Ks. Piotr Marchewka MIC, Święte, słabe naczynie. O bł. ks. Jerzym Popiełuszce

Życie ks. Popiełuszki było przygotowaniem do „nowego imienia”, które nosili chrześcijanie pierwszych wieków – „nosiciele Chrystusa”. Nie zabiegał on o męczeńskie odejście z tego świata, lecz kiedy nadeszła śmierć, przyjął ją.

Rozważanie o świętości ks. Jerzego Popiełuszki jest o tyle trudne, że odnosi się do kogoś, kogo znaliśmy, kto był kształtowany przez te same okoliczności historyczne, polityczne, religijne - jak wielu z nas. Ksiądz Jerzy był jednym z nas, a został święty. Coś wspaniałego, niezwykłego. Bóg wybrał go, by na drodze powołania kapłańskiego osiągnął doskonałość. To Pan reżyserował jego życie, a on Mu je oddał. Ksiądz Jerzy potrafił gromadzić tysiące wiernych nie przy sobie, lecz przy Chrystusie, formować ich w duchu Ewangelii, modlić się o ich wolność i respektowanie praw.
Urodził się 14 września 1947 na Białostocczyźnie w miejscowości Okopy. Niemal codziennie, kiedy był już chłopcem, wędrował 5 km do kościoła parafialnego w Suchowoli, by uczestniczyć we Mszy św., by się modlić. Klimat domu rodzinnego przyczynił się niewątpliwie do jego duchowej formacji. Rodzina stała się pierwszym „seminarium duchownym" młodego chłopca, potem ministranta.
Formacja kapłańska - po części w jednostce wojskowej w Bartoszycach - to okres szczególnego świadectwa wierności Bogu. Posługa kapłańska ks. Jerzego w trudnym czasie totalitaryzmu komunistycznego to również okres niesienia pomocy drugiemu człowiekowi, posługi, dawania siebie bez oczekiwania czegokolwiek w zamian.
Świętość tego kapłana wypływała ze zbawczego krzyża Chrystusa. Z dnia na dzień ks. Jerzy uświadamiał sobie, że jest słabym naczyniem, które może być ostatecznie ocalone tylko przez Boga.

Dokonał niezwykłego wysiłku, aby sprostać zadaniom, jakie przed nim stawały. Nie zamykał swego kapłaństwa w kościele, ale niósł je tam, gdzie wiodło go serce i ewangeliczne wyczucie. Próbował być wiernym towarzyszem i naśladowcą Chrystusa. Dziś możemy stwierdzić, że życie ks. Popiełuszki było przygotowaniem do „nowego imienia", które nosili chrześcijanie pierwszych wieków -„nosiciele Chrystusa". Nie zabiegał on o męczeńskie odejście z tego świata, lecz kiedy nadeszła śmierć, przyjął ją. Jego męczeństwo było powtórzeniem i udziałem w męce samego Chrystusa, najdoskonalszym naśladowaniem Jego życia i działań, a przez to rozsławianiem na cały świat dobroci i miłości samego Stwórcy.

W jaki sposób winniśmy czerpać ze wzoru świętości pozostawionego przez ks. Popiełuszkę? Czynił to, co było świadectwem. Stawał w obronie pokrzywdzo¬nych, niesłusznie oskarżonych, pozbawionych należnych im praw. Głosił potęgę Bożego miłosierdzia i przebaczenia, uczył zło dobrem zwyciężać. W obronie wiary stawiał na odwagę, męstwo, prawdę i honor. Jego świętość, uwidaczniała się w zwyczajności, prostocie życia, łagodnym usposobieniu, otwarciu na potrzeby i utrapienia innych ludzi.
Oto wezwanie dla nas! Tam, gdzie dziś postawił nas Bóg, potrzebujemy pójść drogą takich cnót, jakie realizował nowy Błogosławiony Kościoła w Polsce. Jest to realne. To droga osiągnięcia chwały nieba, która na nas czeka.
Niech świadectwo bł. ks. Jerzego Popiełuszki - dane nam w naszych trudnych czasach - zmobilizuje nas do codziennych zmagań o świętość, o dawanie świadectwa ewangelicznego życia tam, gdzie żyjemy.


Ks. Piotr Marchewka MIC, Święte, słabe naczynie. O bł. ks. Jerzym Popiełuszce. W: Z Niepokalaną, jesień 3 (63) 2010, s. 16-17.

Relikwie bł. ks. Jerzego w Wałbrzychu

Do wałbrzyskiej świątyni pw. św. Józefa Robotnika wprowadzono wczoraj uroczyście relikwie bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

W systemie komunistycznym parafia ta była w Wałbrzychu szczególnym miejscem celebrowania Eucharystii w intencji Ojczyzny oraz spotkań ludzi pracy. Sprawowanej z tej okazji Mszy św. przewodniczył pasterz Kościoła świdnickiego ks. bp Ignacy Dec.
MZ

Nasz Dziennik, Poniedziałek, 25 października 2010, Nr 250 (3876)

Jan Paweł II o Ks. Jerzym (3)

Włocławek, 7 czerwca 1991 r.

Homilia Ojca Świętego Jana Pawła II wygłoszona podczas Mszy świętej odprawionej na lotnisku włocławskiego Aeroklubu

Wróćmy jeszcze do czytań dzisiejszej liturgii. Czytamy w Liście do Efezjan: „zginam kolana moje przed Ojcem..., aby według bogactwa swej chwały sprawił w was przez Ducha swego wzmocnienie siły wewnętrznego człowieka".
Czyż nie dotykamy tu samych podstaw ludzkiej kultury?
U początku jest Bóg - jest Ojciec, który stwarzając człowieka na swój obraz i podobieństwo, czyni go wrażliwym na działanie Ducha: Ducha Prawdy, Dobra i Piękna. To są przecież te odwieczne wymiary wszelkiej kultury i każdej z ludzkich kultur. Także i naszej, polskiej - tej, która stanowi o nas poprzez stulecia naszych dziejów.
A dalej pisze Apostoł: „Niech Chrystus zamieszka przez wiarę w waszych sercach, abyście w miłości wkorzenieni i ugruntowani... zdołali ogarnąć duchem... i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni całą Pełnią Bożą".
A więc: u początku Ojciec i Stwórczy Duch - a w samym sercu ludzkich poczynań i dążeń ludzkiej twórczości i pracy: Chrystus. Miłość Chrystusa, która pozwala człowiekowi „przewyższać" samego siebie. Stanisław, wasz rodak z Kostkowa w diecezji płockiej, zwykł był mawiać: „do wyższych rzeczy jestem stworzony". Miał świadomość, że człowiek jest sobą, gdy gotów jest siebie przewyższać. Wypowiedział tę samą prawdę w swoim prostym, młodzieńczym języku, co wielki Pascal.
Wraz z wszystkimi przeto, którzy przeszli przez tę nadwiślańską ziemię, wraz z księdzem Jerzym, który nieopodal stąd znalazł męczeńską śmierć na wiślanym spiętrzeniu, zginam moje kolana przed Ojcem i proszę o „wzmocnienie siły człowieka wewnętrznego", proszę o wzmocnienie siły człowieka wewnętrznego dla wszystkich synów i córek mojej Ojczyzny u progu czasów, które nadeszły - i które idą.
"Jezu cichy i pokornego serca, uczyń serce moje według serca Twego". Tak może mówić człowiek do Boga, który stał się człowiekiem, który jako człowiek nosi całą pełnię bóstwa i całą niezmierzoną głębię tajemnicy powołania człowieka w Bogu, w tym właśnie ludzkim sercu. Nosi też w tym ludzkim sercu, na końcu przebitym włócznią, całą tajemnicę ceny, wartości, jaką ma człowiek, całą tajemnicę Odkupienia.
A cóż to jest Odkupienie, jąknie przywrócenie wartości. Nie jest przywracaniem wartości człowiekowi spychanie go do tego wszystkiego, co zmysłowe, do tych wszystkich rodzajów pożądania, do tych wszystkich ułatwień w dziedzinie zmysłów, w dziedzinie życia seksualnego, w dziedzinie używania. Nie jest dźwiganiem człowieka, nie jest miarą kultury, nie jest miarą europejskości, na którą tak często powołują się niektórzy rzecznicy naszego „wejścia do Europy".

Przede wszystkim my wcale nie musimy do niej wchodzić, bo my w niej jesteśmy. Pierwszy premier Rzeczypospolitej mówił to w Radzie Europejskiej w Strasburgu: w jakiś sposób zawsze byliśmy i jesteśmy w Europie. Nie musimy do niej wchodzić, ponieważ ją tworzyliśmy i tworzyliśmy jaz większym trudem, aniżeli ci, którym się przypisuje albo którzy sobie przypisują patent na eu¬ropejskość, wyłączność.
A co ma być kryterium, co ma być kryterium wolności? Jaka wolność? Na przykład wolność odbierania życia nienarodzonemu dziecku?

Moi drodzy bracia i siostry, ja pragnę jako Biskup Rzymu zaprotestować przeciwko takiemu kwalifikowaniu Europy, Europy Zachodniej. To obraża ten wielki świat kultury, kultury chrześcijańskiej, z któregośmy czerpali i któryśmy współtworzyli, współtworzyli także za cenę naszych cierpień. Tu, na tej ziemi kujawskiej, tu, w tym mieście męczenników, to musi być powiedziane głośno. Kulturę europejską tworzyli męczennicy trzech pierwszych stuleci, tworzyli ją także męczennicy na wschód od nas w ostatnich dziesięcioleciach - i u nas w ostatnich dziesięcioleciach. Tak tworzył ją
ksiądz Jerzy.

On jest patronem naszej obecności w Europie za cenę ofiary z życia, tak jak Chrystus. Tak jak Chrystus, jak Chrystus ma prawo obywatelstwa w świecie, ma prawo obywatelstwa w Europie, dlatego że dał swoje życie za nas wszystkich. Ma prawo obywatelstwa wśród nas i wśród wszystkich narodów tego kontynentu i całego świata, przez swój krzyż.
Tajemnica Serca, które przebodli, tajemnica Serca, w które się wpatrywali. To są ci wielcy pionierzy Europy - w przeszłości i na przyszłość taką miarę europejskości przyjmujemy, taką miarę europejskości pragniemy podjąć i kontynuować i nie pozwolimy sobie zaniżyć tej miary.

Tak, oczywiście, Europa to są także dzieje wielkich kryzysów, dzieje kryzysu europejskiego, który ma wiele korzeni, który trwa i rozwija się i w naszych czasach ma także swój dalszy ciąg, w tym stuleciu niestety tragiczny dalszy ciąg. To przecież w tym stuleciu stworzono światopogląd, w imię którego człowiek może odbierać życie drugiemu człowiekowi, dlatego że jest innej rasy, ponieważ należy do takiej grupy etnicznej, ponieważ jest Żydem, ponieważ jest Cyganem, ponieważ jest Polakiem. Rasa panów i rasa niewolników. A potem znowu mit klasy. To wszystko jest także dziedzictwo europejskie, ale z tego się mamy wyzwalać! Europa potrzebuje odkupienia!

Uroczystość Serca Bożego jest uroczystością odkupienia Europy, odkupienia świata, odkupienia Europy dla świata. Świat potrzebuje Europy odkupionej.
Moi drodzy, darujcie te słowa gorące, może to dlatego, że dzień jest trochę chłodny, ale jest też genius lód, jest to miejsce, jest to przedziwne miejsce. Może nie tak bardzo znane na świecie, w Europie, nie tak bardzo znane - Włocławek - które nosi w sobie przedziwny zapis w naszym stuleciu, który jest jak gdyby odpowiedzią na tamten zapis całej cywilizacji nienawiści, śmierci, całej cywilizacji śmierci. Zapis cywilizacji życia, życia przez śmierć, tak jak Chrystus, tak jak serce Boże. Jego ostatnim jakby świadkiem, świadkiem tego zapisu jest właśnie ksiądz Jerzy. Nie wolno go traktować - niech Bóg broni, nie myślę, że ktokolwiek to tak widzi albo próbuje - nie wolno go traktować tylko o tyle, o ile służył pewnej sprawie w porządku politycznym, chociaż była to sprawa do głębi etyczna. Trzeba go widzieć i czytać w całej prawdzie jego życia. Trzeba go czytać od strony tego wewnętrznego człowieka, o którego prosi Apostoł w Liście do Efezjan. Tylko ten właśnie człowiek wewnętrzny mógł być świadkiem, takim świadkiem naszych trudnych czasów, naszego ostatniego dziesięciolecia, jakim był.
Wraz z wszystkimi powtarzam ostatni passus, wraz z wszystkimi, którzy przeszli przez tę nadwiślańską ziemię, wraz z księdzem Jerzym, zginam moje kolana przed Ojcem: proszę o „wzmocnienie siły człowieka wewnętrznego", błagam o „wzmocnienie siły człowieka wewnętrznego" dla wszystkich synów i córek tej ziemi, mojej Ojczyzny, teraz, u progu czasów, które nadeszły i które idą! Amen!
(Insegnamenti di Giovanni Paolo E, XIV, l, 1991, s. 1552-1555.)



Warszawa, 8 czerwca 1997 r.

Spotkanie z korpusem dyplomatycznym w Nuncjaturze Apostolskiej

Troska o zabezpieczenie praw w każdym narodzie i społeczeństwie stanowi szczególnie ważną część samoświadomości współczesnego Kościoła. Świadczy o tym także fakt, że moje obecne spotkanie z członkami korpusu dyplomatycznego odbywa się w jednym z tych krajów, które na przestrzeni 1989 roku stały się niejako etapami drugiej pielgrzymki ku wolności. Musi to skłaniać do refleksji nad przebytą drogą. Zgodnie ze swoim posłannictwem ewangelizacji Kościół stanął w obronie praw każdego człowieka i całej społeczności ludzkiej, praw opartych o wspólną wszystkim naturę ludzką i prawo naturalne, praw, które potwierdził Chrystus w Ewangelii.
Trudno nie podkreślić szczególnej pod tym względem roli Kościoła i chrześcijaństwa w tych krajach i społeczeństwach, w których nastąpił głęboki przełom.
Nie zapomnijmy, że w tej części kontynentu, nieraz po tysiącu lat obecności w danym kraju, Kościół stanął w obliczu wyzwania ze strony ideologii dialektycznego materializmu, wspieranej siłą totalitarnego państwa, który wszelką religię uważał za czynnik alienujący człowieka. To właśnie tutaj głoszenie elementarnych prawd o godności człowieka i jego prawach, o tym, że jest on podmiotem historii, a nie tylko „odbiciem stosunków społeczno-ekonomicznych", musiało się łączyć nierozerwalnie, jak w przypadku polskiego Kościoła, z obroną praw przysługujących każdemu człowiekowi i całej narodowej wspólnocie. Służba ta wyrażała się między innymi w odważnym wypełnianiu funkcji krytycznej wobec narzuconego siłą modelu stosunków społecznych, w uwrażliwianiu sumień na różnego rodzaju zagrożenia w życiu publicznym, a także na wynikające stąd moralne powinności w zakresie narodowej kultury, oświaty, wychowania czy pamięci historycznej. To właśnie tutaj, w tej części Europy, Kościół stawał się często najbardziej wiarygodną instytucją życia zbiorowego, a religia - jedynym niezawodnym punktem odniesienia w sytuacji nieufności i zupełnego skompromitowania oficjalnego systemu wartości.
Symbolem takiej postawy Kościoła związanego z aspiracjami całego społeczeństwa stali się tacy ludzie Kościoła, jak: kardynał Stefan Wyszyriski, kardynał Józef Beran, kardynał Aloisio Stepinac, kardynał Józef Mindszenty, żyjący w Pradze kardynał Frantisek Tomasek i inni. Stał się nim również, jak się go zwykło określać, duchowy opiekun polskiego świata pracy, ksiądz Jerzy Popiełuszko, okrutnie zamordowany w 1984 roku.
(„L'Osservatore Romano" [wydanie polskie], numer specjal¬ny, 1-9 czerwca 1991, s. 99.)

Watykan, 27 maja 1992 r.

Do Polaków podczas audiencji generalnej

Wszystkich pozdrawiam w imię Jezusa Chrystusa zmartwychwstałego, bo czas, którym żyjemy, to okres wielkanocny. W tym też imieniu Jezusa Chrystusa zmartwychwstałego Kościół żyje zawsze nadzieją. Można wręcz powiedzieć, że wśród wszystkich przeciwności - jakich nie szczędzi świat, doczesność - wśród wszystkich doświadczeń i udręczeń, które z tym się łączą, Kościół pozostaje jakby zbawczą wyspą nadziei dla człowieka i dla ludzkości. Jest to nadzieja życia wiecznego, poświadczona zmartwychwstaniem Chrystusa, nadzieja nieśmiertelności. Ta nadzieja nieśmiertelności poświadczona zmartwychwstaniem Chrystusa przenosi się także w wymiary doczesności. Możemy na ten temat z naszych własnych dziejów wiele powiedzieć.
Wiemy, że Chrystus - Chrystus ukrzyżowany i zmartwychwstały nie przestawał być znakiem nadziei dla naszych przodków przez całe minione stulecie, a także w ostatnim okresie, niezbyt krótkim. Wiemy, że z tego znaku Chrystusa - który niesie Kościół, który głosi Kościół - czerpaliśmy nawet siłę heroiczną. Wystarczy wymienić chociażby postać księdza Jerzego Popiełuszki, nie mówiąc już o wielkim Prymasie Tysiąclecia, którego rocznica odejścia do Pana przypada właśnie w tych dniach. Trzeba, żebyśmy nie odrywali się od tego źródła, żebyśmy się nie dawali odepchnąć od tego źródła nadziei, którym jest Chrystus i Kościół, żebyśmy się nie dali zwieść. Tego życzę wszystkim moim rodakom: i tu obecnym, i żyjącym w Polsce i na całym świecie. Świat oczekuje od nas, że będziemy świadkami Chrystusa zmartwychwstałego, Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, że potrafimy dać świadectwo o tej nadziei, która jest w nas.
(Insegnamenti di Giovanni Paolo U, XV, l, 1992, s. 1613-1614.)


Watykan, 19 października 1994 r.

Do Polaków podczas audiencji generalnej

Pragnę też dołączyć się do wszystkich, którzy w dniu dzisiejszym wspominają księdza Jerzego Popieluszkę, bo to jest rocznica jego zamordowania, jego śmierci. Jest to postać, która nie powinna zniknąć z naszej świadomości, ponieważ był on wymownym znakiem - znakiem tego, co kapłan katolicki pragnie uczynić dla dobra swoich braci i jaką cenę jest gotów za to zapłacić.
(Insegnamenti di Giovanni Paolo II, XVII, 2, 1994, s. 531.)


Watykan, 19 października 1994 r.

Telegram w 10. rocznicę męczeńskiej śmierci księdza Jerzego Popiełuszki
JE kard. Józef Glemp Arcybiskup Metropolita Warszawski Prymas Polski

Eminencjo,
Czcigodny Księże Kardynale Prymasie,

Dzisiaj mija dziesięć lat od męczeńskiej śmierci Księdza Jerzego Popiełuszki. Staję w duchu nad Jego grobem i łączę się w modlitwie z wszystkimi uczestnikami tej rocznicy.
Ten kapłan męczennik pozostanie na zawsze w pamięci naszego Narodu jako nieustraszony obrońca prawdy, sprawiedliwości, wolności i godności człowieka. W jednym ze swych 'kazań powiedział: „aby pozostać człowiekiem wolnym duchowo, trzeba żyć w prawdzie (...). Jesteśmy powołani do prawdy, jesteśmy powołani do świadczenia o prawdzie swoim życiem".
Przy grobie księdza Jerzego uczmy się odpowiedzialności za Pol¬kę i za całe to dziedzictwo chrześcijańskie, które zostało nam przekazane w ciągu stuleci. Módlmy się do Boga Ojca, aby ofiara tego kapłana przynosiła nieustannie owoce w naszej Ojczyźnie. Aby nie zabrakło ludzi, którzy w tym męczeństwie będą odnajdywać natchnienie do własnego uświęcenia oraz zachętę i siłę do autentycznej służby człowiekowi.
Na ręce Księdza Prymasa przesyłam wszystkim obecnym na tej uroczystości moje Apostolskie Błogosławieństwo.

Watykan, 19 października 1994 r.
Jan Paweł II, Papież
(„L'Osservatore Romano" [wydanie polskie], nr 12,1994, s. 47.)


Watykan, 6 września 1994 r.

Do uczestników XII Ogólnopolskiej Pielgrzymki Ludzi Pracy

JE Abp Tadeusz Gocłowski
Przewodniczący Komisji Episkopatu ds. Duszpasterstwa Ludzi Pracy

Pozdrawiam wszystkich uczestników dorocznej Pielgrzymki Ludzi Pracy na Jasną Górę. Pozdrawiam Was, drodzy Bracia i Siostry oraz Waszych duszpasterzy z Księdzem Arcybiskupem Gocłowskim na czele.
Przychodzicie w pielgrzymce na Jasną Górę już po raz dwunasty, a wprowadził Was kiedyś na ten pielgrzymi szlak ksiądz Jerzy Popiełuszko - bohaterski obrońca praw ludzi pracy. Trzeba go dzisiaj na tym miejscu wspomnieć, gdyż właśnie w tym roku przypada X rocznica jego męczeńskiej śmierci.
Przychodzicie do Maryi, Królowej Polski, aby w Jej macierzyńskim Sercu złożyć to, co Was raduje i napawa satysfakcją, ale także i to, co jest powodem cierpień i lęków o przyszłość. Wiem, iż wiele jest trudnych i bolesnych problemów, które nękają ludzi pracy w mojej Ojczyźnie. To krótkie słowo, jakie corocznie do Was kieruję, daje mi sposobność do wyrażenia mojej duchowej więzi i solidarności z każdym i każdą z Was.
Obecny rok jest obchodzony w Kościele jako „Rok Rodziny". Zwracam więc swoją myśl ku Waszym rodzinom, wystawionym dzisiaj nieraz na wielką próbę - także z powodu trudnej sytuacji materialnej, czy wręcz utraty środków utrzymania na skutek szerzcego się bezrobocia. W Liście do Rodzin pisałem: „Bezrobocie stanowi w naszych czasach jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla życia rodzinnego i staje się troską społeczeństw. Jest ono wyzwaniem dla polityki poszczególnych państw i przedmiotem dogłębnej refleksji dla nauki społecznej Kościoła".
Włączam się dzisiaj w Waszą modlitwę, zawierzając Dziewicy Jasnogórskiej w szczególny sposób Wasze rodziny: modlę się o to, aby były to rodziny zbudowane na mocnym fundamencie Boga i Jego przykazań; aby panowała w nich wzajemna miłość, zgoda i pokój; aby szacunkiem i miłością otaczano każde poczęte życie; aby żadnej z Waszych rodzin nie zabrakło niezbędnych środków do godziwego życia. Maryjo, Królowo rodzin - módl się za nami.
Wszystkim uczestnikom XII Pielgrzymki Ludzi Pracy na Jasną Górę z serca błogosławię: w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego.
Jan Paweł II, Papież
(„L'Osservatore Romano" [wydanie polskie], nr 11/1994, s. 53.)


Bydgoszcz, 7 czerwca 1999 r.

Homilia Ojca Świętego Jana Pawła II wygłoszona podczas Mszy świętej w Bydgoszczy
W ciągu ostatnich dziesięcioleci, w tym stuleciu, Bydgoszcz została naznaczona szczególnym znamieniem „prześladowania dla sprawiedliwości". To przecież tutaj, w pierwszych dniach września II wojny światowej hitlerowcy dokonali pierwszych publicznych egzekucji na obrońcach miasta. Symbolem tego męczeństwa jest Stary Rynek bydgoski. Innym miejscem tragicznym jest tak zwana „Dolina Śmierci" w Fordonie. Jakże przy tej okazji nie wspomnieć biskupa Michała Kozala, który tu, w Bydgoszczy, był duszpasterzem, zanim został biskupem pomocniczym we Włocławku. Zginął - jak wiemy - męczeńską śmiercią w Dachau, składając świadectwo niezachwianej wierności Chrystusowi. Podobną śmierć w obozach koncentracyjnych poniosło wielu ludzi związanych z tym miastem i z tą ziemią. Jeden Bóg zna dokładnie miejsca ich kaźni i cierpienia. Moje pokolenie pamięta „Bydgoską niedzielę" 1939 roku.
Wymowę tych wszystkich wydarzeń umiał odczytywać w sposób właściwy Prymas Tysiąclecia, sługa Boży Kardynał Wyszyriski. Uzyskawszy od ówczesnych władz komunistycznych, po wielu staraniach, w 1973 roku pozwolenie na budowę w Bydgoszczy pierwszego po II wojnie światowej kościoła, nadał mu niezwykły tytuł: Świętych Polskich Braci Męczenników. Prymas Tysiąclecia pragnął w ten sposób dać wyraz przekonaniu, że doświadczona „prześladowaniem dla sprawiedliwości" ziemia bydgoska stanowi właściwe miejsce dla tej świątyni. Upamiętnia ona bowiem wszystkich bezimiennych Polaków, którzy w ciągu przeszło tysiącletnich dziejów polskiego chrześcijaństwa oddali swe życie za Chrystusową Ewangelię i za Ojczyznę, zaczynając od św. Wojciecha. Znamienne jest również, że właśnie z tej świątyni ksiądz Jerzy Popiełuszko wyruszył w swoją ostatnią drogę. Słowa, jakie wtedy wypowiedział w czasie rozważań różańcowych, wpisują się również w tę historię. Powiedział słowami św. Pawła: „Warn bowiem z łaski dane jest dla Chrystusa: nie tylko w Niego wierzyć, ale i dla Niego cierpieć" (Flp l, 29).
(„L'Osservatore Romano" [wydanie polskie], nr 8/1999, s. 24.)

Jan Paweł II o Ks. Jerzym (2)

Watykan, 23 października 1985 r.

Do Polaków podczas audiencji generalnej

Pragnę bardzo serdecznie zapewnić wszystkich moich rodaków, że wspólnie z Ojczyzną, zwłaszcza z Warszawą, przeżywałem pierwszą rocznicę śmierci śp. księdza Jerzego Popiełuszki i tak jak zeszłego roku, tak i w tym roku wyrażam gorące życzenie, ażeby ta śmierć zawsze była odczytywana w sposób właściwy, żeby wymowa tej śmierci dla dziejów Narodu i Kościoła pozostała zawsze ta sama, zawsze tak samo przekonywająca i tak samo budująca.

(Insegnamenti di Giovanni Paolo H, VIII, 2, 1985, s. 1097.)



Watykan, 22 października 1986 r.

Do Polaków podczas audiencji generalnej

Pragnę przeczytać fragment przemówienia do Polaków, które wygłosiłem osiem lat temu: „Drodzy rodacy! Bardzo proszę was, byście zachowali wierność Chrystusowi, Jego Krzyżowi, Kościołowi i Jego Pasterzom. Proszę, abyście przeciwstawiali się wszystkiemu, co uwłacza ludzkiej godności i poniża obyczaje zdrowego społeczeństwa, co czasem może także zagrażać jego egzystencji i dobru wspólnemu, co może umniejszać jego wkład do wspólnego skarbca ludzkości, narodów chrześcijańskich, Chrystusowego Kościoła. Niech ten Papież, który jest krwią z waszej krwi i sercem z waszych serc, dobrze służy Kościołowi i światu w trudnych czasach kończącego się drugiego tysiąclecia". To są słowa, które przed ośmiu laty, prawie że w tym samym dniu co dzisiaj, wypowiedziałem do pielgrzymów z Polski, którzy pod przewodnictwem Kardynała Wyszyńskiego i Biskupów uczestniczyli w inauguracji mojego pontyfikatu.
Dzisiaj te słowa przypominam, ażeby zwrócić uwagę na ich ciągłą aktualność. Zawiera się w nich życzenie, które w dniu dzisiejszym składam moim Rodakom, mojej Ojczyźnie, tak jak złożyłem przed ośmiu laty. Jest to życzenie i prośba zarazem, ażebyśmy uczynili wszystko dla zabezpieczenia, dla zachowania naszej duchowej i moralnej tożsamości. Ażebyśmy nie dali się jako naród złamać, rozłożyć, osłabić, mimo wszystkich doświadczeń i trudności, których historia dawna i współczesna nam nie szczędzi.
To są życzenia, które składam na nowo w dniu dzisiejszym po ośmiu latach. Są one równocześnie związane ze szczególnym przypomnieniem dnia 19 października: przed dwoma laty zginał w wiadomych, straszliwych okolicznościach ksiądz Jerzy Popiełuszko, który tak bardzo kochał Kościół, swój Naród, jego wolność, jego godność. Przypominam tę śmierć, ponieważ jest ona jedną z tych śmierci, które służą do odradzania się życia. Niech nie będzie nadaremną!
(„L'Osservatore Romano" [wydanie polskie], nr 10/1986, s. 12.)


Lublin, 9 czerwca 1987 r.

Homilia Ojca Świętego Jana Pawła II wygłoszona podczas Mszy świętej, w czasie której zostały udzielone święcenia kapłańskie

Tak, Drodzy Neoprezbiterzy! Służyć ludziom! Służyć ludziom na tej polskiej ziemi, na której tak potrzebna jest posługa prawdy ewangelicznej: prawdy wyzwalającej każdego człowieka. Jak pisze święty Paweł: „nie fałszujemy słowa Bożego, lecz okazywaniem prawdy przedstawiamy siebie samych w obliczu Boga osądowi sumienia każdego człowieka".
To mocna nauka! Nauka apostolska. Mocą takiej nauki rośnie Kościół, rozszerza się, dając świadectwo prawdy. A zarazem: rośnie człowiek! Człowiek bowiem rośnie przez „osąd sumienia", rośnie „w obliczu Boga", jak mówi Apostoł. Jakież to aktualne w epoce, w której grozi zamieranie sumień i oddalenie człowieka od tego „Bożego oblicza", które wyzwala wszędzie jego prawdziwą godność.
Ale, drodzy Synowie, aby być wychowawcą sumień, aby prowadzić innych, aby pomagać im dźwigać się z grzechów, nałogów, aby dźwigać „lud upadający", sami musimy być zawsze gotowi stanąć „w obliczu Boga" i „wobec osądu sumienia każdego człowieka". Sami musimy od siebie wymagać. Kapłaństwo jest wymagające. Jest wymagające. Wymaga - i przez to wyzwala.
Wpatrujcie się w przykłady. Jest ich tak wiele w każdej diecezji, wymienię tylko św. Maksymiliana Marię Kolbego, biskupa Michała Kozala, męczennika z Dachau, którego dane mi będzie podczas tego Kongresu Eucharystycznego wynieść do chwały ołtarzy, a ponadto księdza Wojciecha Blaszyriskiego, księdza Jana Balickiego, księdza Aleksandra Fedorowicza, księdza Władysława Korniłowicza, ongiś dyrektora konwiktu księży studentów Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, współzałożyciela dzieła Lasek, służącego niewidomym na ciele i na duszy, a wreszcie współczesnego nam, ofiarnego aż do śmierci księdza Jerzego Popiełuszkę.
(Insegnamenti di Giovanni Paolo H, X, 2, 1987, s. 2078-2079.)


Tarnów, 10 czerwca 1987 r.

Słowa Ojca Świętego Jana Pawła II wypowiedziane podczas Nieszporów Eucharystycznych

Przychodzą do Was, polskich kapłanów, zakonników i zakonnic ludzie, wielu ludzi, niektórzy z bardzo daleka. Przychodzą jakby z innego, aniżeli ten, z którym spotykacie się na co dzień, świata; ze świata, który zdaje się żyć bez Boga; przychodzą tacy, którzy dawno opuścili Dom Ojca. Być może, że ich pojęcia o Bogu, o wierze, o Kościele, o kapłanach i o zakonach nie zawsze są dojrzałe; być może, że sami nawet nie zawsze potrafią jasno powiedzieć, dlaczego przyszli. Przychodzą do Was ludzie udręczeni, poniżeni, zagrożeni w swoim człowieczeństwie. Szukują świadków przemienienia. Niech ich znajdują w Was. Niech nigdy ten, kto szuka świadka przemienienia, nie trafi na nieufność czy obojętność. Lepiej zaufać temu, kto może na zaufanie nie zasłużył, aniżeli odtrącić jednego, kto owej ufności jest spragniony i głodny.
Postawa taka odpowiada tradycjom polskiego kapłana, polskiego duszpasterstwa na ojczystej ziemi, czy też pośród zesłańców syberyjskich w czasach narodowej niewoli. W więzieniach i obozach koncentracyjnych w okresie ostatniej okupacji. Kapłan, który dzielił losy swego narodu. Kapłan, który był bliski wszystkich jego doświadczeń. I stale bliski pozostaje. Iluż tutaj trzeba by przypomnieć, wymienić po imieniu? Aż do którego?... Aż chyba do tego księdza Jerzego z warszawskiej parafii św. Stanisława Kostki.
(Insegnamenti di Giovanni Paolo H, X, 2, 1987, s. 2096-2097.)



Watykan, 31 października 1990 r.

Do Polaków podczas audiencji generalnej

Bądź z nami, Matko Chrystusa, przy mogiłach naszych rodziców, braci i sióstr, wychowawców i dobroczyńców. Bądź z nami przy mogile księdza Jerzego Popiełuszki, który stał się jakby zwornikiem tych wszystkich, co swe życie oddali za prawdę, za wolność, za sprawiedliwość.
Przypominamy dzisiaj przed Tobą, Matko z Jasnej Góry, słowa tego kapłana: „Aby pozostać człowiekiem wolnym duchowo, trzeba żyć w prawdzie. Życie w prawdzie, to dawanie świadectwa na zewnątrz, to przyznanie się do niej i upominanie się o nią w każdej sytuacji. Prawda jest niezmienna. Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą" (31.10.1982 r.). „Postawmy życie w Prawdzie na pierwszym miejscu, jeżeli nie chcemy, by nasze sumienie porosło pleśnią" (27.02.1983 r.).
Niech w dniach pamięci o naszych zmarłych przemawiają do nas świadectwa wszystkich, którzy dokonali życia, wszystkich, którzy oddali swe życie... Niech przemawia do nas świadectwo tego kapłana, które się nie przedawnia, które jest ważne nie tylko wczoraj, ale także dzisiaj. Może dzisiaj bardziej jeszcze.
Niech przemawia do nas jego wiara: „Dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, symbol hańby i poniżenia stał się symbolem odwagi, męstwa, pomocy i braterstwa. W znaku krzyża ujmujemy dziś to, co najbardziej piękne i wartościowe w człowieku. Przez krzyż idzie się do zmartwychwstania. Innej drogi nie ma".

Pani Jasnogórska! Bądź z nami przez te listopadowe dni... Ucz nas, że Dzień Zaduszny zespala się z uroczystością Wszystkich Świętych. Odejście przez śmierć wprowadza w tajemnicę życia. Jest to życie w Bogu i świętych obcowanie.
Przypominaj nam o świętości życia. Każdego ludzkiego życia. „Błogosławieni, którzy w Panu umierają". „Nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności".
(Insegnamenti di Giovanni Paolo H, XIII, 2, 1990, s. 981-982.)


Watykan, 14 lutego 1991 r.

Przemówienie Ojca Świętego Jana Pawła II podczas spotkania z Prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej Lechem Wałęsą

Polska nigdy Europy nie zdradziła! Czuła się odpowiedzialna za europejską wspólnotę narodów. Oczekiwała od niej pomocy, ale też umiała za nią umierać.
I oto, po tej straszliwej tragedii, przyszła następna - a miało to być podstawą porządku powojennej Europy - decyzja Konferencji w Jałcie, którą słusznie można było określić jako „zniszczenie zwycięstwa". Polska i inne kraje odczuły bardzo boleśnie postanowie¬nia tej Konferencji i Naród nigdy nie pogodził się z nią i nie uległ narzuconej mu ideologii i totalitaryzmowi.
Papież Pius XII tak wyraził z tego powodu swój ból w słynnym przemówieniu radiowym: „Nieuniknionym następstwem takiego stanu rzeczy jest rozłam ludzkości na potężne i przeciwstawne sobie grupy, których nadrzędnym prawem życia i działania jest zasadnicza i nieprzezwyciężalna nieufność, która stała się równocześnie tragicznym paradoksem i przekleństwem naszych czasów... I oto przez ten sam fakt wznosi się gigantyczny mur udaremniający wszelkie wysiłki, aby przywrócić wstrząśniętej ludzkości dobrodziejstwa prawdziwego pokoju".
Naród nasz w tych warunkach bronił swojej godności i praw z ogromnym trudem i za cenę wielkich ofiar, które na tle wojennych ofiar nabierały jeszcze groźniejszych rozmiarów. Wspominamy tu ofiary i łzy Polaków i Polek, tych, którzy walczyli o wolną Polskę: robotników, ludzi kultury, kapłanów, zakonników i zakonnice, tych, którzy żywią i bronią, wszystkich. Ich symbolem pozostanie na zawsze polska „Solidarność", Ksiądz Jerzy i gdańskie Krzyże, a także Pan, Panie Prezydencie.
(Insegnamenti di Giovanni Paolo II, XIV, l, 1991, s. 293-294.)

Jan Paweł II o Ks. Jerzym (1)

JAN PAWEŁ II O KSIĘDZU JERZYM POPIEŁUSZCE

„Ażeby z tej śmierci wyroslo dobro, tak jak z Krzyża Zmartwychwstanie" - te słowa Ojca Świętego urosły już do rangi symbolu, wyjaśniającego wymowę tego okrutnego morderstwa. Papież o księdzujerzym wypowiadał się wiele razy, począwszy od pierwszych dni po porwaniu. Nazywa go kapłanem-męczennikiem, nieustraszonym obrońcą prawdy, sprawiedliwości, wolności i godności człowieka, i przekonuje, że „nie wolno go traktować tylko o tyle, o ile służył pewnej sprawie w porządku politycznym, chociaż była to sprawa do głębi etyczna. Trzeba go widzieć i czytać w całej prawdzie jego życia. Trzeba go czytać od strony tego wewnętrznego człowieka, o którego prosi Apostoł w Liście do Efezjan. Tylko ten właśnie człowiek wewnętrzny mógł być świadkiem, takim świadkiem naszych trudnych czasów".

Watykan, 24 października 1984 r.

Do Polaków podczas audiencji generalnej

W ubiegły poniedziałek Warszawska Kuria Metropolitalna opublikowała Komunikat, w którym informuje, że w dniu 19 bm. ksiądz Jerzy Popiełuszko, kapłan archidiecezji warszawskiej, wracający z posługi duszpasterskiej w Bydgoszczy, został zatrzymany na drodze pod Toruniem. Kapłan ten dotychczas nie powrócił do parafii i nic nie wiadomo o jego losie.
„Wydarzenie to wstrząsnęło opinią publiczną całej Polski - czytamy w Komunikacie - oraz zaniepokoiło szczególnie i napełniło bólem biskupów, duchowieństwo i wszystkich wiernych archidiecezji warszawskiej. Wyrażając swoje głębokie ubolewanie, Kuria Metropolitalna Warszawska poleca modlitwom - zwłaszcza różańcowym - całego Ludu Bożego sprawę księdza Popiełuszki".
Przejęty do głębi tym wydarzeniem, wyrażani moją solidarność z Pasterzami i Ludem Bożym Kościoła Warszawskiego. Podzielam słuszny niepokój całego społeczeństwa wobec tego nieludzkiego czynu, który jest wyrazem przemocy dokonanej na kapłanie oraz pogwałceniem, oczywiście, godności i niezbywalnych praw osoby ludzkiej.
Apeluję do sumień tych, którzy dopuścili się tego haniebnego czynu i ponoszą zań odpowiedzialność.
Was, drodzy Bracia i Siostry, proszę, abyście złączyli się ze mną w modlitwie o rychłe uwolnienie księdza Popiełuszki i jego powrót do pracy duszpasterskiej.
Proszę wszystkich obecnych tutaj pielgrzymów, ażeby przekazali swoim bliskim w rodzinach, parafiach, diecezjach, całej Ojczyźnie moje pozdrowienie i błogosławieństwo z dzisiejszej audiencji generalnej.
Po tych słowach Ojciec Święty odmówił „Pod Twoją obronę".

(Insegnamenti di Giovanni Paolo U, VII, 2, 1984, s. 1020-1021.)


Watykan, 28 października 1984 r. Po modlitwie „Anioł Pański"

Drodzy Rodacy!

Trwam nadal w modlitwie za księdza Jerzego Popiełuszkę. Dziękujemy wszystkim, którzy tu w Rzymie, w Italii i na całym świecie łączą się z nami w modlitwie w tej sprawie.
Prosimy Boga o pokój i ład w naszym kraju, w naszej Ojczyźnie. Prosimy, ażeby to nowe cierpienie posłużyło do duchowej odnowy naszego narodu.

(„L'Osservatore Romano" [wydanie polskie], nr 10/1984, s. 29.)


Watykan, 31 października 1984 r.

Do Polaków podczas audiencji generalnej

W perspektywie uroczystości Wszystkich Świętych oraz Dnia Zadusznego, myśli moje podążają - wraz z wami, drodzy pielgrzymi z Polski, oraz wszyscy drodzy Rodacy - na te rozliczne cmentarze, na których spoczywają nasi bliscy. Wiele tych cmentarzy jest na ziemi polskiej, wiele poza Ojczyzną.
Wszystkich, którzy na nich spoczywają, ogarniamy wiarą, nadzieją i modlitwą do Tego, który jest „Ojcem przyszłego wieku" - do Tego, „dla którego wszystko żyje".
Włączamy w naszą modlitwę w szczególności osobę tego Kapłana, którego śmierć wstrząsnęła opinią i sumieniem ludzi w Polsce i na całym świecie. Choć w ludzkim rozumieniu doznał on kaźni, nadzieja nasza pełna jest nieśmiertelności. Oddajmy mu ostatnią posługę z chrześcijańską godnością i spokojem.
Pragnę w obliczu tej śmierci przypomnieć słowa wypowiedziane w Warszawie podczas ostatniej pielgrzymki: Chrześcijanin powołany jest w Jezusie Chrystusie do zwycięstwa. Zwycięstwo takie nieodłączne jest od trudu, od cierpienia, tak jak Zmartwychwstanie Chrystusa jest nieodłączne od Krzyża.
A zwyciężył już dziś - choćby leżał na ziemi (przytaczam słowa Kardynała Stefana Wyszyńskiego) - ten, kto jak Chrystus odda¬je serce swoje, a nawet życie za braci (24.06.1966 r.).
Vivit Victor sub gladio...
Oddajmy ostatnią posługę księdzu Jerzemu Popiełuszce z chrześcijańską godnością i pokojem. Niech wielka moralna wymowa tej śmierci nie zostanie niczym zakłócona ani przesłoniona.

(Insegnamenti di Giovanni Paolo II, VII, 2, 1984, s. 1076-1077.)

Watykan, l listopada 1984 r. Przed modlitwą „Anioł Pański"

Już dziś myśl kieruje się ku zmarłym, o których będziemy szczególnie pamiętać w naszych modlitwach w dniu specjalnie im poświęconym. Po południu udam się na cmentarz Verano, by na nim odprawić Mszę świętą. Prośmy Pana, by łaskawie przyjął ich dusze w poczet tego „wielkiego tłumu" (Ap 7, 9), ku któremu kieruje nasze spojrzenie dzisiejsza liturgia.
Zachęcam was, byście wznieśli do Pana szczególną modlitwę za wszystkich, którzy ponieśli śmierć z powodu przemocy. Niestety jest ich bardzo wielu i w różnych stronach świata. Ściska się serce na myśl o tak wielkiej ilości przelanej krwi ludzkiej, o tylu cierpieniach i tylu łzach. Również i te ostatnie dni naznaczone zostały smutkiem z powodu bolesnych wiadomości. Mam na myśli panią Indirę Gandhi zamordowaną wczoraj w Delhi, myślę o polskim kapłanie Jerzym Popiełuszce, którego tragiczna śmierć wstrząsnęła światem, myślę o osobach, które spotkała tragiczna śmierć podczas ostatnich zamieszek w Chile, o ofiarach represji w południowej Afryce i o wszystkich licznych ofiarach przemocy w tylu innych krajach świata. Oby wielki i miłosierny Bóg obdarzył pokojem ich nieśmiertelne dusze, a żyjącym pozwolił zrozumieć, że nie przemocą, lecz miłością buduje się przyszłość godną człowieka.

(„L'Osservatore Romano" [wydanie polskie], nr 10/1984, s. 29.)


Watykan, 5 listopada 1984 r.

Do Polaków podczas audiencji generalnej

Głęboko przeżywam losy moich rodaków, wszystkich, zwłaszcza tych, którzy cierpią na różne sposoby. Głęboko przeżywam również doświadczenie prawdziwej odnowy, która przechodzi przez serca polskie, oczywiście wszędzie tam, gdzie ona jest rzeczywistością odnowy duchowej, odnowy chrześcijańskiej, odnowy patriotycznej, wszędzie tam, gdzie ona jest prawdziwą rzeczywistością.
Niech Pan Bóg, za pośrednictwem Pani Jasnogórskiej i naszych świętych, opiekuje się umiłowaną Ojczyzną naszą, również niech przyjmie ofiarę życia tego kapłana, którego śmierć - mało powiedzieć tragiczna, biorąc pod uwagę jej okoliczności - poruszyła ludzi na pewno w Polsce, ale poruszyła ludzi we Włoszech, w różnych krajach Europy, na całym świecie. Ta śmierć jest także świadectwem. Ja modlę się za księdza Jerzego Popiełuszkę, jeszcze bardziej się modlę o to, ażeby z tej śmierci wyrosło dobro, tak jak z Krzyża Zmartwychwstanie. Temu już dawałem wyraz w czasie ostatniej audiencji generalnej i o to się stale modlę. Niech będzie ta śmierć źródłem nowego życia.

(„L'Osservatore Romano" [wydanie polskie], nr 11-12/1984, s. 26.)


Watykan, 25 listopada 1984 r.

Do Polaków podczas audiencji generalnej

Pan Jezus kiedyś powiedział: „Królestwo Boże jest w was". W każdym z nas i równocześnie pomiędzy nami już jest, ale jeszcze wciąż się przygotowuje, wciąż do niego zdążamy i codziennie się o to Królestwo modlimy, jako o ostateczną przyszłość człowieka, o cel naszych nadziei: „Przyjdź Królestwo Twoje".
Ma to wielkie znaczenie dla każdego z nas, ma to wielkie znaczenie dla ludzi żyjących na ziemi polskiej, którzy bardzo miłują swoją Ojczyznę, bardzo miłują dziedzictwo doczesne tej ziemi, na której się narodzili, dzieje swojej Ojczyzny i dzieje tego królestwa, tego państwa, tego władania doczesnego, które na tej ziemi Polaków zostały ukształtowane od tysiąca lat. I gotowi są dla tej sprawy również wiele cierpieć i śmierć ponosić, jak o tym świadczy tylu ludzi w ciągu dziejów (zwłaszcza w ostatnich stuleciach), a za naszych dni śmierć chociażby tak bliskiego nam księdza Jerzego Popiełuszki. To wszystko świadczy o miłości Ojczyzny, która jest ziemskim królestwem człowieka, ziemskim królestwem Polaków. To królestwo nas wiele kosztuje. Stale pragniemy, aby się urzeczywistniało wedle właściwego modelu praw narodu, praw człowieka, wedle ewangelicznych, chrześcijańskich zasad sprawiedliwości, miłości społecznej, prawdy, pokoju. Do tego stale dążymy, tego stale pragniemy, taką chcemy mieć tę naszą ziemską Ojczyznę.

(„L'Osservatore Romano" [wydanie polskie], nr 11-12/1984, s. 26.)


Watykan, 24 grudnia 1984 r.

Do Polaków podczas życzeń w Wigilię Bożego Narodzenia

Naród trudnych dziejowych doświadczeń nie może odstąpić od swej nadziei, która jest u korzenia tych doświadczeń.
Pragnę tutaj odwołać się do słów Kapłana (Jerzego Popiełuszki), którego śmierć wstrząsnęła świadomością nie tylko Polaków.
Śmierć ta była świadectwem, w którym my, Polacy - i nie tylko my - odczytujemy podstawowe treści i wartości, dla których pragnie żyć człowiek i społeczeństwo.
Solidarność - mówił On - była i jest nadzieją milionów Polaków, nadzieją tym silniejszą, im bardziej jest ona zespolona z Bogiem przez modlitwę (przemówienie z sierpnia 1982 r.).
Ziarno troski o dom ojczysty, rzucone w polską glebę w Sierpniu 80. roku, podlane krwią, łzami, cierpieniem i bólem naszych sióstr i braci w ostatnim roku, musi przynieść dobre owoce... Tej nadziei nie wolno nam utracić. Bo w narodzie jest dość siły do twórczego działania i twórczej pracy dla dobra Ojczyzny. Ten Naród zdolny jest do wielu poświęceń, ale chce ugody prawdziwej. Chce gwarancji, że jego wysiłki nie zostaną znowu zmarnowane (przemówienie z grudnia 1982 r.).
Przy stole wigilijnym wspominamy Zmarłych. Przy wielu wigiliach w Polsce wspomni się z pewnością tego Kapłana, którego śmierć zyskała tak potężną wymowę. Jest to wymowa dla żywych, dla Narodu i Kościoła, dla świata pracy i świata kultury, dla młodzieży, dla sprawujących władzę.
To świadectwo jest także wołaniem o obecność Chrystusa w naszym polskim życiu. Takie jest stanowisko Narodu. Tego pragną ludzie wierzący w naszej Ojczyźnie. Tego pragnie młodzież, która broniąc bohatersko wraz z rodzicami obecności wizerunku Ukrzyżowanego w miejscach nauki i pracy ludzi wierzących, daje świadectwo, że Chrystus jest dla niej najwyższą wartością. I dlatego Biskupi polscy raz po raz przypominają i upominają się o przestrzeganie tych podstawowych praw człowieka.

(Insegnamenti di Giovanni Paolo U, VII, 2, 1984, s. 1655-1656.)

Z Archiwum Godziny Różańcowej w USA: ŻEBY Z MĘCZEŃSKIEJ ŚMIERCI WYROSŁO JAK NAJWIĘCEJ DOBRA

1990-1991: ŻEBY Z MĘCZEŃSKIEJ ŚMIERCI WYROSŁO JAK NAJWIĘCEJ DOBRA
Radiowe przemówienk wygłoszone przez O. Korneliana Dende, OFMConv.

w ramach programu GODZINY RÓŻAŃCOWEJ O. JUSTYNA

20 październik, 1991

ŻEBY Z MĘCZEŃSKIEJ ŚMIERCI WYROSŁO JAK NAJWIĘCEJ DOBRA

(x. J. Popieluszko)

Witam Was Zacni Rodacy i Mile Rodaczki staropolskim — Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

W dwa dni po pogrzebie księdza Jerzego Popiełuszki Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział do pielgrzymów polskich w Rzymie: "Drodzy Rodacy! Ja modle się za księdza Jerzego Popiełuszkę, ale jeszcze bardziej modlę się o to, żeby z tej męczeńskiej śmierci wyrosło jak najwięcej dobra dla mojej Ojczyzny — tak jak z Krzyża Chrystusowego wyrosło zmartwychwstanie".
Ta modlitewna prośba Namiestnika Chrystusowego chyba się sprawdza, skoro w ostatnich pięciu latach aż siedem milionów pielgrzymów przybyło do grobu męczennika przy kościele Św. Stanisława Kostki na Żoliborzu w Warszawie. Jego grób stał się nowym sanktuarium narodowym. Wielu z odwiedzających mogiłę przybywa z racji politycznych lub czysto humanitarnych, żeby oddać hołd bohaterskiemu obrońcy praw człowieka. Większość jednak szuka u grobu światła dla swojej drogi życiowej lub pragnie pogłębić swa wiarę i miłość.
Sprawy ducha są niewymierne. Poznajemy je po owocach. Te zaś Wyrastające ze śmierci męczeńskiej księdza Jerzego są nie tylko stokrotne, tysiąckrotne, ale milionkrotne, toteż możemy z nich wnioskować, że nasz męczennik więcej działa po śmierci niż .za swego krótkiego, choć tak bogatego w wydarzenia, życia.
W dzisiejszej pogadance zobrazuję nieco to oddziaływanie na dusze ludzkie. Pogadanka nosi tytuł:

ŻEBY Z MĘCZEŃSKIEJ ŚMIERCI WYROSŁO JAK NAJWIĘCEJ DOBRA

(O Ks. J. Popiełuszce)

W niecały rok po śmierci księdza Jerzego na jego grób przybyła grupa urzędników z Pomorza. Spytała stojącego opodal księdza: "Co się tu dzieje przy tym grobie? Tyle kwiatów, wieńców, zniczy, tyle ludzi . . . Co to za uroczystość była lub będzie?" Kapłan odpowiedział: "Panowie, przecież tak tu jest już od dziesięciu miesięcy! Tutaj znicze nie gasną dzień i noc! Kwiaty codziennie świeże!". Oni na to: "Tak?! A nam mówiono na zebraniach, że już wszystko się skończyło!". Powiedział ksiądz: "Można przebaczyć, ale zapomnieć? Można przebaczyć na przykład oprawcom Maksymiliana Kolbego, ale zapomnieć się nie da!".

Budziciel sumień

Tak, nie da się zapomnieć . . . Jan Paweł II powiedział kiedyś, że w jasnogórskim sanktuarium bije serce narodu polskiego. A my możemy twierdzić, że w sanktuarium Św. Stanisława Kostki na Żoliborzu ksiądz Jerzy budzi sumienia swoich rodaków i wszystkich, którzy do jego grobu przybywają. Każdy bowiem człowiek, który staje przy tym grobie — jeśli nie jest bezmyślny, jeśli nie jest płytki albo bez sumienia — musi sobie odpowiedzieć na pytanie: "Mam tylko jedno życie. Co z nim zrobię? Po której jestem stronie? Po stronie dobra czy zła? Prawdy czy kłamstwa? Miłości czy nienawiści?". Tam więc pielgrzymi uczą się "zło dobrem zwyciężać" (Rz 12, 21). Tam uświadamiają sobie, że miłość i prawdę można ukrzyżować, ale nie można ich unicestwić. Po tej głębokiej refleksji i modlitwie odchodzą stamtąd już inni, duchowo przemienieni.

Przykłady nawróceń

Niekiedy do grobu przychodzą zatwardziali grzesznicy, a wstrząśnięci tym, co się stało 19 października 1984 z bohaterskim młodym kapłanem, kruszą się, nawracają do Boga, wracają do wspólnoty Kościoła Chrystusowego. Tak było z jednym mężczyzną, który zwierzył się pewnemu kapłanowi:
"Proszę księdza, ja jestem katolikiem, ale w ostatnich latach zaniedbałem się. W niedzielę, zamiast do kościoła, jeździłem na swoją działkę i tam budowałem sobie domek. Kiedy stanąłem przy grobie księdza Jerzego, kiedy zobaczyłem te tysiące kwiatów, wieńców, zniczy i tyle ludzi modlących się i płaczących, tak mną coś wstrząsnęło, że zrozumiałem jedno: ten młody, 37-letni ksiądz oddał swoje życie nie dla działki, nie dla domku, nie dla wartości materialnych, ale dla wyższych wartości — duchowych, religijnych, patriotycznych. Poświęcił swoje młode życie. Jak jak wyglądam wobec tego księdza-Polaka-męczennika? Wstrząśnięty poszedłem do spowiedzi. I odtąd co niedziela jestem w kościele".

"Jest jak ziarno wrzucone w ziemię"

Śmierć księdza Jerzego jest jak ziarno wrzucone w ziemię, które coraz pełniej zaczyna owocować. Przykład takiego owocowania przytoczył ojciec Kalikst Suszyłło, dominikanin, opowiadając w czasie jednej homilii, jak przy grobie księdza Jerzego przeszedł ogromną duchową przemianę i wstąpił do seminarium. Przytaczam jego świadectwo:
"Gdy miałem kilkanaście lat, utraciłem wiarę w Boga, stałem się ateistą. Religia była dla mnie owym przysłowiowym 'opium dla ludu'. Kościół był dla mnie miejscem kultu, wspomnieniem dzieciństwa, zabytkiem architektonicznym. Nie mogłem jednak nie dostrzec, że w tych trudnych miesiącach i latach stał się on jeszcze czymś innym. Stał się miejscem pokojowej walki o powszechne dobro i sprawiedliwe prawa. Symbolem kapłana walczącego o te wartości był dla mnie ksiądz Jerzy Popiełuszko. (...) Ksiądz Jerzy, choć nigdy go nie poznałem osobiście, stał się dla mnie kimś bliskim. Dlatego właśnie jego męczeńska śmierć była dla mnie wstrząsem. Ten duchowny zginął również za mnie — myślałem. Zapragnąłem złożyć mu hołd, odwiedzając jego grób. Po kilkakrotnym odkładaniu tego zamiaru udało mi się wreszcie w końcu lipca 1985 roku wypełnić złożoną sobie obietnicę.

To normalne, że ogarnęło mnie wzruszenie przy jego grobie. Nie było normalne, że przeżegnałem się. Nie czyniłem tego od wielu, wielu lat. Bezwiednie wszedłem do kościoła Św. Stanisława Kostki. Odruchowo zmówiłem 'Ojcze nasz'. Nieporadnie przypomniałem sobie tekst modlitwy z dzieciństwa. Ze świątyni wyszedłem oszołomiony. Nie rozumiałem swego zachowania. Potem był szybki powrót do Poznania i ta pamiętna noc . . . Noc szczerego żalu za utarconym Bogiem i gorącej tęsknoty do Niego. Łzy były moją pierwszą żarliwą modlitwą. I nagle wszystko się w moim życiu odmieniło. Następnego dnia pobiegłem do kościoła na Mszę świętą. Byłem radosny jak nigdy. Po blisko trzydziestu latach uczestniczyłem we Mszy
świętej. (. . .) Szczęście, jakie mnie spotkało, zawdzięczam księdzu Jerzemu. To za jego wstawiennictwem otrzymałem od miłosiernego Pana Boga łaską (. . .). Duch Święty poruszył moje serce i napełnił mnie wiarą. Nie odrzuciłem jej (. . .).
Wreszcie naszedł ten dzień. Ten wielki dzień sakramentu pokuty i pojednania. Nigdy go nie zapomnę. Zaliczam go do najszczęśliwszych dni w życiu. Nie mogłem doczekać ranka, kiedy to pobiegłem jak najwcześniej na Mszę świętą, aby przyjąć Pana Jezusa. I stało się. Jeszcze raz się narodziłem! Tego niezwykłego błogosławieństwa me rozumie nikt, kto sam nie doświadczył (. . .). Moim najgorętszym pragnieniem i celem życia jest stać się wiernym uczniem Chrystusa. Tak mi, Panie Boże, dopomóż!".
To autentyczne świadectwo nawrócenia nie jest jedynym. Ksiądz Jerzy jest jak jasna latarnia morska, która pomaga trafić rozbitkom na wzburzonych falach oceanu życia do portu zbawienia, do Boga. Dlatego też jego grób, znajdujący się w sercu Polski, jest tak tłumnie odwiedzany.

Apel zza grobu trwa

Apel zza grobu ciągle się do nas niesie. Jest jak testament: Odnajdźcie sens swojego życia! Uporządkujcie swoje życie małżeńskie i rodzinne! Pojednajcie się z Bogiem. Nie przestawajcie być Jego dziećmi! Niech Bóg ma w was zawsze upodobanie. Katechizm nazywa to stanem łaski uświęcającej. Staniecie się wtedy Bogiem silni. Spotykając Boga, odnajdziecie w bliźnich braci i siostry. Nawet w tych, których nazywacie swoimi wrogami, nieprzyjaciółmi. Nienawiść jest uczuciem niegodnym człowieka, uczuciem moralnie degradującym.
Bierzmy z przykładu księdza Jerzego tyle, ile się da. Nie narzekajmy na trudności, niepowodzenia, cierpienia. Jemu trudniejsze lata przypadły w udziale. On nas uczy mądrości życiowej. Tylu było bardziej od niego wykształconych, lepszych mówców, imponujących erudytów. Tymczasem właśnie on, któremu w młodości nic nie było łatwo dane, przyciągał wszystkich do siebie. "On potrafił wypracować w ciągu swoich dwunastu latach kapłaństwa piękny model życia dla drugich" (ks. kard. J. Glemp). Brońmy się przed zatruciem moralnym, któremu tak wielu bezwiednie ulega. Zło nigdy nie rodzi dobra. Ofiarnie i z odwagą występujemy w obronie drogich nam wartości.

Pisał kiedyś wielki myśliciel rosyjski Lew Tołstoj:
"Człowiek, dorosły człowiek, bez światopoglądu religijnego, bez wiary jest duchowym i moralnym kaleką i może robić to, co właściwe jest człowiekowi, to jest żyć tylko dzięki sztucznym urządzeniom, jak zabawy, sztuka, żądza, ambicja, chęć zysku, ciekawość, nauka. Taki człowiek, tak jak kaleka, zawsze ulega władzy wszystkich. Można z nim robić wszystko, co się chce", (koniec cytatu).

Jeżeli tak bardzo ksiądz Jerzy zabiegał o to, aby Bóg był w sercu każdego wierzącego, to chciał, żeby ludzie nie byli kukłami, manekinami, ale żeby mogli dzięki Bogu być sobą.
Ksiądz Antoni Lewek napisał piękny wiersz pod tytułem "Jaka będziesz, Polsko?". Pod słowo "Polsko" podstawmy wyraz "Polonio".
Jaka będziesz, Polonio?!
"Gdy nam już zgaśnie gwiazda czerwona,
A biały orzeł błyśnie nad nami,
Wtedy będziemy wszyscy od nowa
Wszelkiemu złu winni sobie sami.
Zanim nadejdzie ten wyśniony czas,
Gdy wolność nam miłość swą wyzna,
Niechaj już dziś zapyta każdy z nas,
Jakaż będzie ta nasza Ojczyzna?
Czy nadal w niej będzie tyle kłamstwa,
Korupcji, kradzieży i zawiści,
Tyle płaczu z powodu pijaństwa,
Zbrodni Kaina i nienawiści?
Czy będą Polacy wreszcie uczciwi,
Życzliwi, trzeźwi i gospodarni,
Czy zechcą także być sprawiedliwi,
Mądrzy, bogobojni, solidarni?
Bo nie wystarczy zmiana ustroju,
Lecz prawdziwej tu trzeba mądrości.
Nic nie wywiedzie Polski z zastoju,
Tylko Boży duch solidarności.
Wiec wołajmy dziś: My chcemy Boga
W domu, w szkole, w polskiej codzienności.
Niech obca nam będzie przemoc i trwoga,
Bo my z Bogiem — ku Polsce przyszłości!" (koniec wiersza)

Gwiazda czerwona już zgasła: Nadszedł wyśniony czas — Polska zrzuciła kajdany bolszewickiej niewoli. Jaka teraz będzie? Zależy od Polaków, którzy żyją nad Wisłą i Bugiem, Wartą i Odrą. A jaka będzie Polonia? To też od nas zależy. Pamięć o bohaterskim życiu i śmierci księdza Jerzego Popiełuszki powinna nas wszystkich uczynić lepszymi. Pamięć ta jest bardzo żywa, skoro sławi ją film i pieśń ulubiona przez młodzież:
"Pamiętasz, nie tak dawno żył człowiek pośród nas
Do głębi wypełniony Chrystusem.
Na ustach swych kapłańskich niósł ewangelii treść
I nią jak ostrą szpadą dotykał ludzkich serc.
Refren: Choć odszedł w dal, żyje pośród nas
W milionach serc Jego serce drga — a swoim drżeniem
Wystukuje bardzo prosty rytm, że Ojczyzna Matką,
A Bóg Ojcem mym.
Na straży stał narodu, narodu, który wie,
Co godne jest człowieka, co Boże.
Są jednak ludzie, którzy odmienny mają cel,
Do niego ślepo dążą, choć ceną jego grzech.
Choć odszedł w dal. . .
Czy można mieć mu za złe, że kochał tak jak Ten,
Któremu wiernie służył do końca? Słowami,
które głosił uderzał prosto w cel,
Lecz zamiast nawrócenia, napotkał gorzką śmierć.
Choć odszedł w dal. . .
Pamiętasz nie tak dawno żył człowiek pośród nas
Do głębi wypełniony Chrystusem.
On zlecił nam zadanie
I udowodnił nam, że Polska nie zaginie,
dopóki Bóg jest w nas.
Choć odszedł w dal. . . (Fioretti B 5. Wciąż żywy. . .)

frjustin.blogspot.com

rosaryhour.com

Relikwie bł. ks. Popiełuszki są już w kilku miastach Polski

Relikwie bł. ks. Jerzego Popiełuszki znajdują się już w kilku miastach Polski, a także w Watykanie i polskim seminarium w USA.
Tuż po beatyfikacji relikwie otrzymała Świątynia Opatrzności Bożej w Warszawie, relikwiarz niesiony przez miasto z pl. Piłsudskiego na Pola Wilanowskie umieszczono w Panteonie Wielkich Polaków. Kilka dni później relikwie błogosławionego wniesiono także do kościoła św. Stanisława Kostki na Żoliborzu, gdzie znajduje się grób ks. Popiełuszki i gdzie spędził ostatnie lata swojego życia. W niedalekiej przyszłości - zdaniem ks. Bogdana Bartołda, proboszcza warszawskiej archikatedry - także w katedrze znajdą się relikwie błogosławionego duszpasterza ludzi pracy.
Otrzymały je już kościoły w miejscowościach związanych z życiem ks. Jerzego, jego ostatnią Mszą św. i męczeńską śmiercią. Relikwie trafiły więc do świątyni w Suchowoli, rodzinnej parani błogosławionego, Bydgoszczy - bo tu w kościele Nowych Męczenników ks. Popiełuszko odprawił swoją ostatnią Eucharystię, i do Włocławka, bo w tej miejscowości przy tamie oprawcy wrzucili ciało kapłana do Wisły.
Uroczyste wprowadzenie relikwii do kościoła w Bydgoszczy nastąpiło 19 października. Relikwiarz został umieszczony w kaplicy Miłosierdzia Bożego, gdzie znajdują się już relikwie pierwszych Braci Męczenników.
We Włocławku relikwie znajdą się aż w dwóch świątyniach: w katedrze oraz - w niedalekiej przyszłości - w budowanym w pobliżu tamy sanktuarium Kapłana-Męczennika.
Relikwiarz trafił też do sanktuarium na Jasnej Górze, gdzie w pielgrzymce zanieśli go Ludzie Pracy, których duszpasterzem był ks. Popiełuszko. W diecezji siedleckiej, zanim relikwie ks. Jerzego dotarły do katedry w Siedlcach, peregrynowały po kościołach w Białej Podlaskiej, Międzyrzecu Podlaskim, Łukowie i Garwolinie.
Również mieszkańcy Skrzynek w archidiecezji poznańskiej będą mogli modlić się przy relikwiach błogosławionego. Od 19 października znajdować się one będą w tamtejszej kaplicy pod wezwaniem bł. ks. Jerzego. Kaplica w Skrzynkach koło Stęszewa jest kaplicą filialną należącej do archidiecezji poznańskiej parani pw. św. Barbary w Tomkach, w dekanacie stęszewskim.
W sanktuarium św. Józefa w Kaliszu relikwie błogosławionego kapelana ludzi pracy są od 2 września. Podczas uroczystości relikwiarz wniosło do świątyni rodzeństwo ks. Popiełuszki - Teresa Boguszewska i brat Józef. O wstawiennictwo błogosławionego przy jego relikwiach mogą się modlić także szczecinianie - relikwiarz znajduje się w tamtejszej bazylice św. Jana Chrzciciela.
Dla polskiego seminarium Świętych Cyryla i Metodego w Orchard Lakę w stanie Michigan relikwie przywiózł kard. senior Józef Glemp. Wicerektor seminarium ks. Mirosław Król nazwał to „wielkim wyróżnieniem i zaszczytem". Relikwie umieszczono w kaplicy seminaryjnej.
Na relikwie czeka jeszcze wiele miast w kraju i za granicą. Kuria Warszawska otrzymała prośby m.in. z Ugandy, Boliwii czy Peru. oprac. im

Wiadomosci KAI nr 42 (968), niedziela 24 października 2010 r.

Ksiądz Jerzy dziś też potrzebny Ojczyźnie

Ksiądz Jerzy dziś też potrzebny Ojczyźnie

Potrzebny jest naszej Ojczyźnie ten niezłomny pasterz, by uczyć nas głębokiej wiary, pobożności, odwagi i męstwa – tak arcybiskup Kazimierz Nycz mówił o błogosławionym księdzu Jerzym Popiełuszce. 19 października minęła 26. rocznica porwania i zamordowania kapelana „Solidarności”. Tego dnia po raz pierwszy od jego beatyfikacji wierni wspominali Męczennika w liturgii.

Główne uroczystości odbyły się w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu, z którym związany był ostatnio ks. Popiełuszko i gdzie znajduje się jego grób. Mszę św. odprawił abp Nycz, a koncelebrował ją nuncjusz apostolski w Polsce, abp Celestino Migliore.

W Eucharystii uczestniczyli parlamentarzyści, władze samorządowe i miejskie oraz delegacje zakładowe NSZZ „Solidarność" z całego kraju. Obecna była matka bł. ks. Jerzego, Marianna Popiełuszko.

Na początku Mszy ks. Grzegorz Kalwarczyk, kanclerz kurii metropolitalnej warszawskiej odczytał dekret abpa Nycza o ustanowieniu kościoła św. Stanisława Kostki diecezjalnym Sanktuarium Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki.

W homilii metropolita warszawski podkreślił, że „po raz pierwszy od 26 lat nie tylko mówimy o księdzu Jerzym i nie tylko rozważamy duchowy wymiar jego życia i śmierci, ale możemy zwracać się wprost do niego i przez niego, modlić się z nim i do niego wołać”.

„Trudno przecenić dar, jakim jest dla Kościoła warszawskiego, w Polsce i na świecie, jakim jest dar błogosławionego kapelana «Solidarności»” – mówił abp Nycz. Dodał, że „już atmosfera uroczystości beatyfikacyjnych pokazała, że mimo wielkich zmian, jakie nastąpiły w Polsce w minionym ćwierćwieczu, błogosławiony ks. Jerzy jest Polakom nadal bardzo potrzebny”.

„Pokazała to gorąca modlitwa, zanoszona na Placu Piłsudskiego, rozmodlona procesja zmierzająca do Świątyni Bożej Opatrzności, pokazują dużo liczniejsze pielgrzymki zmierzające w ostatnich miesiącach do żoliborskiego sanktuarium” – podkreślił hierarcha. Tłumaczył, że "potrzebny jest naszej Ojczyźnie ten niezłomny pasterz, by uczyć nas głębokiej wiary, pobożności, odwagi i męstwa”.

Zdaniem abp. Nycza, trudno jest porównywać ponure lata stanu wojennego i czasy obecne. „Te dwie Polski dzieli całe ćwierćwiecze, a dokonało się w nim w naszej Ojczyźnie wiele zasadniczych zmian politycznych, społecznych, gospodarczych. Inne, niż wtedy, znajdujemy na łamach prasy gorące tematy, o innych wydarzeniach mówimy sobie w codziennych rozmowach” – stwierdził.

„Nie wolno, bez mądrego komentarza, przyrównywać Polski z czasów komunizmu, przed którym bronił człowieka bł. ks. Jerzy, z Polską po roku 1989” – wyjaśnił metropolita. Zauważył jednak, iż „mimo, że różnica jest zasadnicza, to rozterki, pytania, dylematy, często pozostały te same”.

„Tak jak wtedy, tak i dziś stajemy na rozstaju dróg, gdzie musimy dokonywać wyborów stanowiących o naszym człowieczeństwie i naszej tożsamości. Wypełniać odzyskaną wolność solidarnością i miłością, odpowiedzialnością, czy też – jak się niektórym wydaje – swoją wolą, cynizmem i nienawiścią?” – pytał abp Nycz.

„Wolność nie jest celem samym w sobie. Wolność jest zadaniem i najbardziej odpowiedzialnie wypełnić ją można miłością, gdyż nie ma wolności bez solidarności, ale też nie ma solidarności bez miłości” – podkreślił metropolita warszawski.

Kaznodzieja stwierdził, że już po 10 latach od upadku komunizmu mieliśmy „poważne problemy z wolnością i sposobem jej zagospodarowania”. „I wydaje się, że mamy je poniekąd do dziś” – dodał.

„Musimy też dokonywać wyborów między zamknięciem się w kręgu prywatnych spraw, a poświęceniem dla codziennej, międzyludzkiej solidarności” – kontynuował abp Nycz. „I wtedy i dziś, przychodzi nam się zmagać z pokusą przyjęcia bezpiecznej postawy obserwatora i komentatora” – dodał.

Przypomniał, że bł. ks. Jerzy miał możliwość bezpiecznego wycofania się w miejsce, gdzie mógłby wieść spokojne życie. „On jednak, ryzykując wiele, nie opuścił swoich owiec, nie okazał się najemnikiem, który dla swojej wygody wybrał lepszy kontrakt. Okazał się być prawdziwym, najlepszym pasterzem – takim, który oddaje swoje życie za owce” – powiedział abp Nycz.

„Prosimy dziś w tej świątyni, błogosławiony księże Jerzy, porusz serca wszystkich Polaków, by Ojczyzna była nam naprawdę droga, by dla nas wszystkich ważna była jej pomyślność, byśmy nie przejmowali się jej losem tylko w dniach zagrożenia. Niech nasza uczciwość w relacjach z bliźnimi, codzienna solidarność w lokalnej wspólnocie i wobec naszego państwa będą najlepszym wyrazem naszego patriotyzmu” – mówił abp Nycz.

„Demoralizacja, pycha, pogarda dla prawa i drugiego człowieka to często większe zagrożenia dla kraju niż zewnętrzni wrogowie” – zauważył metropolita. „Burzmy w naszych sercach i Polsce te nowe, powstające i dzielące ludzi mury” – dodał.

Abp Nycz przypomniał, że siłą ks. Jerzego nie były „struktury dyplomatyczne, talenty czy silni protektorzy”. „Siłą tego skromnego i bardzo delikatnego kapłana była czystość jego sumienia, motywacje jego posługi, zamiarów i pragnień. Jego zwycięstwo oparte było na tym, że szedł naprzeciw czerwonego Goliata komunizmu nie z triumfalnie podniesionym mieczem, ale z ewangeliczną miłością i prostotą” – tłumaczył dalej hierarcha.

„Wygrał, bo uwierzył w nowotestamentowe wezwanie, by zło dobrem zwyciężać. Ksiądz Jerzy zrozumiał je dosłownie, ale nie zbudował na nim naiwnego spojrzenia na rzeczywistość. Wiedział doskonale, komu się przeciwstawia. Liczył się z tym, że system totalitarny zaatakuje go bezlitośnie. I mimo tego, cały czas jego orężem była prawda i dobro” – powiedział abp Nycz.

Na zakończenie przypomniał postać proboszcza żoliborskiej parafii ks. Zygmunta Malackiego, który zmarł w sierpniu br. po długiej chorobie. „Wspominam tego szlachetnego człowieka i księdza, gdyż na wiele lat przed beatyfikacją uczynił ks. Jerzego swoim duchowym przewodnikiem i traktował go cały czas jak serdecznego przyjaciela” – powiedział abp Nycz.

Uroczystości ku czci Błogosławionego odbyły się we wtorek w wielu miejscach Polski. W Bydgoszczy, gdzie ks. Popiełuszko 19 października 1984 r. odprawił swoje ostatnie nabożeństwo, Mszę odprawił Prymas Polski, abp Józef Kowalczyk.

ekai.pl

19.10. - wspom. bł. Ks. Jerzego: Potrafił bronić prawdy

Potrafił bronić prawdy


Z ks. kanonikiem Tadeuszem Bożełką, nowym proboszczem parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu w Warszawie, rozmawia Małgorzata Pabis

Od niedawna jest Ksiądz proboszczem w parafii, gdzie znajduje się grób bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Jak przyjął Ksiądz swoją nominację?
- Była dla mnie zaskoczeniem i wyróżnieniem zarazem. To przecież niezwykła duszpasterska przygoda posługiwać w takiej parafii, w której tak owocnie pracował ks. Jerzy Popiełuszko, a także posługiwali wybitni kapłani, tacy jak ks. prałat Teofil Bogucki i ks. prałat Zygmunt Malacki.

Kim dla Księdza jest bł. ks. Jerzy Popiełuszko?
- Gdy ks. Jerzy duszpasterzował w tej parafii, byłem uczniem szkoły średniej, a później studentem Politechniki. Pamiętam klimat tamtych lat. Chociaż rozpoczął się proces przemian społecznych ku demokratyzacji życia publicznego, jednak siły utrwalające poprzedni porządek nie chciały łatwo oddać pola. Niełatwo było pokonać w sobie barierę strachu. W takich warunkach ks. Jerzy pokazał nam, że można zostać świętym, że chrześcijanin współpracujący z łaską Bożą potrafi bronić prawdy, ludzkiej godności i Bożego ładu w świecie nawet za cenę prześladowania, cierpienia i śmierci. Każdy z nas musi być gotowy do stawiania oporu złu w myśl hasła "Zło dobrem zwyciężaj", które przyświecało posłudze kapłańskiej ks. Jerzego.

Jakie priorytety wyznacza sobie Ksiądz w pracy duszpasterskiej w parafii?
- Nowy proboszcz powinien przede wszystkim dobrze poznać swoją parafię. Zobaczyć, jak funkcjonuje w cyklu pracy wyznaczonym przez rok liturgiczny. Dopiero wtedy powinien wprowadzać zmiany - naturalnie jeżeli będą służyły lepszemu. Wyjątkowość tej parafii wypływa z ogromnego ruchu pielgrzymkowego. Staramy się pomóc pielgrzymom spotkać się z Bogiem w tym miejscu, gdzie żył i duszpasterzował ks. Jerzy i gdzie został pochowany. Cieszymy się, że nie tylko w Polsce, ale i w innych krajach jest coraz bardziej znany i otaczany czcią. Nasza parafia służy także okolicznym mieszkańcom, jest miejscem, gdzie udziela się sakramentów świętych i sprawuje Liturgię, gdzie działają wspólnoty i ruchy przykościelne. Staramy się, aby Liturgia była piękna, a wspólnoty parafialne się rozwijały.

Dziękuję za rozmowę.


Nasz Dziennik, Środa, 20 października 2010, Nr 246 (3872)

M. Popielewicz: W życiu trzeba walczyć o dobro

26. rocznica śmierci błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki

W życiu trzeba walczyć o dobro


Rzesze wiernych, siostry zakonne, kapłani i klerycy przybyli wczoraj do parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie, gdzie żył i pracował błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko i gdzie znajduje się otaczany czcią wiernych jego grób. Pielgrzymi przynosili biało-czerwone kwiaty i znicze, by uczcić 26. rocznicę jego męczeńskiej śmierci i jednocześnie pierwsze liturgiczne wspomnienie. Głównym punktem uroczystości była Msza św. w intencji naszej Ojczyzny, w czasie której żoliborski kościół został podniesiony do rangi sanktuarium błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki.

Na uroczystości obecny był ks. abp Celestino Migliore, nuncjusz apostolski w Polsce, Eucharystii przewodniczył ks. abp Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. Obecna była również mama księdza Jerzego pani Marianna Popiełuszko wraz z najbliższą rodziną, a także przedstawiciele parlamentu i świata pracy. Dla wiernych, którzy nie pomieścili się w świątyni, przygotowano na zewnątrz telebim.
Ksiądz Grzegorz Kalwarczyk, kanclerz Kurii Metropolitalnej Warszawskiej, odczytał dekret o ustanowieniu w tym miejscu sanktuarium błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki. Możliwość uzyskania odpustu zupełnego w sanktuarium wyznaczono na dzień imienin ks. Jerzego - 23 kwietnia, rocznicę beatyfikacji - 6 czerwca, i rocznicę śmierci - 19 października. Po Mszy św. Janusz Śniadek, przewodniczący NSZZ "Solidarność", poinformował o podjętych staraniach, by ks. Jerzy został oficjalnie patronem "Solidarności".
Uroczystość transmitowały Radio Maryja i Telewizja Trwam.
W homilii ks. abp Kazimierz Nycz przypomniał niezłomną postawę błogosławionego ks. Jerzego w głoszeniu prawdy i kroczeniu raz obraną drogą. - Jego zwycięstwo oparte było na tym, że szedł naprzeciw goliata komunizmu, nie z triumfalnie podniesionym mieczem, ale z ewangeliczną prostotą i miłością - podkreślił hierarcha.
Od czasu beatyfikacji męczennika, bohaterskiego duszpasterza ludzi pracy, liczba pielgrzymów przybywających do żoliborskiego sanktuarium podwoiła się, a 200 relikwii pierwszego stopnia nowego błogosławionego trafiło do kościołów i kaplic w Polsce i za granicą. - Nowy błogosławiony - nie tylko osobom wierzącym, ale wszystkim - daje przykład, że w życiu trzeba walczyć o dobro i dążyć do tego, co się chce osiągnąć, nie poddawać się mimo przeciwności, nie bać się prawdy - powiedział Igor Bielecki, uczeń jednego z warszawskich liceów. Do parafii napływają także podziękowania za łaski otrzymane za wstawiennictwem ks. Jerzego. - Ostatni list, jaki do nas dotarł, jest opisem łaski, jakiej doświadczył pewien mężczyzna, który miał narośl w okolicach nosa. Okazała się ona bardzo złośliwym nowotworem - opowiada pani Katarzyna Soborak, kierownik Kościelnej Służby Informacyjnej przy kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu, notariusz w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego. Mężczyznę, u którego zdiagnozowano raka, czekała bardzo poważna operacja wiążąca się z usunięciem części nosa. Zarówno on, jak i jego rodzina modlili się w czasie beatyfikacji za przyczyną księdza Jerzego w intencji jego zdrowia. - Okazało się po niedługim czasie, że guz zniknął, a na twarzy pozostała jedynie różowa plamka. Lekarze jednak nie dali za wygraną i postanowili operować. W trakcie zabiegu okazało się, że wszystko jest w porządku i nowotworu nie ma. Oczywiście mężczyzna będzie poddawany jeszcze badaniom, ale wszystko wskazuje na to, że choroby już nie ma - wyjaśnia pani Soborak.
Podkreśla jednocześnie, że kult bł. ks. Jerzego się rozwija, przychodzi bardzo wiele listów z prośbą o relikwie drugiego stopnia czy o obrazki z modlitwą do błogosławionego męczennika. W naszym kraju jest również wiele miejsc, gdzie powstają kościoły pw. ks. Jerzego Popiełuszki. Taka świątynia buduje się już w Lublinie, powstała także kaplica Męczeństwa Błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki we Włocławku.
Przez cały wczorajszy dzień do grobu męczennika przybywała także młodzież. - Ksiądz Jerzy może być dla nas wzorem, bo był osobą, która nie bała się pokazywać i bronić tego, w co wierzy, tego, czym żyje, która nie bała się pomagać innym - podkreśla Marika Kalinowska, uczennica Liceum Ogólnokształcącego nr 102 w Warszawie. - Dzisiaj większość ludzi jest nastawiona na to, by żyć egoistycznie, nie altruistycznie, a ks. Jerzy pokazuje, że tak nie można - zauważa.
- Jestem bardzo Bogu wdzięczna, że mogłam doczekać beatyfikacji ks. Jerzego. Teraz za jego wstawiennictwem proszę Boga o łaskę beatyfikacji naszego Ojca Świętego Jana Pawła II i ks. kard. Stefana Wyszyńskiego - powiedziała pani Halina Sokół, która w każdą rocznicę śmierci ks. Jerzego modli się przy jego grobie. Jak zapewnia, wiele łask udało się jej wyprosić u Boga za pośrednictwem tego błogosławionego.
Od czasu beatyfikacji 19. dnia każdego miesiąca w sanktuarium żoliborskim odbywają się specjalne nabożeństwa. Wystawiany jest relikwiarz błogosławionego, a po uroczystej Mszy św. wierni mają możliwość ucałowania relikwii ks. Jerzego i modlitwy przy jego grobie. Tak jak zawsze wierni modlą się także w każdą ostatnią niedzielę miesiąca w intencji naszej Ojczyzny. - To jest czas, w którym nasza Ojczyzna bardzo potrzebuje intensywnej modlitwy. Ponieważ ks. Jerzy był kapłanem, dla którego Ojczyzna była bardzo ważna, mamy nadzieję, że teraz modląc się za nasz kraj za wstawiennictwem nowego błogosławionego, uprosimy u Pana Boga łaski dla naszej Ojczyzny, żeby stała się taką Ojczyzną, o jaką modlił się ks. Jerzy - podkreśla pani Soborak.
Maria Popielewicz


Nasz Dziennik, Środa, 20 października 2010, Nr 246 (3872)

TEKSTY KSIĘDZA TEOFILA BOGUCKIEGO CZ. II

Duchowa sylwetka księdza Jerzego

Pytają ludzie, którzy go nie znali, jakim był na co dzień, w towarzystwie, jakie było jego oblicze duchowe.
Był w pełni prawdziwym człowiekiem, prostym i dobrym. Nie chorował na wielkość, nie udawał bohatera, nie lubił oklasków. Był zwyczajny, jak my. Bardzo koleżeński i ze wszystkimi za pan brat. Karny i posłuszny Władzy Duchownej, gotów pójść każdej chwili tam, gdzie go biskup pośle, ale sam nie chciał podejmować decyzji, toteż ani Prymas, ani biskupi nie nalegali na niego, aby opuścił parafię, a przeniósł się gdzie indziej. Dużo miał wdzięku w sobie i dlatego przyciągał do siebie wszystkich. Był bardzo delikatny, nikogo nie obraził, nie pamiętał urazy. Czy był towarzyski? Wśród tych, z którymi łączyła go przyjaźń, młodzieży i hutników, był bardzo towarzyski i oddany. Źle się jednak czuł w towarzystwie salonowym. Nie zabierał głosu, siedział zamyślony, widać było, że ten człowiek myślą jest gdzie indziej. Wysuwał się po cichu z towarzystwa i biegł do swoich spraw.

Był dzielny i odważny. Nie powstrzymałyby go od pracy dla dobra drugiego człowieka, dla „Solidarności", dla Ojczyzny, żadne pogróżki, listy ostrzegające, szantaże, ścigania i wtrącenie do więzienia, liczne przesłuchania, napady w czasie podróży, nic go nie odstraszało, szedł odważnie do celu. Wyzbył się lęku i zastraszenia. Mimo próśb swoich przyjaciół i gróźb nieprzyjaciół, nie uciekał i sam szedł naprzeciw niebezpieczeństwu. Ostatni etap jego życia był tego dowodem. Przyjaciele chcieli towarzyszyć mu z Bydgoszczy do Warszawy - odmówił. Waldemar Chrostowski chciał minąć rzekomych milicjantów na drodze z Bydgoszczy do Torunia, kazał się jednak zatrzymać. Odwaga jego była na miarę bohaterów Sienkiewiczowskich. Gdy jednego roku spędzał urlop nad morzem w gronie przyjaciół, wypuszczał się nieraz samotnie w las, późnym wieczorem wracał do domu. Przyjaciele drżeli o niego, gdyż i te przecież byli czarni aniołowie, którzy strzegli go na każdym kroku. Gdy pewnego dnia urządzono łapankę nad morzem, na plaży, on najspokojniej włożył szlafrok i spokojnie oddalił się w las.
Bywało, że tych, którzy jeździli za nim trop w trop, potrafił wyprowadzić w pole, ginąc im z oczu w zakamarkach ulic warszawskich. Zdobywał się nieraz na fortele. Oto pewnego razu wyjeżdżał poza Warszawę. Przebrał się, przyprawił sobie wąsy i brodę i tak nierozpoznany minął wszystkie straże i szczęśliwie dotarł do celu.
W przeddzień porwania i śmierci, pilnującym go trzem drabom w samochodzie dzień i noc, zaproponował - przez Waldka - czarną kawę na rozgrzewkę, co było przyjęte z oburzeniem.

Był pełen życia i werwy, a jednocześnie opanowany, łagodny i dla wszystkich życzliwy. Był kapłanem o szerokich horyzontach.
Nie ograniczał się bowiem tylko do pracy duszpasterskiej w parafii, ale myślą swoją ogarniał wszystkie ugrupowania społeczno-polityczne i próbował stworzyć jakąś unię narodową o wspólnych celach, wiodących różnymi drogami do jednego celu - dobra i miłości Ojczyzny. Tym należy tłumaczyć jego kontakty z niewierzącymi, z rozmaitymi ugrupowaniami politycznymi. Był pełen prostoty i gotów zawsze do usług, nie zważając na to, co ludzie powiedzą. Kiedy została zalana piwnica na plebanii, zrzucił sutannę, chwycił wiadro i razem z Siostrami Służebniczkami wylewał wodę, biegając tam i z powrotem.

Nieugięty w zwalczaniu zła, a wytrwały w czynieniu dobra. Dla wszystkich był wszystkim. Gdy się ukazał, biegli do niego, obsypywali go kwiatami. Towarzyszyli mu w drodze do Pałacu Mostowskich. Wszędzie chcieli z nim być. I on wszystkich miłował, a szczególnie związał się ze światem pracy. Był miłosierny i miłosierdzie świadczył. Jego mieszkanie i garaż były zawalone darami dla biednych rodzin, dla wyrzuconych z pracy. Osobiście, bardzo często woził dary rodzinom potrzebującym. W czynieniu dobra był zaskakujący. W noc wigilijną podczas stanu wojennego wsiadał do samochodu i docierał do straży wojskowych na ulicach, wysiadał z samochodu, zbliżał się do żołnierzy, którzy prężyli się gotowi do strzału, a on spokojnie podchodził do nich, wyciągał opłatek i dzielił się z nimi. Srodzy żołnierze płakali ze szczęścia, że ktoś o nich pomyślał.
Gdy zbliżały się święta Bożego Narodzenia, wraz z młodzieżą przygotowywał upominki dla biednych dzieci i sam je rozwoził.

Ale nie tylko sprawy materialne ludzi skrzywdzonych leżały mu na sercu, ale i sprawy duchowe. Przygotowywał dorosłych do sakramentu chrztu i Komunii świętej. Wielu pod wpływem jego homilii odnalazło sens życia. Wielu uporządkowało swoje życie małżeńskie i rodzinne. Płynął od niego jakiś czar dobroci, któremu poddawali się ludzie.
Okazywał swoje serce tym, przeciwko którym toczyły się procesy. Był obecny niejednokrotnie na sali sądowej, by podtrzymywać na duchu niewinnie sądzonych.
Jeden z kapłanów (ksiądz Korzą) powiedział, że „robotnicy to było jego Westerplatte, którego bronił, pragnąc ulżyć ich doli...". Całym sercem zajął się robotnikami, on pierwszy zorganizował pieszą pielgrzymkę robotników na Jasną Górę w ostatnią niedzielę września. Na wałach Jasnej Góry poprowadził rozważania stacji Drogi Krzyżowej. Droga ta głęboko utkwiła w pamięci robotników. Związany był z Solidarnością i w Związku tym widział ratunek dla Polski. Godzi się przytoczyć słowa księdza Tischnera, wypowiedziane w parafii Świętego Krzyża: „Wy macie na Żoliborzu trumnę, która jest skarbem. Strzeżcie pilnie tego skarbu. Bo takie trumny są na Wawelu". - Ale my go nie damy. Warszawa ma też swoich królów ducha: Bobolich, Felińskich, Korniłowiczów, Wyszyńskich, a liczbę ich powiększył uwielbiany przez wszystkich - król ducha - męczennik naszych czasów - ksiądz Jerzy Popiełuszko.
Jemu było dane dwukrotnie organizować opiekę sanitarną podczas podróży apostolskich Ojca Świętego Jana Pawła II do Polski.

Był zdecydowany. Mówił, że kapłan nie może uchylać się od pracy dla dobra Kościoła i Ojczyzny i chować głowy w piasek, gdy tyle ludzi cierpi prześladowania i więzienia. Mimo słabego zdrowia, częstych bólów głowy i innych dolegliwości nie zaprzestał swojej działalności. W Bydgoszczy, mimo że czuł się źle, odprawił Mszę świętą. I poprowadził różaniec z przepięknym rozważaniem. Z Różańcem w ręku wytrwał do końca. Mógł powtórzyć za Chrystusem: Wykonało się.

M. Kindziuk, Swiadek prawdy - Życie i smierć ks. Jerzego Popieluszki, Częstochowa 2008.

TEKSTY KSIĘDZA TEOFILA BOGUCKIEGO CZ. I

TEKSTY KSIĘDZA TEOFILA BOGUCKIEGO

Jedną z osób, która najbardziej znala i wspierała księdza Popiełuszkę, był jego bezpośredni przełożony, proboszcz parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie, ksiądz Teofil Bogucki. Wiele razy wypowiadał się o księdzu Jerzym, wiele też o nim pisał.

a) Drogi życia księdza Jerzego Popiełuszki

Na dawnej ziemi Jaćwingów, obecnie białostockiej, w cichej i spokojnej wsi Okopy, przyszedł na świat Jerzy Popiełuszko.
Nazwa wsi każe się domyślać, że tam w okopach walczono i odpierano napady nieprzyjaciół: Krzyżaków, Szwedów, Litwinów, ludów Wschodu i Północy. Z dziada pradziada ludność tamtejsza przejęła w spuściźnie odporność i męstwo.
Z takich mocnych i prostych ludzi przychodzi na świat 14 września 1947 roku Jerzy Popiełuszko, z rodziców Władysława i Marianny z d. Gniedziejko. W dwa dni po urodzeniu, 16 września, zawieziono dziecko do kościoła parafialnego pod wezwaniem św. Apostołów Piotra i Pawła, w którym przyjęło sakrament chrztu św. Chrzest odbył się tak szybko, dlatego że matka walczyła ze śmiercią i pragnęła, by syn, którego jeszcze w swoim łonie ofiarowała na służbę Bogu, został ochrzczony za jej życia. Bóg zachował życie matki i przyjął ofiarę.Dziecię rosło i rozwijało się zdrowe i radosne. Od lat dziecinnych Jerzy klękał z rodzicami codziennie wieczorem do Różańca św. Gdy podrósł, towarzyszył ojcu w pracach polnych. Przyglądał się pracy na roli. Samusiłował pomagać, zwłaszcza podczas żniw, zbierając kłosy i zwożąc zboże do gumna. Gdy już znacznie podrósł, wypędzał krowy i inny dobytek na pastwisko, w ten sposób, nie wiedząc, uczył się pasc w przyszłości trzodę Pańską.

Gdy dorósł lat szkolnych, biegał do szkoły w Suchowoli odległej o pięć kilometrów od rodzinnej wsi. Skracał sobie drogę ścieżkami przez pola i niewielkie laski. Krzyż na skraju wsi, artystycznie wykonany, był ostatnim etapem odpoczynku i modlitwy przed Ukrzyżowanym. W szkole z łatwością przechodził z klasy do klasy z piątkowymi świadectwami. Był niejednokrotnie wyróżniany i nagradzany. Kierownik szkoły, człowiek prawy i szlachetny, lubił Jurka i cieszył się jego postępami i zachowaniem. Zdumial się przeto niezmiernie i zmartwił, gdy w dzienniczku znalazł czwórkę. Pożalił się matce. Niebawem sprawa się wyjaśniła. Jedna z pań nauczycielek była wyznania prawosławnego i nie mogła znieść, że Jurek chodził do kościoła, służył do Mszy świętej. A gdy przysze miesiąc maj i październik, chodził codziennie na nabożeństwa. Szczególnie umiłował nabożeństwo Różańcowe. Nauczycielka zwracała mu uwagę, aby zaprzestał tych praktyk. Nie posłuchał. Uczęszczał nadal do kościoła. Obniżyła mu więc stopień z zachowania. Jurek z wielką gorliwością służył codziennie do Mszy świętej. Ksiądz prefekt w nagrodę kupił mu łyżwy.

Po skończeniu szkoły podstawowej uczęszczał do liceum ogólnokształcącego w Suchowoli.
W szkole tej znów miał miejsce przykry wypadek. Nauczycielka powiedziała, że człowiek pochodzi od małpy. Jurek nie wytrzymał, zerwał się i krzyknął - nieprawda, bo człowieka stworzył Pan Bóg. Wrócił do domu jakiś nieswój i smutny. Zauważyła to matka, bo tylko oko matki spostrzeże i serce wyczuje, co trapi jej dziecko. Zapytała Jurka: syneczku, powiedz, co ci jest, dlaczego jesteś smutny. Jurek opowiedział, co się stało. Mądra i roztropna matka pocieszała mówiąc: ty się, synku, nie przejmuj tym, co ludzie mówią, myśl swoje i rób swoje. Ta rada utkwiła mu w pamięci na całe życie. Nigdy się nie przejmował, co źli ludzie o nim mówili i pisali, myślał swoje i swoje robił. Jego młode życie związane było z kościołem w Suchowoli. Tu przyjął sakrament chrztu, pokuty, Eucharystii i bierzmowania. W tym kościele odprawił pierwszą Mszę świętą prymicyjną. Kochał swój kościół i swoją wieś, dlatego gdy zostanie kapłanem, często będzie nawiedzał kościół parafialny i dom rodzinny!
Ostatni raz był w swoim domu rodzinnym we wrześniu 1984 roku. Była to jego ostatnia wizyta w rodzinie. Matka zaniepokojona złośliwą kampanią przeciwko niemu mówiła: „Synu, uważaj, bo oni mogą krzywdę ci zrobić", a ksiądz odpowiedział: „Trudno, za Ojczyznę trzeba cierpieć, a nawet umierać, tak jak cierpiał i umarł Traugutt".

Wracając do przerwanego toku opowieści o jego życiu, należy powiedzieć, że po otrzymaniu matury Jerzy wstąpił do Seminarium Duchownego w Warszawie 29 czerwca 1956 roku w dzień św. Jana Chrzciciela. Wszyscy się zdumieli, a rodzice ucieszyli decyzją Syna. Sądzili jednak, że zostanie on w Niepokalanowie, często bowiem nawiedzał klasztor. Ale Bóg miał inne plany. W Seminarium był jednym z wielu w gromadzie alumnów, łagodny, pracowity, zamknięty w sobie. Po roku pobytu w Seminarium został powołany do wojska i wcielony do specjalnej jednostki w Bartoszycach 24 października 1961 roku. Tam kierowano alumnów ze wszystkich seminariów na przeszkolenie nie tyle wojskowe, ile ideologiczne. W tym czasie było 300 alumnów. Jurek nie załamał się, pokazał, kim jest. Był przykładem dla kolegów wytrzymałości i męstwa. Wprowadził w sali, w której przebywał, wspólną i głośną modlitwę. Sam klęczał na łóżku, modlił się gorąco, modlitwę kończył Apelem Jasnogórskim. Takie zachowanie Jurka nie podobało się oficerom dyżurnym. Wzywano go na rozmowy i kazano zaprzestać praktyk religijnych, w zamian obiecywano przepustkę, urlop. Jurek słuchał i swoje robił. Mamidło i obietnice odrzucał. Zagięto nań parol. Oficer zauważył różaniec na jego palcu, kazał zdjąć - Jurek nie wykonał polecenia. Wtedy rozpoczęła się jego męka. Wzywany był na raporty karne. Oficer znęcał się nad nim, rozkazując w pełnym uzbrojeniu schodzić co pięć minut z trzeciego piętra do piwnicy tak długo, dopóki nie upadł. To znowu w pozycji na baczność w pełnym rynsztunku z plecakiem w wyciągniętej ręce kazał stać, a kiedy padał zmęczony na ścianę, oblewano go zimną wodą i kazano dalej odbywać karę. Gdy takie raporty karne zdarzały się w zimie i gdy zsiniały mu od mrozu gołe nogi, wtedy dopiero pozwolono mu założyć onuce i buty. Takie raporty zdarzały się często. Pisał w liście do przyjaciół: „Dobrze, że to na mnie trafiło, inny tego by nie wytrzymał". Jurek siłą woli wszystko wytrzymał, ale zmarnował zdrowie na cale życie.

Po dwuletniej służbie wojskowej wrócił do Seminarium, aby kontynuować studia. Ale wrócił już nie ten sam. Był to strzęp młodzieńca. Odebrano mu zdrowie. Duch jednak pozostał w nim ten sam. Nie chciał korzystać z sanatorium ani wypoczynku. Rwał się do kapłaństwa, do którego w drodze zatrzymała go służba wojskowa. Musiał nadrobić stracone lata. Zrujnowane zdrowie z ławy seminaryjnej zaprowadziło go do szpitala. Stan był bardzo ciężki. Rektor Seminarium ksiądz Zbigniew Kraszewski, gdy go odwiedził w szpitalu i po konsultacji z lekarzem dowiedział się, że stan jego jest prawie beznadziejny, rozpłakał się. Kochał swoich alumnów. U Boga jednak nie ma rzeczy niemożliwych. Jerzy odzyskał na tyle zdrowie, że mógł wrócić do Seminarium i dokończyć studia. Z rąk Wielkiego Prymasa Stefana Kardynała Wyszyriskiego otrzymał 28 maja 1972 roku święcenia kapłańskie w archikatedrze warszawskiej. Pokochał swego konsekratora i całymi garściami czerpał później z Jego mądrości w słynnych homiliach. Z jakąż radością jechał do domu rodzinnego, gdzie czekali nań rodzice, siostra i bracia, cała wieś i cała parafia. Jaka to była radość dla wszystkich, gdy z zapadłej i niepozornej wsi wyszedł kapłan.

Po dwutygodniowym wypoczynku dostał przydział na wikariusza w Ząbkach, 10 czerwca, i z bojaźnią w sercu jechał na swą pierwsza placówkę. Dobrze trafił - ksiądz Tadeusz Karola, wielki organizator życia duszpasterskiego w parafii i w diecezji, przyjął go serdecznie i przydzielił mu pracę w parafii. Czuł się tam dobrze i często wspominał swoją pierwszą placówkę.

Po trzech latach pracy 10 kwietnia 1975 roku został przeniesiony do parafii Anin. I znowu szczęśliwie trafił. Proboszcz - ksiądz Wiesław Kalisiak - przyjaciel młodzieży - porwał go swoim przykładem do pracy duszpasterskiej z młodzieżą. W tej pracy poczuł się sobą. Pokochał młodzież, poświęcał jej dużo czasu, przyjmował młodych u siebie, często wyjeżdżał z nimi na wycieczki i obozy. Proboszcz cieszył się, że ma podobnego do siebie przyjaciela młodzieży.

20 maja 1978 roku Władza Duchowna przeniosła go do parafii Dzieciątka Jezus na Żoliborzu. Tam pracował zaledwie rok. Powracała choroba, której nabawił się w wojsku. Często zapadał na zdrowiu. Raz upadł zemdlony przy ołtarzu, Mszę świętą dokończył ksiądz Czesław Banaszkiewicz. Po Mszy świętej, w dobroci serca, w trosce o kolegę, ksiądz Czesław zawiózł go do szpitala.

Z parafii Dzieciątka Jezus 25 maja 1979 roku Kuria przeniosła księdza Jerzego do kościoła św. Anny, gdzie oddał się pracy wśród młodzieży akademickiej, zwłaszcza wśród studentów medycyny. Ponadto przejął duszpasterstwo wśród średniego personelu medycznego pielęgniarek w kaplicy Res Sacra Miser. Niebawem mały kościółek nie mógł wszystkich pomieścić.

Odwiedziła go ciotka z USA, która widząc trudne warunki mieszkaniowe, ofiarowała mu pieniądze pozwalające nabyć skromne mieszkanie, które stało się później przyczyną fałszywych insynuacji i do którego podrzucono amunicję i stosy ulotek. Ksiądz Jerzy dobrze czuł się u św. Anny, nie to jednak było mu przeznaczone. Szukał dla siebie miejsca. Znalazł je wreszcie w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. 20 maja 1980 roku zamieszkał przy parafii w charakterze rezydenta. Tu dopiero w pełni rozwinął swoje skrzydła, nie krępowany w inicjatywach i pracy. Parafia, od dawna o obliczu narodowo-patriotycznym, była dlań prawdziwą przystanią, nie odpoczynku, ale wytężonej pracy na wielu odcinkach. Msza za Ojczyznę, wprowadzona w październiku 1979 roku, porwała go. Włączał się w nią z młodzieżą akademicką.

Przyszedł sierpień 1980 roku. Strajki we wszystkich zakładach pracy. Polska ożyła. Hutnicy zwrócili się do Księdza Prymasa, prosząc o kapłana, który wziąłby ich w opiekę. Ksiądz Prymas wysłał swojego kapelana księdza Bronisława Piaseckiego do księdza Jerzego z prośbą, by zajął się hutnikami. Ksiądz Jerzy tylko czekał na to. Polecenie Prymasa chwycił w lot i natychmiast pojechał do Huty objętej strajkiem. W czasie strajku był razem z hutnikami, odprawiał Mszę świętą, głosił słowo Boże, spowiadał. Hutnicy pokochali go. Stał się ich przyjacielem i bratem. Strzegli go jak oka w głowie, dzień i noc czuwając przy jego drzwiach na plebanii. Niebezpieczeństwo zawisło nad nim od pierwszego dnia stanu wojennego. Szukali go wszędzie i choć był na miejscu, oczy im oślepły i nie znaleźli go. Tegoż dnia wyłączono mu telefon. Radził sobie bez telefonu.

Przed ogłoszeniem stanu wojennego wybuchł strajk w Wyższej Szkole Oficerskiej Pożarnictwa na Żoliborzu. On się tam natychmiast znalazł wśród strajkujących podchorążych. Chociaż gmach szkoły był otoczony czołgami, milicją, zomowcami tak, że mysz nie mogła się przedostać, ksiądz Jerzy przedzierał się przez kordony i dostawał się drzwiami lub oknami do wnętrza. Pięciuset młodych ludzi żyło jego obecnością. On im odprawiał Msze święte i podnosił na duchu.

Po rozwiązaniu szkoły jego mieszkanie stało się przystanią i ucieczką dla studentów tej uczelni. Karmił ich, szukał mieszkania, umieszczał w innych uczelniach. Nic przeto dziwnego, że pokochali go całym sercem. To był epizod w jego życiu. Ale stałą opieką duszpasterską otaczał młodzież medyczną, dla której co tydzień urządzał spotkania w swoim mieszkaniu, tam odprawiał Mszę świętą dla nich przygotowaną wspólnie z młodzieżą. Raz w miesiącu w drugą niedzielę od godz. 16.00 w podziemiach kościoła urządzał spotkania na modlitwie dla wszystkich pracowników lecznictwa. Był stale otoczony młodzieżą. Ale jak nie kochać takiego kapłana, który stawał się jednym z nich.

Gdy studenci urządzili strajk w Akademii Medycznej, ksiądz Jerzy był razem z nimi dzień i noc, służąc im nie tylko posługą kapłańską, ale wożąc różne produkty, aby nie byli głodni, ale nasyceni i radośni. Dziwna rzecz, choć nie posiadał doktoratów i wiedzy uczonych, właśnie do niego garnęli się i prości, i uczeni po radę i pomoc. Przyjeżdżali górnicy, stoczniowcy, rolnicy, hutnicy, wszystkie stany, pokrzywdzeni i strapieni.
A on nikogo nie odtrącił, dla wszystkich miał czas, choć zawsze bardzo się spieszył, bo czekał ktoś na niego.

W stanie wojennym, ogłoszonym 13 grudnia 1981 roku przejął prowadzenie Mszy za Ojczyznę. Włączył do współpracy artystów, aby - jak mówił - pomogli nam lepiej i głębiej przeżywać liturgię Mszy za Ojczyznę. Homilie jego ściągały coraz większe tłumy ludzi, żądnych prawdy. W homiliach swoich niczym Skarga tępił zło, kłamstwo, niesprawiedliwość społeczną, deptanie godności człowieka. Homilie te rozsławiły jego imię w całym kraju i za granicą. Przeciwnikom te się nie podobało. Zaczęli go szykanować. Śledzili go i pilnowali dzief i noc. Gdzie się ruszył, jechali za nim trop w trop. Aby go przestraszyć, rzucili do mieszkania cegłę i materiał wybuchowy. Aby się zabezpieczyć przed podobnymi wypadkami, wstawił do okien krat} 12 czerwca 1983 roku otrzymał wezwanie do prokuratora do Sądu na Lesznie. Pojechał, a za nim tłum ludzi z proboszczem. Niebawer wszystkich ludzi usunęła milicja i po badaniach prokuratorskich zawieźli go wraz z Waldemarem Chrostowskim do jego mieszkania przy ul. Chłodnej, gdzie były już podrzucone wspomniane wyżej materiały. Podczas rewizji w mieszkaniu ksiądz Jerzy zdołał napisać kartkę do proboszcza, którą przesłał przez Waldka. Oto treść: „Zawsze głosiłem prawdę. Poza Mszą za Ojczyznę i pracą charytatywną nic innego nie czyniłem. Prowokację przyjmuję jako doświadczenie dane mi przez Boga dla większych owoców mojej pracy patriotyczno-religijnej. Nie chcę, by moja osoba była wykorzystana do wyjścia ludzi na ulicę. Na zeznaniach nie wydam nikogo. Proszę o modlitwę, by starczyło mi sił".
Wtrącono go do więzienia w Pałacu Mostowskich do celi przestępców. Ale i tam był potrzebny. Zaprowadził porządek w celi, wprowadził wspólną modlitwę, a niektórzy skorzystali ze spowiedzi.

Na ostrą i zdecydowaną interwencję księdza arcybiskupa Bronisława Dąbrowskiego na drugi dzień został zwolniony. Wrócił do domu witany serdecznie i owacyjnie.
Jednak szykany nie ustały, dopiero się zaczęły. Wzywany był bez przerwy na przesłuchania do Pałacu Mostowskich. Były to długie, przykre i męczące dni. Wracał wprawdzie uśmiechnięty, ale bardzo wyczerpany i z bólem głowy. Ogłoszona amnestia 24 lipca 1984 roku objęła go prawie ostatniego. Nie zmienił się. W dalszym ciągu działał i głosił prawdę. Za głoszenie prawdy został zamordowany przez funkcjonariuszy MSW 19 października 1984 roku.

Ciało Męczennika za wiarę i Ojczyznę spoczęło za pozwoleniem księdza kardynała Józefa Glempa, Prymasa Polski, w grobie przy kościele św. Stanisława Kostki, gdzie pracował przez cztery i pół roku, głosząc prawdę.
Pomylili się ci, którzy sadzili, że gdy zabiją księdza, będą mieli spokój. Stało się przeciwnie. Teraz dopiero, po śmierci, męczennik ksiądz Jerzy stał się zwycięzcą. Swoją śmiercią poruszył cały świat. Do jego grobu przybywają dostojnicy kościelni i państwowi z obcych krajów.

M. Kindziuk, Swiadek prawdy - Życie i smierć ks. Jerzego Popieluszki, Częstochowa 2008.

RAPORTY MSW - 4.11.1984 r.

Raport z dnia 4.11.1984 r.

Przebieg uroczystości pogrzebowych księdza Jerzego Popiełuszki

Wczoraj w godzinach 11.00-14.00 w kościele św. St. Kostki przy ul. Hozjusza w Warszawie odbyły się uroczystości pogrzebowe ks. Jerzego Popiełuszki. Uczestniczyli w nich kardynał Glemp, biskupi warszawscy oraz kilku biskupów z innych diecezji m.in. rektor KUL-u bp Hemperek. Obecni byli przedstawiciele Rady Państwa, Sejmu i Urzędu ds. Wyznań. Odnotowano obecność szefów oraz innych przedstawicieli ambasad USA, Wielkiej Brytanii, Włoch, Francji, Holandii, Belgii i RFN.

Od wczesnych godzin rannych odnotowano sukcesywny napływ ludności w rejon kościoła św. St. Kostki. Głównym elementem wystroju kościół była flaga narodowa rozpięta na jego dwóch wieżach, przerwana w połowie tworząc kształt litery „V".
O godz. 6.00 rozpoczęto 30-minutowe nabożeństwa bez kazań. W tym czasie w kościele i wokół znajdowało się ok. 15 tys. osób. Z treści napisów na niesionych transparentach oraz po strojach rozpoznano uczestników przybyłych z „regionów" Podbeskidzia, Małopolski, Zagłębia, Gdańska, Bydgoszczy, Rzeszowa i Nowej Huty widoczne były grupy w strojach góralskich, krakowskich, w mundurach górniczych, hutniczych i harcerskich. Przed rozpoczęciem głównej uroczystości do kościoła przyjechał Lech Wałęsa z księdzem Jankowskim. Wśród zebranych było wielu działaczy b. KK „Solidarności" oraz b. KSS-KOR.

O godz. 11.00 rozpoczęła się Msza święta żałobna koncelebrowana przez 12 księży. W czasie Mszy podano życiorys ks. Popiełuszki oraz odczytano fragmenty głoszonych przez niego kazań. Następnie 30-minutową homilię wygłosił kardynał Glemp, w której przedstawił sylwetkę ks. Popiełuszki; nawiązał do okoliczności jego śmierci, oraz wyraził krytykę pod adresem władz za niepełne przedstawienie w środkach masowego przekazu kościelnych uroczystości z okazji Święta Zmarłych. W tym czasie w kościele i na terenach przylegających do niego zgromadziło się ok. 100 tys. osób. Po przemówieniu prymasa krótkie wystąpienia miało 6 osób. Przemawiał ks. Rumianek - wicerektor WSD w Warszawie, kolega Popiełuszki.
Następnie w imieniu hutników inż. Karol Szadurski oraz ze środowiska służby zdrowia Marian Jabłoński - lekarz i Elżbieta Żurawska - pielęgniarka. Jako kolejny przemawiał Lech Wałęsa, który powiedział m.in. „Spoczywaj w pokoju. «Solidarność» żyje, bo ty dałeś za nią swoje życie!". Jako ostatni przemawiał proboszcz parafii św. St. Kostki - ks. Bogucki.

Wspólnym elementem wszystkich przemówień było akcentowanie męczeństwa i bohaterstwa ks. Popiełuszki.

O godz. 14.05 prymas Glemp odjechał z kościoła i w tym samym czasie zgromadzeni zaczęli rozchodzić się w różnych kierunkach. Na niektórych trasach utworzyły się grupy zwarte liczące od kilkuset do kilku tysięcy osób, które miejscami zajmowały całą szerokość ulic. W przemieszczających się grupach część osób wznosiła ręce z palcami ułożonym w kształcie litery „V" oraz skandowała „chodźcie z nami", „rzućcie pały - przebaczymy".

Funkcjonariusze MO zabezpieczali spokojne rozejście się zebranych. Nie zachodziła konieczność stosowania środków przymusu bezpośredniego.
Nabożeństwo wieczorne o godz. 19.00 w kościele św. St. Kostki odprawił i wygłosił kazanie ks. Piaścik. W wystąpieniu skoncentrował się na osobie zmarłego ks. Popiełuszki. Powiedział m.in.: „wielki Polak i kapłan został bestialsko zamordowany przez funkcjonariuszy instytucji państwowej zwanej Służbą Bezpieczeństwa. Przyczyną tej wielkiej zbrodni politycznej jest ideologia ateistyczna, która wychowała takich ludzi. Sprawcy zbrodni zostaną potępieni i nie ominie ich kara, jak nie ludzka - w przypadku gdy obronią ich wysocy dygnitarze - to boska". Obecnych w kościele było ok. 800 osób a na zewnątrz 2 tys. Osoby te przechodziły szeregiem przed grobem ks. Popiełuszki.

Dla zmniejszenia zainteresowania uczestnictwem w pogrzebie ks. Popiełuszki, niektórzy biskupi zorganizowali w tym czasie nabożeństwa żałobne w kościołach katedralnych, np. w Łomży, Siedlcach, Koszalinie i Wrocławiu.
W innych katedrach i kościołach parafialnych na terenie kraju nabożeństwa takie odbędą się w dniu 4 bm., m.in. w Krakowie z udziałem kard. Macharskiego, Lublinie, Koszalinie z udziałem bp. Werno oraz w Toruniu.
W m. Przysiek (woj. toruńskie) w miejscu uprowadzenia ks. Popiełuszki ustawiony został 2,5-metrowy krzyż. Do krzyża przymocowano tabliczkę z napisem: „w tym miejscu 19.10.1984 roku został uprowadzony ks. J. Popiełuszko", czarną, szarfę z flagą narodov oraz hasła „Solidarność jesteśmy - pamiętamy", „śp. ks. Jerzemu l pieluszce męczennikowi prawdy - Solidarność". Przy krzyżu dane są kwiaty i palone znicze. Szarfę i hasła usunięto.
W dniu 3 bm. odnotowano jedynie nieliczne przypadki negatywnych działań w związku ze śmiercią ks. Popiełuszki:
- na cmentarzu w Turośni Kościelnej (woj. Białostockie), przed kościołami w Bytomiu (woj. katowickie) i Bolesławcu (woj. jeleniogórskie) utworzono symboliczne groby, na których składane są kwiaty i umieszczone symbole „Solidarności";
- w Suwałkach, Płocku i Swieciu (woj. bydgoskie) kolportowa
no ulotki mówiące o zamordowaniu ks. Popiełuszki przez SB.

Otrzymują:
Tow. Wojciech Jaruzelski
Tow. Kazimierz Barcikowski
Tow. Józef Czyrek
Tow. Zbigniew Messner
Tow. Mirosław Milewski
Tow. Tadeusz Porębski
Tow. Jan Główczyk
Tow. Florian Siwicki
Tow. Mieczysław F. Rakowski
Tow. Adam Łopatka

M. Kindziuk, Swiadek prawdy - Życie i smierć ks. Jerzego Popieluszki, Częstochowa 2008.

RAPORTY MSW - 2.11.1984 r.

Raport z dnia 2.11.1984 r.

Działania i inicjatywy Kościoła rzymskokatolickiego

W kościołach i na cmentarzach w dniu 1.11.1984 r. panował spokój.

Odbywające się okolicznościowe Msze święte i modły z udziałem biskupów i księży z okazji Święta Zmarłych miały charakter religijny. Wystąpienia duchownych obok treści religijnych w większości przypadków zawierały nawiązania do tragicznej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki.
Nawiązania te utrzymane były na ogół w tonie spokojnym i nie zawierały elementów ekscytacji lub podburzeń. Równocześnie odnotowano szereg przypadków, gdzie księża apelowali o zachowanie spokoju, rozwagi - powołując się przy tym na apele papieża Jana Pawła II i prymasa J. Glempa.
Charakterystycznym elementem wystąpień duchownych było akcentowanie walorów osobistych ks. J. Popiełuszki, któremu przypisywano duże zaangażowanie w obronie prawdy, sprawiedliwości, praworządności i miłości. Podkreślano również jego działalność na rzecz praw robotników. Kilku księży w kazaniach sugerowało możliwość „wyniesienia go w przyszłości na ołtarze".
W intencjach - oprócz modłów za ks. J. Popiełuszkę - modlono się za ofiary I i II wojny światowej, powstań narodowych, zamordowanych w obozach zagłady. Niektórzy księża inicjowali ponadto modły za ofiary zajść w latach 1956, 1970, 1976, 1980 i 1981-1984. Wznoszono także modły za zamordowanych w Katyniu.
Część księży informowała wiernych o mającym odbyć się w dniu 3.11 br. w Warszawie pogrzebie ks. J. Popiełuszki. Odnotowano pojedyncze przypadki organizowania przez księży (np. ks. Miecznikowski - jezuita z Łodzi) wyjazdów zbiorowych na tę uroczystość.
Na podkreślenie zasługuje reakcja bp. Kisiela - administratora apostolskiego diecezji białostockiej i kurialistów tej diecezji, którzy odpowiadają na naciski wiernych dotyczące zorganizowania grupowego wyjazdu.

M. Kindziuk, Swiadek prawdy - Życie i smierć ks. Jerzego Popieluszki, Częstochowa 2008.