Ponad 280 osób bierze udział w XIX biegu sztafetowym szlakiem męczeńskiej drogi bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Zawodowcy i amatorzy mają do pokonania dystans 110 kilometrów – od Sanktuarium Nowych Męczenników w Bydgoszczy do tamy we Włocławku. Ostatni etap pokonają wspólnie wszyscy zawodnicy. Tradycją jest modlitwa na włocławskiej tamie, gdzie zapalą znicze i złożą kwiaty.
Uczestnicy w dziesięcioosobowych zespołach startują co roku spod pomnika ks. Jerzego i biegną do Włocławka przez Górsk i Toruń. Do sztafety zgłaszają się zawodnicy indywidualni z Polski, drużyny z NSZZ „Solidarność”, członkowie ognisk TKKF oraz uczniowie gimnazjów i liceów województwa kujawsko-pomorskiego.
XIX Bieg poprzedziła Msza Święta w kościele Świętych Polskich Braci Męczenników – miejscu ostatniej posługi kapelana „Solidarności”. – To przede wszystkim uczczenie błogosławionego kapłana. Organizacja tego biegu ma podtrzymywać pamięć o tej niezłomnej postaci i jego naukach – powiedział wiceprzewodniczący Zarządu Regionu Bydgoskiego NSZZ „Solidarność”, Mirosław Jamroży.
Pomysłodawcą i pierwszym organizatorem biegu sztafetowego szlakiem męczeńskiej drogi kapłana był nieżyjący już dzisiaj Eugeniusz Połtyn – prezes bydgoskiego Towarzystwa Krzewienia Kultury Fizycznej „Orzeł”. – To jest nasze podziękowanie dla bł. ks. Jerzego. Za to, że w tamtym okresie był odważnym kapłanem i kapelanem naszego związku. Te wszystkie biegi składamy mu jakby w ofierze, aby nie zapomnieć o tym, o czym mówił – powiedział koordynator Ryszard Sieradzki z bydgoskiej „Solidarności".
- Dzięki inicjatywom tego typu można trafić do ludzi młodych, co jest dziś niezwykle pożądane, oraz propagować przesłanie, jakie pozostawił nam ks. Jerzy Popiełuszko – powiedziała Hanna Marchlik, która relacjonowała jako dziennikarka do „Słowa – Dziennika Katolickiego” przebieg trzeciej sztafety.
Organizatorami sztafety są: Zarząd Regionu Bydgoskiego NSZZ „Solidarność”, Krajowe Stowarzyszenie Kultury Zdrowotnej i Sportu NSZZ „Solidarność” oraz TKKF „Orzeł” Bydgoszcz.
jm / Bydgoszcz
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 23 października 2011
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Patron walki o krzyż
Gdy w naszej Ojczyźnie nasila się walka z krzyżem i wraca antyklerykalizm w bardzo agresywnej postaci, wielką nadzieję daje wzrastający kult błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki.
Ten męczennik komunizmu staje się obecnie patronem walki o zachowanie chrześcijańskiego dziedzictwa naszego Narodu i obrony krzyża, który ma prawo być obecny wszędzie tam, gdzie dzieją się rzeczy ważne dla Polski.
Wczoraj centralne uroczystości z okazji 27. rocznicy śmierci ks. Jerzego odbyły się przy grobie błogosławionego na warszawskim Żoliborzu. W całej Polsce modlono się o jego kanonizację. - Krzyż ma prawo być obecny w przestrzeni publicznej, bo jest znakiem nie tylko wartości duchowych i religijnych, ale jest znakiem tożsamości kulturowej i narodowej - podkreślił w homilii ks. kard. Kazimierz Nycz, który przewodniczył Mszy św. w stołecznej parafii św. Stanisława Kostki.
Ksiądz kardynał przypomniał, że w historii wiele razy próbowano Kościołowi zamknąć usta, by nie mógł głosić Ewangelii, wiele razy próbowano zamknąć go w getcie, jak to było za czasów życia ks. Jerzego. Niestety, także dziś w niektórych środowiskach widać próby powrotu do tworzenia getta dla Kościoła, dla chrześcijan, dla katolików, zwracał uwagę metropolita warszawski.
Broniąc prawa Kościoła do zabierania głosu w sferze życia społecznego, publicznego, kaznodzieja wskazywał na przykład bł. ks. Jerzego, który doskonale wiedział, że musi się przeciwstawić zamykaniu mu ust przez ówczesne komunistyczne władze. - Ksiądz Jerzy wiedział, że musi głosić Chrystusa i ma do tego prawo, bo jak mawiał, tylko naród wolny duchowo i miłujący prawdę może trwać i tworzyć dla przyszłości - podkreślał kaznodzieja.
W sytuacji gdy dziś w Polsce niektórym przeszkadza krzyż w parlamencie, przeszkadzają znaki chrześcijańskie, ks. kard. Nycz dziękował tym wszystkim, którzy bronili, bronią i będą bronić krzyża, obecności znaków chrześcijańskich w przestrzeni publicznej. - Musimy mimo wszystko iść i głosić Ewangelię - mówił. Zwracał też uwagę, że kiedy jesteśmy świadkami prób prywatyzowania wiary, religii, trzeba ciągle wracać do słów Ewangelii: nie bójcie się. Choć będą nas prześladować, mamy iść i głosić Ewangelię. - Idźmy bronić ludzkiej godności każdego człowieka od początku jego życia, od poczęcia aż do naturalnej śmierci, i idźmy zwyciężać zło dobrem - wzywał ks. kard. Nycz.
W uroczystościach wzięła udział mama bł. ks. Jerzego - Marianna Popiełuszko, rodzina zamordowanego przed 27 laty kapłana i ponad sto pocztów sztandarowych ze związków zawodowych i szkół, w tym z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Wśród rzeszy wiernych dużo było ludzi młodych. - Uważam, że ks. Jerzy Popiełuszko jest patronem wszystkich Polaków, w sposób szczególny staje się patronem obrony krzyża. Jest symbolem prawdziwego patriotyzmu opartego na wartościach chrześcijańskich, zakorzenionego w Bogu, w historii, on łączy wszystkie środowiska - podkreśla w rozmowie z nami 25-letnia Dominika, uczestniczka wczorajszych uroczystości.
Uczestnicy Mszy św. modlili się za Ojczyznę, a także w intencji rychłej kanonizacji bł. ks. Jerzego. Do ogłoszenia tego kapłana świętym potrzebny jest cud, który dokonał się za jego wstawiennictwem, ale bardzo ważna jest też sprawa rozprzestrzeniania się czci dla błogosławionego. Wielość świadectw o doznanych łaskach, płynące z całego świata prośby o relikwie - wszystko to dowodzi istnienia powszechności kultu bł. ks. Jerzego Popiełuszki, kapłana męczennika. - Powszechność kultu już istnieje, teraz została tylko kwestia stwierdzenia cudu, który można by przypisać wstawiennictwu bł. ks. Jerzego. Cuda, które brane są pod uwagę, gdy chodzi o drogę do kanonizacji, to są uzdrowienia fizyczne, gdyż one mogą być weryfikowane - tłumaczy ks. dr hab. Tomasz Kaczmarek, postulator w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego.
O ogromnym zainteresowaniu postacią i życiem błogosławionego świadczy m.in. liczba pielgrzymów z różnych stron świata przybywających do jego grobu w parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie. - Do naszego sanktuarium przybywa bardzo wielu pielgrzymów, odwiedzili je już pątnicy ze 144 krajów. Doświadczamy szczególnie dużego zainteresowania relikwiami ks. Jerzego, np. Filipińczyków. Serdeczna prośba o relikwie została skierowana z Korei Południowej, z Australii. Bardzo dużo próśb jest ze Stanów Zjednoczonych, Francji czy Włoch, zwłaszcza północnych - zwraca uwagę w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" ks. kanonik Tadeusz Bożełko, proboszcz parafii pw. św. Stanisława Kostki w Warszawie.
Po wieczornej Mszy św., która stanowiła centralne obchody liturgicznego wspomnienia bł. ks. Jerzego Popiełuszki, otwarty został i poświęcony Ośrodek Dokumentacji Życia i Kultu Błogosławionego Jerzego Popiełuszki. Na kanwie archiwum, które dotychczas zbierało materiały o kapłanie męczenniku, tworzy się profesjonalna instytucja archiwalna, która będzie kontynuowała dzieło gromadzenia o nim materiałów. Archiwum staje się placówką z lepszym dostępem dla badaczy życia i dzieła ks. Jerzego do materiałów źródłowych.
Małgorzata Bochenek
NASZ DZIENNIK
Czwartek, 20 października 2011, Nr 245 (4176)
Wiara Ojców
Ten męczennik komunizmu staje się obecnie patronem walki o zachowanie chrześcijańskiego dziedzictwa naszego Narodu i obrony krzyża, który ma prawo być obecny wszędzie tam, gdzie dzieją się rzeczy ważne dla Polski.
Wczoraj centralne uroczystości z okazji 27. rocznicy śmierci ks. Jerzego odbyły się przy grobie błogosławionego na warszawskim Żoliborzu. W całej Polsce modlono się o jego kanonizację. - Krzyż ma prawo być obecny w przestrzeni publicznej, bo jest znakiem nie tylko wartości duchowych i religijnych, ale jest znakiem tożsamości kulturowej i narodowej - podkreślił w homilii ks. kard. Kazimierz Nycz, który przewodniczył Mszy św. w stołecznej parafii św. Stanisława Kostki.
Ksiądz kardynał przypomniał, że w historii wiele razy próbowano Kościołowi zamknąć usta, by nie mógł głosić Ewangelii, wiele razy próbowano zamknąć go w getcie, jak to było za czasów życia ks. Jerzego. Niestety, także dziś w niektórych środowiskach widać próby powrotu do tworzenia getta dla Kościoła, dla chrześcijan, dla katolików, zwracał uwagę metropolita warszawski.
Broniąc prawa Kościoła do zabierania głosu w sferze życia społecznego, publicznego, kaznodzieja wskazywał na przykład bł. ks. Jerzego, który doskonale wiedział, że musi się przeciwstawić zamykaniu mu ust przez ówczesne komunistyczne władze. - Ksiądz Jerzy wiedział, że musi głosić Chrystusa i ma do tego prawo, bo jak mawiał, tylko naród wolny duchowo i miłujący prawdę może trwać i tworzyć dla przyszłości - podkreślał kaznodzieja.
W sytuacji gdy dziś w Polsce niektórym przeszkadza krzyż w parlamencie, przeszkadzają znaki chrześcijańskie, ks. kard. Nycz dziękował tym wszystkim, którzy bronili, bronią i będą bronić krzyża, obecności znaków chrześcijańskich w przestrzeni publicznej. - Musimy mimo wszystko iść i głosić Ewangelię - mówił. Zwracał też uwagę, że kiedy jesteśmy świadkami prób prywatyzowania wiary, religii, trzeba ciągle wracać do słów Ewangelii: nie bójcie się. Choć będą nas prześladować, mamy iść i głosić Ewangelię. - Idźmy bronić ludzkiej godności każdego człowieka od początku jego życia, od poczęcia aż do naturalnej śmierci, i idźmy zwyciężać zło dobrem - wzywał ks. kard. Nycz.
W uroczystościach wzięła udział mama bł. ks. Jerzego - Marianna Popiełuszko, rodzina zamordowanego przed 27 laty kapłana i ponad sto pocztów sztandarowych ze związków zawodowych i szkół, w tym z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Wśród rzeszy wiernych dużo było ludzi młodych. - Uważam, że ks. Jerzy Popiełuszko jest patronem wszystkich Polaków, w sposób szczególny staje się patronem obrony krzyża. Jest symbolem prawdziwego patriotyzmu opartego na wartościach chrześcijańskich, zakorzenionego w Bogu, w historii, on łączy wszystkie środowiska - podkreśla w rozmowie z nami 25-letnia Dominika, uczestniczka wczorajszych uroczystości.
Uczestnicy Mszy św. modlili się za Ojczyznę, a także w intencji rychłej kanonizacji bł. ks. Jerzego. Do ogłoszenia tego kapłana świętym potrzebny jest cud, który dokonał się za jego wstawiennictwem, ale bardzo ważna jest też sprawa rozprzestrzeniania się czci dla błogosławionego. Wielość świadectw o doznanych łaskach, płynące z całego świata prośby o relikwie - wszystko to dowodzi istnienia powszechności kultu bł. ks. Jerzego Popiełuszki, kapłana męczennika. - Powszechność kultu już istnieje, teraz została tylko kwestia stwierdzenia cudu, który można by przypisać wstawiennictwu bł. ks. Jerzego. Cuda, które brane są pod uwagę, gdy chodzi o drogę do kanonizacji, to są uzdrowienia fizyczne, gdyż one mogą być weryfikowane - tłumaczy ks. dr hab. Tomasz Kaczmarek, postulator w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego.
O ogromnym zainteresowaniu postacią i życiem błogosławionego świadczy m.in. liczba pielgrzymów z różnych stron świata przybywających do jego grobu w parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie. - Do naszego sanktuarium przybywa bardzo wielu pielgrzymów, odwiedzili je już pątnicy ze 144 krajów. Doświadczamy szczególnie dużego zainteresowania relikwiami ks. Jerzego, np. Filipińczyków. Serdeczna prośba o relikwie została skierowana z Korei Południowej, z Australii. Bardzo dużo próśb jest ze Stanów Zjednoczonych, Francji czy Włoch, zwłaszcza północnych - zwraca uwagę w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" ks. kanonik Tadeusz Bożełko, proboszcz parafii pw. św. Stanisława Kostki w Warszawie.
Po wieczornej Mszy św., która stanowiła centralne obchody liturgicznego wspomnienia bł. ks. Jerzego Popiełuszki, otwarty został i poświęcony Ośrodek Dokumentacji Życia i Kultu Błogosławionego Jerzego Popiełuszki. Na kanwie archiwum, które dotychczas zbierało materiały o kapłanie męczenniku, tworzy się profesjonalna instytucja archiwalna, która będzie kontynuowała dzieło gromadzenia o nim materiałów. Archiwum staje się placówką z lepszym dostępem dla badaczy życia i dzieła ks. Jerzego do materiałów źródłowych.
Małgorzata Bochenek
NASZ DZIENNIK
Czwartek, 20 października 2011, Nr 245 (4176)
Wiara Ojców
Młodzież od ks. Jerzego
Pochodzą z różnych stron Polski, studiują na różnych kierunkach i mają różne zainteresowania. Połączyła ich postać błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki. Wszyscy podkreślają niezwykłą aktualność jego nauczania w dzisiejszych czasach: konieczność obrony wiary katolickiej, godności człowieka i pracy ludzkiej, oraz ogromną siłę miłości, która jest w stanie pokonać nienawiść. Zachwyceni postacią błogosławionego kapłana męczennika postanowili zaprosić go do swojego życia.
Wszyscy pracują jako wolontariusze przy parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie na Żoliborzu, gdzie znajduje się grób ks. Popiełuszki. Oprowadzają pielgrzymów po muzeum przedstawiającym jego życie i śmierć oraz porządkują dokumentację z nim związaną. Ksiądz Jerzy towarzyszy im także na uczelniach, gdzie niejednokrotnie mają okazję rozmawiać ze swoimi rówieśnikami na jego temat. W ten sposób przekazują światu przesłanie kapłana, który zło dobrem zwyciężał.
Kształtowanie sumienia Narodu
Przy parafii św. Stanisława Kostki od wielu lat działają wolontariusze zaangażowani w szerzenie kultu błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki. Wielu z nich znało kapłana osobiście i uczestniczyło w sprawowanych przez niego Mszach św. za Ojczyznę. Dzięki nim grób ks. Jerzego nigdy nie jest opuszczony, a pielgrzymi mogą zawsze liczyć na życzliwą informację. W ostatnim czasie szeregi wolontariuszy zasilają ludzie młodzi, głównie studenci.
Bartłomiej Dźwigała jest studentem pierwszego roku studiów doktoranckich historii na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz czwartego roku filologii klasycznej na Uniwersytecie Warszawskim. Nic więc dziwnego, że zwiedzających muzeum zaskakuje doskonałą znajomością realiów, w jakich przyszło żyć, działać oraz zginąć ks. Jerzemu Popiełuszce.
Do zaangażowania się w pracę w muzeum zachęciła go koleżanka ze studiów. Ksiądz Jerzy zafascynował go swoją bezkompromisowością, jeśli chodzi o wyznawane przez niego wartości. - Godność człowieka i pracy ludzkiej, prawda oraz postępowanie w zgodzie z własnym, ukształtowanym po chrześcijańsku sumieniem, a przede wszystkim miłość, która jest silniejsza od nienawiści i podziałów. Dziś te wartości są wyśmiewane i uznawane za niemodne. Ale ks. Jerzy oddał za nie życie - podkreśla Bartłomiej.
W muzeum spotyka ludzi z całej Polski, którzy często opowiadają o sobie, dzielą się swoimi wspomnieniami i przemyśleniami z czasów komunizmu. Skłania ich do tego wyjątkowa atmosfera muzeum, dobrze oddająca dzieje naszego Narodu. Opowiadanie innym o ks. Jerzym to dla Bartłomieja okazja do świadczenia o swojej wierze oraz motywacja do własnego rozwoju duchowego i kształtowania sumienia. - Ale żeby świadczyć wobec innych, trzeba najpierw walczyć o jakość swojej wiary - zaznacza. Ubolewa nad tym, że wśród swoich rówieśników spotyka osoby, dla których postać ks. Popiełuszki oraz formy jego upamiętnienia i kultu to powód do kpin. - Wielu z nich uważa, że ks. Jerzy zginął nie jako kapłan za wiarę, ale za swoją rzekomą działalność polityczną. To skutek propagandy w mediach, które w ten sposób kreują i zafałszowują postać księdza Jerzego - ocenia Bartłomiej. Jeśli jego adwersarz jest otwarty na argumenty, wówczas próbuje wyprowadzić go z błędu. - Ksiądz Jerzy nie nawoływał do strajku, nie organizował antyrządowych manifestacji. On modlił się i działał wśród robotników na rzecz tego, aby na agresję nie odpowiadali agresją. Nienawiść chciał zwyciężyć miłością. Dlatego wzywał do zażegnywania konfliktów, ale nie na bazie kompromisu, ale poprzez modlitwę za swoich przeciwników. Nawoływał do obywatelskiego oporu, do kształtowania sumień - podkreśla. Wskazuje, że kiedy chce się zniekształcić obraz jakiejś osoby czy wydarzenia historycznego, wówczas bazuje się na powierzchownych emocjach. Kiedy natomiast wejdzie się w szczegóły, wówczas bardzo łatwo odkryć fałsz kryjący się za tymi propagandowymi chwytami. Zauważa też, że pomimo zmian ustrojowych ataki na Kościół nie tylko nie ustały, ale przybierają na sile. - Dziś również oskarża się księży o działalność polityczną, kiedy starają się kształtować postawy chrześcijan w kontekście wyborów politycznych. A przecież Kościół to ludzie, wiara chrześcijańska jest integralna z całym życiem człowieka, więc również ze sferą polityki. Kościół ma prawo sugerować i proponować pewne postawy - podkreśla. Zdaje sobie sprawę, jak łatwo skompromitować treści niewygodne dla środowisk lewicowych, zarzucając zaangażowanie po stronie jednej partii. - Tymczasem Kościół nigdy nie angażował się po stronie konkretnego ugrupowania, a jedynie po stronie programu zgodnego z nauką Kościoła - podkreśla. Przypomina, że takie same zarzuty stosowano w walce z Kościołem w latach 80. - Rzecznik prasowy władz PRL Jerzy Urban również twierdził, iż działalność ks. Jerzego to działalność stricte polityczna i nawoływanie do podziałów. Obecnie stosuje się identyczne słownictwo i argumenty - mówi Bartłomiej. Jest zaniepokojony i oburzony sytuacją, że ludzie, którzy się nimi posługują, dziś znowu są silnie reprezentowani w polskim parlamencie.
Na froncie walki o życie
Zanim Olga Wojtasik, studentka filozofii i psychologii na UKSW, została wolontariuszką, często bywała przy grobie ks. Jerzego. Szukała tu chwili wyciszenia i modlitwy. Widziała, że do kościoła ks. Stanisława Kostki przyjeżdża wiele pielgrzymek. Wtedy zrodziło się w niej pragnienie, aby zostać jedną z osób, które będą opowiadały o życiu ks. Jerzego. I gdy pewnego dnia przyłączyła się do jednej z grup zwiedzających muzeum, podeszła do niej osoba ze Służby Informacyjnej, której opowiedziała o swoim pragnieniu. Ta skierowała ją na spotkanie z panią Katarzyną Soborak, która koordynuje pracę młodych wolontariuszy. Od tego momentu Olga posługuje zarówno w archiwum ks. Jerzego, jak i w muzeum.
Oprowadzając zwiedzających, często wspomina o działalności ks. Jerzego związanej ze środowiskiem medycznym. Był on bowiem duszpasterzem średniego personelu medycznego, czyli pielęgniarek oraz studentów medycyny, od czasów kiedy pełnił posługę w kościele św. Anny na Krakowskim Przedmieściu. - Widział w nich osoby, które jako pierwsze mogą zareagować na takie graniczne sytuacje, kiedy młode matki wahają się, czy urodzić swoje dziecko, czy też dopuścić się aborcji. Ksiądz Jerzy uwrażliwiał ich na to, że to właśnie oni mogą pierwsi zareagować i wyciągnąć pomocną rękę do tych matek, a przez to ocalić życie nienarodzonych - podkreśla Olga. Imponuje jej również umiłowanie prawdy w życiu ks. Jerzego Popiełuszki. - Jego postać może nam pomóc odnaleźć się w dzisiejszym świecie mediów, które posługują się manipulacją i PR - podkreśla.
Olga czerpie wielką satysfakcję z tego, że ludzie bardzo przeżywają spotkanie z postacią ks. Jerzego i że to ich odmienia. - Wzruszające jest to, kiedy wchodzą do muzeum z pobieżnymi informacjami o kapłanie, a wychodząc, dziękują ze wzruszeniem, mówiąc, że to była dla nich piękna katecheza.
Patron poszukujących pracy
Droga do służby w wolontariacie Anny Sikorskiej, studentki pierwszego roku nauk o rodzinie na UKSW, zaczęła się od filmu "Popiełuszko. Wolność jest w nas". Film zapoczątkował w niej odkrywanie daru, jakim jest kapłaństwo ks. Jerzego. Ksiądz Popiełuszko jest dla Anny wzorem do naśladowania. - Był niezwykle otwarty. Akceptował drugiego człowieka takim, jakim jest. Nieważne było, jaki ktoś wykonywał zawód, czym się zajmował, a nawet czy był wierzący, czy też nie. Nikogo nie przekreślał - opowiada Anna. Wyzwaniem dla niej jest zainteresowanie postacią ks. Jerzego dzieci i młodzieży, którzy odwiedzają muzeum poświęcone życiu męczennika. Anna ma jednak swoje sposoby. - Staram się im ukazać, jakim był człowiekiem. Mówię im, że tak jak oni lubił różnego rodzaju gadżety, spotkania z ludźmi - miał wielu przyjaciół, dużo podróżował. To w połączeniu z możliwością zobaczenia jego osobistych rzeczy, np. szalika, dużo bardziej do nich przemawia niż przedstawienie suchych faktów z życiorysu - przekonuje.
Dżesika Haręzga pochodzi z Podkarpacia. Postacią ks. Jerzego zainteresowała się jeszcze w liceum. Teraz studiuje na drugim roku filologii klasycznej na Uniwersytecie Warszawskim. - Modliłam się o to, żeby przynajmniej raz być przy grobie ks. Jerzego. Jak widać, zostało mi dane dużo więcej - cieszy się Dżesika. W postaci kapłana urzekła ją jego zwyczajność oraz to, jak bardzo upominał się o godność człowieka pracy. - Ksiądz Jerzy często powtarzał, że to praca ma być dla człowieka, a nie człowiek dla pracy - przypomina. - Zmagamy się dzisiaj z dużym bezrobociem, szczególnie wśród ludzi młodych. Jestem przekonana, że wielu spośród nich modli się za wstawiennictwem ks. Jerzego o znalezienie pracy - zaznacza.
Osobisty przyjaciel
Anna Mularska jest studentką czwartego roku dziennikarstwa i edukacji medialnej na Wydziale Teologicznym UKSW. W wolontariacie posługuje od trzech lat. Jeszcze wcześniej założyła grupę modlitewną dla młodzieży, która otaczała modlitwą toczący się proces beatyfikacyjny ks. Jerzego Popiełuszki. - Kiedy w 2008 r. trafiłam na studia do Warszawy, czymś oczywistym było dla mnie to, że chcę być jak najbliżej ks. Jerzego - wspomina. Jest to dla niej święty na dzisiejsze czasy, utwierdziła ją w tym przekonaniu, a zarazem urzekła książka "Prawda warta życia" autorstwa Grażyny Sikorskiej. - Odkryłam w niej ks. Jerzego jako osobę niezwykle wyrozumiałą i bardzo życzliwą. Te cechy jego charakteru niejako promieniowały z tej opowieści o jego życiu - twierdzi. Jako dowód przytacza scenę, kiedy ks. Popiełuszko w zimny wieczór wyszedł do swoich prześladowców z kubkiem gorącej herbaty. - Był cały dla ludzi, poświęcił im swoje zdrowie, swój czas, potrafił im wszystko rozdać - dodaje. Dla Anny fascynujące jest również to, że żył w tak niedalekiej przeszłości. - Urodziłam się pięć lat po jego śmierci i mam świadomość, że on dobrze wie, iż w moim życiu są czasem ciężkie momenty, i rozumie problemy, które spotykam na swojej drodze. Bardzo mi pomaga, kiedy proszę o ich rozwiązanie - zaznacza.
Nie wiedząc, co zrobić i jak sobie poradzić z określoną sytuacją, Anna często wykorzystuje swoją wiedzę o życiu ks. Jerzego i jego nauczaniu, wyobrażając sobie, co on zrobiłby na jej miejscu. Księdza Jerzego nazywa swoim osobistym, duchowym przyjacielem. - Pracując w Ośrodku Dokumentacji Życia i Kultu Błogosławionego Jerzego Popiełuszki, które mieści się mieszkaniu kapłana, odczuwam jego bliskość i nieraz mam wrażenie, że za chwilę otworzą się drzwi i wyjdzie do nas ks. Jerzy, aby się przywitać i porozmawiać - wyznaje Anna.
Dobre zboże kosztuje
Zapatrzeni w przykład życia ks. Jerzego Popiełuszki i wsłuchani w jego nauczanie dobrze wiedzą, w jakiej Polsce chcą żyć. Nie zgadzają się na odrzucenie bądź relatywizowanie wartości, za które kapłan ten oddał życie. Dlatego niepokojem napawa ich kształt obecnej sceny politycznej, w której do głosu dochodzą ludzie, którzy jak za czasów PRL atakują katolików i patriotów.
- Ksiądz Jerzy jest lekarstwem na zło tego świata. Patrząc przez pryzmat niedawnych wyborów parlamentarnych, uświadomiłam sobie, jak ważne są słowa ks. Jerzego dotyczące miłości do Ojczyzny oraz jego wezwanie, aby zachować godność człowieka i bronić prawdy, nawet jeśli to bardzo dużo kosztuje. Za dobre zboże się płaci, tylko plewy są za darmo - trzeba o tym pamiętać - podkreśla Anna Mularska. Ksiądz Jerzy Popiełuszko pokazał, iż czasem trzeba zapłacić wysoką cenę za wierność swoim ideałom. Młodzi z wolontariatu są przekonani, że dziś trzeba jeszcze głośniej mówić o nauczaniu ks. Jerzego dotyczącym Ojczyzny i wartości absolutnych, które nie mogą ulec zniekształceniu, nie mogą zostać odwrócone, bo są trwałe i nienaruszalne. - Powinniśmy o tym pamiętać jako katolicy i patrioci - podsumowują młodzi wolontariusze.
Bogusław Rąpała
NASZ DZIENNIK
Środa, 19 października 2011, Nr 244 (4175)
Myśl jest bronią
Wszyscy pracują jako wolontariusze przy parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie na Żoliborzu, gdzie znajduje się grób ks. Popiełuszki. Oprowadzają pielgrzymów po muzeum przedstawiającym jego życie i śmierć oraz porządkują dokumentację z nim związaną. Ksiądz Jerzy towarzyszy im także na uczelniach, gdzie niejednokrotnie mają okazję rozmawiać ze swoimi rówieśnikami na jego temat. W ten sposób przekazują światu przesłanie kapłana, który zło dobrem zwyciężał.
Kształtowanie sumienia Narodu
Przy parafii św. Stanisława Kostki od wielu lat działają wolontariusze zaangażowani w szerzenie kultu błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki. Wielu z nich znało kapłana osobiście i uczestniczyło w sprawowanych przez niego Mszach św. za Ojczyznę. Dzięki nim grób ks. Jerzego nigdy nie jest opuszczony, a pielgrzymi mogą zawsze liczyć na życzliwą informację. W ostatnim czasie szeregi wolontariuszy zasilają ludzie młodzi, głównie studenci.
Bartłomiej Dźwigała jest studentem pierwszego roku studiów doktoranckich historii na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz czwartego roku filologii klasycznej na Uniwersytecie Warszawskim. Nic więc dziwnego, że zwiedzających muzeum zaskakuje doskonałą znajomością realiów, w jakich przyszło żyć, działać oraz zginąć ks. Jerzemu Popiełuszce.
Do zaangażowania się w pracę w muzeum zachęciła go koleżanka ze studiów. Ksiądz Jerzy zafascynował go swoją bezkompromisowością, jeśli chodzi o wyznawane przez niego wartości. - Godność człowieka i pracy ludzkiej, prawda oraz postępowanie w zgodzie z własnym, ukształtowanym po chrześcijańsku sumieniem, a przede wszystkim miłość, która jest silniejsza od nienawiści i podziałów. Dziś te wartości są wyśmiewane i uznawane za niemodne. Ale ks. Jerzy oddał za nie życie - podkreśla Bartłomiej.
W muzeum spotyka ludzi z całej Polski, którzy często opowiadają o sobie, dzielą się swoimi wspomnieniami i przemyśleniami z czasów komunizmu. Skłania ich do tego wyjątkowa atmosfera muzeum, dobrze oddająca dzieje naszego Narodu. Opowiadanie innym o ks. Jerzym to dla Bartłomieja okazja do świadczenia o swojej wierze oraz motywacja do własnego rozwoju duchowego i kształtowania sumienia. - Ale żeby świadczyć wobec innych, trzeba najpierw walczyć o jakość swojej wiary - zaznacza. Ubolewa nad tym, że wśród swoich rówieśników spotyka osoby, dla których postać ks. Popiełuszki oraz formy jego upamiętnienia i kultu to powód do kpin. - Wielu z nich uważa, że ks. Jerzy zginął nie jako kapłan za wiarę, ale za swoją rzekomą działalność polityczną. To skutek propagandy w mediach, które w ten sposób kreują i zafałszowują postać księdza Jerzego - ocenia Bartłomiej. Jeśli jego adwersarz jest otwarty na argumenty, wówczas próbuje wyprowadzić go z błędu. - Ksiądz Jerzy nie nawoływał do strajku, nie organizował antyrządowych manifestacji. On modlił się i działał wśród robotników na rzecz tego, aby na agresję nie odpowiadali agresją. Nienawiść chciał zwyciężyć miłością. Dlatego wzywał do zażegnywania konfliktów, ale nie na bazie kompromisu, ale poprzez modlitwę za swoich przeciwników. Nawoływał do obywatelskiego oporu, do kształtowania sumień - podkreśla. Wskazuje, że kiedy chce się zniekształcić obraz jakiejś osoby czy wydarzenia historycznego, wówczas bazuje się na powierzchownych emocjach. Kiedy natomiast wejdzie się w szczegóły, wówczas bardzo łatwo odkryć fałsz kryjący się za tymi propagandowymi chwytami. Zauważa też, że pomimo zmian ustrojowych ataki na Kościół nie tylko nie ustały, ale przybierają na sile. - Dziś również oskarża się księży o działalność polityczną, kiedy starają się kształtować postawy chrześcijan w kontekście wyborów politycznych. A przecież Kościół to ludzie, wiara chrześcijańska jest integralna z całym życiem człowieka, więc również ze sferą polityki. Kościół ma prawo sugerować i proponować pewne postawy - podkreśla. Zdaje sobie sprawę, jak łatwo skompromitować treści niewygodne dla środowisk lewicowych, zarzucając zaangażowanie po stronie jednej partii. - Tymczasem Kościół nigdy nie angażował się po stronie konkretnego ugrupowania, a jedynie po stronie programu zgodnego z nauką Kościoła - podkreśla. Przypomina, że takie same zarzuty stosowano w walce z Kościołem w latach 80. - Rzecznik prasowy władz PRL Jerzy Urban również twierdził, iż działalność ks. Jerzego to działalność stricte polityczna i nawoływanie do podziałów. Obecnie stosuje się identyczne słownictwo i argumenty - mówi Bartłomiej. Jest zaniepokojony i oburzony sytuacją, że ludzie, którzy się nimi posługują, dziś znowu są silnie reprezentowani w polskim parlamencie.
Na froncie walki o życie
Zanim Olga Wojtasik, studentka filozofii i psychologii na UKSW, została wolontariuszką, często bywała przy grobie ks. Jerzego. Szukała tu chwili wyciszenia i modlitwy. Widziała, że do kościoła ks. Stanisława Kostki przyjeżdża wiele pielgrzymek. Wtedy zrodziło się w niej pragnienie, aby zostać jedną z osób, które będą opowiadały o życiu ks. Jerzego. I gdy pewnego dnia przyłączyła się do jednej z grup zwiedzających muzeum, podeszła do niej osoba ze Służby Informacyjnej, której opowiedziała o swoim pragnieniu. Ta skierowała ją na spotkanie z panią Katarzyną Soborak, która koordynuje pracę młodych wolontariuszy. Od tego momentu Olga posługuje zarówno w archiwum ks. Jerzego, jak i w muzeum.
Oprowadzając zwiedzających, często wspomina o działalności ks. Jerzego związanej ze środowiskiem medycznym. Był on bowiem duszpasterzem średniego personelu medycznego, czyli pielęgniarek oraz studentów medycyny, od czasów kiedy pełnił posługę w kościele św. Anny na Krakowskim Przedmieściu. - Widział w nich osoby, które jako pierwsze mogą zareagować na takie graniczne sytuacje, kiedy młode matki wahają się, czy urodzić swoje dziecko, czy też dopuścić się aborcji. Ksiądz Jerzy uwrażliwiał ich na to, że to właśnie oni mogą pierwsi zareagować i wyciągnąć pomocną rękę do tych matek, a przez to ocalić życie nienarodzonych - podkreśla Olga. Imponuje jej również umiłowanie prawdy w życiu ks. Jerzego Popiełuszki. - Jego postać może nam pomóc odnaleźć się w dzisiejszym świecie mediów, które posługują się manipulacją i PR - podkreśla.
Olga czerpie wielką satysfakcję z tego, że ludzie bardzo przeżywają spotkanie z postacią ks. Jerzego i że to ich odmienia. - Wzruszające jest to, kiedy wchodzą do muzeum z pobieżnymi informacjami o kapłanie, a wychodząc, dziękują ze wzruszeniem, mówiąc, że to była dla nich piękna katecheza.
Patron poszukujących pracy
Droga do służby w wolontariacie Anny Sikorskiej, studentki pierwszego roku nauk o rodzinie na UKSW, zaczęła się od filmu "Popiełuszko. Wolność jest w nas". Film zapoczątkował w niej odkrywanie daru, jakim jest kapłaństwo ks. Jerzego. Ksiądz Popiełuszko jest dla Anny wzorem do naśladowania. - Był niezwykle otwarty. Akceptował drugiego człowieka takim, jakim jest. Nieważne było, jaki ktoś wykonywał zawód, czym się zajmował, a nawet czy był wierzący, czy też nie. Nikogo nie przekreślał - opowiada Anna. Wyzwaniem dla niej jest zainteresowanie postacią ks. Jerzego dzieci i młodzieży, którzy odwiedzają muzeum poświęcone życiu męczennika. Anna ma jednak swoje sposoby. - Staram się im ukazać, jakim był człowiekiem. Mówię im, że tak jak oni lubił różnego rodzaju gadżety, spotkania z ludźmi - miał wielu przyjaciół, dużo podróżował. To w połączeniu z możliwością zobaczenia jego osobistych rzeczy, np. szalika, dużo bardziej do nich przemawia niż przedstawienie suchych faktów z życiorysu - przekonuje.
Dżesika Haręzga pochodzi z Podkarpacia. Postacią ks. Jerzego zainteresowała się jeszcze w liceum. Teraz studiuje na drugim roku filologii klasycznej na Uniwersytecie Warszawskim. - Modliłam się o to, żeby przynajmniej raz być przy grobie ks. Jerzego. Jak widać, zostało mi dane dużo więcej - cieszy się Dżesika. W postaci kapłana urzekła ją jego zwyczajność oraz to, jak bardzo upominał się o godność człowieka pracy. - Ksiądz Jerzy często powtarzał, że to praca ma być dla człowieka, a nie człowiek dla pracy - przypomina. - Zmagamy się dzisiaj z dużym bezrobociem, szczególnie wśród ludzi młodych. Jestem przekonana, że wielu spośród nich modli się za wstawiennictwem ks. Jerzego o znalezienie pracy - zaznacza.
Osobisty przyjaciel
Anna Mularska jest studentką czwartego roku dziennikarstwa i edukacji medialnej na Wydziale Teologicznym UKSW. W wolontariacie posługuje od trzech lat. Jeszcze wcześniej założyła grupę modlitewną dla młodzieży, która otaczała modlitwą toczący się proces beatyfikacyjny ks. Jerzego Popiełuszki. - Kiedy w 2008 r. trafiłam na studia do Warszawy, czymś oczywistym było dla mnie to, że chcę być jak najbliżej ks. Jerzego - wspomina. Jest to dla niej święty na dzisiejsze czasy, utwierdziła ją w tym przekonaniu, a zarazem urzekła książka "Prawda warta życia" autorstwa Grażyny Sikorskiej. - Odkryłam w niej ks. Jerzego jako osobę niezwykle wyrozumiałą i bardzo życzliwą. Te cechy jego charakteru niejako promieniowały z tej opowieści o jego życiu - twierdzi. Jako dowód przytacza scenę, kiedy ks. Popiełuszko w zimny wieczór wyszedł do swoich prześladowców z kubkiem gorącej herbaty. - Był cały dla ludzi, poświęcił im swoje zdrowie, swój czas, potrafił im wszystko rozdać - dodaje. Dla Anny fascynujące jest również to, że żył w tak niedalekiej przeszłości. - Urodziłam się pięć lat po jego śmierci i mam świadomość, że on dobrze wie, iż w moim życiu są czasem ciężkie momenty, i rozumie problemy, które spotykam na swojej drodze. Bardzo mi pomaga, kiedy proszę o ich rozwiązanie - zaznacza.
Nie wiedząc, co zrobić i jak sobie poradzić z określoną sytuacją, Anna często wykorzystuje swoją wiedzę o życiu ks. Jerzego i jego nauczaniu, wyobrażając sobie, co on zrobiłby na jej miejscu. Księdza Jerzego nazywa swoim osobistym, duchowym przyjacielem. - Pracując w Ośrodku Dokumentacji Życia i Kultu Błogosławionego Jerzego Popiełuszki, które mieści się mieszkaniu kapłana, odczuwam jego bliskość i nieraz mam wrażenie, że za chwilę otworzą się drzwi i wyjdzie do nas ks. Jerzy, aby się przywitać i porozmawiać - wyznaje Anna.
Dobre zboże kosztuje
Zapatrzeni w przykład życia ks. Jerzego Popiełuszki i wsłuchani w jego nauczanie dobrze wiedzą, w jakiej Polsce chcą żyć. Nie zgadzają się na odrzucenie bądź relatywizowanie wartości, za które kapłan ten oddał życie. Dlatego niepokojem napawa ich kształt obecnej sceny politycznej, w której do głosu dochodzą ludzie, którzy jak za czasów PRL atakują katolików i patriotów.
- Ksiądz Jerzy jest lekarstwem na zło tego świata. Patrząc przez pryzmat niedawnych wyborów parlamentarnych, uświadomiłam sobie, jak ważne są słowa ks. Jerzego dotyczące miłości do Ojczyzny oraz jego wezwanie, aby zachować godność człowieka i bronić prawdy, nawet jeśli to bardzo dużo kosztuje. Za dobre zboże się płaci, tylko plewy są za darmo - trzeba o tym pamiętać - podkreśla Anna Mularska. Ksiądz Jerzy Popiełuszko pokazał, iż czasem trzeba zapłacić wysoką cenę za wierność swoim ideałom. Młodzi z wolontariatu są przekonani, że dziś trzeba jeszcze głośniej mówić o nauczaniu ks. Jerzego dotyczącym Ojczyzny i wartości absolutnych, które nie mogą ulec zniekształceniu, nie mogą zostać odwrócone, bo są trwałe i nienaruszalne. - Powinniśmy o tym pamiętać jako katolicy i patrioci - podsumowują młodzi wolontariusze.
Bogusław Rąpała
NASZ DZIENNIK
Środa, 19 października 2011, Nr 244 (4175)
Myśl jest bronią
Aby Polska była Polską, a Polak Polakiem
W tym roku mija 27. rocznica męczeńskiej śmierci, którą poniósł z rąk polskich komunistów ks. Jerzy Popiełuszko, oraz pierwsza rocznica ogłoszenia go błogosławionym. Jego męczeńska śmierć, a także wyniesienie przez Kościół do grona błogosławionych uobecnia wszystkie niewinne ofiary zbrodniczego systemu komunistycznego w Polsce, których niewinna krew ciągle woła o pamięć, sprawiedliwy osąd zbrodniarzy i zadośćuczynienie. Jego życie, śmierć i beatyfikacja są odbiciem tragicznych dziejów ostatniego pięćdziesięciolecia naszego Narodu. W Polsce, doświadczonej złem komunizmu, musi jednak budzić niepokój bardzo agresywna retoryka antykościelna i antyklerykalna, która ciągle jest podnoszona przy okazji wyborów takich jak w tym roku (choć nie tylko!) i gromadzi ludzi wokół rzucanych haseł i zawiązywanych komitetów.
Dziś z perspektywy męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, a także z perspektywy dziejów naszych zmagań o odnowienie oblicza polskiej ziemi, polskiego domu ojczystego, polskich rodzin, polskiej polityki - warto postawić dwa pytania: czy jesteśmy konsekwentni, by zło dobrem zwyciężać, oraz czy męczeńska krew błogosławionego ks. Jerzego i rzeszy księży i ludzi świeckich, młodych i dorosłych, matek i ojców, działaczy i robotników, polityków i naukowców - jest posiewem nowych Polaków odważnych, roztropnych poświęconych Bogu i Ojczyźnie?
Zło dobrem zwyciężać
Dewizą błogosławionego ks. Jerzego było ewangeliczne zawołanie: "Zło dobrem zwyciężaj". Jednak jest ono równocześnie wezwaniem do wielkiego wysiłku i do wielkiej pracy. Jeśli bowiem przez zło będziemy rozumieć brak, czyli uszczerbek w dobru, to owo zwyciężanie oznacza naprawianie owych braków. Jeśli odkrywamy złamaną nogę w krześle, to naprawiając ją, usuwamy ów brak i w ten sposób zwyciężamy zło dobrem. Jeśli dostrzegamy jakieś braki w działaniu naszych bliskich lub znajomych i staramy się im pomóc, by to naprawić, to właśnie zło zwyciężamy dobrem. Podobnie jeśli widzimy zło w życiu społecznym i politycznym - to włączając się, by temu się przeciwstawić, by samemu podejmować społeczne role i zadania, by czynić Polskę bardziej sprawiedliwą i solidarną - to zło zwyciężamy dobrem. Dotyczy to każdej sfery naszego życia: tak indywidualnego, jak i społecznego, tak religijnego, jak i zawodowego. Jest to zatem nieustanna praca u podstaw.
Tej pracy, na co wskazały ostatnie wybory, ciągle jest za mało. Jest to jednak praca, dzięki której możemy rzeczywiście odnawiać oblicze naszej polskiej ziemi, naszego życia społecznego, rodzinnego i indywidualnego. Tego rodzaju prace możemy podejmować także i wtedy, gdy nie bierzemy udziału w czynnym życiu politycznym, czy gdy jesteśmy z niego wykluczeni lub do niego niedopuszczeni. Każdy naprawiony brak-zło w życiu indywidualnym, społecznym, zawodowym, religijnym czy kościelnym powiększa dobro. O tyle Polska, świat stały się lepsze. Możemy wtedy doświadczyć tego, że to nie my jesteśmy wydani w ręce zła, lecz to zło jest wydane w nasze ręce. Do takiej właśnie postawy i zarazem pracy zachęca nas bł. ks. Jerzy Popiełuszko i jego męczeńska śmierć, jak i śmierć tylu męczenników komunizmu.
Pamięć i tożsamość
Beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki jako ofiary zbrodni systemu komunistycznego - jest też osądem tego systemu w kategoriach moralnych, skoro nasze władze i parlamentarzyści nie potrafili tego uczynić w kategoriach politycznych i prawych. Równocześnie jest okazją utrwalenia pamięci o wielkiej ofierze Polaków, która została złożona na ołtarzu Ojczyzny za naszą wolność. Ta pamięć jest też gwarantem naszej tożsamości. Współczesny Polak nie może być w pełni Polakiem, jeśli zagubi pamięć o tych, którzy złożyli ofiarę życia w nieludzkim systemie komunistycznym i zginęli z rąk komunistów. System ten, o czym przypominał bł. ks. Jerzy, nie tylko naruszał godność człowieka, odrzucając Boga jako źródło tej godności, lecz doprowadził do dewastacji wszystkiego tego, co służy człowiekowi, a mianowicie, jego rodziny, zasad moralnych i naturalnych więzów społecznych.
Pamięć historyczna jest bowiem podstawą naszej tożsamości indywidualnej i społecznej - przypominał nam o tym bł. Jan Paweł II. Po upadku ustroju komunistycznego zbudowanego na "ideologii zła", podobnie jak i po upadku niemieckiego nazizmu, w tych krajach wprawdzie ustały formy eksterminacji ludzi w więzieniach, obozach pracy, na wygnaniu, ale "utrzymuje się jednak nadal legalna eksterminacja poczętych istnień ludzkich przed ich narodzeniem. Również i to jest eksterminacja zadecydowana przez demokratycznie wybrane parlamenty i postulowana w imię cywilizacyjnego postępu społeczeństw i całej ludzkości. (...). Dzieje się to po prostu dlatego, że odrzucono Boga jako Stwórcę, a przez to jako źródło stanowienia o tym, co dobre, a co złe. Odrzucono to, co najgłębiej stanowi o człowieczeństwie, czyli pojęcie "natury ludzkiej" jako "rzeczywistości", zastępując ją "wytworem myślenia" dowolnie kształtowanego i dowolnie zmienianym według okoliczności" (Pamięć i tożsamość, s. 20).
Praca dla Ojczyzny
Wybory parlamentarne, a także prezydenckie są testem z naszego patriotyzmu, czyli naszej miłości społecznej. Po każdych wyborach, również tegorocznych, trzeba sobie postawić pytanie, czy zdaliśmy ten egzamin, biorąc udział w wyborach i dokonując odpowiedzialnych wyborów.
"Patriotyzm - jak uczy nas bł. Jan Paweł II - oznacza umiłowanie tego, co ojczyste: umiłowanie historii, tradycji, języka czy samego krajobrazu ojczystego. Jest to miłość, która obejmuje również dzieła rodaków i owoc ich geniuszu. Próbą dla tego umiłowania staje każde zagrożenie tego dobra, jakim jest ojczyzna. Nasze dzieje uczą, że Polacy byli zawsze zdolni do wielkich ofiar dla zachowania tego dobra albo też dla jego odzyskania. Świadczą o tym tak liczne mogiły żołnierzy, którzy walczyli za Polskę na różnych frontach świata. Są one rozsiane na ziemi ojczystej oraz poza jej granicami" (tamże, s. 72).
Śmierć męczeńska bł. ks. Jerzego Popiełuszki, a także wszystkich tych, którzy oddali życie za naszą wolność i Ojczyznę w łagrach i więzieniach komunistycznych, przypomina nam o zaciągniętym względem nich długu, który winniśmy spłacać pracą dla dobra naszej Ojczyzny, nie ulegając zniechęceniu ani pokusie, że znowu tyle trudu na darmo. Dobro uczynione, nawet małe, nie idzie na marne. O tyle lepsza jest nasza Polska, nasz dom, nasze życie. Dziś miłość Ojczyzny i bohaterstwo są tam, gdzie zło dobrem się zwycięża.
NASZ DZIENNIK
Środa, 19 października 2011, Nr 244 (4175)
Wiara Ojców
Ks. prof. Andrzej Maryniarczyk Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II
Dziś z perspektywy męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, a także z perspektywy dziejów naszych zmagań o odnowienie oblicza polskiej ziemi, polskiego domu ojczystego, polskich rodzin, polskiej polityki - warto postawić dwa pytania: czy jesteśmy konsekwentni, by zło dobrem zwyciężać, oraz czy męczeńska krew błogosławionego ks. Jerzego i rzeszy księży i ludzi świeckich, młodych i dorosłych, matek i ojców, działaczy i robotników, polityków i naukowców - jest posiewem nowych Polaków odważnych, roztropnych poświęconych Bogu i Ojczyźnie?
Zło dobrem zwyciężać
Dewizą błogosławionego ks. Jerzego było ewangeliczne zawołanie: "Zło dobrem zwyciężaj". Jednak jest ono równocześnie wezwaniem do wielkiego wysiłku i do wielkiej pracy. Jeśli bowiem przez zło będziemy rozumieć brak, czyli uszczerbek w dobru, to owo zwyciężanie oznacza naprawianie owych braków. Jeśli odkrywamy złamaną nogę w krześle, to naprawiając ją, usuwamy ów brak i w ten sposób zwyciężamy zło dobrem. Jeśli dostrzegamy jakieś braki w działaniu naszych bliskich lub znajomych i staramy się im pomóc, by to naprawić, to właśnie zło zwyciężamy dobrem. Podobnie jeśli widzimy zło w życiu społecznym i politycznym - to włączając się, by temu się przeciwstawić, by samemu podejmować społeczne role i zadania, by czynić Polskę bardziej sprawiedliwą i solidarną - to zło zwyciężamy dobrem. Dotyczy to każdej sfery naszego życia: tak indywidualnego, jak i społecznego, tak religijnego, jak i zawodowego. Jest to zatem nieustanna praca u podstaw.
Tej pracy, na co wskazały ostatnie wybory, ciągle jest za mało. Jest to jednak praca, dzięki której możemy rzeczywiście odnawiać oblicze naszej polskiej ziemi, naszego życia społecznego, rodzinnego i indywidualnego. Tego rodzaju prace możemy podejmować także i wtedy, gdy nie bierzemy udziału w czynnym życiu politycznym, czy gdy jesteśmy z niego wykluczeni lub do niego niedopuszczeni. Każdy naprawiony brak-zło w życiu indywidualnym, społecznym, zawodowym, religijnym czy kościelnym powiększa dobro. O tyle Polska, świat stały się lepsze. Możemy wtedy doświadczyć tego, że to nie my jesteśmy wydani w ręce zła, lecz to zło jest wydane w nasze ręce. Do takiej właśnie postawy i zarazem pracy zachęca nas bł. ks. Jerzy Popiełuszko i jego męczeńska śmierć, jak i śmierć tylu męczenników komunizmu.
Pamięć i tożsamość
Beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki jako ofiary zbrodni systemu komunistycznego - jest też osądem tego systemu w kategoriach moralnych, skoro nasze władze i parlamentarzyści nie potrafili tego uczynić w kategoriach politycznych i prawych. Równocześnie jest okazją utrwalenia pamięci o wielkiej ofierze Polaków, która została złożona na ołtarzu Ojczyzny za naszą wolność. Ta pamięć jest też gwarantem naszej tożsamości. Współczesny Polak nie może być w pełni Polakiem, jeśli zagubi pamięć o tych, którzy złożyli ofiarę życia w nieludzkim systemie komunistycznym i zginęli z rąk komunistów. System ten, o czym przypominał bł. ks. Jerzy, nie tylko naruszał godność człowieka, odrzucając Boga jako źródło tej godności, lecz doprowadził do dewastacji wszystkiego tego, co służy człowiekowi, a mianowicie, jego rodziny, zasad moralnych i naturalnych więzów społecznych.
Pamięć historyczna jest bowiem podstawą naszej tożsamości indywidualnej i społecznej - przypominał nam o tym bł. Jan Paweł II. Po upadku ustroju komunistycznego zbudowanego na "ideologii zła", podobnie jak i po upadku niemieckiego nazizmu, w tych krajach wprawdzie ustały formy eksterminacji ludzi w więzieniach, obozach pracy, na wygnaniu, ale "utrzymuje się jednak nadal legalna eksterminacja poczętych istnień ludzkich przed ich narodzeniem. Również i to jest eksterminacja zadecydowana przez demokratycznie wybrane parlamenty i postulowana w imię cywilizacyjnego postępu społeczeństw i całej ludzkości. (...). Dzieje się to po prostu dlatego, że odrzucono Boga jako Stwórcę, a przez to jako źródło stanowienia o tym, co dobre, a co złe. Odrzucono to, co najgłębiej stanowi o człowieczeństwie, czyli pojęcie "natury ludzkiej" jako "rzeczywistości", zastępując ją "wytworem myślenia" dowolnie kształtowanego i dowolnie zmienianym według okoliczności" (Pamięć i tożsamość, s. 20).
Praca dla Ojczyzny
Wybory parlamentarne, a także prezydenckie są testem z naszego patriotyzmu, czyli naszej miłości społecznej. Po każdych wyborach, również tegorocznych, trzeba sobie postawić pytanie, czy zdaliśmy ten egzamin, biorąc udział w wyborach i dokonując odpowiedzialnych wyborów.
"Patriotyzm - jak uczy nas bł. Jan Paweł II - oznacza umiłowanie tego, co ojczyste: umiłowanie historii, tradycji, języka czy samego krajobrazu ojczystego. Jest to miłość, która obejmuje również dzieła rodaków i owoc ich geniuszu. Próbą dla tego umiłowania staje każde zagrożenie tego dobra, jakim jest ojczyzna. Nasze dzieje uczą, że Polacy byli zawsze zdolni do wielkich ofiar dla zachowania tego dobra albo też dla jego odzyskania. Świadczą o tym tak liczne mogiły żołnierzy, którzy walczyli za Polskę na różnych frontach świata. Są one rozsiane na ziemi ojczystej oraz poza jej granicami" (tamże, s. 72).
Śmierć męczeńska bł. ks. Jerzego Popiełuszki, a także wszystkich tych, którzy oddali życie za naszą wolność i Ojczyznę w łagrach i więzieniach komunistycznych, przypomina nam o zaciągniętym względem nich długu, który winniśmy spłacać pracą dla dobra naszej Ojczyzny, nie ulegając zniechęceniu ani pokusie, że znowu tyle trudu na darmo. Dobro uczynione, nawet małe, nie idzie na marne. O tyle lepsza jest nasza Polska, nasz dom, nasze życie. Dziś miłość Ojczyzny i bohaterstwo są tam, gdzie zło dobrem się zwycięża.
NASZ DZIENNIK
Środa, 19 października 2011, Nr 244 (4175)
Wiara Ojców
Ks. prof. Andrzej Maryniarczyk Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II
Krzyż księdza Jerzego
Grób błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki ma kształt kamiennego krzyża obejmującego ziemię. Od 27 lat przyklękają przed nim miliony pielgrzymów ze wszystkich kontynentów, ludzie wszystkich religii i kultur. Przyprowadza ich do żoliborskiego kościoła św. Stanisława Kostki miłość do kapłana, który zło dobrem zwyciężał i uczył, że nienawiść nigdy nie będzie mieć ostatniego słowa. Życie i posługa księdza Jerzego wpisane są w ramiona krzyża - urodził się w święto Podwyższenia Krzyża, pierwszą Mszę Świętą dla strajkujących hutników odprawił przy ustawionym specjalnie krzyżu; krzyż towarzyszył Mszom Świętym za Ojczyznę, ich uczestnicy trzymali w rękach małe krzyże. Po śmierci kapłana męczennika Ojciec Święty Jan Paweł II modlił się, "aby z tej śmierci wyrosło dobro, tak jak z Krzyża Zmartwychwstanie". I tak się stało - ofiara ks. Jerzego owocuje wielkim dobrem w wymiarze indywidualnym - o czym świadczy morze łask za jego wstawiennictwem, i wspólnotowym - kapelan "Solidarności" patronuje naszej trudnej wolności.
W sali plenarnej Sejmu wisi krzyż, którego w sposób szczególny "dotknął" ks. Jerzy - krucyfiks przed powieszeniem położony został na grobie kapłana. Przypomina, że od ponad tysiąca lat Polska należy do chrześcijańskiego uniwersum połączonego wiarą w Chrystusa - jedynego Odkupiciela człowieka. W naszej historii krzyż wyjątkowo silnie spleciony jest z godnością i tożsamością narodową, co dobrze rozumieli zaborcy i okupanci, usiłując rozerwać tę życiodajną więź. Brutalną dekrucyfikację prowadził też w stanie wojennym reżim Jaruzelskiego, to wtedy rozegrały się dramatyczne wydarzenia w Miętnem, Włoszczowej i wielu innych miejscach, gdzie ludzie nie chcieli usunąć krzyża z przestrzeni publicznej. Ksiądz Jerzy był głosem ich wszystkich, gdy mówił: "Nie ma Kościoła bez krzyża. Nie ma ofiary, uświęcenia i służby bez krzyża. Nie ma trwania i zwycięstwa bez krzyża. Każdy, kto w słusznej sprawie zwycięża, zwycięża przez krzyż i w krzyżu".
Dziś powracają upiorne totalitarne ciągoty, które niszczyły Naród. Ton debacie publicznej chce nadawać agresywna lewica pod sztandarami ateizmu i laickości państwa. Naczelny propagandzista stanu wojennego i oszczerca ks. Jerzego, moralnie odpowiedzialny za śmierć kapłana, traktowany jest przez media z atencją. Wydawca antyklerykalnego pisma, w którym publikuje morderca męczennika, zostaje posłem. Do Sejmu wchodzi partia, która chce zamienić nasz kraj w pogański skansen. Agresywna lewica idzie w ślady swoich mentorów i zapowiada usunięcie krzyża z sali sejmowej. Wirus chrystofobii, niszczący od dawna społeczeństwa zachodnie, dotarł nad Wisłę w wyjątkowo wulgarnej formie. Wrogowie Pana Boga i Kościoła prymitywnie argumentują, że przestrzeń publiczna powinna być neutralna światopoglądowo. Trudno o większy bezsens. Przestrzeń publiczna nigdy nie będzie sterylna - jeżeli usunie się z niej Boga, Jego miejsce zajmie nihilizm i pustka rozpaczy. Skutki takiego wyboru będą tragiczne: ideologia nicości obróci się nie tylko przeciwko chrześcijanom, ale przeciwko całemu społeczeństwu, bo tylko wartości ewangeliczne, płynące z Krzyża Chrystusa, są gwarantem wolności, prawdy, sprawiedliwości.
NASZ DZIENNIK
Środa, 19 października 2011, Nr 244 (4175)
Polska
Małgorzata Rutkowska
W sali plenarnej Sejmu wisi krzyż, którego w sposób szczególny "dotknął" ks. Jerzy - krucyfiks przed powieszeniem położony został na grobie kapłana. Przypomina, że od ponad tysiąca lat Polska należy do chrześcijańskiego uniwersum połączonego wiarą w Chrystusa - jedynego Odkupiciela człowieka. W naszej historii krzyż wyjątkowo silnie spleciony jest z godnością i tożsamością narodową, co dobrze rozumieli zaborcy i okupanci, usiłując rozerwać tę życiodajną więź. Brutalną dekrucyfikację prowadził też w stanie wojennym reżim Jaruzelskiego, to wtedy rozegrały się dramatyczne wydarzenia w Miętnem, Włoszczowej i wielu innych miejscach, gdzie ludzie nie chcieli usunąć krzyża z przestrzeni publicznej. Ksiądz Jerzy był głosem ich wszystkich, gdy mówił: "Nie ma Kościoła bez krzyża. Nie ma ofiary, uświęcenia i służby bez krzyża. Nie ma trwania i zwycięstwa bez krzyża. Każdy, kto w słusznej sprawie zwycięża, zwycięża przez krzyż i w krzyżu".
Dziś powracają upiorne totalitarne ciągoty, które niszczyły Naród. Ton debacie publicznej chce nadawać agresywna lewica pod sztandarami ateizmu i laickości państwa. Naczelny propagandzista stanu wojennego i oszczerca ks. Jerzego, moralnie odpowiedzialny za śmierć kapłana, traktowany jest przez media z atencją. Wydawca antyklerykalnego pisma, w którym publikuje morderca męczennika, zostaje posłem. Do Sejmu wchodzi partia, która chce zamienić nasz kraj w pogański skansen. Agresywna lewica idzie w ślady swoich mentorów i zapowiada usunięcie krzyża z sali sejmowej. Wirus chrystofobii, niszczący od dawna społeczeństwa zachodnie, dotarł nad Wisłę w wyjątkowo wulgarnej formie. Wrogowie Pana Boga i Kościoła prymitywnie argumentują, że przestrzeń publiczna powinna być neutralna światopoglądowo. Trudno o większy bezsens. Przestrzeń publiczna nigdy nie będzie sterylna - jeżeli usunie się z niej Boga, Jego miejsce zajmie nihilizm i pustka rozpaczy. Skutki takiego wyboru będą tragiczne: ideologia nicości obróci się nie tylko przeciwko chrześcijanom, ale przeciwko całemu społeczeństwu, bo tylko wartości ewangeliczne, płynące z Krzyża Chrystusa, są gwarantem wolności, prawdy, sprawiedliwości.
NASZ DZIENNIK
Środa, 19 października 2011, Nr 244 (4175)
Polska
Małgorzata Rutkowska
Ojczyzno, broń krzyża
Od grobu bł. ks. Jerzego Popiełuszki popłynął mocny głos w obronie krzyża, obecności symboli religijnych w przestrzeni publicznej i przeciw spychaniu Kościoła na margines życia publicznego
Obudź się, Polsko, odezwij się głosem prawdy i wdzięczności wobec Chrystusowego Krzyża, wołał wczoraj ks. abp Sławoj Leszek Głódź, metropolita gdański w czasie Mszy św. w stołecznej parafii św. Stanisława Kostki. W przeddzień 27. rocznicy męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki do jego sanktuarium na warszawskim Żoliborzu przybyli księża biskupi i kapłani - byli alumni-żołnierze, których komunistyczne władze przymusowo wcielały do wojska podczas formacji seminaryjnej.
- Nasz czas potrzebuje autentyzmu postaw, jednoznaczności i ewangelicznego "tak-tak, nie-nie". Nie półśrodków, nie półprawd, nie tego swoistego dyktatu relatywizmu, które cieniem kładą się na różnych formach życia, na publicznym dyskursie, medialnym przekazie - mówił w homilii ks. abp Sławoj Leszek Głódź. Podkreślał, że od struktur III Rzeczypospolitej mamy prawo oczekiwać równego traktowania obywateli, w tym Kościoła, kapłanów, biskupów i wiernych.
Nawiązując do walki z krzyżem, także tym wiszącym w sali sejmowej, ks. abp Głódź pytał: Czym byłaby Polska, gdyby nie ten święty znak? Dokąd by poszła, gdyby na jej drogach historii nie stanął znak krzyża, znak największej miłości Boga do człowieka? Jak podźwignęłaby się z upadków i niepowodzeń, gdyby nie wsparła się o drzewo krzyża? Metropolita gdański zaznaczył, że wobec zgiełku agresywnego antyklerykalizmu w Ojczyźnie, apologii moralnego nihilizmu, ateizmu, życia bez norm i Dekalogu, wyrugowania Kościoła z przestrzeni publicznej, w tym usunięcia znaków religijnych, szczególnie krzyża - Kościół i tak będzie szedł swoją drogą prawdy i wierności. Kościół bowiem jest świadomy swego miejsca w Ojczyźnie, wyznaczonego przez historię, przez postawy milionów wiernych, przez służbę kapłanów, w tym także kapłanów dawnych żołnierzy, przypominał kaznodzieja. - Wiatr od morza, powiew solidarności, przemiany ustrojowe zapowiadały, że Polska nie poskąpi miejsca Kościołowi przy stole Ojczyzny, a życie publiczne nie pozwoli go marginalizować i tłumić jego głosu - mówił ks. abp Głodź. Jednak obecna sytuacja w naszej Ojczyźnie, kiedy coraz mocniej słychać głosy antyklerykalne, antykościelne, chcące usunąć święte symbole religijne z przestrzeni publicznej, w tym krzyż z sali Sejmu, pokazuje, że zapomina się o tym, czym dla Polski jest wiara, że wiara w Chrystusa stanowi o naszej tożsamości narodowej. - Nie pozwolimy, aby imię Boże było obrażane - podkreślał wczoraj metropolita gdański.
Dzisiaj, 19 października 2011 r., przypada liturgiczne wspomnienie bł. ks. Jerzego Popiełuszki i mija 27 lat od jego męczeńskiej śmierci. Msze św. za Ojczyznę, którym w kościele pw. św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu od 1982 r. przewodniczył bł. ks. Jerzy Popiełuszko, były wołaniem o godność i prawa człowieka, o wolność. Właśnie na tych Eucharystiach gromadzili się ludzie z całej Polski i w rękach trzymali krzyże. - Krzyż jako znak zwycięstwa Pana Jezusa, jako znak triumfu miłości nad nienawiścią, dobra nad złem, towarzyszył ks. Jerzemu zarówno w jego osobistych modlitwach, jak i w czasie Mszy św. za Ojczyznę. Krzyże były również takim rozpoznawczym znakiem uczestników tej św. Liturgii - podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" ks. kanonik Tadeusz Bożełko, proboszcz parafii pw. św. Stanisława Kostki w Warszawie. Zwraca uwagę, że tajemnica męczeńskiej śmierci ks. Jerzego w ścisły sposób także wiąże się z tajemnicą krzyża, bo jest - patrząc z perspektywy wiary chrześcijańskiej - uczestniczeniem w Chrystusowym krzyżu, w Jego męce i śmierci.
Nie ma wątpliwości, że przez całe swe życie bł. ks. Jerzy Popiełuszko był obrońcą krzyża. Trzeba podkreślić też, że zanim podarowany polskim parlamentarzystom przez Ojców Paulinów krzyż, o którego w Polsce rozpoczęła się batalia, zawisł w sali sejmowej, został położony przez mamę bł. ks. Jerzego na grobie syna. Dzisiaj grupa posłów próbuje ten znak usunąć z Sejmu. - Bardzo wielu ekscytuje się wypowiedziami jednego z nowo wybranych posłów. Ten poseł nie jest oryginalny. Od dwóch tysięcy lat mamy w różnych częściach świata ludzi, którym krzyż w sposób istotny przeszkadza, przeszkadzał zawsze i będzie do końca świata przeszkadzać. Ale to nie oznacza, że oni mają jakąkolwiek rację - komentuje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" były poseł AWS Tomasz Wójcik, który wraz Piotrem Krutulem 19 października 1997 roku zawiesił krzyż w sali plenarnej parlamentu. - Warto popatrzeć na karty historii, jak skończyli ci wszyscy, którzy z krzyżem wojowali. Nie chodzi o przestrogę, ale o konstatację rzeczywistości. Warto wszystkim tym, którzy tak bezpardonowo krzyż atakują, przypomnieć, że wszystko, co mają, łącznie z zapisanymi prawami człowieka, zawdzięczają krzyżowi. Gdyby nie krzyż, być może byliby dzisiaj niewolnikami. Więc trochę refleksji i pokory - podkreśla Wójcik.
Kult bł. ks. Jerzego rozszerza się w Polsce, ale także za granicą. Niepodważalnym tego znakiem jest zapotrzebowanie na relikwie, prośby o nie kierowane są z całego świata, w tym m.in. z Australii, Korei Południowej, Filipin. Czym tłumaczyć takie zainteresowanie? - Nie wszystko da się wytłumaczyć racjonalnie, ale powszechność kultu bł. ks. Jerzego to wskazówka, że jego osoba jest wielkim orędownikiem w sprawach ludzkich u Boga. Za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego dzieją się niezwykłe znaki, ludzie doświadczają wielu łask, które możemy również nazywać cudami - zaznacza ks. dr hab. Tomasz Kaczmarek, postulator w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego. Łaski otrzymywane za wstawiennictwem kapelana "Solidarności" dotyczą wszystkich sfer życia ludzkiego od uzdrowień fizycznych, po rozwiązanie problemów moralnych.
Małgorzata Bochenek
NASZ DZIENNIK
Środa, 19 października 2011, Nr 244 (4175)
Wiara Ojców
Obudź się, Polsko, odezwij się głosem prawdy i wdzięczności wobec Chrystusowego Krzyża, wołał wczoraj ks. abp Sławoj Leszek Głódź, metropolita gdański w czasie Mszy św. w stołecznej parafii św. Stanisława Kostki. W przeddzień 27. rocznicy męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki do jego sanktuarium na warszawskim Żoliborzu przybyli księża biskupi i kapłani - byli alumni-żołnierze, których komunistyczne władze przymusowo wcielały do wojska podczas formacji seminaryjnej.
- Nasz czas potrzebuje autentyzmu postaw, jednoznaczności i ewangelicznego "tak-tak, nie-nie". Nie półśrodków, nie półprawd, nie tego swoistego dyktatu relatywizmu, które cieniem kładą się na różnych formach życia, na publicznym dyskursie, medialnym przekazie - mówił w homilii ks. abp Sławoj Leszek Głódź. Podkreślał, że od struktur III Rzeczypospolitej mamy prawo oczekiwać równego traktowania obywateli, w tym Kościoła, kapłanów, biskupów i wiernych.
Nawiązując do walki z krzyżem, także tym wiszącym w sali sejmowej, ks. abp Głódź pytał: Czym byłaby Polska, gdyby nie ten święty znak? Dokąd by poszła, gdyby na jej drogach historii nie stanął znak krzyża, znak największej miłości Boga do człowieka? Jak podźwignęłaby się z upadków i niepowodzeń, gdyby nie wsparła się o drzewo krzyża? Metropolita gdański zaznaczył, że wobec zgiełku agresywnego antyklerykalizmu w Ojczyźnie, apologii moralnego nihilizmu, ateizmu, życia bez norm i Dekalogu, wyrugowania Kościoła z przestrzeni publicznej, w tym usunięcia znaków religijnych, szczególnie krzyża - Kościół i tak będzie szedł swoją drogą prawdy i wierności. Kościół bowiem jest świadomy swego miejsca w Ojczyźnie, wyznaczonego przez historię, przez postawy milionów wiernych, przez służbę kapłanów, w tym także kapłanów dawnych żołnierzy, przypominał kaznodzieja. - Wiatr od morza, powiew solidarności, przemiany ustrojowe zapowiadały, że Polska nie poskąpi miejsca Kościołowi przy stole Ojczyzny, a życie publiczne nie pozwoli go marginalizować i tłumić jego głosu - mówił ks. abp Głodź. Jednak obecna sytuacja w naszej Ojczyźnie, kiedy coraz mocniej słychać głosy antyklerykalne, antykościelne, chcące usunąć święte symbole religijne z przestrzeni publicznej, w tym krzyż z sali Sejmu, pokazuje, że zapomina się o tym, czym dla Polski jest wiara, że wiara w Chrystusa stanowi o naszej tożsamości narodowej. - Nie pozwolimy, aby imię Boże było obrażane - podkreślał wczoraj metropolita gdański.
Dzisiaj, 19 października 2011 r., przypada liturgiczne wspomnienie bł. ks. Jerzego Popiełuszki i mija 27 lat od jego męczeńskiej śmierci. Msze św. za Ojczyznę, którym w kościele pw. św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu od 1982 r. przewodniczył bł. ks. Jerzy Popiełuszko, były wołaniem o godność i prawa człowieka, o wolność. Właśnie na tych Eucharystiach gromadzili się ludzie z całej Polski i w rękach trzymali krzyże. - Krzyż jako znak zwycięstwa Pana Jezusa, jako znak triumfu miłości nad nienawiścią, dobra nad złem, towarzyszył ks. Jerzemu zarówno w jego osobistych modlitwach, jak i w czasie Mszy św. za Ojczyznę. Krzyże były również takim rozpoznawczym znakiem uczestników tej św. Liturgii - podkreśla w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" ks. kanonik Tadeusz Bożełko, proboszcz parafii pw. św. Stanisława Kostki w Warszawie. Zwraca uwagę, że tajemnica męczeńskiej śmierci ks. Jerzego w ścisły sposób także wiąże się z tajemnicą krzyża, bo jest - patrząc z perspektywy wiary chrześcijańskiej - uczestniczeniem w Chrystusowym krzyżu, w Jego męce i śmierci.
Nie ma wątpliwości, że przez całe swe życie bł. ks. Jerzy Popiełuszko był obrońcą krzyża. Trzeba podkreślić też, że zanim podarowany polskim parlamentarzystom przez Ojców Paulinów krzyż, o którego w Polsce rozpoczęła się batalia, zawisł w sali sejmowej, został położony przez mamę bł. ks. Jerzego na grobie syna. Dzisiaj grupa posłów próbuje ten znak usunąć z Sejmu. - Bardzo wielu ekscytuje się wypowiedziami jednego z nowo wybranych posłów. Ten poseł nie jest oryginalny. Od dwóch tysięcy lat mamy w różnych częściach świata ludzi, którym krzyż w sposób istotny przeszkadza, przeszkadzał zawsze i będzie do końca świata przeszkadzać. Ale to nie oznacza, że oni mają jakąkolwiek rację - komentuje w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" były poseł AWS Tomasz Wójcik, który wraz Piotrem Krutulem 19 października 1997 roku zawiesił krzyż w sali plenarnej parlamentu. - Warto popatrzeć na karty historii, jak skończyli ci wszyscy, którzy z krzyżem wojowali. Nie chodzi o przestrogę, ale o konstatację rzeczywistości. Warto wszystkim tym, którzy tak bezpardonowo krzyż atakują, przypomnieć, że wszystko, co mają, łącznie z zapisanymi prawami człowieka, zawdzięczają krzyżowi. Gdyby nie krzyż, być może byliby dzisiaj niewolnikami. Więc trochę refleksji i pokory - podkreśla Wójcik.
Kult bł. ks. Jerzego rozszerza się w Polsce, ale także za granicą. Niepodważalnym tego znakiem jest zapotrzebowanie na relikwie, prośby o nie kierowane są z całego świata, w tym m.in. z Australii, Korei Południowej, Filipin. Czym tłumaczyć takie zainteresowanie? - Nie wszystko da się wytłumaczyć racjonalnie, ale powszechność kultu bł. ks. Jerzego to wskazówka, że jego osoba jest wielkim orędownikiem w sprawach ludzkich u Boga. Za wstawiennictwem bł. ks. Jerzego dzieją się niezwykłe znaki, ludzie doświadczają wielu łask, które możemy również nazywać cudami - zaznacza ks. dr hab. Tomasz Kaczmarek, postulator w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego. Łaski otrzymywane za wstawiennictwem kapelana "Solidarności" dotyczą wszystkich sfer życia ludzkiego od uzdrowień fizycznych, po rozwiązanie problemów moralnych.
Małgorzata Bochenek
NASZ DZIENNIK
Środa, 19 października 2011, Nr 244 (4175)
Wiara Ojców
Płock: uroczystości 27. rocznicy męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki
Płocczanie w rocznicę śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki wzięli udział w pielgrzymce do miejsca jego męczeństwa – na tamę we Włocławku. Wyjazd poprzedziła Msza św. w intencji Ojczyzny w kościele św. Jana Chrzciciela w Płocku, inicjowana przez Klub Inteligencji Katolickiej. Eucharystii z udziałem wiernych, wykładowców i kleryków seminarium przewodniczył ks. prof. dr hab. Ireneusz Mroczkowski.
Ks. prof. Mroczkowski, pierwszy asystent kościelny płockiego Klubu Inteligencji Katolickiej, który w 2012 r. będzie obchodzić 25-lecie działalności, przypomniał okoliczności, w jakich doszło do męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki – kapelana „Solidarności”, oddanego idei walki o wolność narodu. Prosił, aby za jego wstawiennictwem upraszać potrzebne łaski.
Podczas rocznicowej Eucharystii homilię wygłosił ks. dr Włodzimierz Piętka, obecny asystent kościelny KIK. Zapowiedział, że zaraz po Mszy św. wierni udadzą się do miejsca męczeństwa ks. Jerzego, które jest tak blisko Płocka: „Będziemy iść do tego miejsca po ciemku, po omacku, potykając się. Ciało ks. Jerzego chciano ukryć, unicestwić, a ono dziś jest w centrum. Gdy żył, mówił, że `życia nie da się oszukać, jak nie da się oszukać ziemi. Jeśli wrzuci się w nią plewy, zbierze się chwasty`”, cytował redaktor naczelny płockiej edycji „Gościa Niedzielnego”.
Przekonywał, że ciało ks. Popiełuszki, wrzucone 27 lat temu do Wisły „wydało plon stokrotny”. Tak jest ze sprawami Bożymi, które często „wpadają w ziemię, ale potem zmartwychwstają”. Tak bywa z człowiekiem, który „potyka się w życiu, upada”, aby ostatecznie powstać: „Może czasami trzeba się potknąć o słowo Boże, nawet przewrócić się? Może właśnie tak trzeba – potykać się o sprawy życia. Daj Boże, żebyśmy i my, na wzór ks. Jerzego, czegoś się nauczyli, `potykając` o sprawy historyczne”, mówił w kościele św. Jana Chrzciciela.
Po Eucharystii płocczanie wzięli udział w pielgrzymce autokarowej na tamę we Włocławku. Zapalili znicze i złożyli kwiaty w miejscu męczeńskiej śmierci kapelana „Solidarności” i przy Krzyżu Papieskim. Odmówili także wspólnie modlitwę różańcową. Na pamiątkę pielgrzymki każdy jej uczestnik otrzymał okolicznościowy obrazek z ks. Popiełuszką i modlitwami.
eg / Płock
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 20 października 2011
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Ks. prof. Mroczkowski, pierwszy asystent kościelny płockiego Klubu Inteligencji Katolickiej, który w 2012 r. będzie obchodzić 25-lecie działalności, przypomniał okoliczności, w jakich doszło do męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki – kapelana „Solidarności”, oddanego idei walki o wolność narodu. Prosił, aby za jego wstawiennictwem upraszać potrzebne łaski.
Podczas rocznicowej Eucharystii homilię wygłosił ks. dr Włodzimierz Piętka, obecny asystent kościelny KIK. Zapowiedział, że zaraz po Mszy św. wierni udadzą się do miejsca męczeństwa ks. Jerzego, które jest tak blisko Płocka: „Będziemy iść do tego miejsca po ciemku, po omacku, potykając się. Ciało ks. Jerzego chciano ukryć, unicestwić, a ono dziś jest w centrum. Gdy żył, mówił, że `życia nie da się oszukać, jak nie da się oszukać ziemi. Jeśli wrzuci się w nią plewy, zbierze się chwasty`”, cytował redaktor naczelny płockiej edycji „Gościa Niedzielnego”.
Przekonywał, że ciało ks. Popiełuszki, wrzucone 27 lat temu do Wisły „wydało plon stokrotny”. Tak jest ze sprawami Bożymi, które często „wpadają w ziemię, ale potem zmartwychwstają”. Tak bywa z człowiekiem, który „potyka się w życiu, upada”, aby ostatecznie powstać: „Może czasami trzeba się potknąć o słowo Boże, nawet przewrócić się? Może właśnie tak trzeba – potykać się o sprawy życia. Daj Boże, żebyśmy i my, na wzór ks. Jerzego, czegoś się nauczyli, `potykając` o sprawy historyczne”, mówił w kościele św. Jana Chrzciciela.
Po Eucharystii płocczanie wzięli udział w pielgrzymce autokarowej na tamę we Włocławku. Zapalili znicze i złożyli kwiaty w miejscu męczeńskiej śmierci kapelana „Solidarności” i przy Krzyżu Papieskim. Odmówili także wspólnie modlitwę różańcową. Na pamiątkę pielgrzymki każdy jej uczestnik otrzymał okolicznościowy obrazek z ks. Popiełuszką i modlitwami.
eg / Płock
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 20 października 2011
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Poznaniacy modlili się w 27. rocznicę śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki
| Modlitwa różańcowa i uroczyste wniesienie relikwii bł. ks. Jerzego Popiełuszki poprzedziły Mszę św. w 27. rocznicę śmierci kapłana męczennika w kościele pw. Matki Boskiej Bolesnej w Poznaniu. – Świadectwo ks. Jerzego jest nam dziś bardzo potrzebne – mówił w homilii ks. Tadeusz Magas. | |
| Kościół pw. Matki Boskiej Bolesnej w Poznaniu przez lata był tradycyjnym miejscem modlitwy za Ojczyznę i o beatyfikację ks. Jerzego. Podczas Mszy św. we wspomnienie liturgiczne kapłana męczennika duszpasterz ludzi pracy archidiecezji poznańskiej podkreślił, że w dzień uroczystej beatyfikacji ks. Popiełuszki Kościół przyznał rację polskiemu męczennikowi. – Dzieło odnowy oblicza naszej ojczyzny zostało przypieczętowane jego wyniesieniem do chwały ołtarzy – zauważył ks. kan. Magas. Duszpasterz ludzi pracy wspominał Msze św. celebrowane przez ks. Popiełuszkę w warszawskim kościele pw. św. Stanisława Kostki. Przyznał, że sam w nich uczestniczył. Przypomniał, że ks. Jerzy nigdy nie głosił politycznych kazań. Zawsze odnosił się w nich do przesłania Ewangelii, co bardzo irytowało Służbę Bezpieczeństwa. – Ewangelia była jego jedyną i najpotężniejszą bronią, a komunistyczna władza czuła się zagrożona – stwierdził ks. kan. Magas. Zwrócił on uwagę, że przez ks. Popiełuszkę przemawiała bezgraniczna wiara w Bożą Opatrzność. – Tylko heroiczna wiara i zawierzenie Bogu do końca dają siłę i pewność, że będzie się swoją posługę wykonywać do końca – zaznaczył duszpasterz ludzi pracy. Ks. Magas nawiązał też do słów: Bóg, honor, ojczyzna, przekonując, że jeśli usunie się Boga i Jego przykazania z życia społecznego, to zabraknie i honoru, i ojczyzny. Podczas Mszy św. przedstawiciele związków zawodowych i delegacje zakładowe NSZZ „Solidarność”, a także członkowie zarządu NSZZ „Solidarność”, ludzie pracy i licznie zgromadzeni poznaniacy modlili się przez wstawiennictwo bł. ks. Jerzego za ojczyznę. Po Eucharystii złożono kwiaty pod pomnikiem ks. Jerzego Popiełuszki, który stoi nieopodal poznańskiej świątyni. W poznańskim kościele pw. Matki Boskiej Bolesnej 19. dnia każdego miesiąca, od 27 lat, odprawiane są Msze św. za Ojczyznę. Przy świątyni od 2005 roku stoi jedyny w archidiecezji poznańskiej pomnik poświęcony bł. ks. Jerzemu Popiełuszce. | |
| msz / Poznań | |
| -- Katolicka Agencja Informacyjna ISSN 1426-1413; Data wydania: 19 października 2011 Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski | |
Bydgoszcz: modlitwa w 27. rocznicę męczeńskiej śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki
| Rozważaniami i modlitwą różańcową rozpoczęto w Bydgoszczy obchody 27. rocznicy męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki. Ten niezwykły kapłan – dzisiaj już błogosławiony – wyruszył 19 października z kościoła Świętych Polskich Braci Męczenników w swoją ostatnią, męczeńską drogę. | |
| Ksiądz Tadeusz Łukaszczyk, który wygłosił kazanie, podkreślił, że bł. ks. Jerzy Popiełuszko – trafiając do serc pojedynczych osób – stworzył wielką i silną wspólnotę wiernych, myślących w podobny sposób, a więc wzniośle i właściwie. – Człowiek we wspólnocie kształtuje najpiękniejsze cechy swojego charakteru i osobowości. We wspólnocie odpowiada za świat wartości. Kiedy zamknie się do wymiaru osobistego, co jest domeną tego czasu, można nim manipulować. Nie jest w stanie skonfrontować siebie z tym, co jest istotne do życia. Trzeba skorzystać z charyzmatu kapłana męczennika. On nikogo nie chciał bić, nie nawoływał do rewolucji. Pragnął, aby ludzie odważnie przeżyli te lata – powiedział kapłan. Według kustosza Sanktuarium Nowych Męczenników, ks. prałata Józefa Kubalewskiego, siłą oddziaływania bł. ks. Jerzego Popiełuszki było „autentyczne życie prawdami Ewangelii’. – Można powiedzieć paradoksalnie, że on nie robił nic wielkiego i nie głosił nic wielkiego. To z prawd Ewangelii wynikało jego zawołanie, aby „zło dobrem zwyciężać”. On wiedział i uczył nas, że miłość jest tą siłą, która wszystko zwycięża – nawet śmierć i szatana. Tą miłością jest Bóg – powiedział. „Tylko ten może zwyciężać zło, kto sam jest bogaty w dobro, kto dba o rozwój i ubogacanie siebie tymi wartościami, które stanowią o ludzkiej godności dziecka Bożego. Odnawiać dobro i zwyciężać zło, to dbać o godność dziecka Bożego, o godność swoją, ludzką. Życie trzeba godnie przeżyć, bo jest tylko jedno!” – mówił podczas rozważań różańcowych w grodzie nad Brdą bł. ks. Popiełuszko. – Nie było mnie wówczas w świątyni na Wyżynach. Byłem natomiast na jego pogrzebie, a później przez 27 lat pełniłem służbę przy grobie ks. Jerzego. I wciąż trwa we mnie takie niedowierzanie, że to wydarzyło się naprawdę – powiedział Marian Włazik z Bractwa Oblatów Świętej Brygidy. W procesji z darami przyniesiono jeden z 25 kożuchów, które zostały w 1984 roku przekazane przez górali z Nowego Sącza osobom czuwającym przy grobie kapłana męczennika. Pozostanie on na zawsze w sanktuarium na Wyżynach. Po Mszy Świętej była możliwość ucałowania relikwii błogosławionego kapłana. W ubiegłym roku zostały one uroczyście wprowadzone do sanktuarium przez Prymasa Polski. | |
| jm / Bydgoszcz | |
| -- Katolicka Agencja Informacyjna ISSN 1426-1413; Data wydania: 19 października 2011 Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski | |
Kard. Nycz: bł. ks. Popiełuszko nigdy nie powinien zniknąć z naszej pamięci
| Bł. ks. Jerzy Popiełuszko nigdy nie powinien zginąć z naszej pamięci, bo jest znakiem tego, co kapłan katolicki chce dla dobra braci i jaką jest gotów za to zapłacić cenę - powiedział kard. Kazimierz Nycz podczas uroczystości w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu 19 października, w liturgiczne wspomnienie błogosławionego. Metropolita warszawski wzywał też do odważnego głoszenia Chrystusa także wobec tych, którzy chcą zamknąć Kościół w getcie. | |
| Kard. Nycz podkreślił, że październik ma zapełniony kalendarz liturgiczny. 16 dnia tego miesiąca wspominamy rocznicę wyboru kard. Karola Wojtyły na papieża, 22 dnia będzie pierwsze liturgiczne wspomnienie bł. Jana Pawła II a pomiędzy tymi datami, 19 października to rocznica śmierci i jednocześnie wspomnienie liturgiczne ks. Jerzego. Kardynał apelował, by nie porównywać tych dwóch błogosławionych, nie rozłączać ich, ponieważ oni chcieli być razem. Jan Paweł II był dla ks. Jerzego mistrzem, nauczycielem i oparciem, a papież często mówił o ks. Popiełuszce. - Ks. Jerzy nie powinien nigdy zniknąć z naszej pamięci, bo jest znakiem tego, co kapłan katolicki chce dla dobra braci i jaką cenę jest za to gotów zapłacić - mówił kardynał, podkreślając, że błogosławiony ks. Jerzy przede wszystkim konsekwentnie głosił Ewangelię. Całe jego duszpasterstwo - ludzi pracy, sztuki, czy kultury - to było przede wszystkim sprawowanie Eucharystii i głoszenie Słowa Bożego. Powtarzał, byśmy zło dobrem zwyciężali. - Kościół i my chrześcijanie jesteśmy powołani do tego, by być znakiem sprzeciwu - mówił kard. Nycz, wskazując na pokolenia męczenników. - Wiele razy próbowano zamknąć Kościołowi usta, schować go, ograniczyć do getta, tak jak za czasów ks. Jerzego, gdy władze wprowadzały komunistyczną zasadę rozdziału państwa od Kościoła, ale ks. Popiełuszko wiedział, że nie można zamknąć Kościołowi ust na głoszenie Ewangelii miłości - zaznaczył metropolita warszawski. - Ks. Jerzy wiedział, że ma prawo głosić Słowo Boże. Kardynał mówił, że dzisiaj także niektórzy próbują stworzyć dla Kościoła nowe getto, sprywatyzować wiarę i religię. Apelował, by nie lękać się "tego getta, które chce dla nas zbudować świat", ponieważ Kościół już wielokrotnie sobie z takimi próbami radził. - Obyśmy tylko sami nie budowali getta dla siebie, nie wykluczali tych, do których Chrystus nas posyła. Musimy iść i głosić Ewangelię - podkreślał kard. Nycz. Dodał, że stoi przed nami wyzwanie do głębszej i nowej ewangelizacji, z bł. Janem Pawłem II i bł. ks. Jerzym Popiełuszką jako przewodnikami i patronami. Kardynał dziękował też tym, którzy odważnie bronili i bronią znaków chrześcijańskich w przestrzeni publicznej. Przypomniał, że krzyż jest nie tylko znakiem religijnym, ale również znakiem tożsamości kulturowej i narodowej. -Idźmy z ufnoscią głosić Chrystusa, bronić ludzkiej godności od poczęcia po naturalną śmierć, idźmy zwyciężać zło dobrem - zaapelował kard. Nycz. Mszę św. w kościele św. Stanisława Kostki, przy którym znajduje się grób bł. ks. Jerzego Popiełuszki i który od ubiegłego roku jest sanktuarium tego błogosławionego, koncelebrował biskup-nominat diecezji warszawsko-praskiej Marek Solarczyk oraz wielu księży. Obecna była Marianna Popiełuszko z rodziną oraz delegacje, poczty sztandarowe, przedstawiciele władz i parlamentarzyści oraz licznie zgromadzeni wierni. Dekretem Metropolity Warszawskiego, kard. Kazimierza Nycza, w liturgiczne wspomnienie błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki uzyskać można w żoliborskim Sanktuarium odpust zupełny. Ks. Jerzy Popiełuszko urodził się w 1947 r. w wiosce Okopy na Białostocczyźnie, był kapelanem związanym z „Solidarnością” i robotnikami. Po ogłoszeniu stanu wojennego publicznie krytykował nadużycia władzy komunistycznej. Równocześnie - zgodnie z głoszoną przez siebie zasadą „zło dobrem zwyciężaj” - przestrzegał przed nienawiścią do funkcjonariuszy systemu. Wielokrotnie zastraszany i szykanowany przez aparat państwowy, 19 października 1984 r. został porwany przez oficerów Służby Bezpieczeństwa z IV Departamentu MSW zwalczającego Kościół katolicki. Po niezwykle brutalnym pobiciu, oprawcy wrzucili księdza do Wisły na tamie koło Włocławka. Grób ks. Jerzego przy warszawskim kościele św. Stanisława Kostki stał się miejscem pielgrzymek osób z różnych zakątków Polski i całego świata. W zakończonym w lutym 1985 roku procesie przed sądem w Toruniu na wysokie kary więzienia za tę zbrodnię skazano trzech oficerów MSW. Przewód sądowy nie ujawnił jednak ani wszystkich okoliczności, ani inspiratorów mordu. W 1997 roku Kościół katolicki rozpoczął proces beatyfikacyjny księdza Popiełuszki. Beatyfikacja miała miejsce 6 czerwca 2010 r. w Warszawie. Uroczystej liturgii na stołeczny Placu Piłsudskiego, z udziałem ok. 150 tys. wiernych, przewodniczył prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych abp Angelo Amato. | |
| im / Warszawa | |
| -- Katolicka Agencja Informacyjna ISSN 1426-1413; Data wydania: 19 października 2011 Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski | |
Słupca: skwer przed szkołą otrzymał imię bł. ks. Jerzego Popiełuszki
| Skwer przed budynkiem Zespołu Szkół Ekonomicznych w Słupcy nosi imię bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Inicjatorem nadania imienia byli uczniowie, którzy już od trzech lat z okazji rocznicy śmierci kapelana „Solidarności” obchodzą Święto Wolności. | |
| Uroczystość nadania imienia miała miejsce 17 października podczas happeningu, który od trzech lat organizowany jest w ramach „Święta Wolności”. Prócz uczniów i nauczycieli, uczestniczyli w niej także przedstawiciele władz miasta i powiatu oraz członkowie słupeckiej „Solidarności”, której patronuje bł. ks. Jerzy Popiełuszko. „Ten wyjątkowy kapłan, narodowy bohater, doczekał się i w Słupcy należnego mu miejsca i pamięci. Dziękuję wam za trzecie już Święto Wolności, którym budzicie sumienie mieszkańców miasta i powiatu” – mówił burmistrz Słupcy Michał Pyrzyk. Dodał również, że ukazywanie takich wzorów jak kapelan „Solidarności” zachęca i przyczynia się do promowania społeczeństwa obywatelskiego. Podczas uroczystości odtworzono ostatnie zarejestrowane słowa ks. Jerzego, które wypowiedział 19 października 1984 roku w kościele św. Polskich Braci Męczenników na Wyżynach w Bydgoszczy. Wybrzmiała także pieśń Jacka Kaczmarskiego „Mury” uznawana za hymn „Solidarności” i symbol walki z reżimem, a młodzież otoczyła skwer trzymając 37 narodowych flag – tyle lat miał ks. Jerzy, gdy został zamordowany. Tegoroczne Święto Wolności miało tradycyjnie trzy odsłony. W ramach pierwszej uczniowie klas I ZSE obejrzeli film „Popiełuszko – wolność jest w nas”. Podczas drugiej odbył się wspomniany happening z nadaniem imienia przyszkolnemu skwerowi. Trzecia część jak zawsze odbędzie się w drodze. Do tej pory uczniowie wędrowali szlakiem męczeństwa bł. ks. Jerzego. W tym roku pojadą do Warszawy, gdzie nawiedzą jego grób oraz spotkają się z parlamentarzystami w Sejmie. Inicjatorem słupeckiego Święta Wolności jest wikariusz parafii św. Wawrzyńca ks. Jan Kwiatkowski. Jak przyznaje, dziś, w wolnej Ojczyźnie, myślenie i mówienie o wolności wydaje się proste. Tak jednak nie jest. „Tej wolności ciągle jeszcze musimy się uczyć. My chcemy się uczyć, chcemy ją celebrować i głośno przypominać o kapłanie, który jest jej symbolem” – dodaje ks. Kwiatkowski. Skwer im. bł. ks. Jerzego Popiełuszki jest kolejnym miejscem w pobliży słupeckiego Zespołu Szkół Ekonomicznych, który przypomina o kapelanie „Solidarności”. Dwa lata temu podczas Święta Wolności przed szkołą posadzono dąb wolności, a przed rokiem umieszczono tam kamień informujący, że jest on dedykowany bł. ks. Jerzemu Popiełuszce. | |
| bgk / Słupca | |
| -- Katolicka Agencja Informacyjna ISSN 1426-1413; Data wydania: 19 października 2011 Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski | |
Dziś rocznica śmierci i liturgiczne wspomnienie bł. ks. Jerzego Popiełuszki
W dniu rocznicy śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, 19 października, przypada również jego wspomnienie liturgiczne. Szczególne uroczystości będą miały miejsce w parafii na Żoliborzu, gdzie przy kościele św. Stanisława Kostki znajduje się grób błogosławionego kapłana.
Msza św. odprawiona zostanie o godz. 18.00. Eucharystii przewodniczyć będzie Kard. Kazimierz Nycz.
Przed Mszą św., o godz. 17.00 ks. dr hab. Tomasz Kaczmarek, postulator w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego, wygłosi wykład nt. "Błogosławiony Ksiądz Jerzy - obecność w życiu Kościoła". O godz. 17.30 rozpoczną się powitania pocztów sztandarowych.
Na zakończenie uroczystości, metropolita warszawski dokona otwarcia i poświęcenia Ośrodka Dokumentacji Życia i Kultu Błogosławionego Jerzego Popiełuszki.
Dekretem Metropolity Warszawskiego, kard. Kazimierza Nycza, w liturgiczne wspomnienie błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki uzyskać można w żoliborskim Sanktuarium odpust zupełny.
Ks. Jerzy Popiełuszko urodził się w 1947 r. w wiosce Okopy na Białostocczyźnie, był kapelanem związanym z "Solidarnością" i robotnikami. Publicznie krytykował nadużycia władzy komunistycznej. Równocześnie - zgodnie z głoszoną przez siebie zasadą "zło dobrem zwyciężaj" - przestrzegał przed nienawiścią do funkcjonariuszy systemu. Wielokrotnie zastraszany i szykanowany przez aparat państwowy, 19 października 1984 r. został porwany przez oficerów Służby Bezpieczeństwa z IV Departamentu MSW zwalczającego Kościół katolicki. Po niezwykle brutalnym pobiciu, oprawcy wrzucili księdza do Wisły na tamie koło Włocławka.
Grób ks. Jerzego przy warszawskim kościele św. Stanisława Kostki stał się miejscem pielgrzymek osób z różnych zakątków Polski i całego świata.
W zakończonym w lutym 1985 roku procesie przed sądem w Toruniu na wysokie kary więzienia za tę zbrodnię skazano trzech oficerów MSW. Przewód sądowy nie ujawnił jednak ani wszystkich okoliczności, ani inspiratorów mordu.
W 1997 roku Kościół katolicki rozpoczął proces beatyfikacyjny księdza Popiełuszki. Beatyfikacja miała miejsce 6 czerwca 2010 r. w Warszawie. Uroczystej liturgii na stołeczny Placu Piłsudskiego, z udziałem ok. 150 tys. wiernych, przewodniczył prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych abp Angelo Amato.
im / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 19 października 2011
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Msza św. odprawiona zostanie o godz. 18.00. Eucharystii przewodniczyć będzie Kard. Kazimierz Nycz.
Przed Mszą św., o godz. 17.00 ks. dr hab. Tomasz Kaczmarek, postulator w procesie beatyfikacyjnym ks. Jerzego, wygłosi wykład nt. "Błogosławiony Ksiądz Jerzy - obecność w życiu Kościoła". O godz. 17.30 rozpoczną się powitania pocztów sztandarowych.
Na zakończenie uroczystości, metropolita warszawski dokona otwarcia i poświęcenia Ośrodka Dokumentacji Życia i Kultu Błogosławionego Jerzego Popiełuszki.
Dekretem Metropolity Warszawskiego, kard. Kazimierza Nycza, w liturgiczne wspomnienie błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki uzyskać można w żoliborskim Sanktuarium odpust zupełny.
Ks. Jerzy Popiełuszko urodził się w 1947 r. w wiosce Okopy na Białostocczyźnie, był kapelanem związanym z "Solidarnością" i robotnikami. Publicznie krytykował nadużycia władzy komunistycznej. Równocześnie - zgodnie z głoszoną przez siebie zasadą "zło dobrem zwyciężaj" - przestrzegał przed nienawiścią do funkcjonariuszy systemu. Wielokrotnie zastraszany i szykanowany przez aparat państwowy, 19 października 1984 r. został porwany przez oficerów Służby Bezpieczeństwa z IV Departamentu MSW zwalczającego Kościół katolicki. Po niezwykle brutalnym pobiciu, oprawcy wrzucili księdza do Wisły na tamie koło Włocławka.
Grób ks. Jerzego przy warszawskim kościele św. Stanisława Kostki stał się miejscem pielgrzymek osób z różnych zakątków Polski i całego świata.
W zakończonym w lutym 1985 roku procesie przed sądem w Toruniu na wysokie kary więzienia za tę zbrodnię skazano trzech oficerów MSW. Przewód sądowy nie ujawnił jednak ani wszystkich okoliczności, ani inspiratorów mordu.
W 1997 roku Kościół katolicki rozpoczął proces beatyfikacyjny księdza Popiełuszki. Beatyfikacja miała miejsce 6 czerwca 2010 r. w Warszawie. Uroczystej liturgii na stołeczny Placu Piłsudskiego, z udziałem ok. 150 tys. wiernych, przewodniczył prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych abp Angelo Amato.
im / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 19 października 2011
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Warszawa: byłym alumnom-żołnierzom wręczono medale bł. ks. Jerzego Popiełuszki
Blisko 700 uczestników spotkania byłych alumnów – żołnierzy uczestniczyło dziś w auli Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie w konferencji poświęconej jednostkom kleryckim. Przybyli też kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski, abp Sławoj Leszek Głódź, metropolita gdański, bp Jan Wątroba biskup pomocniczy archidiecezji częstochowskiej oraz biskup polowy WP Józef Guzdek.
Podczas konferencji wręczone zostały medale bł. ks. Jerzego Popiełuszki, ustanowione w tym roku przez ordynariusza wojskowego. Konferencję przygotowali wspólnie Ordynariat Polowy WP oraz Wydział Socjologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Była ona kolejnym punktem trwającego od 17 października spotkania byłych alumnów-żołnierzy.
Uczestników spotkania powitał na WAT rektor-komendant gen. bryg. Zygmunt Mierczyk. Otwierając konferencję bp Józef Guzdek podkreślił „ogromną radość i wdzięczność, że w spotkaniu uczestniczy blisko 700 byłych alumnów-żołnierzy”. – Wasze serca oparły się zasiewowi zła. Z tej ziemi nie wyrosły chwasty, ale dotarliście mimo przeszkód do tego, co był waszym pragnieniem i powołaniem, do kapłaństwa. Teraz to wy z kolei, przez tyle lat wsiewacie ziarno Ewangelii w serca młodych, dorosłych i tych w jesieni życia.– mówił bp Guzdek.
Ordynariusz wojskowy podkreślił, że z odbytych rozmów z księżmi przymusowo wcielanymi do armii często przewija się motyw dobrego doświadczenia wyniesionego z czasów służby wojsku. – To dodało wam odwagi i hartu ducha. Słyszałem w rozmowach nawet postulaty, że taka służba przydałaby się każdemu w drodze do kapłaństwa - powiedział. Biskup polowy przedstawiając program konferencji podkreślił, że wręczenie medali bł. ks. Jerzego Popiełuszki jest wyrazem „czci, szacunku i hołdu, tym którzy jako alumni – żołnierze zwyciężyli”.
- Jestem tu jako ten, któremu służba wojskowa przydałaby się - żartował podczas konferencji kard. Kazimierz Nycz. Metropolita warszawski podkreślił, że spojrzenie na służbę kleryków-żołnierzy z perspektywy czasu pozwala na lepszą ocenę tego trudnego doświadczenia. – Wiadomo, że głównym celem wcielania do wojska było odwodzenie was od tego Bożego zamiaru, jakiemu na imię powołanie. Potrafiliście się temu przeciwstawić i przed tą indoktrynacją bronić. Cieszę się, że jesteście tu w przeddzień rocznicy śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, który prawdziwie jest waszym patronem – podkreślił kard. Nycz.
Referat wstępny wygłosił ks. prof. Tadeusz Bąk z UKSW, który przedstawił problematykę badawczą i niedobór źródeł związany z opisaniem tematu jednostek kleryckich z perspektywy księży odbywających służbę. Zwrócił się z apelem do byłych alumnów-żołnierzy o spisanie i nadsyłanie swoich wspomnień. – Nauka służy prawdzie. Chcemy odnajdywać i badać tę prawdę. Oczekiwania władz, że będziecie bombą zapalającą społeczeństwo nie spełniły się, staliście się zaczynem dobra, ludźmi służby Bogu i drugiemu człowiekowi – podkreślił.
Ks. infułat Adolf Setlak, ojciec duchowny z jednostki w Bartoszycach w latach 1969-80, autor publikacji i artykułów na temat jednostek kleryckich omówił konsekwencje wypływające z doświadczeń alumnów-żołnierzy po odbytej służbie wojskowej. Ojciec duchowny alumnów z Bartoszyc dokonał pogłębionej charakterystyki kleryków odbywających służbę w wojsku. Ks. Setlak swoje wystąpienie oparł na wynikach i świadectwach zaczerpniętych z ankiet jakie przeprowadził wśród żołnierzy-kleryków. Jak podkreślił jedną z najważniejszych cech kleryków-alumnów była umiejętność właściwej komunikacji i porozumienia się. – Choć robiono wiele, by poróżnić nas z naszymi kolegami, a także z naszymi biskupami, to jak pokazują poszczególne świadectwa, po odbytej służbie wojskowej nasze zdolności współpracy z ludźmi o innych poglądach, a także z naszymi przełożonymi stały się lepsze i mocniejsze - powiedział.
Ks. Setlak powiedział, że hart ducha zdobyty podczas służby wojskowej pozwalał na łatwiejsze znoszenie trudności życiowych. - Łatwiej było nam znosić trudności życiowe, patrzyliśmy na nie z przymrużeniem oka. Dzięki temu łatwiej było i jest wyzwolić się nam z matni zachwiania równowagi duchowej. Konfrontacja dobra i zła nauczyła nas walczyć i zachowywać w sobie dobro moralne – podkreślał.
Świadectwo z licznymi wspomnieniami przedstawił ojciec duchowny i proboszcz parafii św. Mikołaja w Brzegu, ks. prał Zbigniew Bąkowski. Wspominał m.in. "wizytę" kard. Karola Wojtyły w Brzegu, który nie mogąc odwiedzić osobiście alumnów porozmawiał z każdym z nich osobiście przez telefon. Ks. Bąkowski wspominał też o próbach indoktrynacji młodych alumnów przez oficerów politycznych i próbach skłócania księży ze świeckimi obecnymi w jednostkach. – Uprzedzano żołnierzy świeckich, przebywających na tzw. unitarce [przed przysięgą żołnierską – przyp. red.], że przyjdą do jednostki renegaci, „szpiedzy Watykanu”, nastawiając ich wrogo do nowo przybyłych – podkreślał.
Prof. Jan Żaryn z UKSW przybliżył tło historyczne i okoliczności powstania pomysłu wcielania alumnów seminariów duchownych do wojska. Zaznaczył, że długoletniej strategii poboru kleryków do wojska przyświecały dwa cele. Pierwszym z nich było zniechęcanie do kontynuowania nauki w seminariach i oferowanie w zamian lepszego startu na świeckich uczelniach i pomoc w życiu poza Kościołem. – W 1965 roku gen. Jaruzelski, odpowiedzialny za pion polityczny w wojsku mógł napisać, że częściowo zadanie jest zrealizowane, ponieważ mniej więcej 25 proc. kleryków nie wraca do wyższych seminariów duchownych. Od 1965 roku w budowanie strategii antykleryckiej włączyła się Służba Bezpieczeństwa, czyli IV Departament SB. SB nie zależało na tym by klerycy opuszczali seminaria, ale by wracali do nich jako zwerbowani agenci tej służby – podkreślił. - W ten sposób rozpoczęła się rywalizacja między dwoma potrzebami. Z jednej strony piony ideologiczne chciały by z wojska jak najmniej kleryków wracała do seminariów, z drugiej SB była zainteresowana tzw. lojalizacją kapłanów.
Według prof. Żaryna struktura liczebna kapelanów wcielanych do wojska była swego rodzaju odbiciem „szkodliwości” biskupa danej diecezji, co jak podkreślił widać w wykazach statystycznych, w których ilość „nieprawomyślnych”, według funkcjonariuszy, kazań ordynariusza mogła spowodować liczniejszy pobór kleryków miejscowego seminarium do wojska.
Ks. prof. Janusz Mierzwa z UKSW upoważnił biskupa polowego Józefa Guzdka, w imieniu obecnych byłych alumnów-żołnierzy o zwrócenie się do Konferencji Episkopatu Polski o zgodę na formalne ogłoszenie bł. ks. Jerzego Popiełuszki ich patronem.
Podczas konferencji przyznane zostały medale bł. ks. Jerzego Popiełuszki, które wręczali kard. Nycz, bp Guzdek, rektor WAT gen. bryg Mierczyk, gen. Dariusz Wroński, wiceadm. Waldemar Głuszko. Medale te wręczono dziś po raz pierwszy.
Ostatnim punktem spotkania alumnów-żołnierzy była Msza św. w kościele św. Stanisława Kostki, sprawowana pod przewodnictwem abp Sławoja Leszka Głódzia oraz wspólna modlitwa przy grobie bł. ks. Jerzego Popiełuszki.
W latach 1959-80, wbrew zawartym porozumieniom państwo-Kościół, do wojska przymusowo wcielono około 3000 kleryków z seminariów duchownych. Młodzi alumni byli tam szykanowani poprzez wykonywanie ciężkich, często bezsensownych prac fizycznych, uniemożliwianie praktyk religijnych, fizyczne i psychiczne znęcanie się, a także zachęcanie do porzucenia seminariów i łatwiejsze znalezienie mieszkania, pracy oraz miejsca na świeckich uczelniach. Funkcjonowały 3 jednostki specjalizujące się w „wychowywaniu” kleryków: w Szczecinie-Podjuchach, Brzegu oraz Bartoszycach.
kos / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 18 października 2011
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Podczas konferencji wręczone zostały medale bł. ks. Jerzego Popiełuszki, ustanowione w tym roku przez ordynariusza wojskowego. Konferencję przygotowali wspólnie Ordynariat Polowy WP oraz Wydział Socjologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Była ona kolejnym punktem trwającego od 17 października spotkania byłych alumnów-żołnierzy.
Uczestników spotkania powitał na WAT rektor-komendant gen. bryg. Zygmunt Mierczyk. Otwierając konferencję bp Józef Guzdek podkreślił „ogromną radość i wdzięczność, że w spotkaniu uczestniczy blisko 700 byłych alumnów-żołnierzy”. – Wasze serca oparły się zasiewowi zła. Z tej ziemi nie wyrosły chwasty, ale dotarliście mimo przeszkód do tego, co był waszym pragnieniem i powołaniem, do kapłaństwa. Teraz to wy z kolei, przez tyle lat wsiewacie ziarno Ewangelii w serca młodych, dorosłych i tych w jesieni życia.– mówił bp Guzdek.
Ordynariusz wojskowy podkreślił, że z odbytych rozmów z księżmi przymusowo wcielanymi do armii często przewija się motyw dobrego doświadczenia wyniesionego z czasów służby wojsku. – To dodało wam odwagi i hartu ducha. Słyszałem w rozmowach nawet postulaty, że taka służba przydałaby się każdemu w drodze do kapłaństwa - powiedział. Biskup polowy przedstawiając program konferencji podkreślił, że wręczenie medali bł. ks. Jerzego Popiełuszki jest wyrazem „czci, szacunku i hołdu, tym którzy jako alumni – żołnierze zwyciężyli”.
- Jestem tu jako ten, któremu służba wojskowa przydałaby się - żartował podczas konferencji kard. Kazimierz Nycz. Metropolita warszawski podkreślił, że spojrzenie na służbę kleryków-żołnierzy z perspektywy czasu pozwala na lepszą ocenę tego trudnego doświadczenia. – Wiadomo, że głównym celem wcielania do wojska było odwodzenie was od tego Bożego zamiaru, jakiemu na imię powołanie. Potrafiliście się temu przeciwstawić i przed tą indoktrynacją bronić. Cieszę się, że jesteście tu w przeddzień rocznicy śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki, który prawdziwie jest waszym patronem – podkreślił kard. Nycz.
Referat wstępny wygłosił ks. prof. Tadeusz Bąk z UKSW, który przedstawił problematykę badawczą i niedobór źródeł związany z opisaniem tematu jednostek kleryckich z perspektywy księży odbywających służbę. Zwrócił się z apelem do byłych alumnów-żołnierzy o spisanie i nadsyłanie swoich wspomnień. – Nauka służy prawdzie. Chcemy odnajdywać i badać tę prawdę. Oczekiwania władz, że będziecie bombą zapalającą społeczeństwo nie spełniły się, staliście się zaczynem dobra, ludźmi służby Bogu i drugiemu człowiekowi – podkreślił.
Ks. infułat Adolf Setlak, ojciec duchowny z jednostki w Bartoszycach w latach 1969-80, autor publikacji i artykułów na temat jednostek kleryckich omówił konsekwencje wypływające z doświadczeń alumnów-żołnierzy po odbytej służbie wojskowej. Ojciec duchowny alumnów z Bartoszyc dokonał pogłębionej charakterystyki kleryków odbywających służbę w wojsku. Ks. Setlak swoje wystąpienie oparł na wynikach i świadectwach zaczerpniętych z ankiet jakie przeprowadził wśród żołnierzy-kleryków. Jak podkreślił jedną z najważniejszych cech kleryków-alumnów była umiejętność właściwej komunikacji i porozumienia się. – Choć robiono wiele, by poróżnić nas z naszymi kolegami, a także z naszymi biskupami, to jak pokazują poszczególne świadectwa, po odbytej służbie wojskowej nasze zdolności współpracy z ludźmi o innych poglądach, a także z naszymi przełożonymi stały się lepsze i mocniejsze - powiedział.
Ks. Setlak powiedział, że hart ducha zdobyty podczas służby wojskowej pozwalał na łatwiejsze znoszenie trudności życiowych. - Łatwiej było nam znosić trudności życiowe, patrzyliśmy na nie z przymrużeniem oka. Dzięki temu łatwiej było i jest wyzwolić się nam z matni zachwiania równowagi duchowej. Konfrontacja dobra i zła nauczyła nas walczyć i zachowywać w sobie dobro moralne – podkreślał.
Świadectwo z licznymi wspomnieniami przedstawił ojciec duchowny i proboszcz parafii św. Mikołaja w Brzegu, ks. prał Zbigniew Bąkowski. Wspominał m.in. "wizytę" kard. Karola Wojtyły w Brzegu, który nie mogąc odwiedzić osobiście alumnów porozmawiał z każdym z nich osobiście przez telefon. Ks. Bąkowski wspominał też o próbach indoktrynacji młodych alumnów przez oficerów politycznych i próbach skłócania księży ze świeckimi obecnymi w jednostkach. – Uprzedzano żołnierzy świeckich, przebywających na tzw. unitarce [przed przysięgą żołnierską – przyp. red.], że przyjdą do jednostki renegaci, „szpiedzy Watykanu”, nastawiając ich wrogo do nowo przybyłych – podkreślał.
Prof. Jan Żaryn z UKSW przybliżył tło historyczne i okoliczności powstania pomysłu wcielania alumnów seminariów duchownych do wojska. Zaznaczył, że długoletniej strategii poboru kleryków do wojska przyświecały dwa cele. Pierwszym z nich było zniechęcanie do kontynuowania nauki w seminariach i oferowanie w zamian lepszego startu na świeckich uczelniach i pomoc w życiu poza Kościołem. – W 1965 roku gen. Jaruzelski, odpowiedzialny za pion polityczny w wojsku mógł napisać, że częściowo zadanie jest zrealizowane, ponieważ mniej więcej 25 proc. kleryków nie wraca do wyższych seminariów duchownych. Od 1965 roku w budowanie strategii antykleryckiej włączyła się Służba Bezpieczeństwa, czyli IV Departament SB. SB nie zależało na tym by klerycy opuszczali seminaria, ale by wracali do nich jako zwerbowani agenci tej służby – podkreślił. - W ten sposób rozpoczęła się rywalizacja między dwoma potrzebami. Z jednej strony piony ideologiczne chciały by z wojska jak najmniej kleryków wracała do seminariów, z drugiej SB była zainteresowana tzw. lojalizacją kapłanów.
Według prof. Żaryna struktura liczebna kapelanów wcielanych do wojska była swego rodzaju odbiciem „szkodliwości” biskupa danej diecezji, co jak podkreślił widać w wykazach statystycznych, w których ilość „nieprawomyślnych”, według funkcjonariuszy, kazań ordynariusza mogła spowodować liczniejszy pobór kleryków miejscowego seminarium do wojska.
Ks. prof. Janusz Mierzwa z UKSW upoważnił biskupa polowego Józefa Guzdka, w imieniu obecnych byłych alumnów-żołnierzy o zwrócenie się do Konferencji Episkopatu Polski o zgodę na formalne ogłoszenie bł. ks. Jerzego Popiełuszki ich patronem.
Podczas konferencji przyznane zostały medale bł. ks. Jerzego Popiełuszki, które wręczali kard. Nycz, bp Guzdek, rektor WAT gen. bryg Mierczyk, gen. Dariusz Wroński, wiceadm. Waldemar Głuszko. Medale te wręczono dziś po raz pierwszy.
Ostatnim punktem spotkania alumnów-żołnierzy była Msza św. w kościele św. Stanisława Kostki, sprawowana pod przewodnictwem abp Sławoja Leszka Głódzia oraz wspólna modlitwa przy grobie bł. ks. Jerzego Popiełuszki.
W latach 1959-80, wbrew zawartym porozumieniom państwo-Kościół, do wojska przymusowo wcielono około 3000 kleryków z seminariów duchownych. Młodzi alumni byli tam szykanowani poprzez wykonywanie ciężkich, często bezsensownych prac fizycznych, uniemożliwianie praktyk religijnych, fizyczne i psychiczne znęcanie się, a także zachęcanie do porzucenia seminariów i łatwiejsze znalezienie mieszkania, pracy oraz miejsca na świeckich uczelniach. Funkcjonowały 3 jednostki specjalizujące się w „wychowywaniu” kleryków: w Szczecinie-Podjuchach, Brzegu oraz Bartoszycach.
kos / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 18 października 2011
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Bielsko-Biała: templariusze gościli z relikwiami bł. ks. Popiełuszki
Relikwie bł. ks. Jerzego Popiełuszki gościły w niedzielę 16 października w parafii pw. św. Franciszka z Asyżu w Bielsku-Białej Wapienicy. Peregrynacja doczesnych szczątków męczennika do bielskiej wspólnoty to zasługa rycerzy Zakonu Chrystusa i Świątyni Jerozolimskiej – templariuszy. Jeden z nich, Dawid Grzesiowski, jest legatem delegatury tego świeckiego zakonu na Podbeskidziu.
Wizyta relikwii kapelana „Solidarności” zbiegła się z przypadającą dziś 45. rocznicą obłóczyn kleryka Alka Popiełuszki. Przez całą niedzielę wierni Wapienicy mogli uczcić relikwie bł. ks. Popiełuszki, które zostały przekazane w lutym br. jedynemu w Polsce przeoratowi templariuszy przy franciszkańskiej bazylice w Katowicach-Panewnikach. Było to pierwsze oficjalne przekazanie relikwii zakonowi templariuszy przez Kościół katolicki od czasu zawieszenia zakonu przez papieża w 1312 roku.
Grzesiowski przyznaje w rozmowie z KAI, że opieka nad relikwiami błogosławionego kapłana to duże wyróżnienie i zobowiązanie dla rycerzy, których zadaniem jest strzeżenie wiary. Za wstawiennictwem męczennika XX wieku wierni modlili się m.in. o wiarę i męstwo dla wszystkich Polaków, aby w każdej sytuacji życiowej potrafili „zło dobrem zwyciężać”.
Współcześni templariusze skupiają się na działalności charytatywnej. Pomagają ubogim i niepełnosprawnym. Zakładają świetlice środowiskowe, uczą angielskiego, rozprowadzają wózki inwalidzkie.
Kandydat do zakonu templariuszy, kobieta lub mężczyzna, musi być osobą pełnoletnią – świecką lub duchowną. Powinien być osobą wierzącą, praktykującym katolikiem. Musi także legitymować się dobrym świadectwem życia i nie należeć do żadnej partii politycznej. Więcej informacji na stronie: www.nonnobis.eu.
rk / Bielsko-Biała
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 16 października 2011
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Wizyta relikwii kapelana „Solidarności” zbiegła się z przypadającą dziś 45. rocznicą obłóczyn kleryka Alka Popiełuszki. Przez całą niedzielę wierni Wapienicy mogli uczcić relikwie bł. ks. Popiełuszki, które zostały przekazane w lutym br. jedynemu w Polsce przeoratowi templariuszy przy franciszkańskiej bazylice w Katowicach-Panewnikach. Było to pierwsze oficjalne przekazanie relikwii zakonowi templariuszy przez Kościół katolicki od czasu zawieszenia zakonu przez papieża w 1312 roku.
Grzesiowski przyznaje w rozmowie z KAI, że opieka nad relikwiami błogosławionego kapłana to duże wyróżnienie i zobowiązanie dla rycerzy, których zadaniem jest strzeżenie wiary. Za wstawiennictwem męczennika XX wieku wierni modlili się m.in. o wiarę i męstwo dla wszystkich Polaków, aby w każdej sytuacji życiowej potrafili „zło dobrem zwyciężać”.
Współcześni templariusze skupiają się na działalności charytatywnej. Pomagają ubogim i niepełnosprawnym. Zakładają świetlice środowiskowe, uczą angielskiego, rozprowadzają wózki inwalidzkie.
Kandydat do zakonu templariuszy, kobieta lub mężczyzna, musi być osobą pełnoletnią – świecką lub duchowną. Powinien być osobą wierzącą, praktykującym katolikiem. Musi także legitymować się dobrym świadectwem życia i nie należeć do żadnej partii politycznej. Więcej informacji na stronie: www.nonnobis.eu.
rk / Bielsko-Biała
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 16 października 2011
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Julian Kostrzewa, Muzeum za bramą krzyża
Ks. Tadeusz Bożełko nie ma wątpliwości, co jest najważniejsze w Muzeum bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Nie emocje i szczególna atmosfera, lecz nauczanie i duchowy przekaz dany nam przez ks. Jerzego.
Każdego zwiedzającego ma odnotowywać specjalny licznik znajdujący się przy wejściu do muzeum. Tak jest jednak tylko teoretycznie, bo licznik nie każdego zdoła wychwycić. Dlatego liczba ok. 600 tys. osób, którzy już zwiedzili muzeum, jest tylko orientacyjna, ale o tyle ważna, że pokazuje, ile osób mogło zostać poruszonych tym, co zobaczyli.
- Nasze muzeum jest nastawione na przeżycia emocjonalne – przyznaje ks. Tadeusz Bożełko, dyrektor muzeum i proboszcz parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Tyle że nie mają być to puste emocje: przekaz na ułatwić człowiekowi głębokie przeżycie spotkania z osobą i dziedzictwem ks. Popiełuszki.
Moc przekazu można odczuć już przy wejściu do ekspozycji mieszczącej się w podziemiach kościoła. Wchodzi się przez krzyż, który – za Norwidem – „stał się bramą”. Dla Jerzego Popiełuszki, urodzonego skądinąd w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, stał się szczególną bramą.
Widok z okna
W muzeum wchodzi się przez bramę w kształcie krzyża najpierw w świat PRL, w którego cieniu przebiegało życie błogosławionego, urodzonego w 1947 r., a zmarłego tragicznie 37 lat później. Pierwsza fala muzeum pokazuje tło historyczne życia w Polsce powojennej. To, jak Polacy zmagali się z życiem w państwie totalitarnym, i tych, którzy występowali w obronie wiary, wolności, godności człowieka i narodu. Pokazuje życie codzienne przez kartki na mięso, cukier, na benzynę, rozpięte między powtarzające się kryzysy i spięcia z kolejnych lat PRL pokazane poprzez migawki filmowe wyglądające zza krat. I życie zupełnie niecodzienne, wyjątkowe, po wyborze Polaka na papieża. Ten wybór, papieskie pielgrzymki, nauczanie – nie mogły nie mieć wpływu na oblicze Polski. Na wybuch strajków i poczucia godności w 1980 r., na „robienie swojego” w stanie wojennym.
Żeby zrozumieć człowieka, trzeba znać czasy, w których przyszło mu żyć, pojechać do jego domu rodzinnego, może nawet wyjrzeć przez jego okno. W muzeum natrafimy na podlaską chatę, taką, w jakiej dorastał późniejszy ksiądz. Są elementy przeniesione z domu Marianny i Władysława Popiełuszków w Okopach. Oryginalne drzwi wejściowe i takie okno z wkomponowanym w nie widokiem na ogród. Są też oryginalne sprzęty: lampa naftowa, stół, ława, krzesło i kołyska-samoróbka z domu Popiełuszków. A także zdjęcia drogi, którą przyszły ksiądz męczennik chodził do szkoły i kościoła.
W centrum życia
Różaniec ułożony z żołnierskich czapek przypomina bardzo ważny okres życia kleryka Popiełuszki. Przeżycia z dwóch lat służby wojskowej umocniły go duchowo i przygotowały do przyjęcia święceń kapłańskich. Są listy, w których opisuje szykany, jakie jego i jego kolegów spotykały w wojsku. Jest kopia podania do seminarium duchownego: „Prośbę swoją motywuję tym, iż chcę zostać księdzem, ponieważ mam zamiłowanie do tego zawodu”.
W środku głównej sali muzeum stoi ołtarz. – Bo w centrum życia ks. Jerzego był ołtarz – tłumaczy ks. Bożełko. – Służba kapłańska ks. Jerzego oprócz normalnej pracy w parafii obejmowała także prowadzenie duszpasterstwa służby zdrowia i zaangażowanie się w duszpasterstwo ludzi pracy. Dzięki niemu wielu odzyskało wiarę, wielu doprowadził do chrztu. W tej sali są świadectwa na ten temat.
Z boku znajduje się fragment jego mieszkania, z oryginalnymi sprzętami. Zwraca uwagę cały plik wezwań do prokuratury na przesłuchania. Jedną z przyczyn był wpływ księdza na masy wiernych, którzy przychodzili na odprawiane przez niego Msze za ojczyznę. Ich fragmenty można obejrzeć na specjalnym ekranie. Komuniści chcieli zlikwidować ten fenomen.
Na tamie pod Włocławkiem
Potem jest Golgota: kolejna sala muzeum przenosi zwiedzających nad Wisłę, na tamę pod Włocławkiem, gdzie oprawcy wrzucili ciało ks. Jerzego, obciążywszy kamieniami. Szum płynącej wody, straszne zdjęcia martwego kapłana, narzędzia zbrodni – pałka, sznury, którymi skrępowano ręce i nogi – przypominają tragedię, która rozegrała się przed laty…
Ekspozycja, uzupełniona filmami, nie może nie wywierać silnego wrażenia na zwiedzających. – Potęgują je elementy związane z męczeństwem, szaty księdza albo narzędzia oprawców – mówi dyrektor ks. Bożełko.
W: Niedziela nr 42, 16.X.2011
Każdego zwiedzającego ma odnotowywać specjalny licznik znajdujący się przy wejściu do muzeum. Tak jest jednak tylko teoretycznie, bo licznik nie każdego zdoła wychwycić. Dlatego liczba ok. 600 tys. osób, którzy już zwiedzili muzeum, jest tylko orientacyjna, ale o tyle ważna, że pokazuje, ile osób mogło zostać poruszonych tym, co zobaczyli.
- Nasze muzeum jest nastawione na przeżycia emocjonalne – przyznaje ks. Tadeusz Bożełko, dyrektor muzeum i proboszcz parafii św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Tyle że nie mają być to puste emocje: przekaz na ułatwić człowiekowi głębokie przeżycie spotkania z osobą i dziedzictwem ks. Popiełuszki.
Moc przekazu można odczuć już przy wejściu do ekspozycji mieszczącej się w podziemiach kościoła. Wchodzi się przez krzyż, który – za Norwidem – „stał się bramą”. Dla Jerzego Popiełuszki, urodzonego skądinąd w święto Podwyższenia Krzyża Świętego, stał się szczególną bramą.
Widok z okna
W muzeum wchodzi się przez bramę w kształcie krzyża najpierw w świat PRL, w którego cieniu przebiegało życie błogosławionego, urodzonego w 1947 r., a zmarłego tragicznie 37 lat później. Pierwsza fala muzeum pokazuje tło historyczne życia w Polsce powojennej. To, jak Polacy zmagali się z życiem w państwie totalitarnym, i tych, którzy występowali w obronie wiary, wolności, godności człowieka i narodu. Pokazuje życie codzienne przez kartki na mięso, cukier, na benzynę, rozpięte między powtarzające się kryzysy i spięcia z kolejnych lat PRL pokazane poprzez migawki filmowe wyglądające zza krat. I życie zupełnie niecodzienne, wyjątkowe, po wyborze Polaka na papieża. Ten wybór, papieskie pielgrzymki, nauczanie – nie mogły nie mieć wpływu na oblicze Polski. Na wybuch strajków i poczucia godności w 1980 r., na „robienie swojego” w stanie wojennym.
Żeby zrozumieć człowieka, trzeba znać czasy, w których przyszło mu żyć, pojechać do jego domu rodzinnego, może nawet wyjrzeć przez jego okno. W muzeum natrafimy na podlaską chatę, taką, w jakiej dorastał późniejszy ksiądz. Są elementy przeniesione z domu Marianny i Władysława Popiełuszków w Okopach. Oryginalne drzwi wejściowe i takie okno z wkomponowanym w nie widokiem na ogród. Są też oryginalne sprzęty: lampa naftowa, stół, ława, krzesło i kołyska-samoróbka z domu Popiełuszków. A także zdjęcia drogi, którą przyszły ksiądz męczennik chodził do szkoły i kościoła.
W centrum życia
Różaniec ułożony z żołnierskich czapek przypomina bardzo ważny okres życia kleryka Popiełuszki. Przeżycia z dwóch lat służby wojskowej umocniły go duchowo i przygotowały do przyjęcia święceń kapłańskich. Są listy, w których opisuje szykany, jakie jego i jego kolegów spotykały w wojsku. Jest kopia podania do seminarium duchownego: „Prośbę swoją motywuję tym, iż chcę zostać księdzem, ponieważ mam zamiłowanie do tego zawodu”.
W środku głównej sali muzeum stoi ołtarz. – Bo w centrum życia ks. Jerzego był ołtarz – tłumaczy ks. Bożełko. – Służba kapłańska ks. Jerzego oprócz normalnej pracy w parafii obejmowała także prowadzenie duszpasterstwa służby zdrowia i zaangażowanie się w duszpasterstwo ludzi pracy. Dzięki niemu wielu odzyskało wiarę, wielu doprowadził do chrztu. W tej sali są świadectwa na ten temat.
Z boku znajduje się fragment jego mieszkania, z oryginalnymi sprzętami. Zwraca uwagę cały plik wezwań do prokuratury na przesłuchania. Jedną z przyczyn był wpływ księdza na masy wiernych, którzy przychodzili na odprawiane przez niego Msze za ojczyznę. Ich fragmenty można obejrzeć na specjalnym ekranie. Komuniści chcieli zlikwidować ten fenomen.
Na tamie pod Włocławkiem
Potem jest Golgota: kolejna sala muzeum przenosi zwiedzających nad Wisłę, na tamę pod Włocławkiem, gdzie oprawcy wrzucili ciało ks. Jerzego, obciążywszy kamieniami. Szum płynącej wody, straszne zdjęcia martwego kapłana, narzędzia zbrodni – pałka, sznury, którymi skrępowano ręce i nogi – przypominają tragedię, która rozegrała się przed laty…
Ekspozycja, uzupełniona filmami, nie może nie wywierać silnego wrażenia na zwiedzających. – Potęgują je elementy związane z męczeństwem, szaty księdza albo narzędzia oprawców – mówi dyrektor ks. Bożełko.
W: Niedziela nr 42, 16.X.2011
Witold Dudziński, Dokumentują życie błogosławionego
Ośrodek Dokumentacji Życia i Kultu bł. Jerzego Popiełuszki. Tak będzie się nazywać dotychczasowe archiwum księdza działające przy parafii św. Stanisława Kostki. Dekret w tej sprawie wydał kard. Kazimierz Nycz, a otwarcie ośrodka nastąpi 19 października.
Początkowo archiwum mieściło się częściowo w szafie w kancelarii parafialnej, a częściowo w mieszkaniach prywatnych. Szafa miała ograniczoną pojemność, a poza tym czasy były niespokojne: komuniści trzymali się mocno. Dopiero na początku lat 90. ub. wieku zgromadzone przez archiwum materiały trafiły tu, gdzie są do dziś i gdzie wkrótce zostanie otwarty ośrodek dokumentacji. Na pierwsze piętno plebanii kościoła św. Stanisława Kostki, do dawnego mieszkania kapłana.
Powstało wkrótce po tym, gdy w końcu 1984 r., kilka tygodni po śmierci ks. Popiełuszki, ówczesny proboszcz ks. Teofil Bogucki powołał Kościelną Służbę Informacyjną. W służbę zaangażowała się spora grupa osób, która gromadziła pamiątki i dokumenty, w tym jego zapiski, rękopisy, nagrania kazań, wystąpień, zdjęcia, odnotowywała wydarzenia związane z postacią ks. Jerzego. Prowadziła także rejestr pielgrzymek przybywających do jego grobu. Ktoś musiał to uporządkować, posegregować, skatalogować. Tak właśnie go powstało archiwum.
Za wstawiennictwem księdza
Czy udało się zarejestrować wszystkie pielgrzymki przybywające do grobu przy kościele na Żoliborzu? – Staraliśmy się, ale to było niemożliwe. Niektóre przyjeżdżały o 6 rano albo po godz. 21. Tych nie zdołaliśmy zarejestrować – przyznaje Katarzyna Soborak, kierująca dziś archiwum i służbą informacyjną.
Archiwum gromadziło także artykuły prasowe, filmy, książki, albumy poświęcone księdzu oraz informacje dotyczące otaczającego go kultu, w tym rejestr pomników, szkół, ulic, placów i różnych inicjatyw noszących jego imię. – Staraliśmy się w miarę możliwości pozyskać każdą publikację dotyczącą postaci księdza, późniejszego błogosławionego, przez nas uważanego już wówczas za męczennika za wiarę – mówi Katarzyna Soborak.
Najcenniejsze w archiwum są dziś z pewnością rękopisy, notatki, zapiski księdza. Ale sporą wartość mają także teksty kazań przepisywanych przed laty na maszynie do pisania, nagrania Mszy św. za ojczyznę odprawianych jeszcze przez ks. Jerzego i tych odprawianych już po jego śmierci (dzieje się to do dziś), nagrań z różnych uroczystości, jak rocznica śmierci czy jego imieniny.
Święto beatyfikacji
Świadectwa osób na temat łask otrzymywanych za wstawiennictwem ks. Popiełuszki, które pojawiły się wkrótce po jego śmierci, były poruszające. – Kiedyś przyjechała pani z domu dla niewidomych w Rzeszowie, która odzyskała wzrok. Byliśmy przejęci, stwierdziliśmy, że skoro wkrótce mija 10 lat od śmierci ks. Jerzego, powinniśmy już wyodrębnić materiał dokumentujący kult prywatny i łaski za wstawiennictwem ks. Jerzego. Przypadek cudu doznanego przez panią z Rzeszowa zajmował w nim ważne miejsce – mówi Katarzyna Soborak.
Dokumentacja, uzupełniona przez prośby osób pielgrzymujących do grobu, została przekazana w październiku 1994 r. kard. Józefowi Glempowi. – Prymas uznał, że materiał będzie przydatny do rozpoczęcia starań o wyniesienie księdza na ołtarze – mówi Katarzyna Soborak. – Ksiądz prymas powołał komisję, która zapoznała się z dokumentacją zgromadzoną i przez nas, i przez inne archiwa, i wysłała odpowiedni wniosek do Watykanu.
Wyniesienie ks. Jerzego na ołtarze także w archiwum było świętem. Stało się to przecież przy ich wydatnym, a okupionym latami mrówczej pracy udziale.
Więcej możliwości
Co zmieni dekret wydany niedawno przez kard. Kazimierza Nycza w działalności archiwum kierowanego przez Katarzynę Soborak? Teraz będzie to Ośrodek Dokumentacji Życia i Kultu bł. Jerzego Popiełuszki. Regulamin towarzyszący dekretowi powiększa zakres jego działalności i możliwości. Ale i odpowiedzialność. Także ze względu na fakt, że rodzina ks. Jerzego przekazała prawa do rękopisów i spuścizny ks. Jerzego na Archidiecezję Warszawską.
Ośrodek ma nie tylko zbierać, archiwizować i udostępniać materiały dotyczące księdza. – Mamy także organizować i będziemy to robić – wystawy, odczyty, spotkania poświęcone postaci naszego patrona – mówi Katarzyna Soborak.
Jednak pierwszym jego zadaniem ma być uporządkowanie archiwum po remoncie, jaki przeszło dawne mieszkanie księdza, a potem zakończenie m. in. katalogowania zbiorów. – Trzeba doprowadzić ośrodek do takiego stanu, żeby było można w łatwy, czytelny i prosty sposób korzystać z jego zasobów – podkreśla Katarzyna Soborak.
W: Niedziela nr 42, 16.X.2011
Początkowo archiwum mieściło się częściowo w szafie w kancelarii parafialnej, a częściowo w mieszkaniach prywatnych. Szafa miała ograniczoną pojemność, a poza tym czasy były niespokojne: komuniści trzymali się mocno. Dopiero na początku lat 90. ub. wieku zgromadzone przez archiwum materiały trafiły tu, gdzie są do dziś i gdzie wkrótce zostanie otwarty ośrodek dokumentacji. Na pierwsze piętno plebanii kościoła św. Stanisława Kostki, do dawnego mieszkania kapłana.
Powstało wkrótce po tym, gdy w końcu 1984 r., kilka tygodni po śmierci ks. Popiełuszki, ówczesny proboszcz ks. Teofil Bogucki powołał Kościelną Służbę Informacyjną. W służbę zaangażowała się spora grupa osób, która gromadziła pamiątki i dokumenty, w tym jego zapiski, rękopisy, nagrania kazań, wystąpień, zdjęcia, odnotowywała wydarzenia związane z postacią ks. Jerzego. Prowadziła także rejestr pielgrzymek przybywających do jego grobu. Ktoś musiał to uporządkować, posegregować, skatalogować. Tak właśnie go powstało archiwum.
Za wstawiennictwem księdza
Czy udało się zarejestrować wszystkie pielgrzymki przybywające do grobu przy kościele na Żoliborzu? – Staraliśmy się, ale to było niemożliwe. Niektóre przyjeżdżały o 6 rano albo po godz. 21. Tych nie zdołaliśmy zarejestrować – przyznaje Katarzyna Soborak, kierująca dziś archiwum i służbą informacyjną.
Archiwum gromadziło także artykuły prasowe, filmy, książki, albumy poświęcone księdzu oraz informacje dotyczące otaczającego go kultu, w tym rejestr pomników, szkół, ulic, placów i różnych inicjatyw noszących jego imię. – Staraliśmy się w miarę możliwości pozyskać każdą publikację dotyczącą postaci księdza, późniejszego błogosławionego, przez nas uważanego już wówczas za męczennika za wiarę – mówi Katarzyna Soborak.
Najcenniejsze w archiwum są dziś z pewnością rękopisy, notatki, zapiski księdza. Ale sporą wartość mają także teksty kazań przepisywanych przed laty na maszynie do pisania, nagrania Mszy św. za ojczyznę odprawianych jeszcze przez ks. Jerzego i tych odprawianych już po jego śmierci (dzieje się to do dziś), nagrań z różnych uroczystości, jak rocznica śmierci czy jego imieniny.
Święto beatyfikacji
Świadectwa osób na temat łask otrzymywanych za wstawiennictwem ks. Popiełuszki, które pojawiły się wkrótce po jego śmierci, były poruszające. – Kiedyś przyjechała pani z domu dla niewidomych w Rzeszowie, która odzyskała wzrok. Byliśmy przejęci, stwierdziliśmy, że skoro wkrótce mija 10 lat od śmierci ks. Jerzego, powinniśmy już wyodrębnić materiał dokumentujący kult prywatny i łaski za wstawiennictwem ks. Jerzego. Przypadek cudu doznanego przez panią z Rzeszowa zajmował w nim ważne miejsce – mówi Katarzyna Soborak.
Dokumentacja, uzupełniona przez prośby osób pielgrzymujących do grobu, została przekazana w październiku 1994 r. kard. Józefowi Glempowi. – Prymas uznał, że materiał będzie przydatny do rozpoczęcia starań o wyniesienie księdza na ołtarze – mówi Katarzyna Soborak. – Ksiądz prymas powołał komisję, która zapoznała się z dokumentacją zgromadzoną i przez nas, i przez inne archiwa, i wysłała odpowiedni wniosek do Watykanu.
Wyniesienie ks. Jerzego na ołtarze także w archiwum było świętem. Stało się to przecież przy ich wydatnym, a okupionym latami mrówczej pracy udziale.
Więcej możliwości
Co zmieni dekret wydany niedawno przez kard. Kazimierza Nycza w działalności archiwum kierowanego przez Katarzynę Soborak? Teraz będzie to Ośrodek Dokumentacji Życia i Kultu bł. Jerzego Popiełuszki. Regulamin towarzyszący dekretowi powiększa zakres jego działalności i możliwości. Ale i odpowiedzialność. Także ze względu na fakt, że rodzina ks. Jerzego przekazała prawa do rękopisów i spuścizny ks. Jerzego na Archidiecezję Warszawską.
Ośrodek ma nie tylko zbierać, archiwizować i udostępniać materiały dotyczące księdza. – Mamy także organizować i będziemy to robić – wystawy, odczyty, spotkania poświęcone postaci naszego patrona – mówi Katarzyna Soborak.
Jednak pierwszym jego zadaniem ma być uporządkowanie archiwum po remoncie, jaki przeszło dawne mieszkanie księdza, a potem zakończenie m. in. katalogowania zbiorów. – Trzeba doprowadzić ośrodek do takiego stanu, żeby było można w łatwy, czytelny i prosty sposób korzystać z jego zasobów – podkreśla Katarzyna Soborak.
W: Niedziela nr 42, 16.X.2011
Ewelina Steczkowska, Prawdziwy przyjaciel
Swojego kapłaństwa ks. Jerzy Popiełuszko nie zamknął w kościele czy salce katechetycznej. Był zaprzyjaźniony z wieloma rodzinami, bo rodzina i Kościół stanowiły dla niego jedno.
Państwo Orygowie poznali ks. Popiełuszkę, kiedy od 1975 roku zaczął pełnić posługę wikariusza w parafii Matki Bożej Królowej Polski w Aninie.
- Ksiądz uczył naszą najmłodszą córkę religii. Wkrótce zorganizował dziecięcy chórek, w którym uczestniczyła także nasza Zosia. Po próbach i spotkaniach chodziliśmy z córkami na nabożeństwa majowe i październikowe. Wtedy ks. Jerzy do nas podchodził i po prostu zaczynał rozmowy – wspomina Józef Oryga.
- Dość szybko zaczęliśmy mówić sobie na „ty”. Rozmawialiśmy na różne tematy: rodzinne, osobiste, dotyczące wspomnień z młodości; wiele nas łączyło.
Ksiądz Popiełuszko i Orygowie często spędzali ze sobą czas, chociażby w domu przy herbacie i plackach ziemniaczanych czy podczas wycieczek za miasto. – Zabierał nas także na spacery po anińskim lesie. Siadaliśmy na pniu i nuciliśmy pieśni religijne, patriotyczne i dziecięce wspólnie z naszymi córkami. Zimą rzucaliśmy się śnieżkami i lepiliśmy bałwana –opowiada Wanda Oryga.
Na ks. Jerzego mogli liczyć zawsze. Kiedyś zawiózł do szpitala chorą córkę Orygów. Pomagał w załatwianiu innych ważnych dla nich spraw. W wolnym czasie wyjechał z Orygami do Częstochowy i na wakacje do Krynicy Morskiej do domu prowadzonego przez siostry zakonne. – Mogliśmy tam codziennie uczestniczyć w porannej Mszy świętej, którą odprawiał ks. Jerzy – wspomina pani Wanda.
Przyjaźń Orygów z ks. Jerzym nie skończyła się z jego odejściem z Anina. Rodzina odwiedzała go także na Żoliborzu. A ze Mszy Świętych za Ojczyznę wynosiła ze sobą otuchę i ogromną nadzieję.
- Nawet gdy był już prześladowany przez SB, przyjechał na ślub naszej najstarszej córki do Anina, a po uroczystościach w kościele zniknął niespodziewanie. Nie chciał, jak sam mówił, „by potem nas nękali, gdy przyjedziemy na Żoliborz”. Innym razem sam przywoził dla mojego ciężko chorego ojca lekarstwa, których nie można było kupić w aptekach. Zawsze myślał o innych.
Męczeństwo ks. Popiełuszki dla jego przyjaciół było prawdziwym wstrząsem. Stracili bardzo bliską osobę. Jednak po jego śmierci, nie przestali jeździć na Żoliborz. – Nasze dwie dorosłe już wtedy córki, a potem i ja od 1986 roku – mówi pani Wanda – raz w miesiącu pełniłyśmy dyżur przy grobie ks. Jerzego. W ten sposób chciałyśmy spłacić dług wdzięczności za bycie księdza z nami. Wierzyliśmy, że jego wstawiennictwo pomogło nam przeżyć rodzinne tragedie. Kiedy ciężko chorowała nasza córka Krysia, wracając od niej ze szpitala, często jeździłam do grobu ks. Jerzego. Na Żoliborzu szukałam ukojenia.
Największym darem dla Orygów jest fakt, że uczestniczyli w beatyfikacji ks. Jerzego, o którą modlili się przez tyle lat. – Nadal wierzymy, że pomaga nam żyć, i że wciąż tak będzie. Czujemy jego bliskość, modląc się przy relikwiach bł. Jerzego w naszym anińskim kościele – kończy swoje wspomnienia pani Wanda.
POMAGAŁ W CIERPIENIU
- Przyjaźń naszej rodziny z ks. Jerzym zaczęła się zimą 1975 roku i przetrwała do ostatnich chwil jego życia – opowiada Maria Hanna Popielska. Ksiądz Popiełuszko był spowiednikiem jej męża Zbigniewa, nie tylko w kościele, ale także w domu i szpitalach. Ksiądz odwiedzał dom państwa Popielskich, wnosząc do niego dużo nadziei i wiary. – Był bardzo troskliwy, interesował się sprawami innych osób. Ponieważ łatwo nawiązywał kontakt z ludźmi, można było z nim rozmawiać o wszystkim.
Mąż pani Marii zmarł w lutym 1978 roku. – Podczas pierwszego spotkania po śmierci Zbigniewa ks. Jerzy zaoferował swoją pomoc w obecności mojej mamy i brata. Obiecał, że pomoże mi w wychowaniu religijnym moich synów Adama i Pawła – opowiada Maria Hanna Popielska. Tak więc chłopcy od najmłodszych lat uczestniczyli w obchodach pierwszych piątków miesiąca, podczas których ks. Jerzy odprawiał Msze Święte za ich ojca.
- Po śmierci Zbigniewa miałam kryzys. Rozmowy z księdzem pomagały mi znosić cierpienie. Tłumaczył mi wiele spraw, został moim spowiednikiem. A jako drogowskaz na dalsze życie dał mi modlitwę franciszkańską, którą odmawiam do dziś – opowiada pani Maria.
Dla Pawła i Adama ks. Popiełuszko był i jest wielkim autorytetem. Widzieli w nim opiekuna i przyjaciela. – Prowadził nas do Boga, Kościoła i patriotyzmu – potwierdza ich matka –a przy tej niezwykłości był taki zwyczajny, troskliwy. Kiedy przychodził do nas, z moją mamą witał się jak z własną.
Kiedy ks. Jerzy został rezydentem na Żoliborzu, kontakty z zaprzyjaźnioną rodziną były nadal serdeczne. Pani Maria chodziła na Msze Święte za Ojczyznę, które dawały jej bardzo dużo siły. A ksiądz, mimo tylu obowiązków, zawsze znalazł czas, żeby zadzwonić do Popielskich. Nawet teraz ks. Jerzy wciąż opiekuje się swoimi przyjaciółmi.
- Chorowałam przez dwa lata. Jestem przekonana, że dzięki wstawiennictwu ks. Jerzego wyzdrowiałam. Od 11 lat niema nawrotu choroby – mówi pani Maria. Stara się jak najczęściej być w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu, a także w świątyni Opatrzności Bożej, gdzie znajdują się relikwie błogosławionego. A od Wielkanocy cieszy się, że relikwie ks. Jerzego znajdują się w anińskim kościele.
- Ksiądz Jerzy jest przez cały czas obecny w życiu mojej rodziny. Każdego drugiego dnia miesiąca od 1984 roku wraz z innymi osobami z parafii anińskiej pełnię dyżury przy grobie męczennika. I nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej – konkluduje Maria Hanna Popielska. – Pragnę szerzyć kult bł. Jerzego poprzez ofiarowywanie bliskim i znajomym różnych publikacji dotyczących jego osoby. W ten sposób wyrażam mu swoją wdzięczność.
W: Idziemy, nr 42 (319), 16.10.2011, s. 17.
Państwo Orygowie poznali ks. Popiełuszkę, kiedy od 1975 roku zaczął pełnić posługę wikariusza w parafii Matki Bożej Królowej Polski w Aninie.
- Ksiądz uczył naszą najmłodszą córkę religii. Wkrótce zorganizował dziecięcy chórek, w którym uczestniczyła także nasza Zosia. Po próbach i spotkaniach chodziliśmy z córkami na nabożeństwa majowe i październikowe. Wtedy ks. Jerzy do nas podchodził i po prostu zaczynał rozmowy – wspomina Józef Oryga.
- Dość szybko zaczęliśmy mówić sobie na „ty”. Rozmawialiśmy na różne tematy: rodzinne, osobiste, dotyczące wspomnień z młodości; wiele nas łączyło.
Ksiądz Popiełuszko i Orygowie często spędzali ze sobą czas, chociażby w domu przy herbacie i plackach ziemniaczanych czy podczas wycieczek za miasto. – Zabierał nas także na spacery po anińskim lesie. Siadaliśmy na pniu i nuciliśmy pieśni religijne, patriotyczne i dziecięce wspólnie z naszymi córkami. Zimą rzucaliśmy się śnieżkami i lepiliśmy bałwana –opowiada Wanda Oryga.
Na ks. Jerzego mogli liczyć zawsze. Kiedyś zawiózł do szpitala chorą córkę Orygów. Pomagał w załatwianiu innych ważnych dla nich spraw. W wolnym czasie wyjechał z Orygami do Częstochowy i na wakacje do Krynicy Morskiej do domu prowadzonego przez siostry zakonne. – Mogliśmy tam codziennie uczestniczyć w porannej Mszy świętej, którą odprawiał ks. Jerzy – wspomina pani Wanda.
Przyjaźń Orygów z ks. Jerzym nie skończyła się z jego odejściem z Anina. Rodzina odwiedzała go także na Żoliborzu. A ze Mszy Świętych za Ojczyznę wynosiła ze sobą otuchę i ogromną nadzieję.
- Nawet gdy był już prześladowany przez SB, przyjechał na ślub naszej najstarszej córki do Anina, a po uroczystościach w kościele zniknął niespodziewanie. Nie chciał, jak sam mówił, „by potem nas nękali, gdy przyjedziemy na Żoliborz”. Innym razem sam przywoził dla mojego ciężko chorego ojca lekarstwa, których nie można było kupić w aptekach. Zawsze myślał o innych.
Męczeństwo ks. Popiełuszki dla jego przyjaciół było prawdziwym wstrząsem. Stracili bardzo bliską osobę. Jednak po jego śmierci, nie przestali jeździć na Żoliborz. – Nasze dwie dorosłe już wtedy córki, a potem i ja od 1986 roku – mówi pani Wanda – raz w miesiącu pełniłyśmy dyżur przy grobie ks. Jerzego. W ten sposób chciałyśmy spłacić dług wdzięczności za bycie księdza z nami. Wierzyliśmy, że jego wstawiennictwo pomogło nam przeżyć rodzinne tragedie. Kiedy ciężko chorowała nasza córka Krysia, wracając od niej ze szpitala, często jeździłam do grobu ks. Jerzego. Na Żoliborzu szukałam ukojenia.
Największym darem dla Orygów jest fakt, że uczestniczyli w beatyfikacji ks. Jerzego, o którą modlili się przez tyle lat. – Nadal wierzymy, że pomaga nam żyć, i że wciąż tak będzie. Czujemy jego bliskość, modląc się przy relikwiach bł. Jerzego w naszym anińskim kościele – kończy swoje wspomnienia pani Wanda.
POMAGAŁ W CIERPIENIU
- Przyjaźń naszej rodziny z ks. Jerzym zaczęła się zimą 1975 roku i przetrwała do ostatnich chwil jego życia – opowiada Maria Hanna Popielska. Ksiądz Popiełuszko był spowiednikiem jej męża Zbigniewa, nie tylko w kościele, ale także w domu i szpitalach. Ksiądz odwiedzał dom państwa Popielskich, wnosząc do niego dużo nadziei i wiary. – Był bardzo troskliwy, interesował się sprawami innych osób. Ponieważ łatwo nawiązywał kontakt z ludźmi, można było z nim rozmawiać o wszystkim.
Mąż pani Marii zmarł w lutym 1978 roku. – Podczas pierwszego spotkania po śmierci Zbigniewa ks. Jerzy zaoferował swoją pomoc w obecności mojej mamy i brata. Obiecał, że pomoże mi w wychowaniu religijnym moich synów Adama i Pawła – opowiada Maria Hanna Popielska. Tak więc chłopcy od najmłodszych lat uczestniczyli w obchodach pierwszych piątków miesiąca, podczas których ks. Jerzy odprawiał Msze Święte za ich ojca.
- Po śmierci Zbigniewa miałam kryzys. Rozmowy z księdzem pomagały mi znosić cierpienie. Tłumaczył mi wiele spraw, został moim spowiednikiem. A jako drogowskaz na dalsze życie dał mi modlitwę franciszkańską, którą odmawiam do dziś – opowiada pani Maria.
Dla Pawła i Adama ks. Popiełuszko był i jest wielkim autorytetem. Widzieli w nim opiekuna i przyjaciela. – Prowadził nas do Boga, Kościoła i patriotyzmu – potwierdza ich matka –a przy tej niezwykłości był taki zwyczajny, troskliwy. Kiedy przychodził do nas, z moją mamą witał się jak z własną.
Kiedy ks. Jerzy został rezydentem na Żoliborzu, kontakty z zaprzyjaźnioną rodziną były nadal serdeczne. Pani Maria chodziła na Msze Święte za Ojczyznę, które dawały jej bardzo dużo siły. A ksiądz, mimo tylu obowiązków, zawsze znalazł czas, żeby zadzwonić do Popielskich. Nawet teraz ks. Jerzy wciąż opiekuje się swoimi przyjaciółmi.
- Chorowałam przez dwa lata. Jestem przekonana, że dzięki wstawiennictwu ks. Jerzego wyzdrowiałam. Od 11 lat niema nawrotu choroby – mówi pani Maria. Stara się jak najczęściej być w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu, a także w świątyni Opatrzności Bożej, gdzie znajdują się relikwie błogosławionego. A od Wielkanocy cieszy się, że relikwie ks. Jerzego znajdują się w anińskim kościele.
- Ksiądz Jerzy jest przez cały czas obecny w życiu mojej rodziny. Każdego drugiego dnia miesiąca od 1984 roku wraz z innymi osobami z parafii anińskiej pełnię dyżury przy grobie męczennika. I nie wyobrażam sobie, by mogło być inaczej – konkluduje Maria Hanna Popielska. – Pragnę szerzyć kult bł. Jerzego poprzez ofiarowywanie bliskim i znajomym różnych publikacji dotyczących jego osoby. W ten sposób wyrażam mu swoją wdzięczność.
W: Idziemy, nr 42 (319), 16.10.2011, s. 17.
Ks. Jan Sochoń, Co zrobiłby ksiądz Jerzy?
Duszpasterstwo i męczeństwo księdza Jerzego Popiełuszki wrosły już na stałe w krwioobieg Kościoła powszechnego i polskiej kultury chrześcijańskiej. Tego faktu nikt i nic nie może zniszczyć albo zdyskredytować. Chodzi jedynie o to, by jego heroiczne świadectwo nie ostało się jako wyblakły znak minionych czasów i epoki rządzonej przez totalitarne i poddańcze sowieckim mocodawcom władze, posługujące się służbami bezpieczeństwa jak zabójczym ościeniem.
Co zatem powinniśmy uczynić, by osoba błogosławionego nadal pozostawała dla nas żywa, przydająca duchowych sił oraz umacniająca na ewangelicznych drogach życia? Aby stawała się ważnym punktem odniesienia także w sprawach społecznych. bo to one (właściwie realizowane) tworzą warunki rozrastania się dobra wspólnego, sprawiają, że ludzie są w stanie realizować wszystkie swe naturalne i otrzymywane możliwości.
WIELKI SPICHLERZ
Odpowiedź wcale nie jest prosta, ponieważ jesteśmy narodem podzielonym i w zasadniczych kwestiach – światopoglądowo-obyczajowych – skłóconym. Trzeba nadto uwzględnić sytuację, w jakiej znalazła się religia katolicka, spychana coraz bardziej na obrzeża zbiorowej przestrzeni, niszczona i traktowana obojętnie przez sporą część ponowoczesnych populacji. Nie zapominajmy również o nadal toczonych sporach wewnątrz samych zbiorowości konfesyjnych oraz konieczności ponownego odkrywania duchowych wymiarów Europy, które – na szczęście – dają się odnowić i zastosować w codziennej praktyce. Chrześcijaństwo musi podjąć na nowo swój udział w kształtowaniu duchowej jedności Europy. Jan Paweł II często podkreślał, że same racje ekonomiczne i polityczne jej nie ukształtują. Nazajutrz – przypomnę – po historycznej wizycie Gorbaczowa w Watykanie wygłosił do kardynałów i współpracowników Stolicy Apostolskiej przemówienie w formie życzeń bożonarodzeniowych. Podkreślił wówczas: „Europa musi stać się „domem”, w którym każdy naród znajdzie akceptację dla swej tożsamości, pomoc na drodze rozwoju, a przede wszystkim poszanowanie dla swoich słusznych dążeń”.
Można przeto, w poetyckim duchu Osipa Mandelsztama, porównać Europę do wielkiego spichlerza, pełnego różnorodnych ziaren, z których wypala się bochny chleba. Położenie ziarna w chlebie odpowiada położeniu jednostki w tym całkowicie ożywczym i mechanicznym połączeniu, które nazywamy wspólnotą europejską. Zdarzają się takie momenty w historii, kiedy nie piecze się już chleba, kiedy spichlerze pełne są ziarna ludzkiej pszenicy, lecz młyn nie miele, młynarz się zestarzał i zmęczył, a szerokie skrzydła wiatraków bezradnie czekają na robotę. W takim dziejowym momencie obecnie się znajdujemy. Kontynent europejski stał się terenem nowego islamskiego „najazdu”, i to w chwili, w której Europa znajduje się na niepewnym etapie redefinicji samej siebie i nie potrafi jeszcze dokonać jasnych wyborów politycznych, niepewna swej tożsamości kulturowej. Kryzys ekonomiczny zaraźliwie dopełnia tego ponurego obrazu.
Ale w sposób paradoksalny wskazane okoliczności mogą wzmacniać europejskiej idee odradzające myślenie religijne i chrześcijańskie wartości. Działalność księdza Popiełuszki nie kształtowała przecież swego charakteru w krajobrazie moralnie wyrazistym, ale w okowach komunistycznego zniewolenia. Trudno było w tamtym czasie o zdecydowane promienie nadziei, a jednak Polacy nie okazywali rezygnacji z walki o demokratyczne wzorce i zachowanie religijnej tożsamości. Ich wiara kształtowana się i nadal kształtuje w blasku najróżniejszych przeciwności i napływającej z wielu stron niechęci.
Ksiądz Jerzy okazał się znamiennym wyrazicielem społecznych postaw, które wówczas nie mogły się szerzej ujawniać, skute milicyjnym kordonem. Odważnie zabiegał o to wszystko, co w naszej teraźniejszości jest zwykłą normalnością. Nigdy jednak nie wolno dawać się usypiać pozornej, by tak nazwać, dobroci czasu i ustroju. Siły promujące zło znajdują się zawsze w aktywnej gotowości. Wystarczy dosłownie jedno wydarzenie, jakieś pęknięcie społecznej struktury, by niebezpieczna lawina zaczęła ogarniać obywatelską przestrzeń. A środowiska ateizujące i liberalne chyba nigdy nie ucichną; będą szumnie domagać się, by ich zapatrywania znajdowały coraz szerszy posłuch.
Wielu z tych, którzy znali żoliborskiego męczennika, zadaje charakterystyczne pytanie: jak on zachowałby się w naszym wieku, gdyby nie został skrytobójczo umęczony i nadal pracował? Jak reagowałby na dokonujące się przemiany i religijne kontrowersje? Czy publicznie ganiłby tych dygnitarzy, którzy podsycają partyjne nienawiści i czynią z Kościoła narzędzie gry politycznej? Zapewne starałby się przede wszystkim uzgadniać swe wypowiedzi i służbę duszpasterską z pryncypiami nauki społecznej przynależnej katolickiej tradycji i wyrażonej w dokumentach Soboru Watykańskiego II. Stawałby w obronie tych, którzy z jakichkolwiek powodów doznali krzywdy i poniżenia. Czyniłby to na miarę swych możliwości i intelektualnego rozeznania, przedkładając ponad osobiste i partykularne korzyści sprawy drugiego człowieka, z racji jego godności jako osoby stworzonej przez Boga.
Nie dałby się zapewne zwieść sile atrakcji niesionych przez nowoczesną rzeczywistość i globalne – rozpowszechniane przez media – projekty. Odczuwałby na własnej skórze trud kapłaństwa, przed którym kurczy się obszar ewangelicznego oddziaływania, gdyż pojawiają się przedziwne formy duchowego odnoszenia się do świata. Nie liczy się w nich Kościół, lecz tylko i wyłącznie sfera indywidualna, świadome korzystanie z ekstatycznych praktyk typu estetycznego, erotycznego bądź ogólnie – katartycznego.
W takim ujęciu osobiste emocje i wewnętrzne uniesienia ludzi łączą się z każdym przeżyciem, której jest w stanie dokonać w nich jakiegoś parareligijnego wstrząsu. Tradycyjna religia naturalnie nie znika, ale zamiast niej pojawiają się najróżniejsze agendy „produkujące sens” w czasie kryzysu sensu, a tradycyjną kategorię godności zastępuje się egzystencjalną autentycznością. Rodzi się płynny rynek religijny, powstający na styku tego, co religijne, i tego, co niereligijne. Do głosu dochodzą stanowiska propagujące tzw. świecką, a nawet ateistyczną duchowość. Okazuje się, że właściwie nie ma ludzi niewierzących, tyle tylko, że owa wiara w żaden sposób nie odnosi się do osobowo pojętego Boga. Jej naczelną dewizą jest, aby wyrażać to, co religijne w symbolice kultury świeckiej. Nie daje ona pierwszeństwa temu, co chrześcijańskie lub ewidentnie kościelne i związane ze słowem „urząd”, który – choć, zgodnie ze swym celtyckim pochodzeniem (ampaht), oznacza służenie – kojarzy się raczej w wyniosłością, panowaniem i arogancją. Wyraża widoczną niechęć do określonej leksyki religijnej.
Konsekwencją tego rodzaju zamysłu jest to, że w akceptowanych przez jej wyznawców formach wyrażania duchowości nie liczy się już transcendentnie i osobowo pojęty Bóg, co najwyżej jakaś doświadczalnie przeżywana „pozaziemska moc lub energia”. Popularność zyskuje hasło: „Nie jestem religijny, ale mam duchowość”. Całość doświadczenia egzystencjalnego bywa ujmowana w kategoriach dynamiki życia ludzkiego. Dlatego na przykład oddanie się jakiejś wielkiej sprawie będzie przynosiło sens i zyska duchowy wymiar. Ten sens może być wszelako wszystkim: różnorako pojmowanym Bogiem, nauką, ojczyzną, demokracją, naturalną medycyną, sportem, biznesem, polityką, sztuką, zwłaszcza architekturą bądź czymkolwiek innym. Otrzyma miano niecodziennego zindywidualizowanego sacrum z „tego świata”, znajdującego się w zasięgu ręki.
Jedni poszukiwacze duchowości – jak ktoś zgrabnie uogólnił – będą odnosili się do nadludzkiej rzeczywistości, znajdując miejsce gdzieś między ezoteryką a okultyzmem, wiarą w istoty pozaziemskie a satanizmem i nowym ruchem czarownic (wiccanizm). Drudzy natomiast, posługując się technikami medytacji i psychoanalizą, oddadzą się tropieniu tajemnic własnej istoty. To, co może nadawać życiu sens, na przykład ekologia, feminizm, homoseksualizm, numerologia, obrona grup etnicznych, uznaje się za światopogląd wyznawany wręcz z religijnym fanatyzmem. Nawet agresywne zwalczanie wszelkiej religii ma też charakter światopoglądu.
Duchowość nie będzie więc znakiem wewnętrznej jedności z Bogiem i ewentualnie poszukiwania odpowiedzi na fundamentalne pytania, jakie budzi w człowieku jego własne istnienie i dookolny świat, ale głównie jej cele sprowadzają się do zapewnienia mu dobrego bieżącego samopoczucia i w miarę trwałych pod względem atrakcyjności i siły przeżyć psychicznych. demokratyzacja życia sprawia, że tego typu „doświadczenie mistyczne” dostępne musi być każdemu, bez konieczności podejmowania trudu ascetycznego, modlitewnego czy wiążącego się z przestrzeganiem reguł moralnych. Łatwo zauważyć, że mamy tutaj do czynienia z rozpaczliwą pogonią za doznaniami, których nie wypada inaczej nazwać, jak tylko pseudomistyką bądź „bakchicznym upojeniem”, o jakim wspomina w „Fajdrosie” Sokrates.
CHRZEŚCIJAŃSKA DUCHOWOŚĆ
Ksiądz Popiełuszko reagowałby zapewne na tego rodzaju wyzwania. Przekonywałby całą swą postawą i stylem kapłańskiej obecności, że najróżniejszego rodzaju duchowości spotykamy także w Kościele, co zresztą jest chyba nieuniknione i potwierdzone przez Katechizm Kościoła Katolickiego. Czym wobec tego wyróżniałaby się duchowość chrześcijańska, jako określona forma przeżywania przez ochrzczonego indywidualnej relacji z Bogiem, najpełniej objawiającym się w Chrystusie, który przyjął ludzkie ciało, by dokonać dzieła odkupienia? Otóż, kierując się nauką Chrystusa i przykładem jego życia, dążąc do unii z Bogiem przez stan łaski, modlitwę, ascezę, praktykowanie miłości, doświadczenie mistyczne, chrześcijanin buduje swój autentyczny etos. To słownikowe ujęcie duchowości odsłania jej chrześcijański format.
Głównie i przede wszystkim chodzi o przesłanie Ewangelii, sprowadzające się do zachęty, by przyjąć ideę Królestwa Bożego i dojść do zjednoczenia z Bogiem. Drogą do tego celu nie jest jakiś abstrakcyjny model postępowania, czy realizacja zbioru przepisów podobnych do reguł mądrości Buddy, ale osoba Chrystusa, jeżeli nawet konkretyzuje Ona swoją naukę w prostych kontekstach np. w Kazaniu do Górze czy w parabolicznych przypowieściach. Właśnie Chrystus ofiarowuje łaskę, dzięki której następuje usunięcie ludzkiego grzechu i wejście na ścieżkę pielęgnowania cnót teologicznych: wiary, nadziei i miłości. Pełny ich rozkwit wiedzie definitywnie do głębokich przeżyć wewnętrznych, ponieważ doprowadza do pewnego uświadomienia sobie przez człowieka prawd wiary, życiowych wskazań w nich zawartych i w końcu obecności Boga w duszy.
Ale najważniejszą siłą sprawczą wszelkiej duchowości chrześcijańskiej jest Kościół z Pismem Świętym i Tradycją, ze swoją liturgią, sakramentami i hierarchią. To zakłada, że owa ekonomia eklezjalna stanowi podstawową zasadę, konieczną dla chrześcijańskiej duchowości w tym szeroko pojętym znaczeniu, w jakim mówimy, że wszelka łaska przechodzi przez Kościół, zgodnie z odpowiednio pojmowaną formułą: „Extra Ecclesiam nulla salus”. Prawdziwa chrześcijańska duchowość rozwija się „wewnątrz Kościoła”, a przynależność do Kościoła wiąże się z przyjęciem – jak to określają dokumenty Soboru Watykańskiego II – synostwa Bożego przez chrzest. Konsekwentne przedłużenie chrztu dokonuje się za pośrednictwem Apostołów i ich następców. To tłumaczy, dlaczego różne duchowości – katolickie, protestanckie, prawosławne – mogą zawierać autentyczne części wszelkiej duchowości chrześcijańskiej.
Z powyższego wynika, że źródło zbliżające do siebie chrześcijan i ich różnorodne duchowości stanowią Chrystus, Kościół, Biblia i liturgia, dziecięctwo Boże, łaska i zmartwychwstanie. Naturalnie, w przeciągu dziejów następowało coraz głębsze uświadamianie sobie znaczenia tego, co wypowiada duchowość chrześcijan, ale co wcale nie wskazuje na pojawienie się żadnej „rewolucyjnej duchowości”, prowadzi natomiast do pełniejszego rozumienia posłannictwa Chrystusowego. Wyobrażam sobie, że w taki sposób ksiądz Popiełuszko mógłby motywować i uzasadniać wiernym potrzebę pozostawania przy chrześcijańskiej wizji życia. Musiałby wznosić się na szczyty – także intelektualnej – wrażliwości, by móc nawiązać kontakt z tymi wszystkimi ludźmi, których fascynują nowoczesne idee i oczekiwania pozbawione religijnych barw.
CHRYSTUS NASZYM SUMIENIEM
Dzisiejszy świat zaczyna przypominać niektóre gminy pierwotnego Kościoła, do których św. Paweł Apostoł kierował niekiedy gniewne napomnienia i przypominał o podstawowych zasadach przesłania Chrystusowego. Był stanowczy, pryncypialny, nie upraszczał złożonej politycznej i religijnej rzeczywistości. Zabiegajmy – idąc jego śladami – o dialog, przedstawiajmy swe racje, zawsze gotowi do kompromisu, którego jednakże nie powinniśmy traktować, jako celu samego w sobie. Ostatecznym kryterium podejmowanego działania jest i być musi zgodność z ewangeliczną stroną życia, z tym, co nam pozostawił sam Jezus Chrystus. On jest naszym głosem sumienia, doradcą i poręczycielem przed Ojcem w niebie. Walka z prawdą będzie trwała w dalszym ciągu, lecz nieprawda nie ma najmniejszych szans, by ostatecznie zatriumfować.
Ksiądz Popiełuszko miał tego faktu widomą świadomość. Mimo otaczających ówczesną Polskę ciemności nie pozbywał się nadziei. Powtarzał: nie mówmy, że świat jest coraz gorszy, coraz smutniejszy. A jeżeli nawet tak jest, to źródła smutku są w nas, a nie gdzie indziej. Stąd też i powody radości muszą być w nas. I podkreślał: autentyczne życie duchowe, spontaniczna radość to obecność Boga zarówno w wymiarze osobistym, jak i społecznym, to również akceptacja cierpienia – o ile bywa ono przeżywane wespół z Chrystusem – pojmowanego jako chrześcijańska droga ocalenia. Dopóki żyjemy, nie utraciliśmy możliwości korzystania z darów niesionych przez miłosiernego Boga. Tylko módlmy się, rozmawiajmy, nie wynośmy własnych opinii ponad miarę; dziękczynnie tańczmy przed Stwórczą Miłością. Wówczas i kapłańskie dzieło błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki nie zniknie ani z naszych serc, ani z naszego religijnego dziedzictwa.
W: Idziemy, nr 42 (319), 16.10.2011, s. 14-16.
Co zatem powinniśmy uczynić, by osoba błogosławionego nadal pozostawała dla nas żywa, przydająca duchowych sił oraz umacniająca na ewangelicznych drogach życia? Aby stawała się ważnym punktem odniesienia także w sprawach społecznych. bo to one (właściwie realizowane) tworzą warunki rozrastania się dobra wspólnego, sprawiają, że ludzie są w stanie realizować wszystkie swe naturalne i otrzymywane możliwości.
WIELKI SPICHLERZ
Odpowiedź wcale nie jest prosta, ponieważ jesteśmy narodem podzielonym i w zasadniczych kwestiach – światopoglądowo-obyczajowych – skłóconym. Trzeba nadto uwzględnić sytuację, w jakiej znalazła się religia katolicka, spychana coraz bardziej na obrzeża zbiorowej przestrzeni, niszczona i traktowana obojętnie przez sporą część ponowoczesnych populacji. Nie zapominajmy również o nadal toczonych sporach wewnątrz samych zbiorowości konfesyjnych oraz konieczności ponownego odkrywania duchowych wymiarów Europy, które – na szczęście – dają się odnowić i zastosować w codziennej praktyce. Chrześcijaństwo musi podjąć na nowo swój udział w kształtowaniu duchowej jedności Europy. Jan Paweł II często podkreślał, że same racje ekonomiczne i polityczne jej nie ukształtują. Nazajutrz – przypomnę – po historycznej wizycie Gorbaczowa w Watykanie wygłosił do kardynałów i współpracowników Stolicy Apostolskiej przemówienie w formie życzeń bożonarodzeniowych. Podkreślił wówczas: „Europa musi stać się „domem”, w którym każdy naród znajdzie akceptację dla swej tożsamości, pomoc na drodze rozwoju, a przede wszystkim poszanowanie dla swoich słusznych dążeń”.
Można przeto, w poetyckim duchu Osipa Mandelsztama, porównać Europę do wielkiego spichlerza, pełnego różnorodnych ziaren, z których wypala się bochny chleba. Położenie ziarna w chlebie odpowiada położeniu jednostki w tym całkowicie ożywczym i mechanicznym połączeniu, które nazywamy wspólnotą europejską. Zdarzają się takie momenty w historii, kiedy nie piecze się już chleba, kiedy spichlerze pełne są ziarna ludzkiej pszenicy, lecz młyn nie miele, młynarz się zestarzał i zmęczył, a szerokie skrzydła wiatraków bezradnie czekają na robotę. W takim dziejowym momencie obecnie się znajdujemy. Kontynent europejski stał się terenem nowego islamskiego „najazdu”, i to w chwili, w której Europa znajduje się na niepewnym etapie redefinicji samej siebie i nie potrafi jeszcze dokonać jasnych wyborów politycznych, niepewna swej tożsamości kulturowej. Kryzys ekonomiczny zaraźliwie dopełnia tego ponurego obrazu.
Ale w sposób paradoksalny wskazane okoliczności mogą wzmacniać europejskiej idee odradzające myślenie religijne i chrześcijańskie wartości. Działalność księdza Popiełuszki nie kształtowała przecież swego charakteru w krajobrazie moralnie wyrazistym, ale w okowach komunistycznego zniewolenia. Trudno było w tamtym czasie o zdecydowane promienie nadziei, a jednak Polacy nie okazywali rezygnacji z walki o demokratyczne wzorce i zachowanie religijnej tożsamości. Ich wiara kształtowana się i nadal kształtuje w blasku najróżniejszych przeciwności i napływającej z wielu stron niechęci.
Ksiądz Jerzy okazał się znamiennym wyrazicielem społecznych postaw, które wówczas nie mogły się szerzej ujawniać, skute milicyjnym kordonem. Odważnie zabiegał o to wszystko, co w naszej teraźniejszości jest zwykłą normalnością. Nigdy jednak nie wolno dawać się usypiać pozornej, by tak nazwać, dobroci czasu i ustroju. Siły promujące zło znajdują się zawsze w aktywnej gotowości. Wystarczy dosłownie jedno wydarzenie, jakieś pęknięcie społecznej struktury, by niebezpieczna lawina zaczęła ogarniać obywatelską przestrzeń. A środowiska ateizujące i liberalne chyba nigdy nie ucichną; będą szumnie domagać się, by ich zapatrywania znajdowały coraz szerszy posłuch.
Wielu z tych, którzy znali żoliborskiego męczennika, zadaje charakterystyczne pytanie: jak on zachowałby się w naszym wieku, gdyby nie został skrytobójczo umęczony i nadal pracował? Jak reagowałby na dokonujące się przemiany i religijne kontrowersje? Czy publicznie ganiłby tych dygnitarzy, którzy podsycają partyjne nienawiści i czynią z Kościoła narzędzie gry politycznej? Zapewne starałby się przede wszystkim uzgadniać swe wypowiedzi i służbę duszpasterską z pryncypiami nauki społecznej przynależnej katolickiej tradycji i wyrażonej w dokumentach Soboru Watykańskiego II. Stawałby w obronie tych, którzy z jakichkolwiek powodów doznali krzywdy i poniżenia. Czyniłby to na miarę swych możliwości i intelektualnego rozeznania, przedkładając ponad osobiste i partykularne korzyści sprawy drugiego człowieka, z racji jego godności jako osoby stworzonej przez Boga.
Nie dałby się zapewne zwieść sile atrakcji niesionych przez nowoczesną rzeczywistość i globalne – rozpowszechniane przez media – projekty. Odczuwałby na własnej skórze trud kapłaństwa, przed którym kurczy się obszar ewangelicznego oddziaływania, gdyż pojawiają się przedziwne formy duchowego odnoszenia się do świata. Nie liczy się w nich Kościół, lecz tylko i wyłącznie sfera indywidualna, świadome korzystanie z ekstatycznych praktyk typu estetycznego, erotycznego bądź ogólnie – katartycznego.
W takim ujęciu osobiste emocje i wewnętrzne uniesienia ludzi łączą się z każdym przeżyciem, której jest w stanie dokonać w nich jakiegoś parareligijnego wstrząsu. Tradycyjna religia naturalnie nie znika, ale zamiast niej pojawiają się najróżniejsze agendy „produkujące sens” w czasie kryzysu sensu, a tradycyjną kategorię godności zastępuje się egzystencjalną autentycznością. Rodzi się płynny rynek religijny, powstający na styku tego, co religijne, i tego, co niereligijne. Do głosu dochodzą stanowiska propagujące tzw. świecką, a nawet ateistyczną duchowość. Okazuje się, że właściwie nie ma ludzi niewierzących, tyle tylko, że owa wiara w żaden sposób nie odnosi się do osobowo pojętego Boga. Jej naczelną dewizą jest, aby wyrażać to, co religijne w symbolice kultury świeckiej. Nie daje ona pierwszeństwa temu, co chrześcijańskie lub ewidentnie kościelne i związane ze słowem „urząd”, który – choć, zgodnie ze swym celtyckim pochodzeniem (ampaht), oznacza służenie – kojarzy się raczej w wyniosłością, panowaniem i arogancją. Wyraża widoczną niechęć do określonej leksyki religijnej.
Konsekwencją tego rodzaju zamysłu jest to, że w akceptowanych przez jej wyznawców formach wyrażania duchowości nie liczy się już transcendentnie i osobowo pojęty Bóg, co najwyżej jakaś doświadczalnie przeżywana „pozaziemska moc lub energia”. Popularność zyskuje hasło: „Nie jestem religijny, ale mam duchowość”. Całość doświadczenia egzystencjalnego bywa ujmowana w kategoriach dynamiki życia ludzkiego. Dlatego na przykład oddanie się jakiejś wielkiej sprawie będzie przynosiło sens i zyska duchowy wymiar. Ten sens może być wszelako wszystkim: różnorako pojmowanym Bogiem, nauką, ojczyzną, demokracją, naturalną medycyną, sportem, biznesem, polityką, sztuką, zwłaszcza architekturą bądź czymkolwiek innym. Otrzyma miano niecodziennego zindywidualizowanego sacrum z „tego świata”, znajdującego się w zasięgu ręki.
Jedni poszukiwacze duchowości – jak ktoś zgrabnie uogólnił – będą odnosili się do nadludzkiej rzeczywistości, znajdując miejsce gdzieś między ezoteryką a okultyzmem, wiarą w istoty pozaziemskie a satanizmem i nowym ruchem czarownic (wiccanizm). Drudzy natomiast, posługując się technikami medytacji i psychoanalizą, oddadzą się tropieniu tajemnic własnej istoty. To, co może nadawać życiu sens, na przykład ekologia, feminizm, homoseksualizm, numerologia, obrona grup etnicznych, uznaje się za światopogląd wyznawany wręcz z religijnym fanatyzmem. Nawet agresywne zwalczanie wszelkiej religii ma też charakter światopoglądu.
Duchowość nie będzie więc znakiem wewnętrznej jedności z Bogiem i ewentualnie poszukiwania odpowiedzi na fundamentalne pytania, jakie budzi w człowieku jego własne istnienie i dookolny świat, ale głównie jej cele sprowadzają się do zapewnienia mu dobrego bieżącego samopoczucia i w miarę trwałych pod względem atrakcyjności i siły przeżyć psychicznych. demokratyzacja życia sprawia, że tego typu „doświadczenie mistyczne” dostępne musi być każdemu, bez konieczności podejmowania trudu ascetycznego, modlitewnego czy wiążącego się z przestrzeganiem reguł moralnych. Łatwo zauważyć, że mamy tutaj do czynienia z rozpaczliwą pogonią za doznaniami, których nie wypada inaczej nazwać, jak tylko pseudomistyką bądź „bakchicznym upojeniem”, o jakim wspomina w „Fajdrosie” Sokrates.
CHRZEŚCIJAŃSKA DUCHOWOŚĆ
Ksiądz Popiełuszko reagowałby zapewne na tego rodzaju wyzwania. Przekonywałby całą swą postawą i stylem kapłańskiej obecności, że najróżniejszego rodzaju duchowości spotykamy także w Kościele, co zresztą jest chyba nieuniknione i potwierdzone przez Katechizm Kościoła Katolickiego. Czym wobec tego wyróżniałaby się duchowość chrześcijańska, jako określona forma przeżywania przez ochrzczonego indywidualnej relacji z Bogiem, najpełniej objawiającym się w Chrystusie, który przyjął ludzkie ciało, by dokonać dzieła odkupienia? Otóż, kierując się nauką Chrystusa i przykładem jego życia, dążąc do unii z Bogiem przez stan łaski, modlitwę, ascezę, praktykowanie miłości, doświadczenie mistyczne, chrześcijanin buduje swój autentyczny etos. To słownikowe ujęcie duchowości odsłania jej chrześcijański format.
Głównie i przede wszystkim chodzi o przesłanie Ewangelii, sprowadzające się do zachęty, by przyjąć ideę Królestwa Bożego i dojść do zjednoczenia z Bogiem. Drogą do tego celu nie jest jakiś abstrakcyjny model postępowania, czy realizacja zbioru przepisów podobnych do reguł mądrości Buddy, ale osoba Chrystusa, jeżeli nawet konkretyzuje Ona swoją naukę w prostych kontekstach np. w Kazaniu do Górze czy w parabolicznych przypowieściach. Właśnie Chrystus ofiarowuje łaskę, dzięki której następuje usunięcie ludzkiego grzechu i wejście na ścieżkę pielęgnowania cnót teologicznych: wiary, nadziei i miłości. Pełny ich rozkwit wiedzie definitywnie do głębokich przeżyć wewnętrznych, ponieważ doprowadza do pewnego uświadomienia sobie przez człowieka prawd wiary, życiowych wskazań w nich zawartych i w końcu obecności Boga w duszy.
Ale najważniejszą siłą sprawczą wszelkiej duchowości chrześcijańskiej jest Kościół z Pismem Świętym i Tradycją, ze swoją liturgią, sakramentami i hierarchią. To zakłada, że owa ekonomia eklezjalna stanowi podstawową zasadę, konieczną dla chrześcijańskiej duchowości w tym szeroko pojętym znaczeniu, w jakim mówimy, że wszelka łaska przechodzi przez Kościół, zgodnie z odpowiednio pojmowaną formułą: „Extra Ecclesiam nulla salus”. Prawdziwa chrześcijańska duchowość rozwija się „wewnątrz Kościoła”, a przynależność do Kościoła wiąże się z przyjęciem – jak to określają dokumenty Soboru Watykańskiego II – synostwa Bożego przez chrzest. Konsekwentne przedłużenie chrztu dokonuje się za pośrednictwem Apostołów i ich następców. To tłumaczy, dlaczego różne duchowości – katolickie, protestanckie, prawosławne – mogą zawierać autentyczne części wszelkiej duchowości chrześcijańskiej.
Z powyższego wynika, że źródło zbliżające do siebie chrześcijan i ich różnorodne duchowości stanowią Chrystus, Kościół, Biblia i liturgia, dziecięctwo Boże, łaska i zmartwychwstanie. Naturalnie, w przeciągu dziejów następowało coraz głębsze uświadamianie sobie znaczenia tego, co wypowiada duchowość chrześcijan, ale co wcale nie wskazuje na pojawienie się żadnej „rewolucyjnej duchowości”, prowadzi natomiast do pełniejszego rozumienia posłannictwa Chrystusowego. Wyobrażam sobie, że w taki sposób ksiądz Popiełuszko mógłby motywować i uzasadniać wiernym potrzebę pozostawania przy chrześcijańskiej wizji życia. Musiałby wznosić się na szczyty – także intelektualnej – wrażliwości, by móc nawiązać kontakt z tymi wszystkimi ludźmi, których fascynują nowoczesne idee i oczekiwania pozbawione religijnych barw.
CHRYSTUS NASZYM SUMIENIEM
Dzisiejszy świat zaczyna przypominać niektóre gminy pierwotnego Kościoła, do których św. Paweł Apostoł kierował niekiedy gniewne napomnienia i przypominał o podstawowych zasadach przesłania Chrystusowego. Był stanowczy, pryncypialny, nie upraszczał złożonej politycznej i religijnej rzeczywistości. Zabiegajmy – idąc jego śladami – o dialog, przedstawiajmy swe racje, zawsze gotowi do kompromisu, którego jednakże nie powinniśmy traktować, jako celu samego w sobie. Ostatecznym kryterium podejmowanego działania jest i być musi zgodność z ewangeliczną stroną życia, z tym, co nam pozostawił sam Jezus Chrystus. On jest naszym głosem sumienia, doradcą i poręczycielem przed Ojcem w niebie. Walka z prawdą będzie trwała w dalszym ciągu, lecz nieprawda nie ma najmniejszych szans, by ostatecznie zatriumfować.
Ksiądz Popiełuszko miał tego faktu widomą świadomość. Mimo otaczających ówczesną Polskę ciemności nie pozbywał się nadziei. Powtarzał: nie mówmy, że świat jest coraz gorszy, coraz smutniejszy. A jeżeli nawet tak jest, to źródła smutku są w nas, a nie gdzie indziej. Stąd też i powody radości muszą być w nas. I podkreślał: autentyczne życie duchowe, spontaniczna radość to obecność Boga zarówno w wymiarze osobistym, jak i społecznym, to również akceptacja cierpienia – o ile bywa ono przeżywane wespół z Chrystusem – pojmowanego jako chrześcijańska droga ocalenia. Dopóki żyjemy, nie utraciliśmy możliwości korzystania z darów niesionych przez miłosiernego Boga. Tylko módlmy się, rozmawiajmy, nie wynośmy własnych opinii ponad miarę; dziękczynnie tańczmy przed Stwórczą Miłością. Wówczas i kapłańskie dzieło błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki nie zniknie ani z naszych serc, ani z naszego religijnego dziedzictwa.
W: Idziemy, nr 42 (319), 16.10.2011, s. 14-16.
Bp Guzdek ustanowił medal bł. ks. Jerzego Popiełuszki
W dniach 17-18 października 2011 roku w Warszawie odbędzie się spotkanie byłych alumnów - żołnierzy. Kapłani spotkają się ze swoimi kolegami z jednostek wojskowych, z którymi odbywali służbę wojskową, będą uczestniczyć w konferencji popularno-naukowej oraz celebrować Mszę św. w kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Podczas konferencji odbędzie się uroczystość wręczenia medalu ks. Jerzego Popiełuszki, ustanowionego w październiku br. przez biskupa polowego WP Józefa Guzdka.
Na awersie medalu umieszczony jest portret bł. ks. Jerzego Popiełuszki z okresu kiedy pełnił służbę wojskową w Bartoszycach w latach 1966-68, jako alumn-żołnierz. Na rewersie znajdują się logo ordynariatu polowego WP: krzyż, stuła z sentencją Bóg-Honor-Ojczyzna, postać Matki Boskiej Częstochowskiej oraz słowa „Zło dobrem zwyciężaj”. - Hasło wyryte na medalu: „Zło dobrem zwyciężaj” ukazuje istotę przesłania księdza Jerzego, a zawarte w symbolu Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego: słowa „Bóg, Honor, Ojczyzna”, krzyż oraz wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej przedstawiają wartości, za które ks. Jerzy Popiełuszko oddał swoje życie – napisał w dekrecie ustanawiającym odznaczenie bp Józef Guzdek.
- Ten medal został ustanowiony przez biskupa polowego WP z myślą o alumnach – żołnierzach, ale nie tylko dla nich, gdyż będą nim odznaczane także osoby duchowne i świeckie, które swoim życiem prezentują postawy podobne do życia ks. Jerzego Popiełuszki, a więc walczą w obronie prawdy i sprawiedliwości – powiedział rzecznik ordynariatu ks. płk Zbigniew Kępa.
Jako pierwsi odznaczeni tym medalem będą kapłani, obecni na spotkaniu byłych alumnów-żołnierzy, organizowanym przez Ordynariat Polowy 17 i 18 października w Warszawie. - Pozostali oni wierni swojemu chrześcijańskiemu i kapłańskiemu powołaniu w trudnych okolicznościach zewnętrznych. W codziennym żołnierskim życiu przestrzegali zasad moralnych i okazywali świadectwo wiary, nadziei i miłości. Przebaczając swoim prześladowcom wypełnili słowa św. Pawła, tak cenione przez księdza Jerzego: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” – napisał w uzasadnieniu przyznania odznaczenia alumnom-żołnierzom bp Guzdek.
kos / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 13 października 2011
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Na awersie medalu umieszczony jest portret bł. ks. Jerzego Popiełuszki z okresu kiedy pełnił służbę wojskową w Bartoszycach w latach 1966-68, jako alumn-żołnierz. Na rewersie znajdują się logo ordynariatu polowego WP: krzyż, stuła z sentencją Bóg-Honor-Ojczyzna, postać Matki Boskiej Częstochowskiej oraz słowa „Zło dobrem zwyciężaj”. - Hasło wyryte na medalu: „Zło dobrem zwyciężaj” ukazuje istotę przesłania księdza Jerzego, a zawarte w symbolu Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego: słowa „Bóg, Honor, Ojczyzna”, krzyż oraz wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej przedstawiają wartości, za które ks. Jerzy Popiełuszko oddał swoje życie – napisał w dekrecie ustanawiającym odznaczenie bp Józef Guzdek.
- Ten medal został ustanowiony przez biskupa polowego WP z myślą o alumnach – żołnierzach, ale nie tylko dla nich, gdyż będą nim odznaczane także osoby duchowne i świeckie, które swoim życiem prezentują postawy podobne do życia ks. Jerzego Popiełuszki, a więc walczą w obronie prawdy i sprawiedliwości – powiedział rzecznik ordynariatu ks. płk Zbigniew Kępa.
Jako pierwsi odznaczeni tym medalem będą kapłani, obecni na spotkaniu byłych alumnów-żołnierzy, organizowanym przez Ordynariat Polowy 17 i 18 października w Warszawie. - Pozostali oni wierni swojemu chrześcijańskiemu i kapłańskiemu powołaniu w trudnych okolicznościach zewnętrznych. W codziennym żołnierskim życiu przestrzegali zasad moralnych i okazywali świadectwo wiary, nadziei i miłości. Przebaczając swoim prześladowcom wypełnili słowa św. Pawła, tak cenione przez księdza Jerzego: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” – napisał w uzasadnieniu przyznania odznaczenia alumnom-żołnierzom bp Guzdek.
kos / Warszawa
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 13 października 2011
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Pelplin: relikwie ks. Jerzego Popiełuszki wprowadzone do kościoła w Łubianinie
Biskup pelpliński Jan Bernard Szlaga wprowadził w niedzielę 9 października, do kościoła parafialnego w Łubianie koło Kościerzyny relikwie bł. ks. Jerzego Popiełuszki. W homilii stwierdził, że „Ewangelia nie może być zniekształcona ludzkimi kaprysami, nie może być naginana do okoliczności życia ludzkiego, do polityki, do spraw społecznych. Przeciwnie, Ewangelia jest tą nauką, która kieruje życiem wspólnym”.
Relikwie bł. ks. Popiełuszki wnieśli do świątyni przedstawiciele NSZZ „Solidarność”, współorganizatorzy uroczystości. Na terenie parafii Łubiana znajduje się jeden z największych zakładów pracy na Kaszubach „ZPS Lubiana”, zatrudniający ponad 1,5 tys. osób.
Gospodarz uroczystości, ks. Mieczysław Gajewski, nazwał ks. Popiełuszkę „męczennikiem, głosem upominającym się o wolność, prawdę i godziwe życie”. Proboszcz deklarował, że przykład ks. Popiełuszki będzie zachętą „do dawania świadectwa w dziwnej polskiej rzeczywistości, gdzie krzyż, Biblia i Kościół dla wielu stały się znakiem agresji, buntu i sprzeciwu”.
Bp Szlaga rozpoczynając homilię stwierdził, że „wprowadzenie relikwii ks. Jerzego to piękna lekcja obecności Kościoła w świecie współczesnym”. Wielokrotnie kaznodzieja nawiązywał zarówno do patrona kościoła w Łubianie św. Maksymiliana Kolbe jak i bł. ks. Jerzego Popiełuszki.
Nawiązując do męczeństwa chrześcijan na przestrzeni wieków hierarcha stwierdził, że „trwa ono nadal w Kościele poprzez wszystkie inne formy świadectwa”. Wskazując na ofiarę św. Maksymiliana, któremu poświęcony był bieżący rok w Polsce, zauważył, że „spełnił on dokładnie ewangelijny scenariusz: oddał życie za swojego bliźniego”. Taka postawa nie wynikała tylko z chwili - powiedział bp Szlaga, ale była „dobrze przygotowana” przez umartwione życie zakonnika i „życie wielkiego misjonarza i ewangelizatora naszego czasu”, padł ofiarą ludobójstwa - dodał hierarcha.
Biskup pelpliński określił, na przykładzie ks. Jerzego, cechy chrześcijanina wiernego Ewangelii. Powiedział: „ks. Jerzy Popiełuszko był bardzo zwyczajnym nauczycielem wiary, ale bardzo konsekwentnym”.
Zaznaczył też, że „Ewangelia nie znosi kompromisu. Jest czymś jedynym w swoim rodzaju, co oznacza wierność Bogu, oznacza prawdę, oznacza także stabilność”. Rozwijając ten ostatni wątek, kaznodzieja powiedział, że ks. Jerzy Popiełuszko żył w przekonaniu, że „Ewangelia nie może być zniekształcona ludzkimi kaprysami, nie może być naginana do okoliczności życia ludzkiego, do polityki, do spraw społecznych. Przeciwnie, Ewangelia jest tą nauką, która kieruje życiem wspólnym, także społecznym, także gospodarczym”.
Ks. Jerzego bp Szlaga określił konsekwentnym wyznawcą i bezkompromisowym głosicielem Ewangelii. Dlatego - dodał hierarcha - „naraził się tym, którzy na kompromisach chcieli budować wspólnotę polskiego życia politycznego, publicznego. Naraził się i zginął”- dodał hierarcha.
Bp Szlaga apelował o „stateczną wiarę”. Mówił, iż „ludzie stateczni, wierni Bogu potrafią zwyciężać zło dobrem”. Religię chrześcijańska określił „religią wielkiego przywileju i zobowiązania, która wymaga obowiązkowości w podporządkowaniu się Bożemu prawu”.
Zatrzymując się nad znaczeniem wprowadzenia relikwii do świątyń, kaznodzieja stwierdził, że były one „zawsze w Kościele w wielkiej czci” i są wyrazem solidarności z tymi, których one przypominają. Są one wyrazem „obecności wśród nas tych, którzy odeszli, a są z nami we wspólnocie świętych obcowania”.
W uroczystości, poza duchowieństwem, parafianami z Łubiany, wzięli udział liczni działacze NSZZ „Solidarności” i poczty sztandarowe wspólnot kościelnych, szkół, zakładów pracy.
ks. is / Łubiana k. Kościerzyny
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 09 października 2011
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Relikwie bł. ks. Popiełuszki wnieśli do świątyni przedstawiciele NSZZ „Solidarność”, współorganizatorzy uroczystości. Na terenie parafii Łubiana znajduje się jeden z największych zakładów pracy na Kaszubach „ZPS Lubiana”, zatrudniający ponad 1,5 tys. osób.
Gospodarz uroczystości, ks. Mieczysław Gajewski, nazwał ks. Popiełuszkę „męczennikiem, głosem upominającym się o wolność, prawdę i godziwe życie”. Proboszcz deklarował, że przykład ks. Popiełuszki będzie zachętą „do dawania świadectwa w dziwnej polskiej rzeczywistości, gdzie krzyż, Biblia i Kościół dla wielu stały się znakiem agresji, buntu i sprzeciwu”.
Bp Szlaga rozpoczynając homilię stwierdził, że „wprowadzenie relikwii ks. Jerzego to piękna lekcja obecności Kościoła w świecie współczesnym”. Wielokrotnie kaznodzieja nawiązywał zarówno do patrona kościoła w Łubianie św. Maksymiliana Kolbe jak i bł. ks. Jerzego Popiełuszki.
Nawiązując do męczeństwa chrześcijan na przestrzeni wieków hierarcha stwierdził, że „trwa ono nadal w Kościele poprzez wszystkie inne formy świadectwa”. Wskazując na ofiarę św. Maksymiliana, któremu poświęcony był bieżący rok w Polsce, zauważył, że „spełnił on dokładnie ewangelijny scenariusz: oddał życie za swojego bliźniego”. Taka postawa nie wynikała tylko z chwili - powiedział bp Szlaga, ale była „dobrze przygotowana” przez umartwione życie zakonnika i „życie wielkiego misjonarza i ewangelizatora naszego czasu”, padł ofiarą ludobójstwa - dodał hierarcha.
Biskup pelpliński określił, na przykładzie ks. Jerzego, cechy chrześcijanina wiernego Ewangelii. Powiedział: „ks. Jerzy Popiełuszko był bardzo zwyczajnym nauczycielem wiary, ale bardzo konsekwentnym”.
Zaznaczył też, że „Ewangelia nie znosi kompromisu. Jest czymś jedynym w swoim rodzaju, co oznacza wierność Bogu, oznacza prawdę, oznacza także stabilność”. Rozwijając ten ostatni wątek, kaznodzieja powiedział, że ks. Jerzy Popiełuszko żył w przekonaniu, że „Ewangelia nie może być zniekształcona ludzkimi kaprysami, nie może być naginana do okoliczności życia ludzkiego, do polityki, do spraw społecznych. Przeciwnie, Ewangelia jest tą nauką, która kieruje życiem wspólnym, także społecznym, także gospodarczym”.
Ks. Jerzego bp Szlaga określił konsekwentnym wyznawcą i bezkompromisowym głosicielem Ewangelii. Dlatego - dodał hierarcha - „naraził się tym, którzy na kompromisach chcieli budować wspólnotę polskiego życia politycznego, publicznego. Naraził się i zginął”- dodał hierarcha.
Bp Szlaga apelował o „stateczną wiarę”. Mówił, iż „ludzie stateczni, wierni Bogu potrafią zwyciężać zło dobrem”. Religię chrześcijańska określił „religią wielkiego przywileju i zobowiązania, która wymaga obowiązkowości w podporządkowaniu się Bożemu prawu”.
Zatrzymując się nad znaczeniem wprowadzenia relikwii do świątyń, kaznodzieja stwierdził, że były one „zawsze w Kościele w wielkiej czci” i są wyrazem solidarności z tymi, których one przypominają. Są one wyrazem „obecności wśród nas tych, którzy odeszli, a są z nami we wspólnocie świętych obcowania”.
W uroczystości, poza duchowieństwem, parafianami z Łubiany, wzięli udział liczni działacze NSZZ „Solidarności” i poczty sztandarowe wspólnot kościelnych, szkół, zakładów pracy.
ks. is / Łubiana k. Kościerzyny
--
Katolicka Agencja Informacyjna
ISSN 1426-1413; Data wydania: 09 października 2011
Wydawca: KAI; Red. naczelny: Marcin Przeciszewski
Subskrybuj:
Posty (Atom)