze.
Gdy dopełniał się kielich goryczy, ludzie zrywali się do protestu, słusznego protestu, bo tę słuszność przyznawali im nawet ci, przeciwko którym ten protest był kierowany.
W 1956 roku w Poznaniu robotnicy wołali: „My chcemy chleba, my chcemy wolności, my chcemy religii". Za to do nich strzelano. Polała się niewinna bratnia krew. Pozostały osierocone rodziny, były przesłuchania, bicia, więzienie. Za cenę tych cierpień i niewinnej krwi zostali zrehabilitowani najlepsi synowie Ojczyzny, wielu z nich niestety, już po śmierci. Za cenę tego cierpienia powrócił na wolność prymas Polski.
Nie zostali jednak ukarani sprawcy niewinnie przelanej krwi, nie wyciągnięto właściwych wniosków. Bicie się w piersi było nieszczere i po krótkim czasie zaczęto na nowo poniewierać narodem i Kościołem. Próbowano zamykać seminaria duchowne, odebrano im status wyższych uczelni, by móc przerwać studia seminarzystom i wcielać ich na dwa lata do służby wojskowej w specjalnych jednostkach. Poniewierano młodzieżą akademicką, wielu musiało przerwać studia. Skłócono robotników ze studentami i inteligencją.
Poprzez bolesne doświadczenia czasu milenijnego, poprzez bolesne doświadczenia młodzieży w 1968 roku, poprzez wszelkie gorycze i poniewierkę dopełnił się kielich cierpienia w 1970 roku . W kolejnym wołaniu o wolność, sprawiedliwość i prawdę, o chleb i miłość na czoło wysunęli się robotnicy Wybrzeża. Dzisiaj przed tragicznym grudniem 1970 roku, przed zastrzelonymi braćmi Gdańska i Gdyni, przed niewinnie przelaną bratnią krwią w pokorze chylimy czoła.
Pomimo że naród jeszcze raz uwierzył płomiennym deklaracjom i zaufał, już w 1976 roku robotnicy Ursusa i Radomia musieli wołać o godne warunki życia i pracy. W zamian otrzymali obelżywe słowa, wyrzucanie z pracy i hańbiące - nie sądzonych, lecz sędziów - wyroki.
Jednak cierpienia narodu przynoszą owoce. Na bratniej krwi i bólu wyrasta nowych ludzi plemię, ludzi mądrzejszych o doświadczenia minionych lat. W sierpniu 1980 roku objawiła się dojrzałość ludzi zjednoczonych we wspólnym dążeniu budowania Ojczyzny w miłości. "Solidarność" pokazała, że naród zjednoczony z Bogiem i braćmi zdolny jest wiele dokonać. Niech nikt nie mówi, że "Solidarność" poniosła klęskę. Ona idzie do zwycięstwa. Idzie powoli. Ale coraz mocniej wrasta w naród. Potrzeba jej jeszcze być może wiele wycierpieć, zahartować się jak złoto w tyglu. Ale Sierpień '80 ukazał właściwą drogę dla ludzi nowego pokolenia, dla ludzi żyjących w umiłowaniu prawdy, trzeźwości, odwagi i braterskiej miłości.
Gdyby władza chciała zrozumieć słowa kardynała Wyszyńskiego, pisane swego czasu do ministra Kąkola, że potencjalnym szkodnikiem państwa i ustroju jest ten, kto przemilcza prawdę, kto kłamie. Gdyby chciała zrozumieć, że życie ludzkie i życie narodu jest jak gleba; gdy wrzuca się w nią plewy, zbiera się chwasty, a gdy wrzuca się ziarno, ziarno prawdy, miłości, poszanowania ludzkiej godności, zbiera się plon i to plon obfity. Jakże wtedy inaczej mogłoby wyglądać życie rodaków nawet i w tej trudnej rzeczywistości, w jakiej znaleźliśmy się po wojnie. Ale niestety... Idźmy więc w naszych rozważaniach dalej.
0 cierpieniach narodu od 13 grudnia 1981 roku mówiliśmy już wiele razy podczas naszych comiesięcznych mszy św. za Ojczyznę. Wspomnijmy więc dzisiaj tylko o niewinnej śmierci braci naszych górników z kopalni „Wujek”, o śmierci braci z Lublina, Nowej Huty i innych miejscowości, o okrucieństwie zbrodni dokonanej na Grzesiu Przemyku. Wspomnijmy o tylu bitych i poniewieranych w godności ludzkiej siostrach i braciach. Wspomnijmy o obozach internowania rozsianych po całej niemal polskiej ziemi. O łzach matek, ojców, dzieci, żon i mężów. O więzionych bez wyroków już od dwóch lat przywódcach "Solidarności” i Komitetu Obrony Robotników. Wspomnijmy o tych, którzy przez długie miesiące byli i są jeszcze z dala od rodzin, gdyż nie chcą łamać swoich sumień przez warunkowe ujawnianie się.
O wyrzuconych z pracy i zatroskanych o byt materialny swoich rodzin. O młodzieży, którą zmusza się do zdejmowania krzyży ze ścian szkolnych, krzyży, które są symbolem ich wiary. O nauczycielach, którzy są zwalniani z pracy za to, że chcą młodzieży przekazać zdrowe zasady patriotyzmu. O wykorzystaniu środków masowego przekazu do preparowania kłamliwych oszczerstw pod adresem ludzi cieszących się szacunkiem w społeczeństwie. O poniżających godność ludzką kolejkach przed sklepami z kartkami w ręku. O płatnych donosicielach...
W ten listopadowy wieczór chcemy sobie mocno uświadomić, że takiego ogromu cierpienia narodu nie wolno nam zaprzepaścić, ale w pokornej i ufnej modlitwie musimy je składać Bogu w ofierze. Zbyt wielka jest danina krwi, bólu, łez i poniewierki złożona u stóp Chrystusa, by nie powróciła od Boga jako dar prawdziwej wolności, sprawiedliwości i miłości. By nie doprowadziła do zmartwychwstania Ojczyzny, jak to miało miejsce w 1918 roku, gdy zdawało się, że jest to niemożliwe, aby trzy mocarstwa zaborcze naraz zostały pokonane. Po ludzku niemożliwe. Ale Bóg pokazał, że u Boga wszystko jest możliwe.
Może jeszcze do skuteczności ofiarnego kielicha narodu potrzeba więcej naszego osobistego zaangażowania. Może jeszcze za mało naszych dobrowolnych wyrzeczeń, za mało czysto ludzkiej solidarności. Za mało odwagi do demaskowania zła, za mało troski o cierpiących, krzywdzonych i więzionych. Może ciągle za dużo w nas egoizmu, zalęknienia, za dużo pijaństwa, za dużo ludzi sprzedajnych, bez własnego zdania, chcących wygrywać własne interesy kosztem innych. Może ciągle jeszcze za mało tych, którzy są wierni ideałom, za które bracia nasi przelewali własną krew?
Listopad 1918 roku niech będzie zachętą dla wszystkich, którzy są jeszcze zniechęceni, upadający na duchu i zalęknieni. Niech będzie zachętą do pracy nad sobą i nad innymi, nad utwierdzeniem i pomnażaniem nadziei, że z każdej sytuacji Bóg jest zdolny wyprowadzić naród ku wolności, gdy lud jest wierny Bogu, Kościołowi i Ojczyźnie i gdy żyje wiarą, nadzieją, miłością, prawdą i solidarnością.
Amen.
Kazanie z 30 października 1983 roku
30 października 1983
Ojcze Święty, tak bardzo pragniemy w słowa listu pisanego serdecznym atramentem wpleść naszą podziękę za Twoją dobroć, za mądrość, za wiarę, nadzieję i bezgraniczną miłość. Za to, że jesteś najlepszym synem naszego narodu.
Chcemy Ci ofiarować to, co nas w tej świątyni co miesiąc gromadzi: chcemy ofiarować Ci naszą miłość do Boga i Ojczyzny. Chcemy Ci podziękować za to, że już w pierwszym dniu pontyfikatu wezwałeś świat, ażeby otworzył na oścież drzwi Chrystusowi. Za tchnienie Ducha Świętego na ojczystą ziemię, które dokonało się podczas pierwszej pielgrzymki, przez Twoją modlitwę i słowa wypowiedziane w Warszawie, a które wszyscy dobrze pamiętamy: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi". Za Twoje bierzmowanie dziejów i narodowe rekolekcje, po których nastąpiła odnowa moralna, mimo różnych doświadczeń trwająca do dzisiaj.
W czasie szczególnego zniewolenia narodu byłeś i jesteś tym, który umacnia w nas nadzieję na zwycięstwo dobra nad złem, miłości nad przemocą, prawdy nad kłamstwem.
Najwspanialszą Twoją troską o sprawy Ojczyzny była modlitwa stanu wojennego do Królowej Polski, Pani Jasnogórskiej. Troszczyłeś się o wszystkich. Odpowiadałeś na listy internowanych, którzy pisali do Ciebie prosząc, byś był z nimi, jak oni są z Tobą. Odpowiedź Twoją ująłeś w modlitewne słowa: „Bądź z nami, Matko, bądź z nami, skazanymi na przymusowe odosobnienie bez sądu, z wszystkimi, którzy cierpią z powodu więzienia swoich najbliższych”.
Gdy w zamian za internowanie proponowano braciom naszym opuszczenie Ojczyzny, Ty z bólem wołałeś: „ W Polsce nie może brakować miejsca dla Polaków. Każdy człowiek ma prawo do swojej Ojczyzny. Nikt nie może być skazywany na emigrację".
Jesteśmy Ci wdzięczni, że pielęgnowałeś tak drogie nam słowo „Solidarność”. Że dostrzegałeś je zawsze, gdy ukazywało się na transparentach. To przecież Ty, Ojcze Święty, ze wzruszeniem mówiłeś po powrocie z Afryki, że nie zapomnisz wielkiego placu w
mieście Kaduna w Nigerii, gdzie pośród setek tysięcy ludzi była grupa Polaków, nad którą unosił się biało-czerwony sztandar i napis „Solidarność”. I wyjaśniłeś przy tej okazji, że „Solidarność” – to nie tylko nazwa troski, ale to imię wspólnoty i jedności, to głęboka treść, jaką zadali sobie Polacy lat osiemdziesiątych.
Nie ma drugiego człowieka, który by tak odważnie piętnował zło i mechanizmy jego działania. Kto by tak bardzo przeżywał sprawy Ojczyzny,jak Ty, Ojcze Święty.
Twoja modlitwa często była nabrzmiała cierpieniem: „Od trzynastego grudnia – mówiłeś przez łzy w rocznicę zamachu na Twoje życie – od trzynastego grudnia cierpię z moim Narodem". I tego samego dnia upomniałeś, że państwo nie może być mocne siłą żadnej przemocy.
Dziękujemy Ci za to, że interesowałeś się każdym wydarzeniem, które miało miejsce w Ojczyźnie. Z niepokojem myślałeś o tych, którzy w więzieniu posuwali się do strajku głodowego.
Chyba najbardziej jesteśmy Ci wdzięczni, Ojcze Święty, za Twoją drugą pielgrzymkę do Ojczyzny w czerwcu bieżącego roku. Za Twój pocałunek na ziemi ojczystej, który złożyłeś jak na rękach kochanej matki. Za Twoje błogosławieństwo pokoju i ukazywanie drogi do trwałego pokoju w Ojczyźnie. Za Twoją odwagę dotykania wszystkich problemów, którymi żyjemy.
Za to, że już w Belwederze powiedziałeś, że w narodzie porozumienie może być tylko poprzez uznanie zdobyczy sierpnia 1980 roku. Poprzez uznanie i pielęgnowanie, a nie systematyczne likwidowanie tego, co wywalczyli robotnicy.
Wdzięczni jesteśmy szczególnie my, którzy gromadzimy się w żoliborskiej świątyni na modlitwie za Ojczyznę i za tych, którzy dla niej cierpią. Bo umocniłeś nas w przekonaniu, że kroczymy słuszną drogą, kiedy zanosimy modlitwę o pokój w Ojczyźnie, o prawdę, miłość, sprawiedliwość, o umocnienie nadziei i wolności dla niewinnie więzionych, o godność pracy ludzkiej i pielęgnowanie ideałów Sierpnia '80, o solidarność serc i umysłów.
Wdzięczni jesteśmy za słowa otuchy, skierowane do młodzieży w Częstochowie podczas Apelu Jasnogórskiego, chociaż tak bardzo brakowało nam Twojego spotkania z młodzieżą choćby na Placu Zamkowym, jak to miało miejsce przed czterema laty, podczas pierwszej pielgrzymki do naszego kraju.
Wdzięczni jesteśmy za przypomnienie słów zmarłego Prymasa Tysiąclecia, że prawo do zrzeszania się w poszczególnych zawodach jest prawem wrodzonym, danym przez Stwórcę. Nie jest nadawane przez nikogo. I że państwo nam tego prawa nie nadaje, ale tylko ma obowiązek je ochraniać i czuwać nad tym, aby nie było naruszane.
Wdzięczni jesteśmy za słowa wypowiedziane na Błoniach krakowskich, gdy prosiłeś, abyśmy byli silni mocą wiary, nadziei i miłości. Miłości, która wszystko przetrzyma. Gdy stwierdziłeś, że naród jako wspólnota ludzi jest wezwany do zwycięstwa właśnie mocą wiary, nadziei i miłości. Mocą prawdy, wolności i sprawiedliwości.
Wdzięczni Ci jesteśmy za to, że w kościele ojców kapucynów przytuliłeś z ojcowską czułością do serca matkę zamordowanego Grzesia, a niedawno napisałeś do niej własnoręcznie krótki list, w którym czytamy: „Droga Pani. Wierzę gorąco, że Ta, która najgłębiej odczuła i rozumie boleść straty ukochanego Syna, będzie Pani pomagać w tym staraniu, ażeby »być sobą« dla innych..."
A w ostatnim miesiącu, kiedy przywódca świata robotniczego Lech Wałęsa otrzymał pokojową Nagrodę Nobla, Ty dojrzałeś w tym wyróżnieniu, tak jak i Twoi rodacy miłujący Ojczyznę, że jest to wyróżnienie dla całego narodu za jego godną postawę w czasach poniewierania ludzką godnością, w czasach zakłamania i niesprawiedliwości. Z radością pisałeś w telegramie słowa serdecznych gratulacji, podkreślając, że została w ten sposób nagrodzona wola i wysiłki podejmowane z myślą o rozwiązaniu trudnych spraw świata robotniczego i społeczeństwa w Polsce, na pokojowej drodze szczerego dialogu i wzajemnej współpracy wszystkich.
Ty, Ojcze Święty, pisałeś z dalekiego Watykanu życzenia, podczas gdy w kraju znaleźli się ludzie, którzy wbrew wszystkiemu, z niezrozumiałym uporem nie przestają oczerniać i poniżać laureata, zapominając, że w ten sposób poniżają cały patriotyczny świat pracy, a ponadto ideę szczerego dialogu i porozumienia.
Wracamy naszą myślą do tego dnia, gdy świat zamarł w przerażeniu z powodu zamachu na Twoje życie w dniu 13 maja 1981 roku. Całą noc kościoły Warszawy i innych miast były przepełnione ludźmi, którzy zanosili modlitwę o Twoje uzdrowienie. Hutnicy warszawscy spontanicznie wznieśli przed Hutą ołtarz polowy, rozwiesili transparent, na którym napisali: „Ojcze Święty, modlimy się za Ciebie" i uczestniczyli we mszy świętej, którą ofiarowali, klęcząc na bruku, w Twojej intencji.
Jak bardzo podziwialiśmy i podziwiamy Twoją dobroć, gdy jeszcze tego samego dnia przebaczyłeś temu, który z bronią w ręku targnął się na Twoje życie, bo wiedziałeś, że jest on tylko ślepym narzędziem w ręku działającego z odległości szatana.
Jesteśmy Ci wdzięczni, Ojcze Święty, za każde Twoje słowo, za każdy życzliwy gest, za każde ojcowskie upomnienie i skarcenie.
Dziękujemy Ci, że jednemu z rodaków, żyjącemu za granicą, który ubolewał nad lekkomyślnością ekstremistów „Solidarności", którzy niebezpiecznie rozkołysali łódź, odpowiedziałeś westchnieniem: „och, ci nasi ekstremiści, Kościuszko, Piłsudski..."
Dziękujemy za Twoje naśladowanie Chrystusa w miłości, ale i w świętym oburzeniu. Bo czy nie jesteś podobny do Chrystusa karcącego ze stanowczością obłudę faryzeuszów, gdy stanowczo zareagowałeś na artykuł, w którym jeden z wysokich urzędników zaprzyjaźnionego państwa napisał cynicznie: „Jan Paweł II ponoć też domaga się pokoju, ale trudno nam w to uwierzyć, skoro nie popiera on ruchu pokojowego" – odpowiedziałeś przy najbliższej sposobności, że nie wolno mylić pokoju ze ślepym posłuszeństwem przemocy, z zastraszeniem lub zniewalaniem człowieka i narodu. Że tylko ten jest prawdziwym patriotą, kto przyznaje innym narodom prawo do patriotyzmu.
Kiedyś w Castel Gandolfo powiedziałeś, że ile razy widzisz na ekranie telewizora, że ludność układa na placu Zwycięstwa lub przy kościele świętej Anny krzyż z kwiatów, ogarnia Cię wzruszenie. Dzisiaj bolejemy z Tobą, że jesteś pozbawiony i tej radości. Że zamiast krzyży z kwiatów możesz zobaczyć tylko od dawna rozkopany plac Zwycięstwa, a przy kościele świętej Anny wzmocnione patrole. Śledzimy, Ojcze Święty, każdą Twoją podróż misyjną i jakże zazdrościmy, że inne kraje, nie zawsze katolickie, mają możliwość wędrowania z Tobą i słuchania Twoich słów za pośrednictwem telewizji. Nam nie jest dane, chociaż przez wspólnotę ojczyzn powinniśmy mieć do tego większe prawo.
Zastanawiamy się często, dlaczego, choćby dla przykładu w Rio de Janeiro, gdzie uklęknąłeś, by całować brazylijska ziemię, wmurowano estetyczna tablicę pamiątkową. Dlaczego w tylu różnych miejscach na świecie, tylko nie we własnej Ojczyźnie?
Przypominamy to wszystko dzisiaj, gdy minęło już pięć lat Twego pontyfikatu. Przypominamy, by uświadomić sobie, jak wielki dar otrzymaliśmy od Boga dla świata i dla naszej Ojczyzny w Twojej osobie: Ojcze Święty, Janie Pawle II.
Prosimy Cię dzisiaj, byś nie ustawał w modlitwie za Twój i nasz dom ojczysty, w którym ciągle tyle niesprawiedliwości, w którym bez wyroków ludzie przebywają w więzieniach za odmienność przekonań, podczas gdy winowajcy cieszą się wolnością. Za dom ojczysty, gdzie jednocześnie mimo wszystko umacnia się nadzieja i rozwija solidarność serc i umysłów ludzi dobrej woli.
Prosimy Cię na koniec, umiłowany Ojcze Święty, jak prosili Cię byli internowani: bądź z nami, bądź z nami modlitwą i sercem, jak i my dzisiaj jesteśmy z Tobą.
Ojcze Święty, tak bardzo pragniemy w słowa listu pisanego serdecznym atramentem wpleść naszą podziękę za Twoją dobroć, za mądrość, za wiarę, nadzieję i bezgraniczną miłość. Za to, że jesteś najlepszym synem naszego narodu.
Chcemy Ci ofiarować to, co nas w tej świątyni co miesiąc gromadzi: chcemy ofiarować Ci naszą miłość do Boga i Ojczyzny. Chcemy Ci podziękować za to, że już w pierwszym dniu pontyfikatu wezwałeś świat, ażeby otworzył na oścież drzwi Chrystusowi. Za tchnienie Ducha Świętego na ojczystą ziemię, które dokonało się podczas pierwszej pielgrzymki, przez Twoją modlitwę i słowa wypowiedziane w Warszawie, a które wszyscy dobrze pamiętamy: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi". Za Twoje bierzmowanie dziejów i narodowe rekolekcje, po których nastąpiła odnowa moralna, mimo różnych doświadczeń trwająca do dzisiaj.
W czasie szczególnego zniewolenia narodu byłeś i jesteś tym, który umacnia w nas nadzieję na zwycięstwo dobra nad złem, miłości nad przemocą, prawdy nad kłamstwem.
Najwspanialszą Twoją troską o sprawy Ojczyzny była modlitwa stanu wojennego do Królowej Polski, Pani Jasnogórskiej. Troszczyłeś się o wszystkich. Odpowiadałeś na listy internowanych, którzy pisali do Ciebie prosząc, byś był z nimi, jak oni są z Tobą. Odpowiedź Twoją ująłeś w modlitewne słowa: „Bądź z nami, Matko, bądź z nami, skazanymi na przymusowe odosobnienie bez sądu, z wszystkimi, którzy cierpią z powodu więzienia swoich najbliższych”.
Gdy w zamian za internowanie proponowano braciom naszym opuszczenie Ojczyzny, Ty z bólem wołałeś: „ W Polsce nie może brakować miejsca dla Polaków. Każdy człowiek ma prawo do swojej Ojczyzny. Nikt nie może być skazywany na emigrację".
Jesteśmy Ci wdzięczni, że pielęgnowałeś tak drogie nam słowo „Solidarność”. Że dostrzegałeś je zawsze, gdy ukazywało się na transparentach. To przecież Ty, Ojcze Święty, ze wzruszeniem mówiłeś po powrocie z Afryki, że nie zapomnisz wielkiego placu w
mieście Kaduna w Nigerii, gdzie pośród setek tysięcy ludzi była grupa Polaków, nad którą unosił się biało-czerwony sztandar i napis „Solidarność”. I wyjaśniłeś przy tej okazji, że „Solidarność” – to nie tylko nazwa troski, ale to imię wspólnoty i jedności, to głęboka treść, jaką zadali sobie Polacy lat osiemdziesiątych.
Nie ma drugiego człowieka, który by tak odważnie piętnował zło i mechanizmy jego działania. Kto by tak bardzo przeżywał sprawy Ojczyzny,jak Ty, Ojcze Święty.
Twoja modlitwa często była nabrzmiała cierpieniem: „Od trzynastego grudnia – mówiłeś przez łzy w rocznicę zamachu na Twoje życie – od trzynastego grudnia cierpię z moim Narodem". I tego samego dnia upomniałeś, że państwo nie może być mocne siłą żadnej przemocy.
Dziękujemy Ci za to, że interesowałeś się każdym wydarzeniem, które miało miejsce w Ojczyźnie. Z niepokojem myślałeś o tych, którzy w więzieniu posuwali się do strajku głodowego.
Chyba najbardziej jesteśmy Ci wdzięczni, Ojcze Święty, za Twoją drugą pielgrzymkę do Ojczyzny w czerwcu bieżącego roku. Za Twój pocałunek na ziemi ojczystej, który złożyłeś jak na rękach kochanej matki. Za Twoje błogosławieństwo pokoju i ukazywanie drogi do trwałego pokoju w Ojczyźnie. Za Twoją odwagę dotykania wszystkich problemów, którymi żyjemy.
Za to, że już w Belwederze powiedziałeś, że w narodzie porozumienie może być tylko poprzez uznanie zdobyczy sierpnia 1980 roku. Poprzez uznanie i pielęgnowanie, a nie systematyczne likwidowanie tego, co wywalczyli robotnicy.
Wdzięczni jesteśmy szczególnie my, którzy gromadzimy się w żoliborskiej świątyni na modlitwie za Ojczyznę i za tych, którzy dla niej cierpią. Bo umocniłeś nas w przekonaniu, że kroczymy słuszną drogą, kiedy zanosimy modlitwę o pokój w Ojczyźnie, o prawdę, miłość, sprawiedliwość, o umocnienie nadziei i wolności dla niewinnie więzionych, o godność pracy ludzkiej i pielęgnowanie ideałów Sierpnia '80, o solidarność serc i umysłów.
Wdzięczni jesteśmy za słowa otuchy, skierowane do młodzieży w Częstochowie podczas Apelu Jasnogórskiego, chociaż tak bardzo brakowało nam Twojego spotkania z młodzieżą choćby na Placu Zamkowym, jak to miało miejsce przed czterema laty, podczas pierwszej pielgrzymki do naszego kraju.
Wdzięczni jesteśmy za przypomnienie słów zmarłego Prymasa Tysiąclecia, że prawo do zrzeszania się w poszczególnych zawodach jest prawem wrodzonym, danym przez Stwórcę. Nie jest nadawane przez nikogo. I że państwo nam tego prawa nie nadaje, ale tylko ma obowiązek je ochraniać i czuwać nad tym, aby nie było naruszane.
Wdzięczni jesteśmy za słowa wypowiedziane na Błoniach krakowskich, gdy prosiłeś, abyśmy byli silni mocą wiary, nadziei i miłości. Miłości, która wszystko przetrzyma. Gdy stwierdziłeś, że naród jako wspólnota ludzi jest wezwany do zwycięstwa właśnie mocą wiary, nadziei i miłości. Mocą prawdy, wolności i sprawiedliwości.
Wdzięczni Ci jesteśmy za to, że w kościele ojców kapucynów przytuliłeś z ojcowską czułością do serca matkę zamordowanego Grzesia, a niedawno napisałeś do niej własnoręcznie krótki list, w którym czytamy: „Droga Pani. Wierzę gorąco, że Ta, która najgłębiej odczuła i rozumie boleść straty ukochanego Syna, będzie Pani pomagać w tym staraniu, ażeby »być sobą« dla innych..."
A w ostatnim miesiącu, kiedy przywódca świata robotniczego Lech Wałęsa otrzymał pokojową Nagrodę Nobla, Ty dojrzałeś w tym wyróżnieniu, tak jak i Twoi rodacy miłujący Ojczyznę, że jest to wyróżnienie dla całego narodu za jego godną postawę w czasach poniewierania ludzką godnością, w czasach zakłamania i niesprawiedliwości. Z radością pisałeś w telegramie słowa serdecznych gratulacji, podkreślając, że została w ten sposób nagrodzona wola i wysiłki podejmowane z myślą o rozwiązaniu trudnych spraw świata robotniczego i społeczeństwa w Polsce, na pokojowej drodze szczerego dialogu i wzajemnej współpracy wszystkich.
Ty, Ojcze Święty, pisałeś z dalekiego Watykanu życzenia, podczas gdy w kraju znaleźli się ludzie, którzy wbrew wszystkiemu, z niezrozumiałym uporem nie przestają oczerniać i poniżać laureata, zapominając, że w ten sposób poniżają cały patriotyczny świat pracy, a ponadto ideę szczerego dialogu i porozumienia.
Wracamy naszą myślą do tego dnia, gdy świat zamarł w przerażeniu z powodu zamachu na Twoje życie w dniu 13 maja 1981 roku. Całą noc kościoły Warszawy i innych miast były przepełnione ludźmi, którzy zanosili modlitwę o Twoje uzdrowienie. Hutnicy warszawscy spontanicznie wznieśli przed Hutą ołtarz polowy, rozwiesili transparent, na którym napisali: „Ojcze Święty, modlimy się za Ciebie" i uczestniczyli we mszy świętej, którą ofiarowali, klęcząc na bruku, w Twojej intencji.
Jak bardzo podziwialiśmy i podziwiamy Twoją dobroć, gdy jeszcze tego samego dnia przebaczyłeś temu, który z bronią w ręku targnął się na Twoje życie, bo wiedziałeś, że jest on tylko ślepym narzędziem w ręku działającego z odległości szatana.
Jesteśmy Ci wdzięczni, Ojcze Święty, za każde Twoje słowo, za każdy życzliwy gest, za każde ojcowskie upomnienie i skarcenie.
Dziękujemy Ci, że jednemu z rodaków, żyjącemu za granicą, który ubolewał nad lekkomyślnością ekstremistów „Solidarności", którzy niebezpiecznie rozkołysali łódź, odpowiedziałeś westchnieniem: „och, ci nasi ekstremiści, Kościuszko, Piłsudski..."
Dziękujemy za Twoje naśladowanie Chrystusa w miłości, ale i w świętym oburzeniu. Bo czy nie jesteś podobny do Chrystusa karcącego ze stanowczością obłudę faryzeuszów, gdy stanowczo zareagowałeś na artykuł, w którym jeden z wysokich urzędników zaprzyjaźnionego państwa napisał cynicznie: „Jan Paweł II ponoć też domaga się pokoju, ale trudno nam w to uwierzyć, skoro nie popiera on ruchu pokojowego" – odpowiedziałeś przy najbliższej sposobności, że nie wolno mylić pokoju ze ślepym posłuszeństwem przemocy, z zastraszeniem lub zniewalaniem człowieka i narodu. Że tylko ten jest prawdziwym patriotą, kto przyznaje innym narodom prawo do patriotyzmu.
Kiedyś w Castel Gandolfo powiedziałeś, że ile razy widzisz na ekranie telewizora, że ludność układa na placu Zwycięstwa lub przy kościele świętej Anny krzyż z kwiatów, ogarnia Cię wzruszenie. Dzisiaj bolejemy z Tobą, że jesteś pozbawiony i tej radości. Że zamiast krzyży z kwiatów możesz zobaczyć tylko od dawna rozkopany plac Zwycięstwa, a przy kościele świętej Anny wzmocnione patrole. Śledzimy, Ojcze Święty, każdą Twoją podróż misyjną i jakże zazdrościmy, że inne kraje, nie zawsze katolickie, mają możliwość wędrowania z Tobą i słuchania Twoich słów za pośrednictwem telewizji. Nam nie jest dane, chociaż przez wspólnotę ojczyzn powinniśmy mieć do tego większe prawo.
Zastanawiamy się często, dlaczego, choćby dla przykładu w Rio de Janeiro, gdzie uklęknąłeś, by całować brazylijska ziemię, wmurowano estetyczna tablicę pamiątkową. Dlaczego w tylu różnych miejscach na świecie, tylko nie we własnej Ojczyźnie?
Przypominamy to wszystko dzisiaj, gdy minęło już pięć lat Twego pontyfikatu. Przypominamy, by uświadomić sobie, jak wielki dar otrzymaliśmy od Boga dla świata i dla naszej Ojczyzny w Twojej osobie: Ojcze Święty, Janie Pawle II.
Prosimy Cię dzisiaj, byś nie ustawał w modlitwie za Twój i nasz dom ojczysty, w którym ciągle tyle niesprawiedliwości, w którym bez wyroków ludzie przebywają w więzieniach za odmienność przekonań, podczas gdy winowajcy cieszą się wolnością. Za dom ojczysty, gdzie jednocześnie mimo wszystko umacnia się nadzieja i rozwija solidarność serc i umysłów ludzi dobrej woli.
Prosimy Cię na koniec, umiłowany Ojcze Święty, jak prosili Cię byli internowani: bądź z nami, bądź z nami modlitwą i sercem, jak i my dzisiaj jesteśmy z Tobą.
Kazanie z 25 września 1983 roku
25 września 1983
Jezus Chrystus, chociaż był posłany do całego świata, aby nieść Dobra Nowinę dla wszystkich ludów i narodów, to jednak miał swoją ziemską Ojczyznę. Ojczyznę, która miała swoje dzieje, swoją historię, religię i kulturę. Podporządkował się niektórym słusznym prawom w Ojczyźnie, chociaż żadne Go, jako Boga, nie obowiązywały. Chciał Chrystus przez to podkreślić, jak ważna dla każdego człowieka jest świadomość posiadania własnej Ojczyzny. Każdy człowiek związany jest z Ojczyzną poprzez rodzinę i miejsce urodzenia.
Ojczyzna to wspólnota rodzimej kultury, jej dzieje, historia bardziej radosna lub bolesna. To bogactwo języka, bogactwo dzieł sztuki i kultury muzycznej, to jej religia i obyczaje.
Chciałbym, abyśmy w dzisiejszych naszych rozważaniach, zatrzymali się nad słowem "kultura". Zdaję sobie sprawę, że jest to temat – rzeka. W tych kilkunastu minutach chciałbym tylko zasygnalizować, zaledwie dotknąć niektórych problemów związanych z tym pojęciem.
Ojciec Święty Jan Paweł II, podczas pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, przemawiając do młodzieży, powiedział, że: „kultura jest wyrazem człowieka. Jest potwierdzeniem człowieczeństwa. Człowiek tworzy kulturę i przez kulturę tworzy siebie... Kultura jest dobrem wspólnym narodu..."
Kultura polska jest dobrem, na którym opiera się dobro duchowe Polaków. Ona stanowi o nas przez cały ciąg dziejów Ojczyzny bardziej niż siła materialna czy granice polityczne. Dzięki kulturze naród pozostał sobą pomimo wieloletniej utraty niepodległości. Duchowo zawsze był niepodległy, ponieważ miał swoja wspaniała kulturę.
Kultura polska od początku nosi wyraźne znamiona chrześcijańskie. Chrześcijaństwo zawsze znajdowało swój oddźwięk w dziejach myśli, twórczości artystycznej, w poezji, muzyce, dramacie, plastyce, malarstwie, rzeźbie. Kultura polska przez wieki brała swoje natchnienie z Ewangelii. Adam Mickiewicz, nasz wieszcz narodowy w Księgach pielgrzymstwa polskiego napisał, że cywilizacja prawdziwie godna człowieka musi być chrześcijańska.
Dzięki chrześcijaństwu jesteśmy powiązani z kulturą Zachodu i dlatego mogliśmy się w historii opierać wszelkim innym kulturom ludów barbarzyńskich. Mogliśmy się oprzeć kulturom narzucanych nam przez wrogów czy przyjaciół.
W Polsce powojennej postanowiono, że Boga i Ewangelii nie będzie w życiu narodu, że szczególnie młode pokolenie będzie wychowywane bez Boga. Ale zapomniano, że Bóg wcale nie ma obowiązku stosować się do czyichkolwiek uchwał.
Dzisiaj potrzeba nam odważnego upominania się dla narodu o prawo do Boga, do miłości, do wolności sumień, do kultury i dziedzictwa rodzimego. Nie można tworzyć dziejów, nie można zapominać o chrześcijańskiej drodze naszego narodu. Nie można podcinać korzeni naszej ponadtysiącletniej przeszłości, bo drzewo bez korzeni będzie się przewracało, jak świadczy o tym wiele przykładów w ostatnich dziesiątkach lat.
Nie można sprowadzić narodu na poziom zaczynania od początku. Nie wolno milczeć, gdy na ostatni plan wychowania szkolnego spychana jest rodzima kultura, literatura i sztuka, gdy wypróbowaną moralność chrześcijańską zastępuje się tak zwaną moralnością socjalistyczną, gdy nauczyciele w szkołach warszawskich informują chrześcijańskich rodziców, że ich dzieci będą wychowywali w duchu laickim. Odsuwanie dzieci od prawdy chrześcijańskiej, która od wieków jest związana z polskością, jest odsuwaniem ich od polskości, jest po prostu procesem wynarodowiania. Szkoła musi dać dzieciom i młodzieży miłość do Ojczyzny, dumę z kultury rodzimej. Nie może być instytucją nadrzędną nad narodem, nastawioną tylko na dziś. Musi być łączeniem ojczystego wczoraj z ojczystym jutro Skoro szkoła tego zadania nie spełnia, tym większe zadanie ciąży na chrześcijańskich rodzicach.
Kultura narodu to również moralność. Naród chrześcijański musi kierować się sprawdzoną przez wieki moralnością chrześcijańską. Narodowi chrześcijańskiemu nie jest potrzebna tak zwana moralność laicka, bo jest ona bez oblicza i bez nadziei, jak mówił zmarły Prymas Tysiąclecia. Stwarza zagrożenie dla wartości duchowych narodu i osłabia te siły, które stanowią o jego jedności. Naród nie dał się zniszczyć mimo rozbiorów, przegranych powstań i Sybiru, mimo wynarodowiania, rusyfikacji i Kulturkampfu, bo miał mocno zapuszczone korzenie w poprzednich wiekach dziejów ojczystych. Nie dał się zniszczyć, bo żywił się historią i kulturą poprzednich wieków.
A czym pożywi się naród w niedalekiej przyszłości z dzisiaj tworzonej historii i kultury? Czy będzie mógł pożywić się kłamliwymi artykułami z „Rzeczpospolitej", „Trybuny Ludu" czy „Argumentów"? Obdzieraniem dusz młodzieży z kultury narodowej, z własnych, przepojonych chrześcijaństwem, wspaniałych dziejów, przemilczaniem faktów historycznych, czy pożywi się opluwaniem „Solidarności" i fałszywymi zarzutami stawianymi jej przywódcom, demokratycznie wybranym przez naród, czy pożywi się wyrzucaniem krzyży ze szkół i fabryk, o czym z niepokojem mówią w dzisiejszym komunikacie biskupi polscy?
Wszystko, co byłoby czynione przeciwko kulturze narodowej w kraju chrześcijańskim, styl rządzenia i władania przeciwny chrześcijańskim obyczajom czy też prawom osoby ludzkiej i rodziny – nie sprzyja rozwojowi kultury.
Tylko naród wolny duchowo i miłujący prawdę może trwać i tworzyć dla przyszłości tak, jak tworzyli przyszłość powstańcy, padając na polach bitew, czy wieszczowie, którzy patrzyli daleko w przyszłość, jak Słowacki, który, żyjąc na wygnaniu, zdołał wypatrzeć w przyszłości
Polski – której przecież wtedy nie było na mapie Europy – Polaka na tronie świętego Piotra. Tylko naród, który ma zdrowego ducha i czułe sumienie, może tworzyć śmiałą przyszłość. Dlatego dbajmy o wolność naszego ducha, nie dajmy się zniewolić przez lęk i zastraszenie. Nie pozwalajmy w najdrobniejszych nawet sprawach zatruwać ducha narodu, przed czym ostrzegał Zygmunt Krasiński, gdy pisał:
„Niczym Sybir, niczym knuty,
(...)
lecz Narodu duch otruty,
to dopiero bólów ból..."
Już Paweł Włodkowic mówił, że dobra kulturalne i moce duchowe zdobywa się dla przyszłości nie żelazem i mieczem, przemocą, siłą i gwałtem, ale wolnością, miłością i poszanowaniem praw. Ludzi zdobywa się otwartym sercem, a nie zaciśnięta pięścią. Prawdziwa wiedza, prawdziwa mądrość, prawdziwa kultura nie znosi łańcuchów. Umysłu ludzkiego nie da się skrępować. I dlatego budzą zdziwienie sytuacje, gdy na przykład administracja na uczelni często ma większe znaczenie niż wybitny profesor będący światową sławą. Jest jeszcze gorzej, mówił ksiądz kardynał Wyszyński, gdy państwo ma swoich ludzi, którzy czuwają nad tym, aby mężowie nauki „myśleli poprawnie", to znaczy nie w relacji prawdy, ale w relacji polityki.
Wszelkie próby krępowania wolności ludzkiego umysłu, który ma tworzyć kulturę, działają na szkodę kultury.
Uświadomili to sobie mocno pod wpływem patriotycznego zrywu robotników w sierpniu 1980 roku zawodowi twórcy kultury. Uświadomili to sobie aktorzy, dziennikarze, literaci, plastycy. Obudziło się ich sumienie, jak budziło się sumienie całego narodu, usypiane przez ostatnie dziesiątki lat. Rok 1980 był trudny, ale ukazał wielkie drzemiące w narodzie zalety – rozwagę, roztropność, umiejętność współdziałania.
Obudziło się sumienie społeczne, zawodowe, gospodarcze, kulturalne i polityczne. Obudziło się sumienie środowisk twórczych. Twórcy przemówili swoim nieskrępowanym głosem. Postanowili służyć prawdzie. Służyć swoim talentem i swoim warsztatem pracy. Służyć prawdzie w Ojczyźnie. Tej samej Ojczyźnie, której służyli dziadkowie, Ojczyźnie Polsce, bez żadnych przydomków. Ale gdzie kłamstwo jest niejako urzędowo pielęgnowane, tam brakuje miejsca na prawdę, która jest zaprzeczeniem i demaskacją kłamstwa. I dlatego rozpoczęła się na nowo walka z prawdą i wolnością słowa, wolnością i wielkością poglądów wypowiadanych głośno pod wpływem przebudzonego sumienia. Zaczęto każde upominanie się o ludzkie prawa nazywać wrogą działalnością.
A przecież już w 1978 roku, w liście do ministra Kąkola pisał Prymas Tysiąclecia: „że ochrona praw nie jest działalnością par excelance polityczną, jest tylko powinnością obywatela, a wrogów socjalistycznego państwa trzeba szukać wśród tchórzliwych milczków, a nie wśród tych, którzy chcą poznać prawdę o Polsce, zniekształconą przez oficjalne nauczanie..."
Sumienie raz obudzone łatwiej odróżni prawdę od zakłamania, łatwiej odróżni dobre ziarno od plew. Łatwiej rozumie, że wielkie hasła i rozwinięte sztandary, pod którymi można by się podpisywać obydwiema rękami, są puste, jeśli w tym samym czasie są przetrzymywani w więzieniach bracia z obudzonym sumieniem, którzy byli zatroskani o dobro domu ojczystego, jak choćby Seweryn Jaworski, warszawski hutnik, gdy ciągle są nowe aresztowania i wyrzucanie z pracy, gdy stawia się sztab ludzi do pilnowania i śledzenia innych.
W ostatnim czasie środowiska tworzące kulturę stały się dla nas przykładem, zwłaszcza aktorzy, którzy po 13 grudnia 1981 roku wykazali bezprzykładny w swoich powojennych dziejach hart ducha, odwagę i ofiarność.
Dzisiaj z obawą patrzy Kościół na nowe zagrożenia dla rozwoju polskiej kultury. Biskupi wielokrotnie dawali temu wyraz, gdy pisali między innymi w lutym ubiegłego roku, że „zasadnicze znaczenie dla zaistnienia ugody społecznej mają religia i kultura. Dlatego konieczne jest zabezpieczenie pełnej wolności dla życia religijnego i rozwoju kultury”. Konkretnym wyrazem będzie między innymi wydawanie publikacji katolickich według potrzeb społeczności wierzącej i zagwarantowanie pluralizmu w twórczości kulturalnej (27 II 1982). A w lutym bieżącego roku stwierdzili, że z głęboką troską śledzą problemy nurtujące środowiska twórców kultury i sztuki, których udział w życiu kraju jest niezbędny. Ludzie sztuki i kultury muszą mieć zapewnione warunki życia, pracy i zrzeszania się (luty 1983). Stąd też niezrozumiałe i krzywdzące są decyzje rozwiązywania stowarzyszeń twórców kultury, aktorów, dziennikarzy, a ostatnio literatów. Związek Literatów istniał nieprzerwanie od sześćdziesięciu lat, to znaczy od czasów Stefana Żeromskiego, który ten związek założył.
Decyzje niezrozumiałe i krzywdzące, tym bardziej, że statuty tych stowarzyszeń zatwierdzała ta sama władza i żaden ze związków statutów swoich w stanie wojennym nie zmienił. Stąd pytanie, jak rozumieć stwierdzenie, o którym przed rokiem pisali biskupi, że Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego w proklamacji stanu wojennego oświadczyła, że związki będą mogły wznowić swoją działalność w ramach statutów.
Nie służy rozwojowi kultury rozwinięta ponad wszelka miarę cenzura, która wykreśla, zwłaszcza w pismach katolickich – podkreślam: katolickich, nie pseudokatolickich – słowa, całe artykuły, myśli prawdziwe i odważne. Wykreśla to, co napisały pióra umaczane w prawdzie. A przecież słowa, aby żyły, muszą być prawdziwe. Bo słowa kłamliwe często już na drugi dzień okazuje się śmieciem, nawet gdyby były powielane w milionach egzemplarzy. Złe świadectwo o czasach dzisiejszych wystawią dla historii posiekane dekretami cenzury katolickie pisma.
Kultura wreszcie to uczciwy dialog i wymiana zdań, uczciwa walka słowna, a nie pieniactwo zawodowych polemizatorów, którzy jednostronnie opluwają innych przez środki masowego przekazu. Na ten temat mówił jasno przed trzema tygodniami w Częstochowie ksiądz prymas.
Zakończymy nasze dzisiejsze rozważania słowami modlitwy Ojca Świętego, które wypowiedział zwracając się do Bożej Matki w dniu 31 marca ubiegłego roku: „Tobie, Matko Jasnogórska, zawierzamy w sposób szczególny dziś i jutro ojczystej kultury. Niech przedłuża się w niej i rozwija coraz pełniej życie Narodu...”
Amen.
Jezus Chrystus, chociaż był posłany do całego świata, aby nieść Dobra Nowinę dla wszystkich ludów i narodów, to jednak miał swoją ziemską Ojczyznę. Ojczyznę, która miała swoje dzieje, swoją historię, religię i kulturę. Podporządkował się niektórym słusznym prawom w Ojczyźnie, chociaż żadne Go, jako Boga, nie obowiązywały. Chciał Chrystus przez to podkreślić, jak ważna dla każdego człowieka jest świadomość posiadania własnej Ojczyzny. Każdy człowiek związany jest z Ojczyzną poprzez rodzinę i miejsce urodzenia.
Ojczyzna to wspólnota rodzimej kultury, jej dzieje, historia bardziej radosna lub bolesna. To bogactwo języka, bogactwo dzieł sztuki i kultury muzycznej, to jej religia i obyczaje.
Chciałbym, abyśmy w dzisiejszych naszych rozważaniach, zatrzymali się nad słowem "kultura". Zdaję sobie sprawę, że jest to temat – rzeka. W tych kilkunastu minutach chciałbym tylko zasygnalizować, zaledwie dotknąć niektórych problemów związanych z tym pojęciem.
Ojciec Święty Jan Paweł II, podczas pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, przemawiając do młodzieży, powiedział, że: „kultura jest wyrazem człowieka. Jest potwierdzeniem człowieczeństwa. Człowiek tworzy kulturę i przez kulturę tworzy siebie... Kultura jest dobrem wspólnym narodu..."
Kultura polska jest dobrem, na którym opiera się dobro duchowe Polaków. Ona stanowi o nas przez cały ciąg dziejów Ojczyzny bardziej niż siła materialna czy granice polityczne. Dzięki kulturze naród pozostał sobą pomimo wieloletniej utraty niepodległości. Duchowo zawsze był niepodległy, ponieważ miał swoja wspaniała kulturę.
Kultura polska od początku nosi wyraźne znamiona chrześcijańskie. Chrześcijaństwo zawsze znajdowało swój oddźwięk w dziejach myśli, twórczości artystycznej, w poezji, muzyce, dramacie, plastyce, malarstwie, rzeźbie. Kultura polska przez wieki brała swoje natchnienie z Ewangelii. Adam Mickiewicz, nasz wieszcz narodowy w Księgach pielgrzymstwa polskiego napisał, że cywilizacja prawdziwie godna człowieka musi być chrześcijańska.
Dzięki chrześcijaństwu jesteśmy powiązani z kulturą Zachodu i dlatego mogliśmy się w historii opierać wszelkim innym kulturom ludów barbarzyńskich. Mogliśmy się oprzeć kulturom narzucanych nam przez wrogów czy przyjaciół.
W Polsce powojennej postanowiono, że Boga i Ewangelii nie będzie w życiu narodu, że szczególnie młode pokolenie będzie wychowywane bez Boga. Ale zapomniano, że Bóg wcale nie ma obowiązku stosować się do czyichkolwiek uchwał.
Dzisiaj potrzeba nam odważnego upominania się dla narodu o prawo do Boga, do miłości, do wolności sumień, do kultury i dziedzictwa rodzimego. Nie można tworzyć dziejów, nie można zapominać o chrześcijańskiej drodze naszego narodu. Nie można podcinać korzeni naszej ponadtysiącletniej przeszłości, bo drzewo bez korzeni będzie się przewracało, jak świadczy o tym wiele przykładów w ostatnich dziesiątkach lat.
Nie można sprowadzić narodu na poziom zaczynania od początku. Nie wolno milczeć, gdy na ostatni plan wychowania szkolnego spychana jest rodzima kultura, literatura i sztuka, gdy wypróbowaną moralność chrześcijańską zastępuje się tak zwaną moralnością socjalistyczną, gdy nauczyciele w szkołach warszawskich informują chrześcijańskich rodziców, że ich dzieci będą wychowywali w duchu laickim. Odsuwanie dzieci od prawdy chrześcijańskiej, która od wieków jest związana z polskością, jest odsuwaniem ich od polskości, jest po prostu procesem wynarodowiania. Szkoła musi dać dzieciom i młodzieży miłość do Ojczyzny, dumę z kultury rodzimej. Nie może być instytucją nadrzędną nad narodem, nastawioną tylko na dziś. Musi być łączeniem ojczystego wczoraj z ojczystym jutro Skoro szkoła tego zadania nie spełnia, tym większe zadanie ciąży na chrześcijańskich rodzicach.
Kultura narodu to również moralność. Naród chrześcijański musi kierować się sprawdzoną przez wieki moralnością chrześcijańską. Narodowi chrześcijańskiemu nie jest potrzebna tak zwana moralność laicka, bo jest ona bez oblicza i bez nadziei, jak mówił zmarły Prymas Tysiąclecia. Stwarza zagrożenie dla wartości duchowych narodu i osłabia te siły, które stanowią o jego jedności. Naród nie dał się zniszczyć mimo rozbiorów, przegranych powstań i Sybiru, mimo wynarodowiania, rusyfikacji i Kulturkampfu, bo miał mocno zapuszczone korzenie w poprzednich wiekach dziejów ojczystych. Nie dał się zniszczyć, bo żywił się historią i kulturą poprzednich wieków.
A czym pożywi się naród w niedalekiej przyszłości z dzisiaj tworzonej historii i kultury? Czy będzie mógł pożywić się kłamliwymi artykułami z „Rzeczpospolitej", „Trybuny Ludu" czy „Argumentów"? Obdzieraniem dusz młodzieży z kultury narodowej, z własnych, przepojonych chrześcijaństwem, wspaniałych dziejów, przemilczaniem faktów historycznych, czy pożywi się opluwaniem „Solidarności" i fałszywymi zarzutami stawianymi jej przywódcom, demokratycznie wybranym przez naród, czy pożywi się wyrzucaniem krzyży ze szkół i fabryk, o czym z niepokojem mówią w dzisiejszym komunikacie biskupi polscy?
Wszystko, co byłoby czynione przeciwko kulturze narodowej w kraju chrześcijańskim, styl rządzenia i władania przeciwny chrześcijańskim obyczajom czy też prawom osoby ludzkiej i rodziny – nie sprzyja rozwojowi kultury.
Tylko naród wolny duchowo i miłujący prawdę może trwać i tworzyć dla przyszłości tak, jak tworzyli przyszłość powstańcy, padając na polach bitew, czy wieszczowie, którzy patrzyli daleko w przyszłość, jak Słowacki, który, żyjąc na wygnaniu, zdołał wypatrzeć w przyszłości
Polski – której przecież wtedy nie było na mapie Europy – Polaka na tronie świętego Piotra. Tylko naród, który ma zdrowego ducha i czułe sumienie, może tworzyć śmiałą przyszłość. Dlatego dbajmy o wolność naszego ducha, nie dajmy się zniewolić przez lęk i zastraszenie. Nie pozwalajmy w najdrobniejszych nawet sprawach zatruwać ducha narodu, przed czym ostrzegał Zygmunt Krasiński, gdy pisał:
„Niczym Sybir, niczym knuty,
(...)
lecz Narodu duch otruty,
to dopiero bólów ból..."
Już Paweł Włodkowic mówił, że dobra kulturalne i moce duchowe zdobywa się dla przyszłości nie żelazem i mieczem, przemocą, siłą i gwałtem, ale wolnością, miłością i poszanowaniem praw. Ludzi zdobywa się otwartym sercem, a nie zaciśnięta pięścią. Prawdziwa wiedza, prawdziwa mądrość, prawdziwa kultura nie znosi łańcuchów. Umysłu ludzkiego nie da się skrępować. I dlatego budzą zdziwienie sytuacje, gdy na przykład administracja na uczelni często ma większe znaczenie niż wybitny profesor będący światową sławą. Jest jeszcze gorzej, mówił ksiądz kardynał Wyszyński, gdy państwo ma swoich ludzi, którzy czuwają nad tym, aby mężowie nauki „myśleli poprawnie", to znaczy nie w relacji prawdy, ale w relacji polityki.
Wszelkie próby krępowania wolności ludzkiego umysłu, który ma tworzyć kulturę, działają na szkodę kultury.
Uświadomili to sobie mocno pod wpływem patriotycznego zrywu robotników w sierpniu 1980 roku zawodowi twórcy kultury. Uświadomili to sobie aktorzy, dziennikarze, literaci, plastycy. Obudziło się ich sumienie, jak budziło się sumienie całego narodu, usypiane przez ostatnie dziesiątki lat. Rok 1980 był trudny, ale ukazał wielkie drzemiące w narodzie zalety – rozwagę, roztropność, umiejętność współdziałania.
Obudziło się sumienie społeczne, zawodowe, gospodarcze, kulturalne i polityczne. Obudziło się sumienie środowisk twórczych. Twórcy przemówili swoim nieskrępowanym głosem. Postanowili służyć prawdzie. Służyć swoim talentem i swoim warsztatem pracy. Służyć prawdzie w Ojczyźnie. Tej samej Ojczyźnie, której służyli dziadkowie, Ojczyźnie Polsce, bez żadnych przydomków. Ale gdzie kłamstwo jest niejako urzędowo pielęgnowane, tam brakuje miejsca na prawdę, która jest zaprzeczeniem i demaskacją kłamstwa. I dlatego rozpoczęła się na nowo walka z prawdą i wolnością słowa, wolnością i wielkością poglądów wypowiadanych głośno pod wpływem przebudzonego sumienia. Zaczęto każde upominanie się o ludzkie prawa nazywać wrogą działalnością.
A przecież już w 1978 roku, w liście do ministra Kąkola pisał Prymas Tysiąclecia: „że ochrona praw nie jest działalnością par excelance polityczną, jest tylko powinnością obywatela, a wrogów socjalistycznego państwa trzeba szukać wśród tchórzliwych milczków, a nie wśród tych, którzy chcą poznać prawdę o Polsce, zniekształconą przez oficjalne nauczanie..."
Sumienie raz obudzone łatwiej odróżni prawdę od zakłamania, łatwiej odróżni dobre ziarno od plew. Łatwiej rozumie, że wielkie hasła i rozwinięte sztandary, pod którymi można by się podpisywać obydwiema rękami, są puste, jeśli w tym samym czasie są przetrzymywani w więzieniach bracia z obudzonym sumieniem, którzy byli zatroskani o dobro domu ojczystego, jak choćby Seweryn Jaworski, warszawski hutnik, gdy ciągle są nowe aresztowania i wyrzucanie z pracy, gdy stawia się sztab ludzi do pilnowania i śledzenia innych.
W ostatnim czasie środowiska tworzące kulturę stały się dla nas przykładem, zwłaszcza aktorzy, którzy po 13 grudnia 1981 roku wykazali bezprzykładny w swoich powojennych dziejach hart ducha, odwagę i ofiarność.
Dzisiaj z obawą patrzy Kościół na nowe zagrożenia dla rozwoju polskiej kultury. Biskupi wielokrotnie dawali temu wyraz, gdy pisali między innymi w lutym ubiegłego roku, że „zasadnicze znaczenie dla zaistnienia ugody społecznej mają religia i kultura. Dlatego konieczne jest zabezpieczenie pełnej wolności dla życia religijnego i rozwoju kultury”. Konkretnym wyrazem będzie między innymi wydawanie publikacji katolickich według potrzeb społeczności wierzącej i zagwarantowanie pluralizmu w twórczości kulturalnej (27 II 1982). A w lutym bieżącego roku stwierdzili, że z głęboką troską śledzą problemy nurtujące środowiska twórców kultury i sztuki, których udział w życiu kraju jest niezbędny. Ludzie sztuki i kultury muszą mieć zapewnione warunki życia, pracy i zrzeszania się (luty 1983). Stąd też niezrozumiałe i krzywdzące są decyzje rozwiązywania stowarzyszeń twórców kultury, aktorów, dziennikarzy, a ostatnio literatów. Związek Literatów istniał nieprzerwanie od sześćdziesięciu lat, to znaczy od czasów Stefana Żeromskiego, który ten związek założył.
Decyzje niezrozumiałe i krzywdzące, tym bardziej, że statuty tych stowarzyszeń zatwierdzała ta sama władza i żaden ze związków statutów swoich w stanie wojennym nie zmienił. Stąd pytanie, jak rozumieć stwierdzenie, o którym przed rokiem pisali biskupi, że Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego w proklamacji stanu wojennego oświadczyła, że związki będą mogły wznowić swoją działalność w ramach statutów.
Nie służy rozwojowi kultury rozwinięta ponad wszelka miarę cenzura, która wykreśla, zwłaszcza w pismach katolickich – podkreślam: katolickich, nie pseudokatolickich – słowa, całe artykuły, myśli prawdziwe i odważne. Wykreśla to, co napisały pióra umaczane w prawdzie. A przecież słowa, aby żyły, muszą być prawdziwe. Bo słowa kłamliwe często już na drugi dzień okazuje się śmieciem, nawet gdyby były powielane w milionach egzemplarzy. Złe świadectwo o czasach dzisiejszych wystawią dla historii posiekane dekretami cenzury katolickie pisma.
Kultura wreszcie to uczciwy dialog i wymiana zdań, uczciwa walka słowna, a nie pieniactwo zawodowych polemizatorów, którzy jednostronnie opluwają innych przez środki masowego przekazu. Na ten temat mówił jasno przed trzema tygodniami w Częstochowie ksiądz prymas.
Zakończymy nasze dzisiejsze rozważania słowami modlitwy Ojca Świętego, które wypowiedział zwracając się do Bożej Matki w dniu 31 marca ubiegłego roku: „Tobie, Matko Jasnogórska, zawierzamy w sposób szczególny dziś i jutro ojczystej kultury. Niech przedłuża się w niej i rozwija coraz pełniej życie Narodu...”
Amen.
Kazanie z 28 sierpnia 1983 roku
28 sierpnia 1983
Dzisiaj, w trzecią rocznicę kolejnej próby odrodzenia naszej Ojczyzny, właściwie wystarczyłaby zaduma i przywołanie w pamięci tych chwil, kiedy w upalne dni sierpniowe 1980 roku, z troski o dom ojczysty, w bólu i niepokoju serca, w niepewności jutra, w umęczeniu fizycznym i duchowym, na klęczkach z różańcem w ręku, na klęczkach przy polowym ołtarzu, z patriotycznymi i religijnymi pieśniami na ustach, w patriotycznym zrywie robotników, z poparciem inteligencji i świata kultury – rodziła się „Solidarność" polskiego narodu. „Solidarność", która w krótkim czasie rozrosła się jak olbrzymie drzewo.
I chociaż dzisiaj ma obciętą koronę, porąbane gałęzie, jednak ma korzenie mocne, bo zapuszczone w ludzkie serca i umysły.
Dlatego zawsze będzie wypuszczała nowe gałązki i będzie przypominała światu, że jest, że istnieje, że żyje!
Chciałbym, by nasza dzisiejsza modlitewna zaduma owocowała poza świątynią, podczas spotkań w gronie przyjaciół i w środowiskach pracy. By to, co dobre, piękne i szlachetne pomnożyło się w ostatnich latach w naszej Ojczyźnie, wrosło jeszcze mocniej w nasze codzienne życie. Nasze rocznicowe refleksje snuć dzisiaj będziemy w oparciu o słowa bardzo ważkie w swojej treści: wolność, prawda, sprawiedliwość i solidarność.
Wolność. Działalność ziemska Jezusa Chrystusa zmierzała właściwie do tego, aby uświadomić ludziom niezwykle ważna rzeczywistość, że do wolności zostaliśmy stworzeni, do wolności dzieci Bożych.
Bóg stworzył człowieka wolnym do tego stopnia, że może on Boga przyjąć lub odrzucić. Wolność jest więc wartością, która Bóg wszczepił w człowieka od chwili jego urodzenia. Nieszanowanie prawa wolności, zwłaszcza wolności sumienia i przekonań, jest występowaniem przeciwko samemu Stwórcy.
W Ojczyźnie naszej, po okresie szczególnego ograniczenia wolności osobistej, naród miał prawo oczekiwać, że zakończenie stanu wojennego i amnestia przekreślą wzajemne urazy i krzywdy, przywrócą społeczeństwu podmiotowość, o którą wielokrotnie upominał się Ojciec Święty, umożliwią kontynuowanie przerwanego w grudniu 1981 roku dialogu między władzą i narodem. Naród miał pełne prawo oczekiwać, że rozpocznie się czas wspólnego, zgodnego budowania Ojczyzny.
Ale aby te wszystkie oczekiwania spełniały się, w Ojczyźnie trzeba zawsze kierować się prawdą. Prawda to zgodność słów z czynami. Nie można przyjąć za prawdę pięknych słów i deklaracji o prawdziwej ugodzie, gdy idą one równolegle z coraz dalszym odbieraniem praw obywatelskich. A ostatnie przepisy prawne zatwierdzone przez Sejm są niewątpliwie ustawami nie dla dobra i interesu społeczeństwa. Cofają one bowiem zakres swobód obywatelskich nie tylko poza 1980 rok, ale nawet 1956. Uderzają w wolność myśli i samorządność wyższych uczelni. Uderzają w niezależną myśl młodzieży akademickiej.
Czyżby więc nic nie zmieniło się od wieków, to znaczy od czasów Platona, który powiedział, że: „każdy rząd ustanawia prawa dla własnego interesu"?
Przypomnijmy chociaż niektóre z cech prawomocnego rządu według książki Wskrzesić Polskę, zbawić świat, wydanej przez PAX w 1981 roku. „Musi zawsze pozostawać niezmiennie w roli sługi – rząd, w stosunku do Narodu, bo Naród musi służyć sobie nawzajem, musi zawsze być posłuszny Prawdzie i Sprawiedliwości, musi być rzeczywiście władny tworzyć szczęście wspólne, żądając od każdego nie więcej, niż sam może i chce nieprzymuszenie z siebie dać, a nie potrzebuje nigdy uciekać się wobec rządzonych do przemocy ani do żadnego rodzaju przymusu".
Jak więc ocenić władzę, która autorytet swój chce odzyskiwać przy pomocy niezliczonej ilości przepisów i ustaw?
Prawda to zgodność słów z czynami! Prawdą jest, że człowiek to koronne stworzenie Boga i nie może być podporządkowany innym celom, niezgodnym z jego ostatecznym przeznaczeniem do życia wiecznego z Bogiem.
Prawdą jest jak powiedział Lech Wałęsa w rozmowie z Ojcem Świętym w dniu 27 czerwca bieżącego roku, że okres od zrywu sierpniowego przemienia dusze ludzkie. Naród już wie, czego chce, i nie uda się tej wewnętrznej przemiany cofnąć.
Prawdą jest, że solidarność narodu naszego wyrosła na łzach, krzywdzie i krwi robotniczej i że powstała w trosce o dom ojczysty.
Prawdą jest, że umowy sierpniowe zawierano z „Solidarnością", a więc ruchem narodowym, a nie ze związkiem zawodowym, który w parę miesięcy później dopiero się uformował. I stąd zerwanie umów sierpniowych w sposób bolesny, przy użyciu przemocy w grudniową noc 1981 roku, było zerwaniem dialogu z narodem.
Bo jak stwierdzili biskupi 15 grudnia, w dwa dni po wprowadzeniu stanu wojennego: „Decyzja władz stanowiła cios dla społecznych oczekiwań i nadziei na to, że drogą porozumienia można rozwiązać istniejące problemy naszej Ojczyzny..."
Prawdą jest, że „Solidarność” ma prawo do swobodnego istnienia, ponieważ zapłaciła wysoką cenę. Kosztowała naród bardzo wiele. Niektórzy zapłacili cenę najwyższą, swoje życie. Wielu płaciło utratą wolności przez długie miesiące, wielu skazano na opuszczenie Ojczyzny.
Do dzisiaj przebywają w więzieniach ci, którzy są najwierniejsi swoim przekonaniom i swojemu sumieniu.
Wielu zmuszano do podpisywania deklaracji niezgodnych z sumieniem, o czym tak mówił ksiądz prymas 6 stycznia 1982 roku: „Żądanie podpisania deklaracji o różnych treściach, a zwłaszcza o wystąpieniu z »Solidarności«, obejmuje coraz szersze kręgi pracowników i w razie odmowy powoduje zwolnienie z pracy..."
Jest to więc prawo do istnienia okupione wieloma cierpieniami fizycznymi i duchowymi.
Prawdą jest, że naród, przez dziesiątki lat zmuszany do milczenia i wydajnej pracy, czasami podnosił głos, nie kontrolując go, za wysoko.
Ale prawdą też jest, że - jak mówił zmarły przed dwoma laty ksiądz prymas - „Solidarność” w ciągu kilku miesięcy zrobiła więcej, niż zdołałaby dokonać tego najbardziej sprawna polityka. Prawdą jest też, że do Związku Zawodowego „Solidarność” w krótkim czasie wstąpiły dobrowolnie i spontanicznie miliony. A jak jest dzisiaj, pomimo różnego rodzaju nacisków, z nowymi związkami, sami wiecie najlepiej.
Kolejne słowo do rozważenia w naszej rocznicowej zadumie modlitewnej – to sprawiedliwość.
Sprawiedliwość to równość wobec prawa i niezawisłość sądów. To możliwość odpowiedzenia w prasie bez interwencji cenzury na artykuł-paszkwil, skierowany przeciwko Kościołowi, jaki ukazał się w tygodniku „Życie partii" pod datą 17 sierpnia bieżącego roku. I trzeba może tu dodać słowa świętej pamięci kardynała Stefana Wyszyńskiego: „Jeżeli nieprzyjaciel zwalcza Kościół, to widocznie służyło mu to do walki z narodem”.
Sprawiedliwość to przyznanie każdemu należnych praw. To godziwa zapłata za godziwą pracę. To niemożliwość wyrzucenia z pracy czy pozbawienia jej za to, że ktoś inaczej chce dobra Ojczyzny.
Sprawiedliwość to możliwość odpowiadania na zarzuty stawiane „Solidarności” w broszurze Porozumienia Sierpniowe, którą w dobie wysokich cen wydawniczych można nabyć za jedyne 18 złotych. To możliwość oczyszczenia się z oszczerstw rzucanych publicznie przez środki masowego przekazu, choćby w ostatnich tygodniach na Lecha Wałęsę.
Sprawiedliwość to pluralizm, o którym zapewniano jeszcze w stanie wojennym, pluralizm dla związków zawodowych, dla środowisk twórczych bez egidy jednego patronatu. To stworzenie dla młodzieży takich warunków, w których mogłaby ona realizować kształtowanie osobowości według obranych, a nie narzucanych zasad, i gdzie mogłaby uczyć się życia społecznego w organizacjach młodzieżowych, odpowiadających jej światopoglądowi, jak stwierdzili swego czasu biskupi polscy.
Sprawiedliwość to amnestia z całkowitym skreśleniem kar za czyny z dekretu i naprawienie krzywd, zwłaszcza krzywd moralnych. To ugoda społeczna z gwarancja, że naród nie będzie kolejny raz oszukany, że czas budowania wspólnego domu ojczystego za kilka lat nie okaże się znowu czasem błędów i wypaczeń. Że trud i praca narodu nie będą zmarnowane.
I kolejne, już ostatnie słowo w naszej dzisiejszej zadumie, to słowo solidarność.
Solidarność to jedność serc, umysłów i rąk zakorzenionych w ideałach, które są zdolne przemieniać świat na lepsze. To nadzieja milionów Polaków. Nadzieja tym silniejsza, im bardziej jest zespolona ze źródłem wszelkiej nadziei – z Bogiem.
Solidarność, jak mówił Ojciec Święty po powrocie z Afryki – „to imię jedności i wspólnoty. To głęboka treść, jaką zadali sobie Polacy lat osiemdziesiątych". To wołanie wielkim głosem o poszanowanie ludzkiej godności, to jednocześnie dostrzeganie drugiego człowieka i jego problemów. To troska o uwięzionych, upominanie się o wolność dla nich, to opieka nad ich rodzinami. To braterska troska o wszystkich, którzy są szykanowani i dyskryminowani za nasze wspólne przekonania. To obowiązek likwidowania zła i mechanizmów jego działania. To ukazywanie młodzieży wielu przemilczanych spraw historycznych naszej Ojczyzny.
Solidarność to wreszcie stała troska o dom ojczysty, to zachowanie wolności wewnętrznej nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia. Pokonanie w sobie lęku, który kurczy gardło. To zachowanie swojej godności dziecka Bożego i odważne przyznawanie się do tego, o słuszności czego jesteśmy przekonani i co nosimy w naszych sercach.
Zakończmy nasze dzisiejsze rozważania słowami, które wypowiedział Ojciec Święty jeszcze jako biskup Krakowa, a które to słowa cytowałem już w październiku ubiegłego roku: „Słaby jest lud, jeśli godzi się na swoja klęskę, gdy zapomina, że został posłany, by czuwać, aż przyjdzie jego godzina. Bo godziny wciąż powracają na wielkiej tarczy historii".
Ale pamiętajmy, że mocny jest lud, gdy w swoim życiu i w swojej Ojczyźnie buduje na prawdzie, miłości, sprawiedliwości i solidarności serc i umysłów, w modlitewnym zjednoczeniu ze źródłem tych wartości, Ojcem ludów i narodów – Bogiem przedwiecznym.
Amen.
Dzisiaj, w trzecią rocznicę kolejnej próby odrodzenia naszej Ojczyzny, właściwie wystarczyłaby zaduma i przywołanie w pamięci tych chwil, kiedy w upalne dni sierpniowe 1980 roku, z troski o dom ojczysty, w bólu i niepokoju serca, w niepewności jutra, w umęczeniu fizycznym i duchowym, na klęczkach z różańcem w ręku, na klęczkach przy polowym ołtarzu, z patriotycznymi i religijnymi pieśniami na ustach, w patriotycznym zrywie robotników, z poparciem inteligencji i świata kultury – rodziła się „Solidarność" polskiego narodu. „Solidarność", która w krótkim czasie rozrosła się jak olbrzymie drzewo.
I chociaż dzisiaj ma obciętą koronę, porąbane gałęzie, jednak ma korzenie mocne, bo zapuszczone w ludzkie serca i umysły.
Dlatego zawsze będzie wypuszczała nowe gałązki i będzie przypominała światu, że jest, że istnieje, że żyje!
Chciałbym, by nasza dzisiejsza modlitewna zaduma owocowała poza świątynią, podczas spotkań w gronie przyjaciół i w środowiskach pracy. By to, co dobre, piękne i szlachetne pomnożyło się w ostatnich latach w naszej Ojczyźnie, wrosło jeszcze mocniej w nasze codzienne życie. Nasze rocznicowe refleksje snuć dzisiaj będziemy w oparciu o słowa bardzo ważkie w swojej treści: wolność, prawda, sprawiedliwość i solidarność.
Wolność. Działalność ziemska Jezusa Chrystusa zmierzała właściwie do tego, aby uświadomić ludziom niezwykle ważna rzeczywistość, że do wolności zostaliśmy stworzeni, do wolności dzieci Bożych.
Bóg stworzył człowieka wolnym do tego stopnia, że może on Boga przyjąć lub odrzucić. Wolność jest więc wartością, która Bóg wszczepił w człowieka od chwili jego urodzenia. Nieszanowanie prawa wolności, zwłaszcza wolności sumienia i przekonań, jest występowaniem przeciwko samemu Stwórcy.
W Ojczyźnie naszej, po okresie szczególnego ograniczenia wolności osobistej, naród miał prawo oczekiwać, że zakończenie stanu wojennego i amnestia przekreślą wzajemne urazy i krzywdy, przywrócą społeczeństwu podmiotowość, o którą wielokrotnie upominał się Ojciec Święty, umożliwią kontynuowanie przerwanego w grudniu 1981 roku dialogu między władzą i narodem. Naród miał pełne prawo oczekiwać, że rozpocznie się czas wspólnego, zgodnego budowania Ojczyzny.
Ale aby te wszystkie oczekiwania spełniały się, w Ojczyźnie trzeba zawsze kierować się prawdą. Prawda to zgodność słów z czynami. Nie można przyjąć za prawdę pięknych słów i deklaracji o prawdziwej ugodzie, gdy idą one równolegle z coraz dalszym odbieraniem praw obywatelskich. A ostatnie przepisy prawne zatwierdzone przez Sejm są niewątpliwie ustawami nie dla dobra i interesu społeczeństwa. Cofają one bowiem zakres swobód obywatelskich nie tylko poza 1980 rok, ale nawet 1956. Uderzają w wolność myśli i samorządność wyższych uczelni. Uderzają w niezależną myśl młodzieży akademickiej.
Czyżby więc nic nie zmieniło się od wieków, to znaczy od czasów Platona, który powiedział, że: „każdy rząd ustanawia prawa dla własnego interesu"?
Przypomnijmy chociaż niektóre z cech prawomocnego rządu według książki Wskrzesić Polskę, zbawić świat, wydanej przez PAX w 1981 roku. „Musi zawsze pozostawać niezmiennie w roli sługi – rząd, w stosunku do Narodu, bo Naród musi służyć sobie nawzajem, musi zawsze być posłuszny Prawdzie i Sprawiedliwości, musi być rzeczywiście władny tworzyć szczęście wspólne, żądając od każdego nie więcej, niż sam może i chce nieprzymuszenie z siebie dać, a nie potrzebuje nigdy uciekać się wobec rządzonych do przemocy ani do żadnego rodzaju przymusu".
Jak więc ocenić władzę, która autorytet swój chce odzyskiwać przy pomocy niezliczonej ilości przepisów i ustaw?
Prawda to zgodność słów z czynami! Prawdą jest, że człowiek to koronne stworzenie Boga i nie może być podporządkowany innym celom, niezgodnym z jego ostatecznym przeznaczeniem do życia wiecznego z Bogiem.
Prawdą jest jak powiedział Lech Wałęsa w rozmowie z Ojcem Świętym w dniu 27 czerwca bieżącego roku, że okres od zrywu sierpniowego przemienia dusze ludzkie. Naród już wie, czego chce, i nie uda się tej wewnętrznej przemiany cofnąć.
Prawdą jest, że solidarność narodu naszego wyrosła na łzach, krzywdzie i krwi robotniczej i że powstała w trosce o dom ojczysty.
Prawdą jest, że umowy sierpniowe zawierano z „Solidarnością", a więc ruchem narodowym, a nie ze związkiem zawodowym, który w parę miesięcy później dopiero się uformował. I stąd zerwanie umów sierpniowych w sposób bolesny, przy użyciu przemocy w grudniową noc 1981 roku, było zerwaniem dialogu z narodem.
Bo jak stwierdzili biskupi 15 grudnia, w dwa dni po wprowadzeniu stanu wojennego: „Decyzja władz stanowiła cios dla społecznych oczekiwań i nadziei na to, że drogą porozumienia można rozwiązać istniejące problemy naszej Ojczyzny..."
Prawdą jest, że „Solidarność” ma prawo do swobodnego istnienia, ponieważ zapłaciła wysoką cenę. Kosztowała naród bardzo wiele. Niektórzy zapłacili cenę najwyższą, swoje życie. Wielu płaciło utratą wolności przez długie miesiące, wielu skazano na opuszczenie Ojczyzny.
Do dzisiaj przebywają w więzieniach ci, którzy są najwierniejsi swoim przekonaniom i swojemu sumieniu.
Wielu zmuszano do podpisywania deklaracji niezgodnych z sumieniem, o czym tak mówił ksiądz prymas 6 stycznia 1982 roku: „Żądanie podpisania deklaracji o różnych treściach, a zwłaszcza o wystąpieniu z »Solidarności«, obejmuje coraz szersze kręgi pracowników i w razie odmowy powoduje zwolnienie z pracy..."
Jest to więc prawo do istnienia okupione wieloma cierpieniami fizycznymi i duchowymi.
Prawdą jest, że naród, przez dziesiątki lat zmuszany do milczenia i wydajnej pracy, czasami podnosił głos, nie kontrolując go, za wysoko.
Ale prawdą też jest, że - jak mówił zmarły przed dwoma laty ksiądz prymas - „Solidarność” w ciągu kilku miesięcy zrobiła więcej, niż zdołałaby dokonać tego najbardziej sprawna polityka. Prawdą jest też, że do Związku Zawodowego „Solidarność” w krótkim czasie wstąpiły dobrowolnie i spontanicznie miliony. A jak jest dzisiaj, pomimo różnego rodzaju nacisków, z nowymi związkami, sami wiecie najlepiej.
Kolejne słowo do rozważenia w naszej rocznicowej zadumie modlitewnej – to sprawiedliwość.
Sprawiedliwość to równość wobec prawa i niezawisłość sądów. To możliwość odpowiedzenia w prasie bez interwencji cenzury na artykuł-paszkwil, skierowany przeciwko Kościołowi, jaki ukazał się w tygodniku „Życie partii" pod datą 17 sierpnia bieżącego roku. I trzeba może tu dodać słowa świętej pamięci kardynała Stefana Wyszyńskiego: „Jeżeli nieprzyjaciel zwalcza Kościół, to widocznie służyło mu to do walki z narodem”.
Sprawiedliwość to przyznanie każdemu należnych praw. To godziwa zapłata za godziwą pracę. To niemożliwość wyrzucenia z pracy czy pozbawienia jej za to, że ktoś inaczej chce dobra Ojczyzny.
Sprawiedliwość to możliwość odpowiadania na zarzuty stawiane „Solidarności” w broszurze Porozumienia Sierpniowe, którą w dobie wysokich cen wydawniczych można nabyć za jedyne 18 złotych. To możliwość oczyszczenia się z oszczerstw rzucanych publicznie przez środki masowego przekazu, choćby w ostatnich tygodniach na Lecha Wałęsę.
Sprawiedliwość to pluralizm, o którym zapewniano jeszcze w stanie wojennym, pluralizm dla związków zawodowych, dla środowisk twórczych bez egidy jednego patronatu. To stworzenie dla młodzieży takich warunków, w których mogłaby ona realizować kształtowanie osobowości według obranych, a nie narzucanych zasad, i gdzie mogłaby uczyć się życia społecznego w organizacjach młodzieżowych, odpowiadających jej światopoglądowi, jak stwierdzili swego czasu biskupi polscy.
Sprawiedliwość to amnestia z całkowitym skreśleniem kar za czyny z dekretu i naprawienie krzywd, zwłaszcza krzywd moralnych. To ugoda społeczna z gwarancja, że naród nie będzie kolejny raz oszukany, że czas budowania wspólnego domu ojczystego za kilka lat nie okaże się znowu czasem błędów i wypaczeń. Że trud i praca narodu nie będą zmarnowane.
I kolejne, już ostatnie słowo w naszej dzisiejszej zadumie, to słowo solidarność.
Solidarność to jedność serc, umysłów i rąk zakorzenionych w ideałach, które są zdolne przemieniać świat na lepsze. To nadzieja milionów Polaków. Nadzieja tym silniejsza, im bardziej jest zespolona ze źródłem wszelkiej nadziei – z Bogiem.
Solidarność, jak mówił Ojciec Święty po powrocie z Afryki – „to imię jedności i wspólnoty. To głęboka treść, jaką zadali sobie Polacy lat osiemdziesiątych". To wołanie wielkim głosem o poszanowanie ludzkiej godności, to jednocześnie dostrzeganie drugiego człowieka i jego problemów. To troska o uwięzionych, upominanie się o wolność dla nich, to opieka nad ich rodzinami. To braterska troska o wszystkich, którzy są szykanowani i dyskryminowani za nasze wspólne przekonania. To obowiązek likwidowania zła i mechanizmów jego działania. To ukazywanie młodzieży wielu przemilczanych spraw historycznych naszej Ojczyzny.
Solidarność to wreszcie stała troska o dom ojczysty, to zachowanie wolności wewnętrznej nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia. Pokonanie w sobie lęku, który kurczy gardło. To zachowanie swojej godności dziecka Bożego i odważne przyznawanie się do tego, o słuszności czego jesteśmy przekonani i co nosimy w naszych sercach.
Zakończmy nasze dzisiejsze rozważania słowami, które wypowiedział Ojciec Święty jeszcze jako biskup Krakowa, a które to słowa cytowałem już w październiku ubiegłego roku: „Słaby jest lud, jeśli godzi się na swoja klęskę, gdy zapomina, że został posłany, by czuwać, aż przyjdzie jego godzina. Bo godziny wciąż powracają na wielkiej tarczy historii".
Ale pamiętajmy, że mocny jest lud, gdy w swoim życiu i w swojej Ojczyźnie buduje na prawdzie, miłości, sprawiedliwości i solidarności serc i umysłów, w modlitewnym zjednoczeniu ze źródłem tych wartości, Ojcem ludów i narodów – Bogiem przedwiecznym.
Amen.
Subskrybuj:
Posty (Atom)