Błogosławiony w kościele św. Trójcy

Błogosławiony w kościele św. Trójcy

Kobyłka. Relikwie błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki trafiły do kościoła Świętej Trójcy w Kobyłce. Uroczystą Mszę św. odprawił abp Henryk Hoser. Biskup warszawsko-praski podkreślił w homilii, że Błogosławiony wzywa nas do przeciwstawienia się złu i świadczenia o Bogu w naszym życiu. – Dobro jest w stanie rozbroić zło. Ale nie wolno nam przekreślać drugiego człowieka, bo jest on dzieckiem Bożym – mówił biskup warszawsko-praski. Abp Hoser przypomniał też znaczenie relikwii: jak chętnie przechowujemy zdjęcia bliskich nam osób, tak relikwie są przypomnieniem obecności świętego. Po Mszy św. relikwie błogosławionego ks. Jerzego zostały uroczyście przeniesione do kaplicy w dolnym kościele.

W: Gość Niedzielny, z 20 marca 2011 r., nr 11/2011.

NAGRODA ZA ZNACZEK Z KS. JERZYM

NAGRODA ZA ZNACZEK Z KS. JERZYM

Znaczek „25. rocznica śmierci ks. Jerzego Popiełuszki" zwyciężył w międzynarodowym konkursie filatelistycznym „Premio inteniazionale d'arte filatelica San Gabriele". Został uznany za najlepszą światową emisję o tematyce religijnej w 2009 roku. Jego autorką jest polska artystka plastyk Marzanna Dąbrowska.

AKJ, AP, KAI


Źródło: Bł. Ksiądz Jerzy Popiełuszko, beatyfikowany 6 czerwca 2010 roku w Warszawie, zebrał i opracował Ks. Grzegorz Kalwarczyk, Warszawa 2010.

PROCESJA Z RELIKWIAMI

PROCESJA Z RELIKWIAMI
BŁOGOSŁAWIONEGO KS. JERZEGO POPIEŁUSZKI DO WILANOWA

Było jak w 1938 r., gdy do Warszawy wróciły relikwie św. Andrzeja Boboli. Triumfalny pochód wielotysięcznej procesji z relikwiami błogosławionego ks. Jerzego do Świątyni Opatrzności Bożej przerósł oczekiwania największych optymistów. "Droga daleka, może pogoda nic dopisze" - mówiono. Tymczasem do Wilanowa po 14-ki kilometrowym marszu dotarli seniorzy, młode rodziny, policja w galowych mundurach. I wiele tysięcy pielgrzymów. Z pieśnią na ustach szkatułkę z relikwiami wyniesionego na ołtarze męczennika złożono w Panteonie Wielkich Polaków. W gotowej świątyni ks. Jerzy będzie odbierał cześć w specjalnej kaplicy, i oczywiście niezmiennie w swoim żoliborskim sanktuarium, przy grobie w kształcie krzyża z różańcem z polnych kamieni. - Wieść o beatyfikacji księdza Jerzego roznosi się teraz jak zapach wonnego kadzidła - powiedział na pl. Piłsudskiego legat papieski abp Angelo Amato. Oby ten zapach trwał jak najdłużej...

Przedruk z „Gościa Warszawskiego"

Źródło: Bł. Ksiądz Jerzy Popiełuszko, beatyfikowany 6 czerwca 2010 roku w Warszawie, zebrał i opracował Ks. Grzegorz Kalwarczyk, Warszawa 2010.

O TAMIE NA WIŚLE WE WŁOCŁAWKU

O TAMIE NA WIŚLE WE WŁOCŁAWKU

Przed kilkoma miesiącami w księgarniach ukazała się książka pt „Tama". Jest to opowieść o życiu i męczeństwie ks. Jerzego Popiełuszki, jej autor ks. Jan Sochoń uczestniczył w przygotowaniu ważnej w procesie beatyfikacyjnym księgi zwanej „Positio", dotyczącej posługi duszpasterskiej i męczeństwa ks. Jerzego Popiełuszki. Jak nadmienia, nie należał do najbliższych przyjaciół żoliborskiego kapłana. W literacki sposób szkicuje sytuację społeczno-polityczną Polski w latach osiemdziesiątych, kiedy przyszło żyć i duszpasterzować ks. Jerzemu. Tytuł książki nawiązuje do tamy we Włocławku, gdzie wiślane fale przyjęły ciało zamordowanego kapłana.
W drugiej połowie maja br. byliśmy świadkami wielkiej powodzi w naszym kraju. Na skutek zalanych domostw ucierpiało bardzo wielu naszych rodaków. Trzeba było ewakuować tysiące ludzi i zwierząt. Kiedy fala kulminacyjna na Wiśle opuściła Warszawę, kamery telewizyjne przeniosły się min. w okolice Włocławka właśnie na tamę. Dziennikarze pytali, czy ta ponad czterdziestoletnia tama-staruszka wytrzyma tak duży napór wody. W pewnym momencie zapora przepuszczała ponad 6000 m3 wody na sekundę. W przekazach telewizyjnych kilkakrotnie mogliśmy - także z lotu ptaka - obserwować zaporę we Włocławku. Przyglądając się wzburzonym wodom, wypatrywaliśmy krzyża w jej pobliżu, który został tam postawiony w rocznicę męczeńskiej śmierci ks. Jerzego.

Ta tama, która była niemym świadkiem męczeńskiej śmierci ks. Jerzego, w roku jego beatyfikacji znowu została nam przypomniana, choć w jakże odmiennych okolicznościach.
Późnym wieczorem 19 października 1984 r. na drodze z Bydgoszczy do Warszawy zabójcy zatrzymali samochód, w którym był ks. Jerzy Popiełuszko. Mocnym uderzeniem pozbawili go przytomności, po czym wrzucili jak worek z ziemniakami do bagażnika auta, którym się poruszali. Ksiądz Jerzy miał zakneblowane usta i skrępowane ręce. Oprawcy w czasie toruńskiego procesu zeznawali, że w trakcie jazdy kapłan trzykrotnie odzyskiwał przytomność podejmował próbę uwolnienia się, i tyleż razy był ponownie bity do utraty przytomności. Przy ostatnim „postoju" jeden z morderców uderzał ks. Popiełuszkę drewnianą pałką po głowie, dwaj pozostali wcisnęli głębiej knebel w usta i owinęli go plastrem wokół głowy. Następnie przywiązali do nóg księdza worek z kamieniami. Na szyi zawiązali pętlę ze sznura, którego końce przywiązali do nóg podgiętych do tyłu. Poruszenie nimi, próba ich wyprostowania powodowała zaciskanie pętli na szyi. Gdy dojechali do tamy we Włocławku, zatrzymali się między czwartym a piątym filarem zapory. Wyciągnęli księdza z bagażnika, po czym z wysokości około 16 metrów, jak zbędny przedmiot, wrzucili go do Wisły.
Po wykonanej „pracy" wypili pół litra wódki i około drugiej w nocy 20 października powrócili do Warszawy.

Przedruk z „Naszego Dziennika"

Źródło: Bł. Ksiądz Jerzy Popiełuszko, beatyfikowany 6 czerwca 2010 roku w Warszawie, zebrał i opracował Ks. Grzegorz Kalwarczyk, Warszawa 2010.

OD 26 LAT PRZY GROBIE KSIĘDZA JERZEGO - Z WARTY NIE ODCHODZĄ

OD 26 LAT PRZY GROBIE KSIĘDZA JERZEGO - Z WARTY NIE ODCHODZĄ

Kościelna Służba Porządkowa „Totus Tuus" powstała w żoliborskiej parafii św. Stanisława Kostki jeszcze za życia ks. Popiełuszki. Miała pomóc \V utrzymaniu porządku w czasie Mszy św. za Ojczyznę, na które przychodziły tysiące ludzi z całej Polski. Kiedy sytuacja wokół ks. Jerzego stawała się coraz bardziej napięta, gdy do jego mieszkania wrzucono cegłę z materiałem wybuchowym, członkowie służby nocowali na plebanii: pilnowali ks. Jerzego, gdy szedł odprawiać Mszę św. i w drodze powrotnej do mieszkania. Spontaniczny odruch obrony orędownika prawdy i „swojego księdza" kościół św. Stanisława Kostki na Żoliborzu uczyni! w trudnych czasach skrawkiem wolnego kraju.

Wdzięczność w ulewie i mrozie

- Nie ustrzegliśmy ks. Jerzego za życia, to chociaż po śmierci strzeżemy jego grobu - powiedział Jan Marczak, który Kościelną Służbą Porządkową kieruje od momentu jej powołania.
Przyjaciele ks, Jerzego, jego wierni parafianie, są obecni przy grobie nieprzerwanie od 26 lat. Nie było sytuacji, żeby zabrakło chętnych na dyżur. Zawsze przy mogile jest kilka osób. Pilnują porządku, informują pielgrzymów, dzielą się swoim świadectwem spotkań z ks. Jerzym, dbają o kwiaty i znicze przy grobie, odstraszają potencjalnych wandali, nie pozwalają na terenie kościelnym jeździć na rowerze, ani... palić papierosów.
Początkowo dyżurowali, bo istniała obawa, że ciało męczennika może zostać zbezczeszczone albo wręcz wykradzione. Potem - bo czuli, że tak powinni, że są to winni ks. Jerzemu. Nikt ich nie namawiał, sami zapisywali się na dyżury czasami kilka razy w miesiącu. Przyjeżdżali nie tylko z Warszawy, ale też z Zakopanego, Kędzierzyna-Koźla, Krakowa, Bydgoszczy, Poznania, Gdańska, Siedlec. Tylko po to, żeby przez kilka godzin pobyć przy grobie męczennika. Także w nieznośnym upale, ulewnym deszczu czy przy trzydziestostopniowym mrozie. - Ks. Jerzy oddał nam serce, podtrzymywał nas na duchu i za najwyższe wartości zapłacił życiem. Chociaż był od nas młodszy, był dla nas duchowym ojcem. Tę naszą pamięć i obecność przy grobie jesteśmy mu winni - podkreślił Jan Marczak.

Nie jesteśmy wieczni

10 lat po śmierci kapłana Kościelna Służba Porządkowa była armią ochotników: liczyła blisko 3 tysiące ludzi. W 20. rocznicę śmierci ks. Popiełuszki należało do niej już tylko 1435 osób. Teraz pozostało niespełna 700. Większość - siedemdziesięcio - i osiemdziesięciolatków. Zapisują się też młodzi, zachwyceni życiem, dziełem i ofiarą ks. Jerzego, ale jest ich niewielu. Starsi powoli się wykruszają. Wielu przysięgało, że będą stać przy grobie, dopóki starczy im sił... Ale teraz te siły się kończą.
- Nie jesteśmy wieczni - mówi Jan Marczak. - Kilka lat temu zastanawialiśmy się, jak w przyszłości będzie działała służba. Padały propozycje, by pełnić wartę przy grobie do beatyfikacji ks. Jerzego. Byliśmy pewni, że wtedy ciało zostanie przeniesione do kościoła, pod ołtarz, a na zewnątrz pozostanie tylko symboliczna mogiła.
Tak się nie stało. W czasie przygotowań do beatyfikacji postanowiono, że trumna z ciałem błogosławionego pozostanie na dotychczasowym miejscu, do kościoła zaś trafią relikwie. Czy 26-letnia warta u św. Stanisława Kostki będzie trwała nadal?

- Nie odejdziemy od grobu w poniedziałek po beatyfikacji - podkreślił Marczak. - Ale jeszcze pięć lat i nie będzie komu stać przy grobie. My jesteśmy już leciwi i to trzeba brać pod uwagę.

Gwardia ks. Jerzego

Proboszcz żoliborskiej parafii ks. Zygmunt Malacki uważał, że wierna służba przez ćwierć wieku przy grobie „swojego księdza" to fenomen na skalę światową. I nie można go zaprzepaścić. Dlatego chciał przekształcić czuwających przy grobie w Gwardię ks. Jerzego. Warta przy mogile byłaby jednym z wielu zadań gwardii, koncentrujących się wokół utrwalania i rozwijania kultu męczennika. Bo, że ten kult nadal będzie się dynamicznie rozwijał, nikt nie ma wątpliwości. Na Żoliborzu, u św. Stanisława Kostki widać, jak ks. Jerzy nadal działa...

Przedruk z „Gościa Niedzielnego"

Joanna Jureczko-Wilk


Źródło: Bł. Ksiądz Jerzy Popiełuszko, beatyfikowany 6 czerwca 2010 roku w Warszawie, zebrał i opracował Ks. Grzegorz Kalwarczyk, Warszawa 2010.

Ks. G. Kalwarczyk: Moje spotkania z Ks. Jerzym Popiełuszką

MOJE SPOTKANIA Z KS. JERZYM POPIEŁUSZKĄ

We wrześniu 2008 roku zostałam poproszony przez Pana Jana Marczaka z Kościelnej Służby Porządkowej - Tutus Tuus przy kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie na Żoliborzu o napisanie wspomnienia o słudze Bożym ks. Jerzym Popiełuszce. Prośbę potraktowałem początkowo niezobowiązująco. Pomyślałem sobie: cóż ja mogę ciekawego napisać o ks. Jurku, skoro już tyle książek o Nim napisano. Nakręcone są filmy, wspomina się o Nim podczas imienin 23 kwietnia, czy też w każdą rocznicę męczeńskiej śmierci - 19 października.

W ostatnim dniu składania świadectw coś mi szepnęło: skoro cię proszą o świadectwo, to znaczy, że ktoś dostrzega taką potrzebę i nie wolno jej lekceważyć. A więc do pracy!
Ks. Jerzego Popiełuszki nie znałem w jego latach młodzieńczych, podczas studiów seminaryjnych, a także w pierwszych latach pracy kapłańskiej. Gdy w 1965 roku wstąpił do Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego Św. Jana Chrzciciela w Warszawie, ja w tym czasie pracowałem jako wikariusz już w Mszczonowie, a potem w Stanisławowie i Kobyłce. Gdy 28 maja 1972 roku przyjmował święcenia kapłańskie z rąk kard. Stefana Wyszyńskiego, ja studiowałem prawo na Katolickim Uniwersytecie w Lublinie. W tym miejscu zwracam uwagę, że dzień i miesiąc święceń kapłańskich ks. Jerzego - 28 maja - pokrywa się z dniem i miesiącem śmierci Prymasa Tysiąclecia - po dziewięciu latach.

Ks. Jerzego poznałem dopiero, gdy zacząłem pracować w Kurii Metropolitalnej Warszawskiej jako notariusz Wydziału Spraw Sakramentalnych (1974 rok). On pełnił wtedy obowiązki wikariusza w parafii Dzieciątka Jezus w Warszawie na Żoliborzu. Za sobą miał już Ząbki i Anin. Po kilku spotkaniach w Kurii zostałem zaproszony do jego mieszkania przy ul. Mierosławskiego i ugoszczony herbatą.
W 1978 roku władze kościelne powierzyły ks. Jerzemu duszpasterstwo środowisk medycznych. Opiekował się przede wszystkim pielęgniarkami. Już wtedy wyróżniał się gorliwością w pracy kapłańskiej, co, oczywiście, nie podobało się władzom komunistycznym. Gdy doszło do wyboru na Stolicę Piotrową Ojca Świętego Jana Pawła II i Jego pierwszej pielgrzymki do Polski i do Warszawy w 1979 roku - ks. Jerzy Popiełuszko zdaniem Służby Bezpieczeństwa - był persona non grata; nie zgodzono się, ażeby kierował sekcją medyczną w Kościelnym Komitecie Przygotowania Wizyty Ojca Świętego Jana Pawła II w Warszawie. Trzeba było szukać innego kapłana, który reprezentowałby od strony formalnej Komitet Przygotowania Wizyty, natomiast ks. Jerzy w sposób dyskretny zajmował się faktycznie zabezpieczeniem medycznym uczestników pielgrzymki.

Moje kontakty z ks. Jerzy Popiełuszko bardzo ożywiły się podczas tworzenia się „Solidarności", a później - podczas stanu wojennego i organizowanych Mszy świętych w intencji Ojczyzny w kościele św. Stanisława Kostki. Ks. Jerzy przychodził wtedy do Kurii przy ulicy Miodowej i załatwiał różne sprawy, które dotyczyły duszpasterstwa w parafii, duszpasterstwa służb medycznych, itp. W Kurii spotykał się najczęściej z biskupami Władysławem Miziołkiem i Zbigniewem Kraszewskim, siostrą Jana Płaską w Wydziale Nauki Katolickiej, ks. Zdzisławem Królem - ówczesnym kanclerzem Kurii oraz ze mną. Ja byłem w tym czasie notariuszem Wydziału Spraw Sakramentalnych, ale wykonywałem i inne zadania, które mi zlecano. Ks. Jerzy dzielił się ze mną różnymi problemami. Czasem cieszył się z sukcesów, czasem był przygnębiony. Pokazując mi projekty przygotowanych kazań na Msze święte za Ojczyznę - prosił o uwagi. O to, jak wiem, prosił również biskupów, zwłaszcza biskupa Kraszewskiego.

Z tego okresu utkwiły mi w pamięci odwiedziny, jakie trzykrotnie złożyłem ks. Jerzemu w jego mieszkaniu na plebanii przy kościele św. Stanisława Kostki. Obdarował mnie wtedy ciepłym kocem oraz bucikami, które miałem przekazać potrzebującym.
Rozmawiałem z ks. Jerzym bezpośrednio po nagłośnionej jego rozmowie z kard. Józefem Glempem, prymasem Polski. Warto w tym miejscu przypomnieć tę rozmowę. Odbyła się ona w budynku Seminarium Duchownego przy Krakowskim Przedmieściu 52/54, gdzie Ksiądz Prymas miał wykłady dla kleryków. Zwierzenie się ks. Jerzego z tej rozmowy niektóre środowiska wrogie Kościołowi próbowały wykorzystać przeciwko Księdzu Prymasowi. Tematem owej rozmowy była działalność ks. Jerzego w świetle licznych skarg, donosów, oskarżeń i „pro memoria", jakie Służba Bezpieczeństwa poprzez swoich przedstawicieli przesyłała na niego do Prymasa Polski lub do Sekretariatu Episkopatu Polski. Zarzuty, choć nieprawdziwe, były ciężkie i liczne. Nagłośnione były w prasie i innych mediach. Mówiło się o „garsonierze Popiełuszki", czy też „seansach wścieklizny" w kościele św. Stanisława Kostki. Ksiądz Prymas jako pasterz Kościoła Warszawskiego oczekiwał wyjaśnień wprost od osoby zainteresowanej. Ksiądz Jerzy, od dłuższego cza¬su atakowany i ośmieszany w mediach, przeżył tę rozmowę emocjonalnie. Tego samego dnia w swoim pamiętniku zanotował, że poczuł się jak na przesłuchaniu przez Służbę Bezpieczeństwa. W takim stanie duszy przyszedł do mnie do Kurii przy ul. Miodowej i pytał, co ma zrobić, żeby Ksiądz Prymas nie dał wiary donosom i znał cały zakres jego pracy duszpasterskiej. Poradziłem mu wtedy, żeby sporządził rodzaj pisemnego szczegółowego raportu ze swojej pracy; to wystarczy. Po rozmowie z biskupem Władysławem Miziołkiem na ten sam temat pojechał do domu. Następnego dnia około godz. 11-tej znów mnie odwiedził, ale już był radosny. Był po rozmowie z Księdzem Prymasem, któremu wręczył raport ze swojej pracy. Prymas Polski przyjął ks. Jerzego bardzo serdecznie. Na pożegnanie podarował mu książkę pt. „Sztygar Bożej kopalni", wpisując do niej swoje błogosławieństwo: „Ks. Jerzemu Popiełuszce z serca błogosławi Józef kard. Glemp Prymas Polski" (cytuję z pamięci!). Trzymając tę książkę w ręku zapytał: „Co mam teraz robić?" - Odpowiedziałem: „Gdyby ktoś twierdził, że Ksiądz Prymas nie lubi ciebie - pokaż mu wpisane do książki błogosławieństwo i datę". Chyba wziął to sobie do serca, ponieważ z książką tą już się nie rozstawał.

Inny mój prawie całodzienny kontakt z ks. Popiełuszką - to dzień 30 sierpnia, chyba w pierwszą rocznice podpisania Porozumień Gdańskich. Ks. Jerzy wraz z ks. Bogdanem Liniewskim i Waldemarem Chrostowskim wybrał się samochodem rano do Gdańska i Gdyni. Zasadniczym celem podróży miało być odebranie w Stoczni osobistych bagaży ks. Liniewskiego, który wrócił samolotem do Polski z misji w Afryce, natomiast swoje bagaże wysłał do kraju drogą morską. Trzej podróżnicy z Warszawy nosili się również z zamiarem wzięcia udziału w rocznicowych obchodach podpisania porozumień. Nastąpił przeciek. Ktoś doniósł o zamiarach ks. Jerzego Służbie Bezpieczeństwa, a ta wystawiła swoje czujki już na szosie w Łomiankach. Zatrzymani i wylegitymowani podróżni zostali odstawieni na posterunek Milicji Obywatelskiej w Łomiankach i oznajmiono im, że tego dnia do Gdańska nie pojadą. Waldemar Chrostowski został odwieziony do Warszawy, ks. Jerzy zamknięty w celi łomiankowskiego Komisariatu, natomiast ks. Bogdan czuwał przy samochodzie na sąsiednim podwórku. W tyrn czasie przedstawiciele Służby Bezpieczeństwa przybyli do Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z poleceniem, żeby ktoś z władzy kościelnej pojechał do Łomianek i odebrał z Komisariatu ks. Popiełuszkę, który uparł się kontynuować podróż do Gdańska.

Był to czas wakacyjny i w Kurii dyżur pełnili tego dnia: bp Władysław Miziołek i ja. Rozmowa z przedstawicielami SB była trudna i pełna emocji. Ksiądz Biskup twierdził, że obywatele w Polsce są ludźmi wolnymi i zgodnie z Konstytucją mogą poruszać się po drogach w sposób wolny. Innego zdania byli esbecy, którzy dysponując siłą - postanowili uniemożliwić ks. Jerzemu podróż do Gdańska. Pertraktacje w Kurii trwały z przerwami ponad trzy godziny. Ostatecznie około godz. 13-lej biskup Miziołek wyraził zgodę na mój wyjazd do Łomianek, abym tam powiadomił ks. Jerzego, że Ksiądz Biskup zaprasza nas dziś w gościnę do siebie w celu omówienia zaistniałej sytuacji. Z taką misją zawieziono mnie samochodem milicyjnym do Łomianek, gdzie w izbie zatrzymań, bez świadków, powiadomiłem ks. Jerzego o niemożliwości kontynuowania podróży, i że najlepszym, honorowym wyjściem z zaistniałej sytuacji, będzie skorzystanie z zaproszenia w gościnę do biskupa Miziołka. Przed udaniem się w drogę powrotna kazano mi pokwitować odbiór obywatela Jerzego Popiełuszki. Pokwitowanie było już wypisane, ale zażądałem zmiany, ponieważ nie zgadzała się godzina odbioru obywatela. Jeden esbek przekreślił wtedy na przygotowanym pokwitowaniu godzinę 13-tą i wpisał prawdziwą 14-tą.

Podczas całej drogi powrotnej do Księdza Biskupa, chociaż jechaliśmy samochodem ks. Jerzego i zatrzymaliśmy się na ponad godzinę u mnie na Kanonii 6, towarzyszyły nam co najmniej dwa samochody esbeckie; także podczas zatrzymania się na Książęcej 21 oraz podczas kontynuacji podróży po wyjściu od biskupa Władysława. Jestem przekonany, że wśród konwojujących nas esbeków znajdował się przyszły morderca ks. Jerzego - Grzegorz Piotrowski. Dlaczego tak sądzę? - Bo podsłuchując przez radio naszych „opiekunów podróży" jeden z nich użył zwrotu: „kierują się na wodę". Akurat wtedy zjeżdżaliśmy ulicą Brzozową w kierunku Wisły. Gdy toczył się później proces toruński, dowiedzieliśmy się, że Grzegorz Piotrowski nad zmaltretowanym Jerzym Popiełuszko powiedział: „Tylko woda". Znaczyło to w jego żargonie: Ks. Popiełuszko ma być wrzucony do Wisły.

Ostatnie spotkanie z żywym ks. Jerzym miałem w gabinecie Wydziału Spraw Sakramentalnych w Kurii. Było to chyba następnego dnia po zamachu na jego życie pod Olsztynkiem. Towarzyszył ks. Jerzemu Seweryn Jaworski, uczestnik zdarzenia. Opowiedzieli mi jak Służba Bezpieczeństwa zorganizowała na nich zasadzkę i przez obrzucenie samochodu kamieniami chciała spowodować wypadek i dokonać zabójstwa. Zastanawialiśmy się wspólnie, czy zdarzenie to nagłośnić, czy też utrzymać w tajemnicy. Ponieważ o za¬machu na mieszkanie ks. Jerzego społeczeństwo już wiedziało, uznaliśmy, że zdarzenie spod Olsztynka należy przynajmniej na jakiś czas utajnić i obserwować, jaka będzie reakcja drugiej strony. Nie mieliśmy wtedy pewności, czy był to zaplanowany zamach, czy też jakiś chuligański wybryk.

Ostatnie moje spotkanie z ks. Jerzym Popiełuszką, ale już martwym, odbyło się w prosektorium przyszpitalnym w Białymstoku, dokąd udałem się z ks. Edwardem Żmijewskim, żeby rozpoznać zwłoki i przywieźć je do Warszawy. Było to 2 listopada 1984 roku. Jadąc do Białegostoku byliśmy zaopatrzeni ze strony kościelnej w odpowiednie upoważnienie, nie wiedzieliśmy jednak, jak będzie zachowywać się Służba Bezpieczeństwa oraz Milicja Obywatelska, której posterunki były rozstawione na całej trasie od Warszawy do Białegostoku. W wypełnieniu naszego zadania wspomagał nas ks. prałat Cezary Potocki - kanclerz Kurii Archidiecezjalnej w Białymstoku, Jacek Lipiński z Warszawskiej „Solidarności", brat księdza - Stanisław, kilka pielęgniarek, trzy siostry zakonne oraz kierowcy samochodu pogrzebowego. W pomieszczeniu wykorzystywanym na kaplicę przedpogrzebowa oczekiwali rodzice i najbliższa rodzina ks. Jerzego, a za ścianą prosektorium gromadziło się coraz więcej wiernych, którzy śpiewali kościelne pieśni i próbowali przez okno zajrzeć do środka.

Na początku, zaraz po naszym przyjeździe, były „kłopoty" ze znalezieniem klucza do kłódki, na którą zamknięto bramę prowadzącą do prosektorium. W środku prosektorium oczekiwała na mnie i ks. Edwarda prof. Maria Byrdy, dwaj panowie ze Służby Bezpieczeństwa lub Milicji oraz fotograf. Drzwi do pomieszczenia z ciałem ks. Jerzego były zaplombowane z naklejonymi i opieczętowanymi taśmami papierowymi. Fotograf robił im zdjęcie, natomiast jeden z esbeków stwierdził, że plomby są w porządku. Wyraziłem wtedy wątpliwości stwierdzając, że nie wiem kto je naklejał i opieczętował, a mając dostęp do nich mógł je zmienić nawet kilkakrotnie. Mnie przy zakładaniu plomb nie było. Drugie spięcie dotyczyło fotografowania. Idąc w ślady „urzędowego" fotografa użył swego maleńkiego aparatu również ks. Edward Żmijewski. Podbiegł wtedy do niego jeden z esbeków i chciał zabrać księdzu aparat mówiąc o zakazie fotografowania. Podszedłem do niego prosząc o jego nazwisko i imię. „Po co to księdzu?" - zapytał. Odpowiedziałem: „Przekażę je Prymasowi Polski, żeby wiedział, kto nam przeszkadzał w rozpoznaniu ciała ks. Jerzego". Wyjąłem z kieszeni kartkę i długopis i czekałem na nazwisko. On obejrzał się w stronę swojego przełożonego, a gdy ten przytaknął głowa - podał imię i nazwisko (pewnie fałszywe) i zrezygnował z zarekwirowania naszego aparatu.

Po zerwaniu plomb weszliśmy do pomieszczenia, gdzie na leżance spoczywało martwe ciało. Podobne było do ks. Jerzego, ale bardzo zmasakrowane. Mocno posiniaczona twarz, zmierzwione i jakby rzadsze włosy, siniaki na barkach, zszycia po sekcji na ramionach, klatce piersiowej i brzuchu, odarte lub objedzone ze skóry palce u rąk i nóg, a także dolna część goleni. Dla pewności pan Jacek Lipiński z jednym z lekarzy sprawdzili uzębienie ks. Jerzego, a brat Stanisław - dwa charakterystyczne znamiona na piersi. Potem trzy siostry zakonne przystąpiły do ubierania zwłok. Gdy ks. Jerzy miał nałożoną sutannę, przypięto mu do niej orzełka i dwa plastikowe znaczki „Solidarności" oraz ubrano w albę i ornat. Tak ubranego kapłana męczennika włożyliśmy do trumny metalowej i przenieśliśmy do kaplicy przedpogrzebowej. Zanim wprowadziliśmy tam rodziców i rodzinę, jedna z pielęgniarek przypudrowała trochę twarz ks. Jerzego, a druga przyniosła bukiet rumianków i innych polnych kwiatów. Wkrótce przybył w asyście kilku kapłanów arcybiskup Edward Kisiel i przewodniczył obrzędom pogrzebowym przewidzianym na wyprowadzenie zmarłego z domu.

Zabroniłem lutować trumnę licząc się z potrzeba otwarcia jej w Warszawie. Po zamknięciu trumny wyniesiono ją do samochodu. Niesiono ją wysoko ponad głowami setek ludzi zebranych pod prosektorium. Wierni śpiewali pieśni oraz trzymali w rękach znicze i kwiaty. Ubrany w komżę i stulę zająłem miejsce obok kierowcy samochodu pogrzebowego i poprzedzani przez dziesiątki, a może setki samochodów osobowych i taksówek, udaliśmy się aż do granic Białegostoku. Samochody miały włączone klaksony, na poboczach ulic stały setki zapłakanych ludzi, płakał nawet kierowca samochodu pogrzebowego. A słońce pełne czerwieni zbliżało się na horyzoncie ku zachodowi. Po pożegnaniu ks. Jerzego w Żółtkach, już poza granicą Białegostoku, udaliśmy się do Warszawy. Kolumnę pogrzebową prowadził ks. Edward Żmijewski, za nim jechały trzy lub cztery samochody z rodzicami, rodzina i przyjaciółmi oraz samochód z trumną. Siedziałem cały czas w sutannie i komży obok kierowcy, a po drodze, aż do Warszawy, mijaliśmy patrole milicyjne.
W Warszawie przy placu Bankowym (wtedy jeszcze Dzierżyńskiego) otoczyły nas samochody milicyjne i prowadziły nas na Żoliborz. Na skrzyżowaniu z ul. Zajączka ks. Edward Żmijewski nie pozwolił skierować nas w boczne ulice, lecz prawie siłą utorował nam drogę w kierunku placu Komuny Paryskiej, czyli Wilsona. Czekały tam na nas dziesiątki tysięcy wiernych. Przy zjeździe z ul. Krasińskiego w ulicę Felińskiego samochód z trumną ks. Jerzego musiał zatrzymać się. Był niesamowity ścisk, a przy tym szloch tysięcy ludzi pomieszany ze śpiewem „Ojczyzno ma, tyle razy we krwi skąpana". Tłoczący się tam mężczyźni wyjęli trumnę z samochodu i ponieśli ją na ramionach do kościoła św. Stanisława Kostki. Ja w komży i stulę przewodniczyłem konduktowi aż do ołtarza. Towarzyszył mi jakiś ministrant z wiązanką gerberów. Tak weszliśmy do świątyni. Po ubraniu się w zakrystii w albę i ornat przewodniczyłem również koncelebrze Mszy świętej. Nie pamiętani, co mówił kaznodzieja, bo głowę rozsadzały mi tłoczące się myśli, szloch ludzi i przejmujący śpiew.

Przy otwarciu w nocy trumny i włożeniu jej do większej dębowej nie byłem. Pojechałem po Mszy św. do domu odpocząć, ale zasnąć nie mogłem. Wtedy przyszła mi myśl, żeby zasiąść do stołu i jeszcze tej nocy napisać raport o tym wszystkim co widziałem i co przeżyłem. Ten szczegółowy raport otrzymali ode mnie tylko biskupi, ale już w dniu pogrzebu kopie raportu krążyły po Warszawie. Później próbowałem cały raport opublikować drukiem, ale cenzura czuwała!
Na koniec chciałbym przypomnieć historię lokalizacji grobu ks. Jerzego Popiehiszki. A było to tak: Gdy wieczorem 30 października 1984 roku obiegła Polskę i świat wiadomość o odnalezieniu w nurtach Wisły zwłok kapelana „Solidarności" ks. Jerzego, trzeba było niezwłocznie zająć się zorganizowaniem pogrzebu. W tym celu w dniu 31 października została zwołana sesja kurialna, w której uczestniczyli wszyscy warszawscy biskupi na czele z kard, Józefem Glempem, prymasem Polski, oraz ks. prałat Zdzisław Król, kanclerz Kurii. Ja, jako notariusz, miałem zająć się załatwianiem spraw bieżących i obsługiwać interesantów. Idącego z rana na sesję ks. Zdzisława Króla poprosiłem, ażeby zaproponował biskupom pochowanie ks. Jerzego Popiełuszki przy kościele św. Stanisława Kostki, gdzie od kilku lat owocnie duszpasterzował. Ks, Król zapytał mnie: „Czy wiesz, że działacze „Solidarności" i wierni oczekują pochowania ks. Jerzego na Starych Powązkach i takiego pogrzebu - manifestacji, jaki miał zamordowany Grzegorz Przemyk? - Odpowiedziałem, że wiem, ale marzy mi się pochowanie ks. Jerzego przy kościele, gdzie wierni mieliby o każdej porze swobodny dostęp do grobu, a zamordowany ks. Jerzy „straszyłby komunistów przez dwieście lat". Chodziło mi, oczywiście, o wyrzuty sumienia i pogłębioną refleksję u komunistów. Pomysł zaczerpnąłem ze starego zwyczaju chowania wiernych wokół świątyni. Takie groby przy kościele widziałem od dziecka w mojej rodzinnej parafii Lubania nad Pilicą. Ks. kanclerz Król wysłuchał mnie i obiecał zgłoszenie mojej propozycji na sesji. W naradzie nie brałem udziału, ale gdy około godz. 13-tej sesja skończyła się - pobiegłem do ks. kanclerza zapytać o decyzje. Dowiedziałem się wtedy, że biskupi z Księdzem Prymasem poszli za głosem ludu i zadecydowali o pochowaniu ks. Jerzego na Starych Powązkach, w pobliżu grobu Grzegorza Przemyka. Msza św. pogrzebowa miała być odprawiona u św. Stanisława Kostki na Żoliborzu, po czym ciało Męczennika miało być poniesione w ogromnym kondukcie pogrzebowym aż na Powązki. Dowiedziałem się również wtedy, że decyzja o niezwłocznym wykopaniu grobu jest już przekazana do Zarządu Cmentarza. Gdy wyraziłem swoje niezadowolenie z podjętej decyzji dostało się mi od rozmówcy, że chcę tego, czego chcą esbecy bojąc się wielkiej manifestacji na mieście. Podobno właśnie oni, nie mogąc nakłonić rodziny do pochowania ks. Jerzego w rodzinnej Suchowoli, zaproponowali pogrzebanie go w podziemiu kościoła, gdzie byłby utrudniony dostęp do gro¬bu. Było mi przykro z powodu nieporozumienia, ponieważ ja chciałem, ażeby ks. Jerzy spoczywał przy kościele i „straszył komunistów". Kończąc rozmowę zrezygnowany powiedziałem, że prawo kościelne na szczęście przewiduje możliwość ekshumacji i kiedyś do tego dojdzie.
Po tej rozmowie poszedłem do kochanej staruszki - siostry Jany Płaskiej, szarej urszulanki w Wydziale Nauki Katolickiej Kurii i podzieliłem się z nią swoim pomysłem i przegraną. Siostra Jana, która bardzo ceniła ks. Jerzego i pomagała mu w wydawaniu niektórych druków, wysłuchała mnie uważnie, pocieszyła... i poszła do swoich zajęć, a ja - na spóźniony obiad przy ul. Kanonia.

Po południu dowiedziałem się, że jakieś osoby były u Księdza Prymasa prosząc o pochowanie ks. Jerzego przy kościele. Prymas Polski już wcześniej wydał dyspozycję co do pogrzebu, trudno więc było mu zmienić decyzję. A grób na Powązkach był prawie już gotów. Po pierwszej decyzji odmownej przyszła do Księdza Prymasa z rana następnego dnia druga delegacja. Delegacja była większa, a w niej wzięły udział: siostra Jana Płaska oraz Marianna Popiełuszko - matka ks. Jerzego. Prośbę o pochowanie ks. Popiełuszki obok kościoła św. Stanisława Kostki powtórzono. Ksiądz Prymas rozważył jeszcze raz argumenty i zmianę swej decyzji uzależnił od opinii proboszcza - ks. prałata Teofila Boguckiego. Ten jednak, jak się okazało, leżał w tym czasie chory w szpitalu na Brodnie. Kto pojechał do szpitala i jak odszukano ks. prałata Teofila - nie wiem. Pamiętajmy - był to dzień Wszystkich Świętych. Opinia, a właściwie prośba Ks. Prałata poskutkowała ostateczną decyzją pochowania ks. Jerzego przy kościele na Żoliborzu. Dowiedziałem się o tym jeszcze tego samego dnia przed północą, gdy już miałem w kieszeni upoważnienie pojechania do Białegostoku po ciało. Ksiądz kanclerz Zdzisław Król pamiętając o moim niezadowoleniu, chciał mi w ten sposób osłodzić ostatnie chwile kończącego się dnia.

Ks. Grzegorz Kalwarczyk Kanclerz Kurii

BYŁ ŚWIADKIEM „PRZEBUDZENIA" POLSKI

ŚWIADECTWA

BYŁ ŚWIADKIEM „PRZEBUDZENIA" POLSKI

Z ks. dr. Marcinem Wójtowiczem, proboszczem parafii pw. Chrystusa Króla w Warszawie, w latach 1981-1985 wikariuszem w parafii św. Stanisława Kostki, świadkiem w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego Popiełuszki, rozmawia Maria Popielewicz.

Przez blisko cztery ostatnie lata życia Księdza Jerzego przyglądał się Ksiądz Jego posłudze, mieszkając z Nim pod jednym dachem. Kiedy Ksiądz poznał Kapelana „ Solidarności"?

- Połączyły nas lata seminaryjne w Warszawskim Seminarium Metropolitalnym. Jerzy był dwa roczniki wyżej w seminarium, odbył też służbę w tak zwanej kleryckiej jednostce wojskowej w Bartoszycach. Relacje z tego czasu znamy głównie z listów, jakie pisał do przełożonych. Myśmy się od Niego nie dowiedzieli, co się tam działo, nawet już po wojsku. On był bardzo skryty, nie miał potrzeby mówić o sobie, więc te szczegóły, co się tam działo, wyszły właściwie dopiero po Jego śmierci.
Natomiast bliżej Księdza Jerzego poznałem w kapłaństwie. Tak się złożyło, że po pielgrzymce Jana Pawła II do Polski w 1979 roku zastąpiłem Księdza Jerzego w parafii Dzieciątka Jezus przy pl. Inwalidów. Wtedy dowiedziałem się, że musiał zmienić miejsce pracy ze względu na słabe zdrowie. Spotykałem się wtedy z Nim w kościele św. Anny, by przybliżył mi specyfikę mojej nowej, a Jego starej parafii i pracy w niej, choć czasu miał na to mało, bo był ciągle w biegu, młodzież garnęła się do Niego. Już widać było, że mimo słabego zdrowia mocno się angażował. Potem trafiłem do parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Ksiądz Jerzy pracował tam już od roku jako rezydent. Zamieszkałem w sąsiednim pokoju na pierwszym piętrze plebanii. Tu już mieliśmy relacje takie codzienne, zwykłe - w kościele, przy posiłkach. W wolnej chwili, gdy jest czas na zamyślenie się, człowiek się czasem zastanawia, czym sobie zasłużył na ten dar tak bliskiej obecności Księdza Jerzego.
Teraz, z perspektywy czasu, gdy próbuję znaleźć ten punkt przełomowy w Jego życiu, myślę, że to była pierwsza Msza Święta odprawiona w ostatnią niedzielę sierpnia 1980 roku na terenie Huty „Warszawa".

Jak to się stało, że Ksiądz Jerzy tam pojechał?

- Ksiądz Bronisław Piasecki, kapelan księdza Prymasa Stefana kardynała Wyszyńskiego, poszukując księdza do tej nietypowej posługi, przyjechał do kościoła św. Stanisława Kostki. W tym samym czasie wszedł do zakrystii Ksiądz Jerzy, który właśnie skończył posługę w konfesjonale. Ksiądz Bronisław zapytał go, czy nie zechciałby pojechać do Huty „Warszawa", aby tam odprawić Mszę Świętą dla strajkujących. Ksiądz Jerzy natychmiast się zgodził. Wybór Księdza Jerzego do tej posługi był zatem jakby przypadkowy, a w rzeczywistości - jakże opatrznościowy! Duszpasterz okazał się osobowością tak niezwykłą, że wkrótce stał się żywym znakiem nadziei dla tysięcy Polaków. Dla ludzi spragnionych prawdy i wolności.
On był przygotowany wewnętrznie do takiego całkowitego otwarcia się na ludzi. Mówił, że swojej pracy duszpasterskiej nie chce zamknąć w murach kościoła, bo jest potrzebny też gdzie indziej. Opowiadając o swojej posłudze wśród robotników, mówił, że tam zobaczył, jak Ewangelia zmienia człowieka. Mówił, że był tam świadkiem „przebudzenia" tych ludzi. I rzeczywiście my też nieraz byliśmy świadkami np. chrztów dorosłych ludzi. Ksiądz Jerzy rzeczywiście przyciągał do Boga, do Kościoła. Jemu zresztą wychodzenie do ludzi przychodziło naturalnie, On był bardzo otwarty na drugiego człowieka, a jednocześnie łatwo dawał się poznać jako ktoś autentyczny, prawdziwy.
Myślę, że do tej trudnej posługi przygotował Go m.in. czas wojska, do którego trafił, będąc już w seminarium. On tam pokazał, że można inaczej, że można nie poddawać się bezdusznym, bezsensownym rozkazom, jak ten, by zdjął z palca różaniec czy medalik z szyi. On się tam nauczył takiego głębszego patrzenia na sprawy wiary, drugiego człowieka, a także na kwestie podstawowych praw człowieka. Wyniósł to też na pewno z dornu, gdzie ten duch umiłowania Pana Boga, Kościoła i Ojczyzny był bardzo czytelny. Zresztą do dzisiaj pani Marianna Popiełuszko w prostych, niezakamuflowanych słowach przekazuje to, co najistotniejsze o życiu, wierze, miłości do Ojczyzny. W ich domu w sprawach wiary obowiązywała zasada: „Silna wiara trzyma człowieka przy życiu".

Ksiądz Jerzy wiele wysiłków poświęci! temu, by pomagać ludziom, znał ich problemy i robił wszystko, by im zaradzić... - Dokładnie. Na ogół każdy zatroskany jest o siebie, myśli tylko o swoich problemach, a On rzeczywiście interesował się losem ludzi, ich potrzebami. Teraz, jak patrzę na to z perspektywy, to widzę, że dla Niego był to kolejny etap dorastania do świętości. On tego nie planował, to nie było ukartowane, spotykał ludzi z problemami i wiedział, że trzeba reagować. Robił to w sposób naturalny, ludzki. Przypomina mi się taki epizod, który nam, domownikom na plebanii, zapadł mocno w pamięć. Była to pierwsza wigilia Bożego Narodzenia w stanie wojennym. Panował trochę przygnębiający klimat, martwiliśmy się tym, co się działo w kraju, czy będziemy mogli odprawić Pasterkę, bo wprowadzona była godzina milicyjna. W naszej parafii był taki zwyczaj, że na wigilii gromadziły się starsze osoby, nasz proboszcz, ks. prałat Teofil Bogucki, był takim „bratem łatą", który dbał o emerytów, zresztą był też w diecezji odpowiedzialny za dzieła charytatywne, i w pewnym momencie, jak już podzieliliśmy się opłatkiem, Ksiądz Jerzy wziął garść opłatków i wymknął się. Nikt nie pytał dokąd. Po pewnym czasie przyznał się nam, że poszedł na rogatki, gdzie czuwali żołnierze, grzejąc się przy koksownikach, by połamać się z nimi opłatkiem. To był taki ludzki gest. Jak opowiadał Ksiądz Jerzy, niektórzy z tych żołnierzy mieli łzy w oczach ze wzruszenia. Ale mówił, że spotkał też kilku, którzy potraktowali ten gest jako prowokację.

Szykany ze strony komunistów, które coraz częściej dotykały Księdza Jerzego, zmieniały Go?
- Tak. Widzieliśmy, jak ta cała sytuacja powoli coraz bardziej Go przygniatała, jak ta pętla zaciskała się wokół Niego. Te szykany, ciągle Go śledzono, potem coraz częstsze przesłuchania, ktoś Mu cegłę do mieszkania wrzucił, oblał farbą samochód... On nam nawet o wszystkim nie mówił. Jednak po Jego twarzy było widać, że Go to przygniata, dało się wyczuć niepewność. Ale nawet gdy Ksiądz Prymas radził, by coś zrobił, może wyjechał na studia za granicę, żeby się nie narażał, Ksiądz Jerzy mówił, że będzie posłuszny przełożonym, ale pragnie pozostać tutaj, bo jest tu potrzebny, bo inaczej nie będzie autentyczny, jeżeli w obliczu zagrożenia porzuci swoją służbę.

We wrześniu 1984 raku powiedział korespondentowi brytyjskiemu: „Zdaję sobie sprawę z tego, że za prawdę trzeba cierpieć". Miał świadomość, że naraża życie. Ale powtarzał też: „Gdybym zaprzestał tego, co robię, nie byłbym wiarygodny". Był konsekwentny i chciał być wierny. Wiedział, że gdyby tych ludzi zostawił, to wówczas to, co robił do tej pory, okazałoby się nieprawda, a tak nie było - On taki był. On tym żył. Trzeba to podkreślić - On był świadomy zagrożenia, ale nie widział innej drogi. To wynikało z wierności zasadom i miłości do drugiego człowieka. Dzisiaj, gdy się tyle o Nim mówi, analizuje, trzeba oddzielić to, co było w Jego duszy, od tego, co nam się wydaje, że było. To na pewno trudne. Nawet jeszcze w latach 80. spotykałem się z refleksjami nawet kolegów Księdza Jerzego, ze Jego działanie było trochę takie „pod publiczkę", na pokaz. Nie. Ksiądz Jerzy robił to naprawdę z potrzeby serca.
Kiedy wyjeżdżał gdzieś dalej na spotkania z robotnikami, ze strajkującymi, denerwowaliście się?

- Tak, ale szczególnie pamiętam to nasze ostatnie spotkanie z 19 października 1984 roku. Po porannej Mszy Świętej wypiliśmy kawę. Powiedział, że wybiera się do Bydgoszczy na spotkanie ze światem pracy, a w najbliższą niedziele jest zaproszony na takie samo spotkanie do Stalowej Woli i tam również chciałby pojechać. Poprosił, abyśmy Go zastąpili w parafialnych obowiązkach. Księdza proboszcza nie było w tym czasie w parafii, przebywał na leczeniu w Szpitalu Bródnowskim. Odpowiedzialność za parafię spoczywała na moich barkach.
W sobotę, 20 października, o 8.00 Ksiądz Jerzy miał odprawiać Mszę Świętą w naszym kościele. Po godzinie 9.00 zatelefonował, bp Kazimierz Romaniuk i poinformował mnie, że ks. Nowakowski z Torunia przekazał mu smutną wiadomość: „Wczoraj późnym wieczorem niedaleko Torunia uprowadzono księdza Jerzego". O zdarzeniu powiadomiłem mecenasa Edwarda Wendego i pana Jacka Lipińskiego z Huty „Warszawa". Ci bez chwili zastanowienia wyjechali do Torunia. Chcieli u źródła dowiedzieć się jakichś bliższych szczegółów. Wieczorem w „Dzienniku Telewizyjnym" podano komunikat o uprowadzeniu ks. Popiełuszki. Wkrótce do kościoła zaczęły ściągać tłumy ludzi. Po godzinie 21.00 kościół był wypełniony wiernymi. Postanowiliśmy z ks. Maciejem Cholewą - także wikariuszem - odprawić Mszę Świętą w intencji ocalenia życia Księdza Jerzego. Od tej chwili przez kolejnych trzynaście dni i nocy w naszym kościele modliła się niezliczona rzesza wiernych pełnych nadziei, że Ksiądz Jerzy szczęśliwie powróci do parafii. Niebawem pojawiły się pierwsze transparenty z napisami typu: „Oddajcie nam Księdza Jerzego".
Podobno nadzieja umiera ostatnia...

- Powiem tak - ta nadzieja umierała z każdym dniem oczekiwania. Ale pamiętani słowa ks. Teofila Boguckiego, gdy poszedłem mu powiedzieć o sytuacji. On wtedy leżał w szpitalu, ponieważ chorował na serce. I już wtedy wiedzieliśmy od pana Waldemara Chrostowskiego, że Ksiądz Jerzy został uderzeniem pałki pozbawiony przytomności, a następnie wrzucony do bagażnika, l ksiądz prałat powiedział: „No tak, skoro go wrzucili jak worek z kartoflami, to nie po to, by darować mu życie". On przeczuwał, co się stało.
Wieczorem 30 października kończyła się właśnie Msza Święta koncelebrowana przez kilku księży. Jak zwykle kościół wypełniony był wiernymi. Do ołtarza podszedł jeden z panów ze służby porządkowej i powiedział pół-szeptem, że podano w telewizji wiadomość o wydobyciu z Wisły ciała Księdza Jerzego. Nikt z nas nie miał odwagi powiedzieć tego ludziom w kościele. W końcu któryś z koń celebransów zaczął mówić łamiącym się głosem, że dziś w wodach zalewu we Włocławku odnaleziono Księdza... Natychmiast cały Kościół wypełnił się rozpaczliwym krzykiem. To była eksplozja krzyku, szlochu, rozpaczliwego płaczu. My, sprawujący Eucharystię, nie wiedzieliśmy, co mówić, jak się zachować. Jeden z księży próbował bezskutecznie zapanować nad tym, co się wtedy działo, i zaintonował modlitwę „Któryś za nas cierpiał rany...". Dopiero po pewnym czasie podszedł do mikrofonu ks. Feliks Folejewski, pallotyn, i wypowiedział znamienne słowa: „Mamy męczennika, nowego świętego. Dziękujmy za to Panu Bogu i pomódlmy się, abyśmy dzielnie znieśli tę rozłąkę". Po kilkunastu minutach tłum uspokoił się. Do dzisiaj słyszę w uszach ten zbiorowy płacz i szloch kilkuset osób zgromadzonych w kościele. Niesamowite wrażenie i przeżycie. Od tego czasu, zdaniem wielu, rozpoczął się prywatny kult Księdza Jerzego.
Niewątpliwie znamienny jest fakt, że przed pogrzebem, gdy wierni czuwali przy trumnie z ciałem Księdza Jerzego, doszło do wielu nawróceń. Kuria podpowiedziała nam, by ustawić wokół kościoła przenośne konfesjonały. Kapłani całą noc, zmarznięci, słuchali spowiedzi, nieraz takich po wielu latach. Na pewno to potwierdza także, że nie by! On męczennikiem politycznym, że nie dla tej sprawy zginął, ale że na sercu miał przede wszystkim dobro człowieka, jego zbawienie.
Jaki testament pozostawił nam Ksiądz Jerzy? Jakie dary płyną z Jego beatyfikacji?

- Myślę, że warto przytoczyć słowa abp. Józefa Michalika, przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski. W jednym z wywiadów podkreślił, że ta beatyfikacja jest ukazaniem skarbu ukrytego w Kościele i w naszym Narodzie, a także formą uznania dla wszystkich, którzy tak jak Ksiądz Jerzy poświęcili się służbie wierności Bogu, prawdzie, wolności i służbie każdemu człowiekowi, oraz hołdem Opatrzności dla tych, którzy - podobnie jak Ksiądz Jerzy - zginęli w tym czasie. Chodzi o ks. Stefana Niedzielaka, ks. Stanisława Suchowolca czy ks. Sylwestra Zycha.
Po latach, gdy znowu sięgnąłem do homilii Księdza Jerzego, a zwłaszcza do tej ostatniej, zatytułowanej „Zło zwyciężaj dobrem", która była wygłoszona 9 października 1984 roku w Bytomiu, zwróciłem uwagę, że jest ona taką syntezą poprzednich homilii. Ksiądz Jerzy zrobił w niej takie resume swoich homilii o ludzkiej godności, wolności, prawdzie, sprawiedliwości, męstwie. I te słowa, które padły pod koniec, z Psalmu 23: „Chociażbym przechodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną". To jest niczym Jego testament. Warto do tych słów sięgać, bo tam jest bogactwo myśli czerpanych i z Ewangelii, i z Prymasa Tysiąclecia, i l Jana Paw!a II. Te słowa do dziś pozostają aktualne. Dziękuję za rozmowę.

Przedruk z „Naszego Dziennika"

MIĘKKIE RELIKWIE BŁ. KS. JERZEGO POPIEŁUSZKI

MIĘKKIE RELIKWIE BŁ. KS. JERZEGO POPIEŁUSZKI

Relikwie błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki, pobrane podczas sekcji zwłok Męczennika i ukryte przed bezpieką, po prawie ćwierć wieku wydobyto ze ściany kaplicy Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny w Białymstoku. Podczas uroczystego nabożeństwa zostały one umieszczone dla kultu wiernych w kościele Zmartwychwstania Pańskiego w Białymstoku. Szczątki pobrano w białostockim prosektorium, podczas sekcji przeprowadzonej po wyłowieniu zwłok księdza Jerzego z Wisły w październiku 1984 roku. Z ciała Męczennika pobrano wówczas dwie fiolki z krwią, fragment wątroby, śledziony i nerki. Przez dwa lata przechowywano je w Zakładzie Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Białymstoku. Tam jednak groziło im zniszczenie więc oddany sprawie dr Jan Szredziński postanowił, narażając się na szykany bezpieki i zakończenie kariery zawodowej, przekazać je władzom kościelnym. Nawiązał kontakt z ówczesnym arcybiskupem białostockim Edwardem Kisielem, który do realizacji tej misji wyznaczył nieżyjącego już ks. Jerzego Gisiewicza. Z jego polecenia relikwie umieszczono w solidnej dębowej skrzynce, która po zamknięciu została opatrzona pieczęcią. Szczątki księdza Jerzego w roku 1986 ukryto w ścianie kaplicy sanktuarium bł. Bolesławy Lament w Białymstoku.

Dekret o ustanowieniu sanktuarium diecezjalnego bł. Ks. Jerzego Popiełuszki

DEKRET KAZIMIERZA NYCZA ARCYBISKUPA METROPOLITY WARSZAWSKIEGO

o ustanowieniu sanktuarium diecezjalnego błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki w Warszawie na Żoliborzu

Nr 4467/A/2010

Przychylając się do prośby Księdza Proboszcza parafii Świętego Stanisława Kostki w Warszawie na Żoliborzu oraz duchowieństwa i wiernych Archidiecezji Warszawskiej, jak też uwzględniając istnienie wielkiego kultu, z jakim wierni z Polski i innych stron świata odnoszą się do Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki, niniejszym, zgodnie z przysługującą mi władzą, podnoszę świątynię pod wezwaniem św. Stanisława Kostki w Warszawie na Żoliborzu do rangi Sanktuarium Diecezjalnego Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki (kań. 232 KPK).
Nowo erygowane Sanktuarium warszawskie na Żoliborzu będzie kierować się w swojej pracy ewangelizacyjnej statutem, który dołączam do niniejszego dekretu erekcyjnego.
Na dni z możliwością uzyskania odpustu zupełnego w Sanktuarium Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki w Warszawie na Żoliborzu wyznaczam:
- Dzień imienin Jerzego - 23 kwietnia;
- Rocznicę uroczystości beatyfikacyjnej - 6 czerwca;
- Liturgiczne wspomnienie Błogosławionego Jerzego Popiełuszki - 19 października.
Dekret erekcyjny wchodzi w życie w dniu ogłoszenia.

Duszpasterzom Sanktuarium Księdza Jerzego w Warszawie na Żoliborzu życzę obfitych owoców na niwie Pańskiej i na podjęty trud ewangelizacyjny z serca błogosławię. Błogosławieństwa udzielam również wszystkim, którzy ze czcią będą nawiedzać grób Błogosławionego Księdza Jerzego.

Warszawa, we wspomnienie Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki, 19 października w roku Pańskim 2010.

+ Kazimierz Nycz
Arcybiskup Metropolita Warszawski

MSZA ŚWIĘTA W XXVI ROCZNICĘ ŚMIERCI BŁ. KS. JERZEGO POPIEŁUSZKI 19.10.2010 R.

MSZA ŚWIĘTA W XXVI ROCZNICĘ ŚMIERCI BŁ. KS. JERZEGO POPIEŁUSZKI 19.10.2010 R.

Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił arcybiskup Kazimierz Nycz, metropolita warszawski.
Powstanie zgromadzonych w kościele - ks. Czesław Banaszkiewicz Bardzo serdecznie witamy wśród nas przedstawicieli naszego parlamentu. Cieszymy się, że są nasi delegaci, że są nasi przedstawiciele. Popatrzmy na wielkie drzwi: ukazuje się procesja liturgiczna, krzyż ją prowadzi, a wszyscy za krzyżem w naszej osobistej drodze krzyżowej. Pragniemy uczestniczyć w Najświętszej Ofierze Chrystusa.

Kapłani w złocistych ornatach i czerwonych ornatach, bo to jest symbol krwi. „Ja wiem, że za tę pielgrzymkę będę musiał zapłacić wielką cenę. Jestem gotów złożyć Bogu ofiarę krwi" - powiedział tak ks. Jerzy, gdy pojechał w 1984 roku na drugą pielgrzymkę ludzi pracy na Jasną Górę. „Telefonowano do mnie, że jeśli odbędzie się ta pielgrzymka, będę zabity, ale ja na to nie zważam, pielgrzymka robotników musi być. I duszpasterstwo robotników musi być. Ja wiem, że za tę pielgrzymkę zapłacę wielką cenę. Jestem gotów tę ofiarę złożyć." Wprowadzenie do liturgii Mszy św. - arcybiskup Kazimierz Nycz Bardzo serdecznie witam wszystkich obecnych w kościele i przed kościołem wymienionych przed Mszą św. i te powitania składam na ręce dwóch obecnych z nami osób: abp. nuncjusza Celestino Migliore oraz na ręce drogiej kochanej mamy błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki - pani Marianny. Od dziś będziemy przychodzić do tego kościoła jako do sanktuarium błogosławionego Jerzego.
Ksiądz kanclerz Grzegorz Kalwarczyk odczytał stosowny dekret erygujący sanktuarium.

HOMILIA- KARDYNAŁ KAZIMIERZ NYCZ

Drogi Księże Arcybiskupie Nuncjuszu, Drodzy Bracia w kapłaństwie, Umiłowani bracia i siostry.
Po raz kolejny gromadzimy się na warszawskim Żoliborzu, w kościele św. Stanisława Kostki, ale już w sanktuarium błogosławionego ks. Jerzego, by uczcić rocznicę męczeńskiej śmierci błogosławionego księdza Jerzego. Sceneria naszego dzisiejszego spotkania jest tak podobna do tej z minionych lat. Ale nastrój naszych serc jest dzisiaj znacząco odmieniony. Po raz pierwszy bowiem od 26 lat nie tylko o ks. Jerzym dziś mówimy, nie tylko duchowy wymiar jego życia i śmierci rozważamy, ale możemy się zwracać wprost do niego, przez niego, modlić się z nim i do niego wołać. W tajemnicy świętych obcowania możemy doświadczać jego obecności.
Kiedy przeczytałem w programie dzisiejszej uroczystości, że o godz. 17.00 przewidziany jest różaniec z ks. Jerzym, to poczułem w sercu pewne wzruszenie. Różaniec z ks. Jerzym! Zapewne niejeden raz takie ogłoszenia podawane były z tego miejsca, podawane do wiadomości wiernych przed pamiętną datą męczeńskiej śmierci ks. Jerzego, ale od końca października 1984 roku już tak nie mówiono.

W pamiętne, tragiczne dni sprzed ponad ćwierćwiecza rozbrzmiewała w tej świątyni najgłośniej modlitwa różańcowa o szczęśliwe znalezienie porwanego kapłana. Potem modlono się o wieczny odpoczynek dla niego, a jeszcze później o szczęśliwe zakończenie procesu beatyfikacyjnego. Ale od 6 czerwca tego roku, po 26 latach, historia jakby zatoczyła koło i dziś znów jest nam dane słyszeć zaproszenie na różaniec z księdzem Jerzym, w którym wstawia się on za Warszawę, za Polskę i za cały świat. Trudno przecenić ten dar dla Kościoła warszawskiego, dla Kościoła w Polsce i w całym świecie, jakim jest dar błogosławionego kapelana „Solidarności". Już atmosfera czerwcowych uroczystości beatyfikacyjnych pokazała, że mimo wszystkich zmian, jakie nastąpiły w Polsce w minionym ćwierćwieczu, błogosławiony ks. Jerzy jest Polakom nadal bardzo potrzebny. Pokazała to gorąca modlitwa zaniesiona na pl. Piłsudskiego 6 czerwca, w tamtą słoneczną niedzielę, pokazała rozmodlona procesja z relikwiami błogosławionego, zmierzająca do Świątyni Opatrzności. Pokazują dużo liczniejsze pielgrzymki, przybywające w ostatnich miesiącach do żoliborskiego sanktuarium. Potrzebny jest naszej Ojczyźnie ten niezłomny pasterz, by uczyć nas wszystkich tego, co stanowiło smak jego ziemskiego życia, głębokiej wiary, pobożności, odwagi i męstwa. Trudno jest zestawić ze sobą i porównać tamte ponure lata stanu wojennego i obecny czas. Te dwie Polski dzieli całe ćwierćwiecze. A w nim dokonało się w naszej Ojczyźnie wiele zasadniczych zmian, politycznych, społecznych, gospodarczych. Inne niż wtedy znajdujemy na stronach dzisiejszej prasy, o innych wydarzeniach opowiadamy sobie w codziennych rozmowach. Nie wolno bez mądrego komentarza przyrównywać tamtej Polski z czasów komunizmu, przed którym bronił człowieka błogosławiony ks. Jerzy, z Polską po roku 1989 roku, dla której Sługa Boży Jan Paweł II i błogosławiony ksiądz Jerzy swoje życie oddali. Jeden - jako wielki świadek wolności i miłości, a drugi jako męczennik za wiarę i za godność człowieka. Mimo, że różnica jest zasadnicza, to rozterki, pytania, dylematy często pozostały te same. Tak jak wtedy, tak i dziś stajemy na rozdrożu dróg, gdzie musimy dokonywać wyborów stanowiących o naszym człowieczeństwie i naszej tożsamości. Wypełniać odzyskaną wolność solidarnością i miłością, odpowiedzialnością, czy też jak się niektórym wydaje swoją wolą, cynizmem, i nienawiścią.

Wolność nie jest celem sama w sobie. Wolność jest zadaniem i najlepiej wypełnić ją można miłością, gdyż nie ma wolności bez solidarności, ale też nie ma solidarności bez miłości, co nam przypomniał Jan Paweł II w roku 1999 tamtego wieku, kiedy po dziesięciu latach mieliśmy już poważne problemy z wolnością i sposobem jej zagospodarowania. I wydaje się, że mamy je poniekąd do dziś. Musimy też dokonywać wyborów pomiędzy zamknięciem się w kręgu prywatnych spraw, a poświęceniem dla codziennej międzyludzkiej solidarności. I wtedy i dziś przychodzi nam zmagać się z pokusą bezpiecznej postawy obserwatora i komentatora. Wszyscy doskonale wierny, że błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko miał realną możliwość bezpiecznego wycofania się w miejsce, gdzie mógłby wieść dni całkiem spokojne. On jednak ryzykując wiele nie opuścił swoich owiec, nie okazał się najemnikiem, który dla swojej wygody wybrał lepszy kontrakt. Okazał się być prawdziwym i to najlepszym pasterzem, takim, który życie swoje daje za owce.
Prosimy dziś w tej świątyni, błogosławiony księże Jerzy, pobudź nasze serca, pobudź serca wszystkich Polaków, by Ojczyzna nasza była nam naprawdę droga, by dla nas wszystkich ważna była jej pomyślność, byśmy nie przejmowali się jej losem tylko w dniach zagrożenia. Nasza rzeczywista uczciwość w relacjach z bliźnimi, codzienna solidarność w realnej wspólnocie i wobec naszego państwa niech będzie najlepszym wyrazem naszego patriotyzmu. Demoralizacja, pycha, pogarda dla prawa i drugiego człowieka, to często większe zagrożenie dla kraju niż zewnętrzni wrogowie.

To nam dziś przypomina św. Paweł w liście do Efezjan. Bóg jest naszym pokojem. On, który obie części ludzkości uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur - wrogość. Burzmy w naszych sercach i w naszej Polsce te nowo powstające, dzielące ludzi mury. Tak nas uczy św. Paweł, a także błogosławiony ks. Jerzy.
W roku 1997, podczas ponownych odwiedzin Gniezna, Sługa Boży Jan Paweł II nawiązał do muru berlińskiego, który prawie 10 lat wcześniej został zburzony, ale przestrzegł przed powstającymi nowymi murami, które dzielą jeszcze bardziej i przechodzą między ludźmi, i przechodzą często przez serce człowieka, dzieląc tego człowieka tak, że nie może odnaleźć swojej tożsamości.

Siłą księdza Jerzego nie były struktury, dyplomatyczne talenty czy silni protektorzy. Siłą tego skromnego i delikatnego kapłana była czystość jego sumienia. Motywacje jego posługi, zamiarów i pragnień. Jego zwycięstwo oparte było na tym, że szedł on naprzeciw czerwonego Goliata komunizmu nie z tryumfalnie podniesionym mieczem, ale z ewangeliczną prostotą i miłością. Szedł w Imię Boga Zastępów. Wygrał, bo naprawdę uwierzył w starotestamentalne wezwanie, by zło dobrem zwyciężać. Ks. Jerzy zrozumiał je dosłownie, ale nie zbudował na nim, na tym fundamencie, jakiegoś naiwnego spojrzenia na rzeczywistość. Wiedział doskonale, komu się przeciwstawia. Liczył się z tym, że ten system zaatakuje go bezlitośnie i mimo tego cały czas jego orężem była jedynie prawda i dobro.

W swoich „Wyznaniach" św. Augustyn mocno podkreślał, że można z jakimś poglądem całkowicie się zgadzać i być jego wielkim orędownikiem, bronić go całym sercem, a w rzeczywistości nie stosować do niego swojego życia. Chyba niejeden człowiek, może czasem nie jeden z nas tak się odnosi do zawartej w liście do Rzymian zasady: „nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj". Z entuzjazmem słucha się tego powiedzenia, powtarza, ale tak naprawdę gdzieś w głębi serca czuje się jako pobożną maksymę, która nie przystaje do naszej codzienności. Uważa się, że owszem można, a nawet trzeba ją często cytować dla podkreślenia swojego chrześcijaństwa. Gdy przyjdzie podjąć rzeczywistą polemikę czy konfrontację z poglądami, czy postawą drugiego człowieka, to w żadnym przypadku nie można się na tej zasadzie „zło dobrem zwyciężaj" opierać, uważa wielu ludzi dzisiaj. Skutecznej siły należy szukać wtedy w bezpardonowej walce. Nawet w poniżeniu, wyrażeniu wrogości i zamierzaniu. Wielu dziennikarzy, niektórzy bardzo często i mocno, wielu polityków i ludzi wypowiadających się na forum publicznym, stosuje te reguły, a to właśnie prowadzi do puczu, który paraliżuje możliwość skutecznego przeżywania ludzkich problemów czasem konfliktów.

Błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko uwierzył w to, co współczesnemu człowiekowi, trudno uwierzyć. Że okazanie dobra i miłości nie jest przejawem słabości i skazaniem się na porażkę. Na Golgocie wbrew pozorom to Jezus był Panem i zwycięskim królem. Nikt Mu życia nie odbierał, On sam składał je w Ofierze. Słowa: „Ojcze, odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią" potwierdzają, że to ten zmaltretowany Chrystus tryumfował. W pełni okazał to blask wielkanocnego poranka.
Kiedy przed dwudziestu sześciu laty w późnych godzinach wieczornych oprawcy wrzucili obciążone kamieniami ciało ks. Jerzego do Wisły, kiedy po zatarciu śladów odjechali samochodem z miejsca zbrodni wydawać by się mogło, że ich cel został osiągnięty, że sprzeciwiający się systemowi i w ich mniemaniu rozpolitykowany duchowny został uciszony. Nie wiedzieli oni, nie wiedzieliśmy tego także my wszyscy wtedy, nie wiedział tego nikt, że Bóg w Swojej Opatrzności, w tej samej chwili zaczął już wyznaczać kierunek drogi, która doprowadziła na pl. Piłsudskiego 6 czerwca tego roku, który się powoli kończy. Tak dobro zwyciężyło zło. Drogą długą, mozolną, ale pewną. Trudno w to uwierzyć tym, którzy chcą zwyciężać przez jeden agresywny artykuł, jedną napastliwą wypowiedź, jedną poniżającą drugiego człowieka wyraźną opinię. Chcą szybko ugodzić drugiego, a godzą w samych siebie. I rzadko nawet w obronie słusznej sprawy, której starają się służyć. Jezus zaraz na początku swojej działalności wyraźnie powiedział, że błogosławieni są ci, którzy płaczą, że pragną sprawiedliwości, cisi, miłosierni, ci, którzy sprowadzają spokój, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni czyli szczęśliwi ci zwycięzcy. Bo to oni śmiać się będą, ich nagroda jest wielka i do nich należy królestwo niebieskie. To przesłanie Ewangelii przypomina nam postać błogosławionego ks. Jerzego. To przypomina nam jego męczeńska śmierć. To przypomina nam męczennik, którego prawość i piękno życia potwierdził Kościół wynosząc go na ołtarze.

Na początku wspomniałem o odmienności 26 rocznicy, męczeńskiej śmierci ks. Jerzego. Chcę na koniec powiedzieć jeszcze jedno - to, co jest odmienne od ubiegłego roku. Gdy gromadzimy się dziś przy tym ołtarzu, nie ma wśród nas zmarłego ks. prałata Zygmunta Malackiego. Jeszcze rok temu, choć już ciężko chory, z całą energią zabiegał i troszczył się, by zapewnić należytą gościnę każdemu pielgrzymowi, który przybywał do grobu księdza Jerzego. Wspominani o tym w tym miejscu, wspominam tego szlachetnego i dobrego człowieka i księdza, ponieważ na wiele lat przed beatyfikacją uczynił go swoim duchowym przewodnikiem i traktował go cały czas jak rzeczywistego i serdecznego przyjaciela. Ksiądz Prałat wcale tego nie ukrywał i często to powtarzał - zwykł był nawet tak mawiać: z pomocą Jurka załatwiłem niejedną duszpasterską sprawę. Z pomocą Sługi Bożego, którego proces beatyfikacyjny tak energicznie i skutecznie wspierał. W czasie samej beatyfikacji cieszył się - cała Polska widziała, jak towarzyszył całe godziny przed i w trakcie beatyfikacji mamie księdza Jerzego.

W sierpniu tego roku powiedział Pan do księdza Zygmunta: Sługo dobry i wierny, wejdź do radości Twego Pana (Mt 25,21). Niech przykład tego Kapłana i jego głęboka więź ze swoim kolegą z czasów seminaryjnych - więź, której nie naruszyła nawet śmierć - będzie dla nas zachętą, by wprowadzać błogosławionego księdza Jerzego we wszystkie nasze trudne sprawy osobiste, rodzinne, te wszystkie nasze polskie trudne sprawy. Niech nas cierpliwie uczy wiary w moc Ewangelii, niech broni przed pokusą szybkich i łatwych zwycięstw, które w świecie międzyludzkich relacji wcześniej czy później okazują się być zazwyczaj porażkami.
Błogosławiony księże Jerzy módl się za nami, byśmy tak jak Ty przyjęli krzyż do swego serca i w tym znaku zwyciężali, byśmy się nie bali, ale uwierzyli, że kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. Amen.

Pierwsze liturgiczne wspomnienie bł. Księdza Jerzego

PIERWSZE LITURGICZNE WSPOMNIENIE BŁOGOSŁAWIONEGO KSIĘDZA JERZEGO

Choć od lat wierni gromadzili się 19 października wokół grobu ks. Jerzego Popiełuszki, w tym roku było to spotkanie szczególne: po raz pierwszy obchodzono liturgiczne wspomnienie błogosławionego. Do kościoła św. Stanisława Kostki na Żoliborzu przybyły dziesiątki pocztów sztandarowych i tysiące wiernych z całej Polski, wśród nich matka błogosławionego Marianna Popiełuszko z rodziną, członkowie Solidarności na czele z Januszem Śniadkiem i Andrzejem Kropiwnickim, przedstawiciele PiS z Jarosławem Kaczyńskim oraz Rafał Wieczyński, reżyser filmu „Popiełuszko. Wolność jest w nas".

Zebrani odmówili Różaniec z rozważaniami Błogosławionego. Eucharystię rozpoczęła pieśń „Gaude Mater Polonia" i bicie dzwonu „Jerzy". Oprócz kardynała nominata Kazimierza Nycza współcelebransami byli nuncjusz apostolski abp Celestino Migliore oraz postulatorzy procesu beatyfikacyjnego ks. Popiełuszki o. Gabriel Bartoszewski OFMCap i ks. prałat Tomasz Kaczmarek. Kanclerz Kurii ks. prałat Grzegorz Kalwarczyk odczytał dekret metropolity warszawskiego, wynoszący kościół św. Stanisława Kostki do rangi Sanktuarium Diecezjalnego bł. Księdza Jerzego Popiełuszki.
- Siłą ks. Jerzego nie były struktury dyplomatyczne, talenty czy protektorzy, ale jego czystość sumienia, motywacje posługi, zamiarów i pragnień - powiedział w homilii kardynał nominat. Z jego rąk Marianna Popiełuszko przyjęła obraz beatyfikacyjny swojego syna.

ES

Podziękowanie Arcybiskupa Warszawskiego za udział w beatyfikacji Ks. Jerzego Popiełuszki

PODZIĘKOWANIE ARCYBISKUPA WARSZAWSKIEGO ZA UDZIAŁ W BEATYFIKACJI KSIĘDZA JERZEGO POPIEŁUSZKI I W ŚWIĘCIE DZIĘKCZYNIENIA ORAZ PRZYPOMNIENIA

Czcigodny Księże Proboszczu,

Mija już trzeci miesiąc od beatyfikacji Księdza Jerzego Popiełuszki, która miała miejsce na Placu Piłsudskiego w Warszawie, Było to wielkie wydarzenie religijne w Kościele Warszawskim i w Kościele w Polsce. Uroczystość beatyfikacyjna oraz procesja pozostaną na długo w naszej pamięci i w naszych sercach. Na progu nowego roku szkolnego chciałbym prosić, aby nowy Błogosławiony znalazł właściwe miejsce w katechezie i w duszpasterstwie, w nabożeństwach roku liturgicznego oraz w całym życiu duchowym parafii.

Równocześnie pragnę serdecznie podziękować Księdzu Proboszczowi, wszystkim współpracownikom duchownym i świeckim oraz parafianom za udział w przygotowaniu i w samej beatyfikacji. Wyrażam również wdzięczność za przyjęcie i rozprowadzenie materiałów na Święto Dziękczynienia.
Szczególnie dziękuję za zbiórkę na budowę Świątyni Opatrzności Bożej. Dzięki ofiarom z wszystkich diecezji, a szczególnie z naszej Archidiecezji jesteśmy w stanie ukończyć stan surowy obiektu. Mimo, że w tym roku zbiórka ta zbiegła się z ofiarami na powodzian, w większości parafii była ona podobna do lat poprzednich, a niekiedy nawet większa. Za to Księdzu Proboszczowi, a przez Niego całej wspólnocie parafialnej składam serdeczne podziękowanie.

Pragnę również zwrócić się do tych parafii, które dotychczas nie wpłaciły żadnych ofiar na konto Centrum Opatrzności Bożej bądź Kurii. Mam nadzieję, że stało się tak z powodu trwających wakacji, albo zmian personalnych. Bardzo proszę o szybkie uregulowanie tych zaległości ze względu na potrzebę naszej diecezjalnej solidarności we wspólnym dziele.
Jest także kilkanaście parafii, które i w tym, i w ubiegłym roku nie wykazały się solidarnością z całą Archidiecezją. Ponieważ często pokrywa się to z zaniedbaniem ofiar na cele ściśle diecezjalne, tym bardziej proszę o uregulowanie należności do dnia 15 września 2010 roku. Po tym terminie będę zmuszony zaprosić Księży Proboszczów na rozmowę w celu wyjaśnienia przyczyn zaległości lub opóźnień.

Jeszcze raz serdecznie dziękuję za wszystko, co jest związane z beatyfikacją Księdza Jerzego Popiełuszki i Świętem Dziękczynienia oraz życzę błogosławionego wejścia w nowy rok duszpastersko - katechetyczny.

Z braterskim pozdrowieniem

+ Kazimierz Nycz
Arcybiskup Metropolita Warszawski

Warszawa, 23 sierpnia 2010 r.

List wielkopostny Arcybiskupa Warszawskiego przed beatyfikacją ks. Jerzego Popiełuszki

STRÓŻ GRANICY MIĘDZY DOBREM A ZŁEM

- List wielkopostny Arcybiskupa Warszawskiego przed beatyfikacją księdza Jerzego Popiełuszki

Drodzy Bracia i Siostry,

W niespełna 26 lat po męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki Boża Opatrzność odpowiada na prośbę, jaką w październiku 1984 r. wypełniona była cała Polska. W kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu zawisł wówczas olbrzymi napis: „Boże, wróć nam Księdza Jerzego". Nie wiedzieliśmy jeszcze, że Ksiądz Jerzy został już zamordowany, i ta modlitwa wznosiła się wówczas do Boga z serc milionów Polaków. Otóż takie są obyczaje Boga naszego, że nawet kiedy nam się wydaje, że nasze modlitwy do Niego nie dochodzą, On wysłuchuje nas niewyobrażalnie więcej, niż Go prosimy. Również naszą modlitwę o powrót Księdza Jerzego Bóg wysłuchał w sposób przekraczający ówczesne oczekiwania. Już wkrótce, 6 czerwca br., ks. Jerzy Popiełuszko - męczennik, niezłomny obrońca ludzkiej godności, zamordowany z nienawiści do wiary i Kościoła - zostanie beatyfikowany i w ten sposób wróci do nas już na zawsze.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko urodził się w Suchowoli w roku 1947. Żył zaledwie 37 lat, posługę kapłańską wypełniał przez lat 12. Początkowo nic nie zapowiadało, że Opatrzność przygotowuje go do tych niezwykłych zadań, jakie przyszło mu wypełnić w ciągu ostatnich czterech lat życia. To przygotowanie odbywało się w pobożnej rodzinie na Podlasiu, w warszawskim seminarium duchownym, podczas dwóch lat służby wojskowej w jednostce kleryckiej w Bartoszycach. Z wojska wrócił z mocno osłabionym zdrowiem. Święcenia kapłańskie przyjął 28 maja 1972 r. Do parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu został skierowany w 1980 r. jako rezydent ze względu na słaby stan zdrowia.
Biorąc po ludzku, znalazł się tam Ksiądz Jerzy poniekąd przypadkowo. Kiedy pod koniec sierpnia 1980 r. strajkujący hutnicy z Huty Warszawa poprosili Księdza Prymasa Stefana Wyszyńskiego o przysłanie kapłana, który odprawiłby im Mszę świętą, Prymas posłał tam ks. Popiełuszkę, serdecznie przykazując mu, ażeby przestrzegał strajkujących przed duchem zemsty i nienawiści. Można powiedzieć, że wybór ks. Jerzego do tej posługi był jakby przypadkowy, a w rzeczywistości jakżeż opatrznościowy! Duszpasterz okazał się osobowością tak niezwykłą, że wkrótce stał się żywym znakiem nadziei dla milionów Polaków, szczególnie spragnionych prawdy, wolności, moralnej jasności oraz zwyczajnego szacunku dla człowieka. Msze święte za Ojczyznę, które ksiądz Jerzy odprawiał w kościele świętego Stanisława Kostki na Żoliborzu i w wielu miejscach Polski, gromadziły wiernych na modlitwie i słuchaniu słowa Bożego. Jego proste, napełnione duchem Ewangelii, spokojne, a jednocześnie żarliwe pouczenia przyjmowaliśmy wtedy tak, jak spieczona ziemia przyjmuje wodę. Umiał Ksiądz Jerzy przekonywać, że w jedności z Bogiem i Kościołem jesteśmy silni, nawet wtedy, kiedy nas biją, i że zło tylko dobrem da się zwyciężyć.

On sam umiał uszanować każdego, kto do niego przychodził. A przychodzili do niego zarówno ludzie prości, jak i tacy, których nazwiska już za życia znalazły się w encyklopediach, zarówno wierzący, jak niewierzący. Ks. Jerzy starał się każdego wysłuchać, w miarę możliwości zrozumieć, dodać otuchy, niczego nie narzucać, wychodzić naprzeciw inicjatywom, z jakimi ludzie do niego przychodzili. Niewątpliwie był człowiekiem dialogu i będzie dla nas wzorem dobrych relacji między księdzem i świeckimi. W duchowej przestrzeni, jaką tworzył wokół siebie, wielu niewierzących odnalazło Boga, wielu po kilkudziesięciu latach nawracało się i przystępowało do sakramentu pokuty.

Męczeństwo uwieńczyło bezmiar prześladowań, jakie przyszło mu znosić. Boża Opatrzność, która nawet ze zła potrafi wyprowadzić dobro, dopuściła, że nienawiść osiągnęła w końcu swój cel. 19 października 1984 r. Ksiądz Jerzy został bestialsko zamordowany. Tego wieczoru odprawił jeszcze swoją ostatnią w życiu Mszę świętą w kościele Pięciu Pierwszych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy. Ostatnie słowa, jakie wtedy wypowiedział publicznie, brzmiały: „Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy". Kościół przez posługę papieża Benedykta XVI uznał tę śmierć jako męczeństwo za wiarę, za Kościół i w obronie godności człowieka. Mamy więc nowego błogosławionego męczennika.
Męczennicy są Kościołowi potrzebni, są świadkami, że miłość jest mocniejsza niż nienawiść. Są, jak napisał Jan Paweł II w encyklice Veritatis splendor, stróżami „granicy między dobrem i złem". Niektórych zaś męczenników Bóg sobie wybiera, ażeby przez nich przypomnieć nam, że to On jest Panem całej ludzkiej historii. Ksiądz Jerzy Popiełuszko był takim stróżem granicy między dobrem a złem w swoich czasach. Bronił jasnej granicy między prawdą a kłamstwem. Takiego patrona i stróża wartości także dzisiaj nam potrzeba. Niech nowy błogosławiony będzie orędownikiem wspierającym nas u Boga, kiedy troszczymy się o prawdę, przeciwstawiając się relatywizmowi i zakłamaniu. Niech wyprasza dar jedności w tych wszystkich sprawach naszej Ojczyzny, których nie da się naprawić gdy ludzie są przeciw sobie. Dzisiaj Polsce potrzeba solidarnej jedności i współpracy. Niech ksiądz Jerzy będzie orędownikiem dla wszystkich sprawujących władzę. Niech jednoczy Polaków wokół troski o Ojczyznę, o rozwój rodziny, o właściwą edukację i o inne najważniejsze wartości. Niech wyprasza Bożą pomoc dla tych, którzy widzą dobro Polski nie w perspektywie tylko kilku miesięcy, do następnych wyborów, ale w perspektywie wielu dziesiątków lat, a nawet wieczności.

Tegoroczne orędzie na Wielki Post Ojciec Święty Benedykt XVI poświęcił zagadnieniu sprawiedliwości. To sprawa, która szczególnie była bliska księdzu Jerzemu. Papież pisze w orędziu: „Uwieńczeniem Wielkiego Postu jest Triduum Paschalne, podczas którego także w tym roku będziemy wysławiać sprawiedliwość Bożą, która jest pełna miłości, daru i zbawienia". Oby przeżywane przez nas dni wielkopostnych zmagań duchowych były czasem intensywnego zgłębiania tajemnicy Chrystusa, który przyszedł, by stało się zadość wszelkiej sprawiedliwości. Niech będzie to czas naszego odkrywania, że w Chrystusie Zmartwychwstałym odnosimy zwycięstwo nad nienawiścią i śmiercią. Potwierdzeniem tej prawdy będzie zbliżająca się beatyfikacja Sługi Bożego ks. Jerzego Popiełuszki, która opatrznościowo wpisuje się w obchody Trzeciego Dnia Dziękczynienia.

Bracia i Siostry,

Serdecznie zapraszani do udziału w nabożeństwach Wielkiego Postu w waszych parafialnych wspólnotach. Módlcie się o dobre i liczne powołania do kapłaństwa, a także za swoich księży, którzy w Wielki Czwartek w archikatedrze będą odnawiać swoje przyrzeczenia kapłańskie. W Wielki Piątek, który w tym roku wypada dokładnie w piątą rocznicę „odejścia do Domu Ojca" papieża Jana Pawła II, spotkajmy się na Warszawskiej Centralnej Drodze Krzyżowej. Podczas tego nabożeństwa będziemy nieśli i adorowali krzyż, który Jan Paweł II trzymał w swoich rękach tuż przed śmiercią. W Święto Bożego Miłosierdzia niech nie zabraknie nas przy figurze Jezusa Miłosiernego na Warszawskiej Woli.
Na czas owocnego przeżywania Świąt Paschalnych i dobrego przygotowania się do uroczystości beatyfikacyjnych na placu Piłsudskiego z serca wszystkim błogosławię.

Warszawa, 4 marca 2010 r.

+ Kazimierz Nycz
Arcybiskup Metropolita Warszawski

Słowo dopowiedzenia Metropolity Warszawskiego do Listu Episkopatu Polski

SŁOWO DOPOWIEDZENIA METROPOLITY WARSZAWSKIEGO DO LISTU EPISKOPATU POLSKI POŚWIĘCONEMU BEATYFIKACJI SŁUGI BOŻEGO KS. JERZEGO POPIEŁUSZKI

Umiłowani Bracia i Siostry,

Już za tydzień czeka nas wielkie wydarzenie historyczne w dziejach naszego Narodu - beatyfikacja nowego męczennika księdza Jerzego Popiełuszki. Do zaproszenia, które Episkopat kieruje do Kościoła w Polsce, dołączam swoje serdeczne zaproszenie do wiernych Archidiecezji Warszawskiej. Pragnę przypomnieć, że w niedzielę 6 czerwca obchodzimy równocześnie III Dzień Dziękczynienia. Zapraszani Was wszystkich na beatyfikacje. Poprzedzi ja uroczysty koncert w Wilanowie, który odbędzie się w sobotę wieczorem 5 czerwca. Proszę - włączcie się również w procesje z relikwiami bł. ks. Jerzego Popiełuszki, która w niedzielne popołudnie przejdzie Szlakiem Królewskim z Placu Piłsudskiego do budującej się Świątyni Opatrzności Bożej.
W całej Polsce - w niedzielę 6 czerwca - zbierane będą fundusze na budowę Świątyni Opatrzności Bożej. W Archidiecezji Warszawskiej zbiórka ta odbędzie się tydzień później - w niedzielę 13 czerwca. Przesuwam termin zbiórki w naszej Archidiecezji z powodu spodziewanego udziału znacznej części wiernych w uroczystościach beatyfikacyjnych. Być może także z tego powodu trzeba będzie odwołać w parafiach niektóre Msze święte. Księża proboszczowie będą przypominać o tej zbiórce przez najbliższe dwie niedziele.

Drodzy mieszkańcy Warszawy i całej Archidiecezji w dzień beatyfikacji dajmy piękne świadectwo całej Polsce tak jak to uczyniliśmy w pamiętne kwietniowe dni, kiedy modliliśmy się razem za tych, którzy zginęli tragicznie w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem.

Z serca błogosławię

+ Kazimierz Nycz
Arcybiskup Metropolita Warszawski

List pasterski Episkopatu Polski przed beatyfikację Sługi Bożego Ks. Jerzego Popiełuszki

NIECH PRZEMAWIA DO NAS ŚWIADECTWO KSIĘDZA JERZEGO

- List pasterski Episkopatu Polski przed beatyfikacją Sługi Bożego Ks. Jerzego Popiełuszki
Siostry i Bracia! Umiłowani w Chrystusie Panu!

W najbliższą niedzielę, 6 czerwca, wysłannik Ojca Świętego, Abp Angelo Amato, Prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych, dokona w Warszawie beatyfikacji Księdza Jerzego Popiełuszki. Kościół zaliczy go do grona błogosławionych męczenników za wiarę. Można powiedzieć, że w pełni zrealizował on w swoim życiu czytane przed chwilą słowa św. Pawła: „Ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość wypróbowaną cnotę, wypróbowana cnota zaś nadzieję. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego".
Nadzieja, którą Ksiądz Jerzy pokładał w Bogu, zaowocowała miłością heroiczną. Chociaż jego posługiwanie kapłańskie przypadło na czas wielkiego ucisku, pozostał on wiemy swemu powołaniu i wytrwale służył Bogu i człowiekowi. Pośród prześladowań wskazywał, jak kochać i sam żył miłością na co dzień, a zło uczył dobrem zwyciężać. Zginął śmiercią męczeńską 19 października 1984 r. Przeżył zaledwie 37 lat i tylko 12 lat pełnił kapłańską służbę. W dziesiątą rocznicę jego śmierci Jan Paweł II pisał: „Ten kapłan-męczennik pozostanie na zawsze w pamięci naszego narodu jako nieustraszony obrońca prawdy, sprawiedliwości, wolności i godności człowieka".

1. Zawsze blisko Boga
Dzięki wyniesionej z domu rodzinnego głębokiej wierze oraz chrześcijańskiemu wychowaniu, zażyłość z Bogiem była od najmłodszych lat dla księdza Jerzego najważniejsza. Przywiązanie do prawdy i wolności stało się dla niego elementarną postawą życiową. Urodził się w liturgiczne święto Podwyższenia Krzyża, 14 września 1947 r., na Białostocczyźnie, we wsi Okopy, oddalonej o kilka kilometrów od kościoła parafialnego i szkoły w Suchowoli. Od najmłodszych lat Eucharystia stanowiła w naturalny sposób centrum jego życia. By codziennie służyć do Mszy Świętej, wychodził z domu do szkoły godzinę wcześniej niż inne dzieci. Nie uważał tego za poświęcenie, lecz traktował jako łaskę.
Po maturze wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie. Po pierwszym roku studiów został wcielony do specjalnej jednostki wojskowej, której jednym z głównych celów było łamanie powołań kapłańskich. Gdy tylko udało mu się wyjść na przepustkę, pierwsze kroki kierował do kościoła, by uczestniczyć we Mszy Świętej i przystąpić do Komunii. Mimo wielu uciążliwych represji ze strony dowódców - dbał o wspólną modlitwę. Był przekonany, że to najlepsza obrona przed zniewoleniem i lękiem. Pisał wtedy do ojca duchownego: „Okazałem się bardzo twardy, nie można mnie złamać groźbą ani torturami. Może to dobrze, że akurat jestem ja, bo może ktoś inny by się załamał."

2. Przyjaciel człowieka
Po odbyciu służby wojskowej wrócił do seminarium i po dokończeniu studiów teologicznych, dnia 28 maja 1972 r., przyjął święcenia kapłańskie z rąk Prymasa Stefana Wyszyńskiego. Miał świadomość, że posługa kapłańska jest przedłużeniem zbawczej misji Jezusa Chrystusa. Starał się być zawsze tam, „gdzie są ludzie najbardziej potrzebujący, krzywdzeni, poniewierani w swojej ludzkiej godności." Wyczuwał, gdzie szukać takich ludzi. Powierzone sobie zadania wykonywał z wielkim zaangażowaniem. Kiedy, z powodu słabego zdrowia, został zwolniony z regularnej pracy parafialnej, poproszono go, by został duszpasterzem średniego personelu medycznego. Szybko zrozumiał, że to nie wystarczy i swoją posługą objął całą służbę zdrowia - lekarzy, pielęgniarki i studentów medycyny.
Gdy w sierpniu 1980 r. został posłany przez Kardynała Wyszyńskiego, by odprawić Mszę Świętą dla strajkujących hutników, także za nich poczuł się odpowiedzialny. Zaczął organizować spotkania kształtujące ich świadomość religijną i społeczną. Zapraszał do współpracy osoby z różnych środowisk. Uczył poszanowania godności człowieka i szacunku do pracy. W jednym z kazań mówił: „Praca (...) ma służyć człowiekowi, ma człowieka uszlachetniać. Stąd człowiek nie może być niewolnikiem pracy i w człowieku nie wolno widzieć tylko wartości ekonomicznych. W życiu osobistym, społecznym, zawodowym, nie można budować tylko na materializmie. Materializm nie może brać góry nad duchową stroną człowieka."
Po wprowadzeniu stanu wojennego, Ksiądz Jerzy zaczął odprawiać w kościele pw. św. Stanisława Kostki w Warszawie Msze za Ojczyznę. Gromadziły one wielotysięczne tłumy. Jego głos docierał do licznych zakątków kraju. W spokojnych i rzeczowych kazaniach bronił godności człowieka i godności narodu, a przede wszystkim wzywał do dawania chrześcijańskiego świadectwa w trudnej i bolesnej rzeczywistości.

Ksiądz Jerzy dla wszystkich był bratem. W duszpasterskiej posłudze starał się być blisko ludzi. Urzekał prostotą i ciepłem zarówno wtedy, gdy sprawował sakramenty święte, jak również wtedy, gdy chodził na procesy polityczne aresztowanych, organizował opiekę nad ich rodzinami, pomagał pokonywać strach. Budził ogromne zaufanie. Otaczała go coraz większa rzesza ludzi. Byli wśród nich twórcy kultury oraz ludzie nauki, lekarze i pielęgniarki, robotnicy i studenci. Wielu z tych, którzy przychodzili do kościoła św. Stanisława Kostki, przeżywało głębokie nawrócenie. Z całą prostotą cieszył się powodzeniem, ale był świadomy, że jest tylko narzędziem w ręku Opatrzności. W swoim dzienniku zapisał: „Jak wiele potrafisz, Boże, zdziałać przez tak niegodne jak ja stworzenie. Dzięki Ci, Panie, że się mną posługujesz".

3. Nauczyciel wolności i życia w prawdzie
Ksiądz Jerzy uwierzył słowu Chrystusa: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli". W jednym z kazań tłumaczył: „Aby pozostać człowiekiem wolnym duchowo, trzeba żyć w prawdzie. (...) Życie w prawdzie, to dawanie prawdzie świadectwa na zewnątrz, to przyznanie się do niej i upominanie się o nią w każdej sytuacji. Prawda jest niezmienna. Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą. Jesteśmy powołani do prawdy, jesteśmy powołani do świadczenia o prawdzie w swoim życiu".
Mówił też: „Żyć w prawdzie to być w zgodzie ze swoim sumieniem". Uczył, że wolność jest przede wszystkim wolnością od lęku, ale też wolnością sumienia, bo „sumienie jest taką świętością, że nawet sam Bóg sumienia ludzkiego nie ogranicza". Zadawał pytania najprostsze: „Czy dzisiaj mam odwagę upomnieć się o swojego brata, który jest niesłusznie więziony? Czy pomagam swojemu bratu pamiętając, że przez pomoc bratu pomagam samemu Chrystusowi"? Wiedział, że odpowiedź na te pytania wymaga odwagi i zachowania godności. W Bydgoszczy, w czasie ostatnich rozważań różańcowych, 19 października 1984 r., przypominał: „Pomnażać dobro i zwyciężać zło to dbać o godność dziecka Bożego, o swoją ludzką godność. Życie trzeba godnie przeżyć, bo jest tylko jedno. Trzeba dzisiaj bardzo dużo mówić o godności człowieka, aby zrozumieć, że człowiek przerasta wszystko, co może istnieć na świecie, prócz Boga".
Zadania, które Ksiądz Jerzy podejmował z poczuciem, że nie może postępować inaczej, wymagały heroicznych decyzji. Próbowano go zastraszyć stosując uciążliwe, dręczące szykany. Nie zrażając się tym, każde kazanie kończył modlitwą w intencji stosujących przemoc i o zachowanie od nienawiści tych, którzy muszą przeciwstawiać się represjom. Wspomniane rozważania różańcowe w Bydgoszczy zakończył w ten sposób: „Módlmy się, byśmy byli wolni od lęku, zastraszenia, ale przede wszystkim od żądzy odwetu i przemocy". To były jego ostatnie słowa wypowiedziane publicznie. Kilka godzin później został uprowadzony i następnie brutalnie zamordowany.

4. Nasze dziękczynienie za Księdza Jerzego
Beatyfikacja Księdza Jerzego Popiełuszki odbędzie się na Placu Piłsudskiego w Warszawie, w Święto Dziękczynienia. Będziemy dziękować Bożej Opatrzności za naszą wolność i za tych wszystkich, którzy nas ku niej prowadzili. Będziemy dziękować za rok 1980 i za wielki zryw Solidarności, za wielkich nauczycieli i mistrzów Księdza Jerzego: Prymasa Tysiąclecia i Sługę Bożego Jana Pawła II. W Roku Kapłańskim pragniemy szczególnie dziękować za dar życia, powołania i posługi Księdza Jerzego Popiełuszki, męczennika za wiarę i godność człowieka. „Niech przemawia do nas świadectwo tego kapłana - napisał Jan Paweł II - które się nie przedawnia, które było ważne nie tylko wczoraj, ale jest ważne także dzisiaj. Może dzisiaj jeszcze bardziej."
Świadectwo Księdza Jerzego jest dziś bardzo aktualne. Dziś także przecież trzeba stanowczo stawać w obronie prawdy, godności człowieka oraz ewangelicznych wartości. Dziś także trzeba w Polsce jednoczyć ludzi wokół spraw najważniejszych. Trzeba uwalniać się od nienawiści i budowania murów, które dzielą, a zło dobrem zwyciężać.
Ksiądz Jerzy Popiełuszko pokazał nam świadectwem swego życia, że autentycznie przeżywana wiara rodzi postawę zatroskania o dobro innych ludzi. Jako kapelan Solidarności nie był obojętny na kłamstwo, biedę, krzywdę, niesprawiedliwość. W ten sposób stał się swego rodzaju patronem sprawiedliwości społecznej w naszym kraju. Nauczanie i postawa Księdza Jerzego uwrażliwiają nas dzisiaj na współczesne formy wyzysku i złego traktowania ludzi słabych, biednych i bezrobotnych.
Uroczystość beatyfikacji będzie przeżywać razem z nami Matka Księdza Jerzego, pani Marianna Popiełuszko, która od początku modliła się za morderców swojego syna. Pragniemy z najgłębszym szacunkiem i wdzięcznością powiedzieć w imieniu Kościoła i Polski: Mamo, „Bóg zapłać" za takiego Syna!, „Bóg zapłać" za takiego Kapłana! „Bóg zapłać" za Twoją wiarę!

Umiłowani w Chrystusie Panu!

Niech dzień beatyfikacji Księdza Jerzego stanie się wielkim świętem dla całej naszej Ojczyzny. Niech wszystkie parafie i wspólnoty kościelne zjednoczą się na modlitwie z tymi, którzy będą uczestniczyć we Mszy Świętej beatyfikacyjnej. Trwając w dziękczynieniu Bogu w Trójcy jedynemu, pamiętajmy również o budowanej w Warszawie-Wilanowie Świątyni Opatrzności Bożej. Wesprzyjmy to dzieło ofiarą zbieraną w dniu beatyfikacji we wszystkich parafiach w Polsce. Jest to wotum narodu za wielkie dzielą Boże. Również za dar życia, powołania i posługi Księdza Jerzego Popiełuszki, męczennika za wiarę i godność człowieka.
Na owocne przeżycie beatyfikacji i przyjęcie nowego Patrona wszystkim z serca błogosławimy.

Podpisali: Pasterze Kościoła Katolickiego w Polsce
obecni na 351. Zebraniu plenarnym Konferencji Episkopatu Polski
w Warszawie w dniach 8-9 marca 2010 r.
Za zgodność: + Stanisław Budzik
Sekretarz Generalny KEP

Procedura teologicznego udowodnienia męczeństwa Sługi Bożego Ks. Jerzego Popiełuszki w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych

PROCEDURA TEOLOGICZNEGO UDOWODNIENIA MĘCZEŃSTWA SŁUGI BOŻEGO KS. JERZEGO POPIEŁUSZKI W KONGREGACJI SPRAW KANONIZACYJNYCH

Dnia 20 stycznia 2009 r. o godz. 17-ej, zgodnie z Regulaminem zebrał się Kongres Specjalny w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych ustalony przez promotora wiary mons. Sandro Corradini, przewodniczącego. Spotkaniu przewodniczył promotor wiary, a funkcję sekretarza pełnił mons. Carmelo Pellegrini. Zadaniem Kongresu było przedyskutowanie faktu domniemanego męczeństwa Sługi Bożego ks. Jerzego Popiełuszki, kapłana diecezjalnego, zamordowanego jak się utrzymuje z nienawiści do wiary 19 października 1984 r. w pobliżu Włocławka (Polska).
Wraz z promotorem jako przewodniczącym obecnych było 8 konsultorów teologów uprzednio wyznaczonych (nazwiska są utajnione). Ich zadaniem było przestudiowanie dokumentacji o męczeństwie ks. Jerzego Popiełuszki (Positio super martyrio Servi Dei Georgii Popiełuszko). Jest to księga formatu A-4 licząca 1157 stron druku + 16 stron ilustracji.
W spotkaniu wziął udział o. Hieronim Fokciński SI jako relator sprawy, pod jego bowiem nadzorem była przygotowywana dokumentacja o męczeństwie ks. Jerzego.
Na początku każdy z konsultorów czytał lub relacjonował swoją opinię. Ponieważ opinie te są obszerne, tutaj przytaczam jedynie końcowe konkluzje:

Konsultor I, opinia 15 stron druku, konkluzja: „Na postawione w dyskusji pytanie, bez jakiegokolwiek cienia wątpliwości odpowiadam twierdząco; czyli że sprawie można nadać dalszy bieg, uwzględniając lepszy osąd".

Konsultor II, opinia 9 stron druku, konkluzja: „Na zakończenie w kwestii, czy pewną jest rzeczą, że udowodniono badane męczeństwo, odpowiadam twierdząco, uwzględniając lepszy osąd".

Konsultor III, opinia 8 stron druku, konkluzja: „Jerzy Popiełuszko, kapłan polski, jawi się jako autentyczny świadek wiary. Punktem słabszym jest związek z intencjami prześladowcy. Jednak generalnie oceniając wszystkie fakty, nasza końcowa odpowiedź na temat męczeństwa jest pozytywna, uwzględniając lepszy osąd".

Konsultor IV, opinia 5 stron druku, konkluzja: „Po dokładnym przestudiowaniu przedłożonych dowodów, wobec Boga na przedłożoną kwestię odpowiadam: twierdząco, uwzględniając lepszy osąd".

Konsultor V, opinia 10 stron druku, konkluzja: „Lektura i studium Positio (dokumentacji) dogłębnie mnie dotknęły. Bogu, Sprawcy zaskakujących i przedziwnych dzieł, mówię wielkie dzięki, których dokonuje w swoich świętych. Z pełną szczerością i odpowiedzialnością wyrażam mój pozytywny osąd o prawdziwości męczeństwa sługi Bożego Jerzego Popiełuszko, uwzględniając lepszy osąd".

Konsultor VI, opinia 11 stron druku, konkluzja: „Po uważnym przestudiowaniu Akt i przytoczonych Dowodów, oceniam, że wyczerpują one wszystkie elementy materialne i formalne męczeństwa sługi Bożego o. Popiełuszko, które jaśnieje w jego szlachetnym świadectwie życia chrześcijańskiego i kapłańskiego, uwieńczone złożoną ofiarą z życia za wiarę. Jego męczeństwo utwierdziło tysiące wiernych i wspomaga ich na drodze życia chrześcijańskiego. Dlatego na przedłożone pytanie, czy pewnym jest męczeństwo, które było przedmiotem dochodzenia, odpowiadam pozytywnie, uwzględniając lepszy osąd".

Konsultor VII, opinia 22 strony druku, konkluzja: „Oto racje (wyżej przytoczone) dla których na postawione przez promotora wiary pytanie, «czy udowodniono męczeństwo, które było przedmiotem dochodzenia» odpowiadam «twierdząco», uwzględniając lepszy osąd".

Konsultor VIII, opinia 15 stron druku, konkluzja: „W obszernej Positio (dokumentacji) poświęconej męczeństwu i sławie męczeństwa sługi Bożego ks. Jerzego Popiełuszki znajdujemy wystarczający materiał, aby dać pozytywną odpowiedź na pytanie czy udowodniono męczeństwo i sławę męczeństwa sługi Bożego (...) Udowadniają to dokumenty zebrane w Positio, a wszyscy świadkowie w swoich zeznaniach podkreślają sławę męczeństwa Sługi Bożego. Również papież Jan Paweł II w swoich przemówieniach w Watykanie i podczas swoich podróży do Polski mówił o nim jako męczenniku za wiarę. Należy też dodać, że w okresie swej pracy duszpasterskiej ks. Popiełuszko był zawsze uległy swemu biskupowi, najpierw kard. prymasowi Stefanowi Wyszyńskiemu, a potem kard. prymasowi Józefowi Glempowi. A więc po przestudiowaniu Positio mój osąd jest pozytywny".

Konsultor IX, 13 stron druku, konkluzja: „Chociaż l'odium fidei (nienawiść do wiary) u zabójców ks. Popiełuszko płynęła ze względów ideologicznych, to w okrutnym zabójstwie dostrzegamy awersję antykościelną. Bezdyskusyjnie mamy do czynienia z prześladowaniem Kościoła (Dz. 9,4). Nie wydaje się, aby istniały jakieś wątpliwości odnośnie do męczeństwa chrześcijańskiego.
Na koniec, spontaniczna sława męczeństwa jest bardzo powszechna, jawi się jako element teologicznie bardzo wiążący. Dlatego na pytanie, czy udowodniono męczeństwo i sławę męczeństwa odpowiadamy twierdząco, uwzględniając lepszy osąd".

Po przedłożeniu opinii przez poszczególnych konsultorów promotor wiary zarządził dyskusję, podczas której niektórzy uczestnicy wyrazili swoje spostrzeżenia wyjaśniające i uzupełniające. Relator sprawy o. Hieronim Fokciński przedłożył też swoje wyjaśnienia. Przewodniczący Kongresu promotor wiary mons. Sandro Corradini po zamknięciu dyskusji zarządził głosowanie.
„Na zakończenie debaty wszyscy konsultorzy wyrazili swój głos pozytywny (9 na 9), wyrażając pragnienie, że ten heroiczny kapłan Kościoła w Polsce szybko mógłby być beatyfikowany jako męczennik Kościoła, o ile taka będzie wola Ojca Świętego.

Państwo Watykańskie, 26 maja 2009.

Mons. Sandro Corradini Generalny Promotor Wiary

Mimo jednomyślnej pozytywnej opinii konsultorów teologów, promotor wiary przed redakcją fascykułu „Relatio et Vota Congressus Peculiaris super martyrio die 20 januarii an. 2009 nabito. (Relacja i Opinie Kongresu Szczegółowego odbytego w sprawie męczeństwa ks. Jerzego Popiełuszki dnia 20 stycznia 2009 roku, 129 stron druku A-4), żądał od postulatora sprawy wyjaśnień niektórych szczegółów, które otrzymał. Z tej racji druk fascykułu przesunął się w czasie.

Opracował O. Gabriel Bartoszewski OFMCap

Dnia 3 grudnia 2009 roku odbyła swoje posiedzenie druga Komisja Kardynałów i Biskupów na temat męczeństwa sługi Bożego Jerzego Popiełuszki. Opinia była pozytywna. Materiały tej Komisji, której decyzja jest ostateczna i przesądzająca o męczeństwie, są tajne. Prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych arcybiskup Angelo Amato w dniu 19 grudnia 2009 roku, podczas specjalnej audiencji, przedłożył protokoły Komisji Ojcu Świętemu Benedyktowi XVI, który je zatwierdził i podpisał. Końcowa sentencja dekretu o męczeństwie brzmi: „O tym wszystkim, po przedłożeniu przez Arcybiskupa Prefekta, Jego Świątobliwość Benedykt XVI, opinie Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych przyjął i w dniu dzisiejszym stwierdził: Orzeka się męczeństwo Sługi Bożego Jerzego Popiłuszki, kapłana diecezjalnego, które było przedmiotem dochodzenia".
Ten zaś dekret Jego Świątobliwość polecił ogłosić i dołączyć do akt sprawy w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Dano w Rzymie, dnia 19 miesiąca grudnia roku Pańskiego 2009.

+ Michael Di Ruberto
Archip. tit. Biccarensis
Sekretarz

+ Angelus Amato, S.D.B
Archip. tit. Silensis
Prefekt

M. Pawelec: Ks. Jerzego Popiełuszki studia na KUL

KS. JERZEGO POPIEŁUSZKI STUDIA NA KUL

Kapłaństwo - Słowo Boże - Męczeństwo to byty elementy wypełniające istotę życia ks. Jerzego Popiełuszki. Kolejne etapy życia ks. Jerzego są powszechnie znane i przypominane przy okazji
październikowej rocznicy męczeńskiej śmierci.
Istnieje wiele publikacji, czy to w formie artykułów naukowych, popularnonaukowych i wręcz
hagiograficznych, czy też książek o dużej wartości historycznej opartych na solidnych badaniach źródłowych (m.in. E. K. Czaczkowska, T. Wiścicki, Ksiądz Jerzy Popiełuszko, Warszawa 2004; Ksiądz Jerzy Popiełuszko: sługa Boży, patriota, męczennik 1947-1984, red. L. Sosnowski, Kraków 2004; Modlitwa za Polskę. Ksiądz Jerzy Popiełuszko we wspomnieniach bliskich. Szczecinek 2004; Ksiądz Jerzy Popiełuszko. Cena wolności; M. Kindziuk, Ks. Jerzy Popiełuszko, Kraków 2004). Uzupełnieniem tych licznych publikacji są filmy dokumentalne i fabularne, jak na przykład „Zabić księdza" na motywach życia ks. J. Popiełuszki w reżyserii Agnieszki Holland z Christopherom Lambertem w roli głównej, z 1989 r. oraz „Popiełuszko. Wolność jest w nas" w reżyserii Rafała Wilczyńskicgo z Adamem Woronowiczem w roli ks. Jerzego z 2009 r.

Sługa Boży ks. Jerzy Aleksander Popiełuszko urodził się 14 września 1947 r. w Okopach koło Suchowoli, zmarł po 19 października 1984 r. pod Włocławkiem, Był synem ziemi podlaskiej, pracował jako kapłan archidiecezji warszawskiej w parafiach w Ząbkach. Aninie i Warszawie. Kapelan środowiska medycznego, a następnie kapelan NSZZ „Solidarność". Nieustraszony głosiciel prawdy i pokoju w imię Chrystusa. Ostatecznie, głęboko znienawidzony przez aparat represji Polski Ludowej, ofiarował własne życie jako najcenniejszy dar dla narodu i Kościoła w Polsce.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko w swym krótkim życiu miał jeszcze jeden, nieznany epizod, a mianowicie studia w Studium Pastoralnym Instytutu Teologii Pastoralnej Wydziału Teologicznego KUL w latach akademickich 1974/1975 - 1975/1976. Były to dwuletnie, zaoczne studia typu uzupełniającego dla kapłanów pracujących w duszpasterstwie i stanowiły formę uzupełnienia nauki po seminariach duchownych.
Studium Pastoralne KUL działało w latach 1969-1984, zajęcia odbywały się raz w tygodniu (wtorek): 5 godz. wykładów ogólnych, 2 godz. wykładów specjalistycznych oraz wybrane seminarium magisterskie. Zajęcia były prowadzone wspólnie dla księży I i II roku, dlatego też w programach obydwu lat przemieszano wykłady ogólne ze specjalistycznymi. Co roku wykładany
był tylko jeden kurs: „A" lub „B". Jedni księża - studenci zaczynali studia od kursu „A", drudzy, w następnym roku, od kursu „B". Po ukończeniu studium i złożeniu egzaminów otrzymywali absolutorium, a po ewentualnym napisaniu i przyjęciu pracy na wybranym seminarium - dyplom magistra teologii.

Celem Studium było przygotowanie duszpasterzy oraz doskonalenie metod pracy duszpasterskiej księży już pracujących: prowadzenia wspólnot służby liturgicznej, spotkań biblijnych i modlitewnych, rekolekcji środowisk neokatechumenalnych i oazowych, zespołów ewangelizacyjnych i kręgów rodzinnych oraz pielgrzymek. W najszerszym i najgłębszym sensie kształtowano parafialne i diecezjalne duszpasterstwo małych grup świeckich wyrastających ze służby liturgicznej o charakterze formacyjnym i apostolskim.

6 września 1974 r. ks. Jerzy Popiełuszko uzyskał zgodę Kurii Metropolitarnej Warszawskiej i skierowanie na Katolicki Uniwersytet Lubelski. 17 września 1974 r. ks. Jerzy złożył stosowne dokumenty w dziekanacie Wydziału Teologicznego. Wśród powyższych dokumentów były: świadectwo dojrzałości w oryginale, odpis aktu urodzenia, powyższe skierowanie z Kurii oraz kwestionariusz - wszystkie dokumenty są zachowane w zasobie Archiwum Uniwersyteckiego. W kwestionariuszu w miejscu przeznaczonym na życiorys, napisał następującą motywację podjęcia studiów „...Obecnie chcę pogłębić niektóre zagadnienia współczesnej teologii i dlatego proszę o przyjęcie mnie na dwuletnie Studium Pastoralne przy KUL". 8 października 1974 r. złożył w dziekanacie kartę ewidencyjną i został wpisany w poczet studentów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W grupie 82 księży przyjętych na I rok Studium w roku akademickim 1974/75 było 11 kapłanów z archidiecezji warszawskiej.
W roku akademickim 1974/75 ks. J. Popiełuszko zaliczył I semestr i uzyskał wpis na semestr kolejny. Rozpoczął sesję letnią, ale z powodów zdrowotnych musiał ją przerwać. Według orzeczenia lekarskiego dr. Kazimierza Tkaczyka z Instytutu Gruźlicy z Warszawy zapadł na ciężkie niedokrwienie niedobarwliwe (zaświadczenie z 25 kwietnia 1975 r.) Z tego też
powodu poprosił dziekana Wydziału ks. prof. Piotra Porębę o możliwość przesunięcia pozostałych egzaminów na sesję jesienną (podanie z dnia 10 czerwca 1975 r.), lecz ostatecznie, nie czując się na siłach, poprosił o umożliwienie powtarzania I roku. W odpowiedzi dziekan polecił ks. Jerzemu kontynuować Studium i uzupełnić II semestr I roku w ramach II roku Studium
w roku akademickim 1975/76 (podanie z dnia 7 października 1975 r.).
W okresie odbywania studiów ks. Popiełuszko uczęszczał na zajęcia m.in. u takich wykładowców, jak: ks. dr Franciszek Blachnicki - wstęp do teologii pastoralnej, ks. prof. Romuald Rak — duszpasterstwo parafialne, ks. prof. Adam Szafrański - podmiot duszpasterstwa oraz funkcje urzeczywistniania Kościoła, ks. prof. Józef Kudasiewicz - seminarium magisterskie, ks. Franciszek Pełka - socjologia katolicyzmu.

28 października 1975 r. ks. J. Popiełuszko złożył w dziekanacie kartę ewidencyjną, wymaganą przy zapisie na nowy rok i został wpisany na rok akademicki 1975/76. W tym miejscu ślad w dokumentacji archiwalnej się urywa. Prawdopodobnie ks. Jerzy nie pojawiał się już na wtorkowych zajęciach. Przyczyna zapewne tkwiła w problemach zdrowotnych oraz w zmianie miejsca posługi duszpasterskiej z parafii p.w. Św. Trójcy w Ząbkach na parafię p.w. Matki Bożej Królowej Polski w Aninie.

Marek Pawelec
Archiwum Uniwersyteckie

Ks. G. Kalwarczyk: ŻYCIORYS BŁOGOSŁAWIONEGO KSIĘDZA JERZEGO POPIEŁUSZKI

ŻYCIORYS BŁOGOSŁAWIONEGO KSIĘDZA JERZEGO POPIEŁUSZKI

Błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko urodził się w święto Podwyższenia Krzyża Świętego 14.09.1947 roku we wsi Okopy, w parafii Suchowola, na terenie archidiecezji zwanej wówczas „w Białymstoku", z rodziców Władysława i Marianny z domu Gniedziejko. W dokumentach cywilnych ma wpisaną datę urodzenia: 23 września 1947 roku. W dwa dni po urodzeniu, 16 września, został ochrzczony w parafialnym kościele pod wezwaniem Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Suchowoli i tam 17.06.1956 roku został bierzmowany przez biskupa Władysława Suszyńskiego. Podczas bierzmowania wybrał sobie imię dziadka oraz patrona Archidiecezji Wileńskiej - „Kazimierz"1/
W latach 1954-1965 uczęszczał do Szkoły Podstawowej oraz Liceum Ogólnokształcącego w Suchowoli. Tam również, w parafialnym kościele, był ministrantem. Uzyskawszy świadectwo maturalne, zgłosił się 24.06.1965 roku do Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego Św. Jana Chrzciciela w Warszawie, gdzie przez siedem lat przygotowywał się intelektualnie i duchowo do przyjęcia święceń kapłańskich. Podczas tych studiów musiał odbyć dwuletnią służbę wojskową w specjalnej jednostce dla kleryków w Bartoszycach. Z tego okresu znany jest fakt mężnej postawy alumna Jerzego, który nie pozwolił odebrać sobie medalika i różańca, za co był szykanowany przez tamtejsze władze wojskowe. Celem tych szykan i obostrzeń w służbie było zniechęcanie żołnierzy-kleryków do powrotu na drogę powołania kapłańskiego.

Po powrocie do Seminarium Jerzy Popiełuszko musiał poddać się operacji tarczycy oraz leczył się z choroby serca. Przeżycia w wojsku, choroba i pobyt w szpitalu bardzo zbliżyły go do kolegów, oraz w szczególny sposób uwrażliwiły na potrzeby, cierpienia i krzywdy bliźnich. Stał się opiekuńczy i zatroskany, zwłaszcza o chorych.
W dniu 12.12.1971 roku otrzymał święcenia subdiakońskie, a 12.03.1972 roku - diakonat. Święcenia kapłańskie przyjął z rąk kardynała Stefana Wyszyńskiego, prymasa Polski dnia 28.05.1972 roku w bazylice archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie na Starym Mieście. Jako neoprezbiter został skierowany do pracy duszpasterskiej i katechetycznej najpierw w parafii Świętej Trójcy w Ząbkach koło Warszawy, gdzie pracował trzy lata (10.06.1972 - 4.10.1975), a następnie do parafii Matki Bożej Królowej Polski w Warszawie-Aninie. Po trzech latach, 20.05.1978 roku, przeniósł się na wikariat do parafii Dzieciątka Jezus w Warszawie na Żoliborzu, skąd 25.05.1979 roku władza archidiecezjalna skierowała go do pracy duszpasterskiej przy kościele akademickim św. Anny w Warszawie na Trakcie Królewskim. Prowadził tam konwersatoria dla studentów medycyny, organizował rekolekcje i obozy o charakterze rekolekcyjnym oraz kierował duszpasterstwem pielęgniarek w kaplicy Res Sacra Miser przy Krakowskim Przedmieściu 62. Od czterech lat był członkiem Krajowej Konsulty Duszpasterstwa Służby Zdrowia, a na terenie Archidiecezji Warszawskiej - diecezjalnym duszpasterzem środowisk medycznych. Dnia 6.10.1981 roku podjął się nadto opieki duszpasterskiej nad chorymi w Domu Zasłużonego Pracownika Służby Zdrowia w Warszawie przy ul. Elekcyjnej 37, urządzając tam własnym sumptem kaplicę i stając się na mocy nominacji kurialnej kapelanem.

Ostatnim miejscem zamieszkania i pracy ks. Jerzego Popiełuszki od 20.05.1980 roku była parafia św. Stanisława Kostki w Warszawie na Żoliborzu, gdzie jako rezydent pomagał w pracy parafialnej i zajmował się duszpasterstwem specjalistycznym. Między innymi kierował zebraniami formacyjnymi grupy studentów Akademii Medycznej, był duszpasterzem średniego personelu medycznego (pielęgniarki) oraz co miesiąc urządzał dla lekarzy spotkania modlitewne.
Na podkreślenie zasługuje udział ks. Jerzego Popiełuszki w przygotowaniu dwóch wizyt papieskich. W obydwu przypadkach, wbrew sprzeciwom władz komunistycznych i Służby Bezpieczeństwa, był faktycznym przewodniczącym Sekcji Sanitarnej Komitetu Przyjęcia Ojca Świętego Jana Pawła II w Warszawie i ze swoją kilkusetosobową grupą medyczną roztaczał z ramienia Kościoła opiekę zdrowotną nad uczestnikami pielgrzymek.
Oddzielną kartę życia ks. Jerzego, która doprowadziła go do palmy męczeństwa było jego bezkompromisowe zaangażowanie się w duszpasterstwo świata pracy, zarówno w okresie tworzenia się „Solidarności", jak i później, gdy trwał stan wojenny w Polsce oraz po jego zniesieniu. Pomimo szykan ze strony czynników państwowych i esbeckich oraz pomówień i oszczerstw w środkach masowego przekazu, był rzecznikiem i obrońcą godności człowieka, praw ludzkich do wolności, sprawiedliwości, miłości i prawdy, a także heroldem Pawłowego i papieskiego nauczania, że zło należy zwyciężać dobrem. Prawdy te głosił wraz ze swym proboszczem - ks. prałatem Teofilem Boguckim - przede wszystkim podczas nabożeństw za Ojczyznę, urządzanych w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu od czasu ogłoszenia stanu wojennego we wszystkie ostatnie niedziele miesiąca. Pierwsza taka Msza św. została odprawiona 28.02.1982 roku.
Serdeczne więzy ks. Popiełuszki ze światem pracy, zwłaszcza z pracownikami Huty Warszawa, zadzierzgnięte zostały w sposób niemal przypadkowy, ale opatrznościowy i nieodwracalny. Gdy w pamiętnym sierpniu 1980 roku doszło do strajku solidarnościowego w Hucie Warszawa, pięciu przedstawicieli tej Huty przybyło do rezydencji arcybiskupów warszawskich, prosząc prymasa Polski, kardynała Stefana Wyszyńskiego, ażeby przyjechał do nich lub wyznaczył im jakiegoś kapłana do odprawienia Mszy świętej. Twierdzili, że prawie wszyscy strajkujący wewnątrz Huty są katolikami i pragną uczestniczyć w niedzielnej liturgii mszalnej, ale ze względu na sytuację - nie mogą opuścić miejsca pracy. Była to pierwsza niedziela, około godziny ósmej, kiedy strajkowały już Gdańsk, Szczecin i śląskie kopalnie. Prymas Polski, nie mogąc ze względu na inne zaplanowane zajęcia, osobiście odprawić tej Mszy świętej, zlecił swojemu kapelanowi - ks. prałatowi Bronisławowi Piaseckiemu: „Poszukaj księdza". Ks. kapelan udał się niezwłocznie na pobliski Żoliborz, do kościoła św. Stanisława Kostki, i propozycję pójścia do Huty przedstawił pierwszemu napotkanemu kapłanowi - ks. Jerzemu Popiełuszce. Ks. Jerzy chętnie przyjął propozycję i, po porozumieniu się z proboszczem - ks. prałatem Boguckim, wyruszył do Huty. Był to początek kolejnej formy jego duszpasterstwa - duszpasterstwa, które zakończyło się jego męczeńską śmiercią.

Późnym wieczorem, dnia 19.10.1984 roku wracając samochodem z posługi duszpasterskiej w Bydgoszczy, został zatrzymany przez trzech funkcjonariuszy Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (Wydział do walki z Kościołem) i uprowadzony. Stało się to na szosie w Górsku niedaleko Torunia. Niemal cudem ocalał kierowca - pan Waldemar Chrostowski, jedyny świadek bandyckiego porwania, który, chociaż skuty kajdankami, wyskoczył z pędzącego samochodu i niezwłocznie powiadomił władze kościelne i społeczeństwo o dokonanym bezprawiu przez przedstawicieli władz komunistycznych. Nastało wtedy dziesięć dni modlitewnego oczekiwania w wielu świątyniach kraju, zwłaszcza w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie, na powrót kapłana. Niestety, to się nie stało. Ciało ks. Jerzego Popiełuszki wyłowiła milicja w dniu 30.10.1984 roku ze sztucznego zbiornika wodnego przy tamie na Wiśle koło Włocławka. Sekcja
zmasakrowanych zwłok została przeprowadzona w Białymstoku - blisko Suchowoli, bo tak zarządziły władze komunistyczne, ale pogrzeb, zgodnie z życzeniem rodziców i katolickiego społeczeństwa, odbył się w Warszawie 3.11.1984 roku. Ks. Jerzy Popiełuszko został pochowany w grobie przy kościele św. Stanisława Kostki. Obrzędom pogrzebowym przewodniczył i okolicznościowe kazanie wygłosił kardynał Józef Glemp, prymas Polski. W pogrzebie uczestniczyło wielu biskupów, kilkuset kapłanów oraz kilkaset tysięcy wiernych, w tym setki pocztów sztandarowych spod znaku „Solidarności" z całego kraju.

Przekonanie duchowieństwa i wiernych o męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki za wiarę spowodowało, że kardynał Józef Glemp, arcybiskup metropolita gnieźnieński i warszawski oraz prymas Polski, wystarał się o potrzebne zezwolenie Stolicy Apostolskiej i powołał archidiecezjalny trybunał, który zajął się procesem beatyfikacyjnym ks. Jerzego. Proces ten na szczeblu diecezjalnym trwał od 8.02.1997 do 8.02.2001 roku. Następnie akta procesu zostały przewiezione do Stolicy Apostolskiej i poddane dalszym badaniom w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

W 2002 roku wymieniona Kongregacja wydała dekret o ważności przeprowadzonego procesu na szczeblu diecezjalnym, co pozwoliło na otwarcie 3.05.2003 roku drugiego etapu procesu beatyfikacyjnego, tym razem w Rzymie. Na początku roku 2009 papież Benedykt XVI zgodził się na przyśpieszony tryb rozpatrzenia sprawy. Dzięki temu już 19 grudnia 2009 roku mógł podpisać dekret o męczeństwie za wiarę ks. Jerzego Popiełuszki i polecił arcybiskupowi Angelo Amato przewodniczyć ceremonii beatyfikacyjnej. W dniu 15 lutego 2010 roku metropolita warszawski arcybiskup Kazimierz Nycz ogłosił, że beatyfikacja Sługi Bożego Jerzego Popiełuszki będzie mieć miejsce w Warszawie na Placu Zwycięstwa, czyli Piłsudskiego, w niedzielę 6 czerwca 2010 roku.

W uroczystości beatyfikacyjnej wzięli udział: kardynał Józef Glemp - prymas Polski senior, arcybiskup Kazimierz Nycz - metropolita warszawski, arcybiskup Józef Kowalczyk - nuncjusz apostolski w Polsce, arcybiskup Józef Michalik - przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, arcybiskup Henryk Muszyński - prymas Polski, kilkudziesięciu biskupów, członkowie Kapituł, kilkuset kapłanów, przedstawiciele władz państwowych i samorządowych oraz kilkusettysięczna rzesza wiernych. Po Mszy św. beatyfikacyjnej uformował się orszak procesyjny z udziałem dwunastu tysięcy pielgrzymów, który przeniósł relikwie błogosławionego Jerzego Popiełuszki do Panteonu Wielkich Polaków w świątyni Opatrzności Bożej w Wilanowie.

Opracował Ks. Grzegorz Kalwarczyk







1 Ks. Jerzy Popiełuszko miał nadane na chrzcie imię Alfons, ponieważ matka darzyła wielką czcią św. Alfonsa Liguoriego. Ks. Jerzy tym imieniem posługiwał się w zdrobniałej formie Alek aż do czasu studiów seminaryjnych. Niektórzy sądzili, że jest to zdrobnienie od imienia Aleksander i pisali do niego listy na nazwisko Aleksander Popiełuszko. Ze względu na pejoratywne znaczenie słowa „alfons" na Mazowszu, prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński zaproponował seminarzyście Alkowi zmianę imienia, co też się stało 13 maja 1970 roku.